Żyję jak w średniowieczu

Autor: |

– Przyjdźcie i zobaczcie, w jakich warunkach mieszka chora na raka kobieta – usłyszeliśmy od jednej z Czytelniczek.

– Jak ma wracać do zdrowia, kiedy po chemioterapii musi przebywać w pokoju, w którym ściany są czarne od grzyba?

Budynek przy ulicy Kolejowej z zewnątrz wygląda ładnie. Nowy dach i okna, pomalowana elewacja. W mieszkaniu pani Barbary nie ma jednak gazu, bieżącej wody, popękane ściany zjada grzyb, a w powietrzu czuć wilgoć i stęchliznę. Podobnie jest w pozostałych lokalach. Z toalet i jednej łazienki, w której brakuje ciepłej wody, korzysta kilka rodzin.

– Choruję od 1993 roku – opowiada pani Barbara. – Przeszłam już kilka chemioterapii. W lecie, chociaż jestem osłabiona, mogę wyjść przed budynek. Teraz jest już jednak za zimno. Muszę oddychać smrodem zagrzybionej ściany. To nie pomaga mi w walce z nowotworem.

Kobieta dodaje, że niedawno pomalowała mieszkanie. Przez jakiś czas ściana wyglądała w miarę normalnie, później znów zaczęła wychodzić pleśń. Jedynym ratunkiem jest generalny remont. Jednak pani Barbara, która w małym pokoiku mieszka z dorosłym synem, nie ma gdzie się wyprowadzić. Córka ma tylko jeden pokój, dwójkę dzieci, sama jest chora. Nie może zapewnić matce opieki.

– Nie chcę mieszkania w bloku ani żadnych luksusów – podkreśla pani Barbara. – Wystarczy mi tylko pokój bez grzyba na ścianach, żebym po chemioterapii mogła odpoczywać w normalnych warunkach. Wiele razy pisaliśmy podania, prośby o remont, przychodziły różne komisje. Bez rezultatu.

W Urzędzie Miasta znana jest sytuacja chorej kobiety. Urzędnicy potwierdzają, że otrzymywali podania od pani Barbary, z prośbą o zamianę mieszkania. Niestety, nie są w stanie jej pomóc.

– Przykro nam, ale w tej chwili nie dysponujemy wolnymi lokalami – mówi Wiesława Drzazga, kierownik referatu zasobów mieszkaniowych i użyteczności publicznej. – Lista oczekujących jest długa, a nasze możliwości ograniczone. Plany inwestycyjne na następny rok nie przewidują budowy bloków socjalnych. W starych zasobach odzyskujemy rocznie jedno, czasem dwa mieszkania.

Jedyną dobrą wiadomością dla chorej kobiety i pozostałych mieszkańców jest to, że już niebawem będą mogli korzystać z odnowionych łazienek. Trwa właśnie remont pomieszczeń.

– W pierwszej kolejności zajęliśmy się łazienkami przy ul. Kolejowej 7 i 8 – wyjaśnia Magdalena Kurowska, naczelnik wydziału Wydziału Infrastruktury Komunalnej i Inwestycji w Urzędzie Miasta. – Wymieniamy armaturę, instalację sanitarną i wodociągową. Zamontujemy kabiny prysznicowe, toalety, umywalki oraz bojlery do podgrzewania wody. Łazienka w budynku nr 6 zostanie powiększona.

Będą to jednak jedyne remonty. Gmina nie ma środków na wykonanie kolejnych, wewnątrz pomieszczeń. – Na razie nie przewidujemy innych prac, bo przekraczają możliwości fi nansowe gminy – mówi M. Kurowska. – W ubiegłym roku wykonaliśmy termomodernizację dwóch budynków oraz remont dachu na jednym z nich. Wyremontowaliśmy korytarze, wymieniliśmy okna i drzwi. Zastanawialiśmy się nad położeniem tzw. tynków renowacyjnych, które umożliwiają wysychanie i odsalanie murów, ale jest to olbrzymi koszt. Poza tym, na czas remontów w mieszkaniach musielibyśmy przyznać lokatorom kwatery zastępcze, a takich nie mamy. Sukcesywnie staramy się poprawić im warunki, chociaż większość zalega z opłatami.

– Za co mamy płacić?! – pyta pani Barbara. – Czynsz wynosi prawie 100 zł, do tego dochodzą opłaty za światło. Musimy też kupować butle gazowe. Razem jest to suma ok. 220 zł miesięcznie. Trochę dużo za mieszkanie z grzybem. Uważa się nas za najgorsze zło społeczne. Nazywają nas „barakowcami”. Owszem, niektórym nie zależy, mogą mieszkać w takich warunkach jak dotychczas. Ale są też ludzie, którzy znaleźli się tutaj nie z własnej winy. Chcielibyśmy żyć tak, jak przystało na XXI wiek.

Głos Świdnika

Last modified: 1 lipca 2020