Zawodowa jazda

Autor: |

O piosenkach, początkach zespołu „Lubelska Federacja Bardów”. Własne refleksje i plany na przyszłość w rozmowie z Janem Kondrakiemnestorem Federacji. 

 

„Kabaretowe życie”…

Jest to dosyć naturalna historia.Mianowicie piosenką kabaretową , piosenką artystyczną czy też poezją śpiewaną interesowało się w Świdniku i w Lublinie od pewnego czasu osób kilka, a nawet kilkanaście. Trzeba tu mówić raczej o ruchu amatorskim ludzi i miłośników pewnego gatunku piosenki. W Lublinie ten gatunek miał swoje oparcie w Kazimierzu Grześkowiaku, który proponował publiczności polskiej, dość zaawansowane intelektualnie utwory. Jego teksty najpierw były prześmieszne (choć nie zawsze) i uchodziły za kabaretowe. Tak naprawdę to było to co my kontynuujemy czyli piosenka literacka (bądź kabaretowa) w takim szerokim tego słowa znaczeniu, kiedy kabaret rozumiemy jako pewne zjawisko kulturowe, polegające na komentowaniu rzeczywistości często w przewrotnie prześmiewczy sposób ale również i wprost.

Historia zespołu … bariera amatorska a poziom zawodowy

W latach dziewięćdziesiątych takie osoby jak np. Jagoda Naja, dziś nieobecna na scenie, Marek Andrzejewski obecnie w LFB, Jola Siprównież w LBF, Marek Dyjak czy też Marcin Różycki samodzielni na różnych scenach, przez kilka lat w LFB, nagle zaczęli zdobywać Ogólnopolskie Nagrody na poważnych festiwalach. Wysokie nagrody świadczą o przekroczeniu bariery amatorskiej i wejściu na poziom zawodowy. W ciągu lat dziewięćdziesiątych nawarstwiały się więc sukcesy Lublinian i nic specjalnego z tego nie wynikało. Ciśnienie było już tak spore w środowisku, że coś należało z tym zrobić i padła propozycja z klubu Kotłownia. Był rok 1998 kiedy dano nam owo miejsce. Moglibyśmy się spotykać z publicznością. Warunek był jeden, że co miesiąc będzie premiera nowego spektaklu śpiewanego. W ciągu roku wszyscy się dosyć dobrze poznaliśmy i kiedy już działalność klubu zmieniała profil to strasznie szkoda nam się zrobiło tych wszystkich spotkań. Igor Jaszczuk, obecnie poważny biznesman z Warszawy ale wówczas autor i kompozytor piosenek, rzucił pomysł aby nazwać grupę oraz zamknąć jej skład. Doprowadzić do tego żeby się każdy określił; – czy jest artystą czy też artystą nie jest. Kim chce być. Krotko mówiąc zaproponował stworzenie zawodowej grupy.

Wybór życiowy

Część osób się na to zgodziła , a część nie. Grupa osób która się na to zgodziła nazwała się Lubelską Federacją Bardów i znalazła swoje schronienie w Kawiarni Artystycznej Hades w Lublinie. Tak rozpoczęliśmy codzienne próby i niemal co miesięczne spotkania z publicznością. Przypomnijmy, że do zespołu wstępowali tylko Ci którzy coś osiągnęli festiwalowo. Początki były bardzo obiecujące. Zaczęliśmy od wydania płyty z koncertu, pierwszego który był zarejestrowany, a potem co miesiąc spotkania z publicznością i tak przez 2,5 roku. Potem częstotliwość premier spadła. W międzyczasie delikatnie ewoluował skład. Niektórzy rezygnowali z tego zajęcia. Kiedy odchodzili piosenkarze zaczęliśmy uzupełniać skład i w ich miejsce wchodzili instrumentaliści, ponieważ odczuwalny był ich brak. Aby zagrać na stadionie, zagrać w Spodku Katowickim, żeby zagrać bardzo duży plener należy mieć siłę czysto muzyczną. I my zaczęliśmy zmierzać w tym kierunku. Próbowaliśmy wyjść z piwnicy i ograniczeń. Uzupełniliśmy skład, między innymi świdniczanin Tomasz Deutryk dołączył wtedy do zespołu.

Granie ponad wszystko

Wystąpiły szybko wyjazdy za granicę z dość dobrym odbiorem. Oczywiście graliśmy dla Polonii ale fakt, że powracaliśmy kilkakrotnie w te same miejsca np. do Londynu (gdzie najzwyczajniej w świecie zarabiano na nas) powodował, że zyskiwaliśmy nowe siły do tworzenia. Był Paryż, Nowy Jork, sporo wyjazdów do Lwowa ale to już czasy ostatnie. Takie są początki grupy czyli w podsumowaniu należy powiedzieć, że nie było przypadkowości w składzie zespołu . Poprzeczka, którą należało pokonać żeby móc w ogóle do niego wstąpić była zawieszona wysoko. Do większych akcji telewizyjnych, powiedzmy, płytowych (jak „Wysoki Lot”na cześć Świdnika) angażujemy inne osoby. Osoby bardzo często ze Świdnika takie jak Magda CelińskaMaciej Olechnowicz czy Bartek Abramowicz. Lubelska Federacja Bardów okazała się czymś więcej niż tylko formacją estradową. Mamy w swoim życiorysie przeprowadzonych ogromnie dużo warsztatów artystycznych w różnych częściach kraju. Zaliczam to do osiągnięć, że tak powiem, nauczycielskich.

Osiągnięcia, miarą sukcesu…

Tak na prawdę najważniejszą rzeczą jaka towarzyszy istnieniu Lubelskiej Federacji Bardów jest sam fakt jej powstania i istnienia. Powstało coś absolutnie nowego, zapoczątkowaliśmy modę na działania wspólnotowe w obrębie piosenki artystycznej, tworząc środowisko i zespół reprezentujący to środowisko. Inne rzeczy są wtórne w stosunku do tej.

Ciąg dalszy …

Żadnych specjalnych planów długofalowych nie mamy… dryfujemy. W tej chwili kompozytorzy Federacyjni Piotr Selim i Marek Andrzejewskikomponują muzykę do wierszy Czesława Miłosza, ponieważ Sejm RP ogłosił ten rok rokiem Miłosza. Chcemy się do tego ustosunkować twórczo i jest szansa, że to będzie dość duże wydarzenie, przynamniej w paru miastach w kraju. Zobaczymy jak wyjdzie, w każdym bądź razie zamiary są poważne. Będziemy też mieli dość duży, specjalny koncert zapowiadający beatyfikację Jana Pawła II. Wystąpimy samodzielnie w Operze Białostockiej, a każdy utwór będzie zapowiadał sam Karol Wojtyła – z telebimów. Reżyser widowiska znalazł wypowiedzi papieskie, które są komentarzami do wszystkich pieśni jakie do jego słów śpiewamy i trochę czekam na ten koncert. Najbardziej lubiłem do tej pory zapowiedzi w wykonaniu Artura Andrusa ale zobaczymy, może papież jest lepszy od Andrusa… to nastąpi trzeciego kwietnia. Również mamy przed sobą premierę wzmiankowanego programu z utworami Czesława Miłosza, która planowana jest na koniec maja na Śląsku. W tym czasie wyjdą dwie płyty solowe. Najpierw Piotra Selima -pierwsza płyta solowa w jego życiu, robiona z dużym rozmachem, chórami i orkiestrą symfoniczną. Jako druga- płyta Marka Andrzejewskiego. W momencie kiedy Federacja chwilowo niczego nie wydaje, koledzy zajmują się wydawaniem własnych płyt. Również Jola Sip wymyśliła swój osobisty recital. Napisała słowa, skomponowała muzykę oraz stworzyła osobny zespół jazzowy. Federacja działa jako grupa ale członkowie od czasu do czasu mają spotkania indywidualne z publicznością i w tym momencie właśnie Jola dołączyła do grona grających solowo swoje, swoiste piosenki.

Własne refleksje…

Generalnie uważam, że to co zrobiłem jest wporzo ale nie znaczy, że nie można było tego zrobić lepiej i więcej…

Last modified: 2 lipca 2020