Zróbmy coś dla siebie

Autor: |

Polską tradycją jest spędzanie Bożego Narodzenia w rodzinnym gronie. Sprzątamy, pieczemy, gotujemy, a później zwykle świętujemy w domu, za suto zastawionym stołem. O tym, że warto czasem odejść od rutyny i spróbować czegoś nowego przekonuje nas Agnieszka Kasprzak, która rok temu, święta i sylwestra spędziła w węgierskim uzdrowisku Hajduszoboszlo:

– Wymyśliliśmy, że spędzimy je tylko we dwoje i to zagranicą. Chcieliśmy, aby wyjazd był połączony z odnową biologiczną, dlatego nasz wybór padł na Hajduszoboszlo, znane z leczniczych, gorących źródeł. Wyjechaliśmy z Sergiuszem, dzień przed wigilią. Samochód zapakowany był polskimi smakołykami świątecznymi. Przygotowałam pieczone mięsa, uszka, śledzie, barszcz, postną kapustę wigilijną. Zabraliśmy nawet olej lniany, elegancki obrus, serwetki i świece. Zamieszkaliśmy w apartamencie wynajętym od Polki, która po wyjściu za mąż za Węgra, od 30 lat przebywała w Hajduszoboszlo.

Przywitała nas ładna, prawie wiosenna pogoda i świątecznie przystrojone mieszkanie. W wigilię zwiedziliśmy miasteczko, wybraliśmy zakład leczniczy, w którym zaplanowaliśmy korzystanie z gorących źródeł. Wieczorem zjedliśmy tradycyjną kolację wigilijną, słuchaliśmy polskich kolęd, pijąc dobre wino. W pierwszy dzień świąt, zaraz po śniadaniu poszliśmy kąpać się w leczniczych wodach. Przebywanie na basenach, także tych na świeżym powietrzu dawało świetne efekty, więc chodziliśmy tam każdego dnia naszego pobytu. Dobrze wpływało to na nasze samopoczucie, stan skóry, przemianę materii. Przechodziliśmy po kolei do zbiorników z inną temperaturą wody, co dodatkowo hartowało organizm. Świetne uczucie, polecam taką kurację. Spotkaliśmy tam wielu Węgrów, Rumunów, Rosjan, którzy kąpiele traktowali jak wizytę w kawiarni. Nawiązywali znajomości, godzinami rozmawiali. Porozumiewaliśmy się, głównie po rosyjsku, bo język angielski znają tam słabo. Pojechaliśmy też do Debreczyna, drugiego co do wielkości miasta po Budapeszcie. Zwiedziliśmy piękne centrum. Kawiarnie klimatem przypominają wiedeńskie lokale. Natomiast przedmieścia są bardzo zaniedbane. Przypominają szarą Polskę lat 70. Któregoś dnia doczekaliśmy się prawdziwie zimowej pogody. Przy tak znacznej wilgotności powietrza, wystarczył nieduży mróz, by domy, drzewa, płoty pokryła srebrzysta szadź. Tworzyło to przepiękny, niemal bajkowy krajobraz. Takie widoki towarzyszyły nam do końca pobytu. Sylwestra spędziliśmy w jednym z tamtejszych lokali, w towarzystwie poznanego na Węgrzech polskiego małżeństwa. Bożenka i Tadeusz spotkali się przed 30 laty właśnie w Hajduszoboszlo, pobrali się i często tu wracają, by spędzić kilka dni urlopu. Ponieważ chcieliśmy zobaczyć, jak nowy rok witają Węgrzy, polecono nam zabawę w karczmie.

Sylwester wyglądał trochę inaczej niż w Polsce. Przede wszystkim, Węgrzy przychodzą na zabawę całymi rodzinami, nawet z małymi dziećmi, babciami, dziadkami. Nikt też nie został do rana. Na początku były tylko wspólne śpiewy ludowe i biesiadowanie. Trochę nas to zaniepokoiło, bo oczekiwaliśmy innej zabawy. Dopiero potem zaczęły się tańce. Tu, oczywiście Polacy, a przyszło nas sześcioro, zrobili furorę, bo nikt się tak nie bawił jak my. Na Węgrzech, w odróżnieniu od naszego kraju, nawet osiemdziesięciolatkowie spędzają sylwestra w restauracjach. W Polsce robią to raczej młodzi ludzie. W Nowy Rok, po nocnych szaleństwach, wielu mieszkańców odpoczywało w gorących źródłach. Podczas naszego urlopu przypadły moje 50. urodziny. Zarezerwowałam stolik w restauracji. Było pyszne węgierskie jedzenie, bardzo romantyczna atmosfera. Takie chwile na długo zostają w pamięci.

Pierwszy raz spędziłam święta poza domem, ale polecam każdemu takie rozwiązanie. Warto tak zrobić, przynajmniej raz na jakiś czas. Z dala od rodziny, tylko we dwoje. Smaczne śniadania, leniwe przedpołudnia, długie spacery, kąpiele w leczniczych źródłach. To cudownie działa na związek dwojga ludzi. Po powrocie okazało się, że rodzina wcale na tym nie ucierpiała. Nikt nie miał do nas pretensji. Już teraz planujemy, żeby taki wypad powtórzyć. Może za rok lub dwa pojedziemy do Druskiennik, na Litwie.

dan

Last modified: 29 czerwca 2020