Zrozumieć swojego psa

Autor: |

fot. Dominika Siek
Jako dziecko chciała pracować ze zwierzętami. By spełnić marzenie, udzielała się w schroniskach jako wolontariuszka, trenowała z własnym pupilem, by wreszcie zdecydować się na zawód behawiorystki. Dziś Angelika Trześniewska prowadzi fanpage „Z psami” oraz pomaga opiekunom zrozumieć ich czworonogi. W rozmowie opowiedziała o pracy, problemach, jakie miewamy z psami oraz o tym, że nie ma na nie jednego rozwiązania.

– „Wy nie wiecie, a ja wiem, jak rozmawiać trzeba z psem. Bo poznałem język psi, gdy mieszkałem w pewnej wsi.” To fragment utworu Jana Brzechwy, znany m. in. z filmowej adaptacji „Akademii Pana Kleksa”. Tak też, chyba w najprostszy sposób, można wytłumaczyć kim jest behawiorysta.

– Tak, to trochę tak jest. Behawiorysta to jednak przede wszystkim osoba, która pomaga opiekunowi zrozumieć swojego czworonoga i uczy, jak z nim pracować. Czasem, kiedy rozmawiam z ludźmi, mam wrażenie, że chcą, by pies dosłownie w sekundę stał się takim, o jakim marzą. Tłumaczę im, jak należy z nim pracować i jak wiele czasu trzeba temu poświęcić. To nie jest tak, że wystarczy godzinne spotkanie z behawiorystą i zwierzak się zmieni.

– Nie ma więc magicznego zaklęcia, które wpłynęłoby na psa. A dlaczego zdecydowała się Pani zostać behawiorystką? Mam wrażenie, że osoby lubiące zwierzęta częściej wybierają zawód weterynarza.

– Przez długi czas miałam plany, żeby zostać lekarzem weterynarii, ale nie udało mi się dostać na ten kierunek studiów. Jest bardzo oblegany. Moją wielką pasją było też szkolenie psów. Zdecydowałam więc, że pójdę na behawiorystkę i nie żałuję. Cieszę się, że wybrałam tę drogę. Cały czas rozwijam się w tym kierunku.

– Jak wygląda nauka tego zawodu?

– Myślę, że żeby zostać behawiorystą trzeba przede wszystkim połączyć praktykę z teorią. Zawsze starałam się to robić. Byłam wolontariuszką w schroniskach, fundacjach. Obserwowałam osoby, które pracowały z psami i jeździłam na różnego rodzaju seminaria, zresztą dotąd to robię. Oczywiście, skończyłam też studia, ale dla mnie podstawą była ta dodatkowa wiedza, którą zdobywałam poza nimi.

– Co było pierwsze: studia czy wolontariat?

– Najpierw była praca z własnymi psami. Miałam trudnego czworonoga, który przy każdej, najmniejszej okazji uciekał i nie reagował na zawołanie. Zaczęłam z nim pracować i tak naprawdę to był początek mojej przygody.

– Nie każdy nadaje się do pracy behawiorysty. Jakie cechy powinna mieć osoba, która chce rozwijać się w tym zawodzie?

– Ostatnio dużo o tym myślałam. Na pewno musi to być osoba wyrozumiała, bo zawód behawiorysty polega przede wszystkim na pracy z ludźmi. Zdarza mi się słyszeć historie, że behawioryści potrafią wprost powiedzieć opiekunowi, że źle zajmuje się psem. A przecież nie o to chodzi. W ten sposób możemy zniechęcić opiekuna do pracy ze swoim pupilem i więcej nie przyjdzie na spotkanie. Na pewno trzeba mieć też w sobie dużo empatii, zarówno w stosunku do ludzi, jak i do zwierząt. Osoba, która decyduje się na wzięcie psa, nie ma złych intencji. Szczególnie, jeśli szuka pomocy u behawiorysty.

– To praca, która stawia przed Panią wiele wyzwań. Każdy pies jest inny, ma różne problemy i potrzeby.

– Często kłopoty z pupilem wynikają ze stresu właściciela, który objawia się, na przykład podczas spaceru. To sprawia, że jest im trudno znaleźć wspólny język i współpracować. Ważne jednak, by pamiętać, że każdy przypadek jest inny. Liczy się praktyka. Im więcej psów widzimy, tym więcej poznajemy metod i potrafimy je do nich dopasować. Każde zachowanie, nawet zwyczajne ciągnięcie na smyczy, może mieć mnóstwo przyczyn. Jest wiele sposobów, by je rozwiązać. Obserwuję grupy na Facebooku, gdzie opiekunowie często szukają porady na temat tego, jak sprawić, by ich pupil ładnie chodził na smyczy i przestał ciągnąć. Oczywiście wiele osób odpowiada, doradzając to, co sami stosują. To nie do końca tak jest. Do każdego przypadku trzeba podejść indywidualnie. Pies może ciągnąć, bo boi się otoczenia, ma za mało ruchu albo fascynują go inne czworonogi. Z każdym przypadkiem inaczej się pracuje. Metodę dostosowuje się do przyczyny i konkretnego zwierzaka.

– Jakie błędy popełniamy najczęściej, jeśli chodzi o naszych pupili? Co budzi nasz niepokój i nad czym musimy popracować?

– Myślę, że taką podstawową kwestią jest to, że ludzie za mało czasu poświęcają psom. Zawsze radzę, by zabierać swojego czworonożnego kompana na dłuższe spacery. Podczas nich mogą się wybiegać i zająć czymś umysł. Jeśli podstawowe potrzeby psa nie są zaspokajane, objawiają się różnymi problemami.

– Jak powinien wyglądać spacer? Jak bardzo powinien zaangażować się opiekun?

– Wszystko zależy od naszego psa i jego charakteru. Myślę, że bardzo fajną rzeczą jest zabawa, która pozwoli mu trochę się zmęczyć. Inną, ważną sprawą jest długość spaceru. 15 minut wokół bloku to zdecydowanie za mało, chyba, że mamy psa-seniora, który już ledwo chodzi. Na spacerach musi się coś  dziać. Zawsze powtarzam, że starajmy się iść razem z psem, a nie obok niego. To niekoniecznie oznacza, że przez cały czas, kiedy przebywamy na dworze, mamy uczyć go komend. Po prostu stwórzmy z nim duet.

– Jak przebiega Wasza współpraca, kiedy zgłasza się do Pani opiekun ze swoim czworonogiem? Na początku rozmowy wspomniała Pani, że uczy przede wszystkim właściciela.

– Zazwyczaj spotykamy się w domu opiekuna, ponieważ pies inaczej zachowuje się w obcym miejscu, a inaczej w takim, w którym przebywa na co dzień. Rozmawiamy, dopytuję się, jakie kłopoty sprawia pupil. Kolejne kroki w dużym stopniu zależą od tego, z czym będziemy się zmagać. Zwykle wychodzimy we trójkę na spacer. Pokazuję w tym czasie, jak pracować z psem, uczę komend, które mogą się potem przydać.

– Ile czasu potrzeba na takie spotkania?

– To zależy od opiekunów. W czasie pierwszego spotkania staram się im przekazać jak najwięcej wiedzy, by umieli samodzielnie pracować z pupilem. Zdarzają się oczywiście sytuacje, gdzie problem jest bardziej złożony i obecność behawiorysty jest potrzebna także na kolejnych spacerach. Albo, po prostu opiekunowie chcą, bym brała w nich udział, bo potrzebują motywacji.

– Przeglądając fanpage „Z psami” zauważyłam spory odzew. Widać, że opiekunowie psiaków są zadowoleni z Pani pomocy. Piszą, że ich relacja z czworonogiem nareszcie się zmieniła.

– Mogę tylko powiedzieć, że bardzo się z tego cieszę.

– Czy utrzymują z Panią kontakt? Chwalą się postępami?

– Jest bardzo różnie. Zdarza się, że już na pierwszym spotkaniu widzę, że mam do czynienia z osobą, która nie będzie skupiała się na pracy z pieskiem i te problemy, które mają, nadal będą występować. Nie brakuje też jednak opiekunów, którzy faktycznie bardzo się angażują. Utrzymują ze mną kontakt, chwalą się, jak idą postępy.

– Są trudności, których nie da się rozwiązać?

– Czasem bywa tak, że ludzie decydują się na psa bez przemyślenia tej decyzji. Wtedy okazuje się, że zwierzak w ogóle do nich nie pasuje. Biorąc pod swój dach czworonoga, powinniśmy starać się dobrać go tak, by pasował do naszego charakteru. Pamiętam taką sytuację, kiedy zgłosił się do mnie starszy pan po zawale, który nie mógł chodzić na długie spacery. Jego dzieci chciały mu sprawić przyjemność i podarowały mu owczarka niemieckiego. Tak naprawdę pierwsze, co powinnam mu była zalecić, to ruch. Ta rasa potrzebuje spacerów, ale jak to zrobić, skoro pan po prostu nie może? Myślę, że to jest ten największy problem. Złe dobranie. Co wtedy zrobić? Trzeba kombinować. Czasem, gdy widzę, że człowiek jest typem domatora, a wziął pod opiekę psa wymagającego dużo ruchu i zajęć sugeruję, że może powinien poszukać dla niego lepszego domu. Uważam, że dla szczeniaka nie będzie to duża krzywda. Nie ma sensu, żeby oboje przez całe życie się ze sobą męczyli. Właściciel musiałby zmienić swój tryb życia i podporządkować go psu. Nie zawsze jest to możliwe, a przede wszystkim łatwe.

– Opieka nad psem ma przecież sprawiać przyjemność.

– Tak, a jeśli wychodzenie z nim na spacer ma być męczące albo sama ta czynność jest po prostu za krótka, przez co nieodpowiednie dla psa, nie ma to sensu.

– Z porady behawiorysty warto więc skorzystać jeszcze przed decyzją o przygarnięciu bądź zakupie czworonoga.

– Warto się z nim skonsultować, ale też, przede wszystkim, poczytać o danej rasie. Jeśli chcemy adoptować psa, dowiedzmy się dokładnie jaki ma charakter. Dzięki temu dopasujemy go do naszych oczekiwań.

– Często korzystamy z usług behawiorysty? Jesteśmy otwarci na jego pomoc, czy wciąż jest to dla nas nowość?

– Myślę, że coraz częściej się na to decydujemy. To, jak z wizytą u weterynarza. Kiedyś zabieraliśmy czworonoga do lecznicy dopiero wtedy, kiedy działo się coś poważnego. Dziś profilaktyka jest normalna. Tak samo, jeśli chodzi o behawiorystę. Coraz częściej zgłaszają się do mnie opiekunowie ze szczeniakami. Jeszcze nie mają z nimi za dużych problemów, ale chcą się skonsultować, wiedzieć, jak z nimi pracować.

– W takim przypadku wciela się Pani również w rolę szkoleniowca.

– Generalnie rozróżnienie behawiorysty i szkoleniowca jest bardzo płynne. Gdybym miała to rozdzielić, powiedziałabym, że behawiorysta rozwiązuje problemy, a szkoleniowiec uczy nowych rzeczy. Z drugiej jednak strony, behawiorysta też musi uczyć psa nowych zachowań.

– Na pewno spacerując z własnymi psami, obserwuje Pani innych właścicieli i ich czworonogi. Jak sobie radzimy?

– Wszystko zależy od tego, co dla kogo oznacza problem. Myślę, że na pewno nie rozumiemy swoich psów. One dużo do nas mówią, głównie przez mowę ciała, ale niewiele osób umie to odczytać.

– Jak nauczyć się je rozumieć?

– Zacząć się tym interesować, jeszcze zanim przygarniemy psa, choć oczywiście nigdy nie jest za późno. W księgarniach dostępne są różnego rodzaju książki. Żyjemy w dobie Internetu, więc dostęp do wiedzy nie jest trudny. Pamiętajmy jednak, że są metody lepsze i gorsze. Szukajmy wiedzy, ale odsiewajmy prawdę od fałszu.

– Behawioryzm to tylko część Pani specjalizacji. Druga to psie sporty.

– To sposób na urozmaicenie życia z psem. Myślę, że wart rozpatrzenia, jeśli ktoś ma aktywnego czworonoga i chciałby z nim robić coś więcej. Zapewni mu to wysiłek fizyczny i umysłowy. Przykładem może być, na przykład dog trekking. To sport, który polega na tym, że dostajemy mapę z wyznaczonymi punktami kontrolnymi oraz metą, do której musimy dotrzeć. Zwykle trasy liczą 15 km, dzięki czemu mogą się z nimi zmierzyć całe rodziny, ale też osoby początkujące. To sport nadający się niemal dla każdego psa i jego opiekuna. Kilka lat temu sama startowałam z moim czworonogiem w takich zawodach. Później urodziłam dziecko, a po przerwie ponownie spróbowałam swoich sił. Nie było to już jednak tak łatwe doświadczenie, bo zdarzały się trasy, które trudno pokonać prowadząc wózek.

– Czy wolny czas też spędza Pani z psami?

– Tak, jeśli tylko mam taką możliwość, zabieram je ze sobą na różne wyjazdy.

Agata Flisiak

Więcej informacji o zawodzie behawiorysty znajdziemy na fanpagu na Facebooku: www.facebook.com/psyswidnik.

Last modified: 30 kwietnia 2021