Zawód, który dodaje skrzydeł

Autor: |

Mówi się, że jeśli wybierze się zawód, który się kocha, nie przepracuje się ani jednego dnia. To zdanie idealnie pasuje do bohaterki naszej rozmowy, Katarzyny Bucior, która pięć lat temu zaczęła działać jako mobilny fryzjer „Vika”. Jak podkreśla, dziś nie wyobraża sobie, by robić coś innego. Nam opowiedziała o swojej pasji, niezwykłych klientkach oraz o tym, co dała jej ta praca.

– Od ilu lat jest Pani fryzjerką?

– W zawodzie pracuję od 15 lat, to kawał czasu. Dlaczego się na niego zdecydowałam? Bo zawsze miałam go w sercu. Gdy koleżanki potrzebowały, by uczesać je na ważne wydarzenie, pierwsza się do tego rwałam. Kręciło mnie tworzenie nowych fryzur. Zdecydowałam się na specjalistyczne kursy i tak zaczęła się moja przygoda z nożyczkami. Jestem osobą lubiącą wyzwania. Pracowałam w różnych salonach. W każdym nauczyłam się czegoś nowego i wyniosłam ważne doświadczenia.

– Skąd pomysł, żeby zamienić pracę w zakładzie na dojazd do klientek?

– W pewnym momencie podjęłam decyzję, by mieć coś swojego. Zauważyłam, że w mieście jest sporo salonów, ale rzadko który oferuje usługi z dojazdami. A przecież zdarzają się osoby, na przykład starsze, schorowane czy mamy z dziećmi, które wyjście do fryzjera kosztuje sporo wysiłku i czasu. Postanowiłam więc spróbować z mobilnymi usługami i w 2015 roku rozpoczęłam własną działalność.

– Jak na taką ofertę zareagowały klientki?

– To rozmowy z nimi podsunęły mi ten pomysł. Nieraz opowiadały, że mają chorą mamę, która leży w szpitalu. Pytały, czy mogłabym do niej przyjechać i podciąć włosy. Temat zaczął mnie ciekawić, więc postanowiłam iść w tym kierunku. Na początku było ciężko, bo na tego rodzaju usługi nie było wielu chętnych. Po pewnym czasie zaczęły się telefony. Dzwoniły stałe klientki, ale też nowe, które usłyszały o mnie od koleżanek. Dziś widzę, że mobilny fryzjer cieszy się sporym zainteresowaniem. Ta praca dodaje mi skrzydeł.

– Pani klientki to…?

– Jest wśród nich wiele pań, które czesałam jeszcze, gdy pracowałam w salonie. Ufają mi, więc są ze mną do dzisiaj. Nie brakuje też nowych twarzy, wśród nich także pacjentów szpitali. To trudne, patrzeć na ich zmaganie z chorobą, ale mam dla nich otwarte serce. Widzę, że nasze spotkania dają im siłę. Sprawiają, że czują się lepiej. Ja też wiele z nich czerpię, choć nie ukrywam, że początkowo bardzo się nimi stresowałam. Zależało mi na tym, żeby wszystko wyszło jak najlepiej i, aby klientki były zadowolone. Nie brakuje też wesołych okazji, takich jak śluby. Nim nadejdzie ten ważny dzień, umawiam się z panną młodą na próbne uczesanie. Pytam o jej oczekiwania, o to, w czym czuje się dobrze i jak chciałaby wyglądać. Podpowiadam, co możemy zrobić i co będzie dobrze wyglądało przez całą noc. Od jakiegoś czasu współpracuję też z makijażystką Martą Pałucką. Poznałyśmy się podczas przygotowań do ślubu, w domu jednej z klientek. Bardzo dobrze nam się współpracowało, więc zaczęłyśmy siebie polecać.

– Cały czas mówimy o paniach. Czy z usług mobilnego fryzjera korzystają także mężczyźni.

– Tak, chociaż jest to nieliczna grupa. Zwykle strzygę ich przy okazji, gdy na przykład, czeszę ich żonę. Podobnie, jeśli chodzi o dzieci. Największą grupę moich klientów stanowią jednak panie.

– Podobno wizyta u fryzjera sprzyja rozmowom o życiu.

– Każdy z nas przeżywa różne chwile, wzloty i upadki. Jeśli ktoś dobrze czuje się w moim towarzystwie, zaczyna się otwierać i opowiadać, to zawsze staram się wysłuchać. Wiem, że czasem klientki bardzo tego potrzebują.

– Co o mobilnych usługach mówią panie?

– Kilka lat temu, kiedy zaczynałam, nie były jeszcze tak popularne. Dziś dojeżdżają do nas fryzjerzy, makijażystki, kosmetyczki. Klientki zgodnie przyznają, że dla nich to duża wygoda. Nie muszą wychodzić z domu, marnować czasu na dojazd i szukanie miejsca parkingowego. W salonie, kiedy wykonywałam koloryzację, panie musiały czekać z farbą na fotelu. Teraz, gdy maluję je w ich domach, mogą poświęcić te kilkanaście minut na inne zajęcia. To ogromna zaleta, zwłaszcza dla mam, ale też osób starszych i schorowanych, które nie mogą wyjść z domu. Dla mnie bycie mobilną to też duży plus. Zwykle prowadząc działalność trzeba wynająć lokal, co łączy się z opłatami. Ponieważ nie mam salonu, nie muszę się o to martwić. Nie powiem, że nie mam żadnych kosztów, bo jednak dojeżdżam do klientek, ale to wygląda już nieco inaczej. Na pewno muszę też być bardziej „czasowa”. Zazwyczaj zakłady fryzjerskie są czynne do godziny 18.00 albo 19.00. Mi zdarza się pracować nieco dłużej. Staram się jednak tak układać grafik, by jednego dnia jeździć do pań rano, a drugiego po południu. Dzięki temu, mam czas dla siebie. Bycie mobilnym fryzjerem ma więc swoje wady i zalety, ale jeśli się to kocha, nie zwraca się uwagi na minusy.

– Z jakim wyprzedzeniem trzeba umawiać się na wizytę?

– Jest naprawdę różnie. Zdarza się, że uda się zapisać z dnia na dzień, bo, na przykład ktoś przełożył spotkanie i w kalendarzu zrobiło się okienko. Ale nie ukrywam, że w tej chwili mam już zapisy także na sierpień.

– Ponieważ prowadzi Pani mobilny salon, musi mieć przy sobie wiele rzeczy. Co zwykle nosi Pani w torbie?

– Kiedyś miałam ze sobą wszystko. Krzesło i torbę, a w nim niezbędne kosmetyki, nożyczki, szczotki, suszarkę czy prostownicę. Jakiś czas temu zrezygnowałam z krzesła i korzystam z tego, co zastanę w domu klientki. Podobnie, jeśli chodzi o myjkę, której też ze sobą nie zabieram. Radzę sobie przy pomocy prysznica albo wanny.

– Jak powinno się przygotować do wizyty mobilnego fryzjera?

– Potrzebuję miejsca, w którym mogłabym rozłożyć rzeczy. Przydadzą się też dobre światło oraz rozgałęźnik do podłączenia, na przykład suszarki.

– Myślała Pani o otwarciu salonu stacjonarnego?

– Kiedyś wynajmowałam lokal. Prowadzenie tego rodzaju zakładu ma jednak swoje minusy. Musiałam być w pracy w określonych godzinach. Teraz, będąc mobilną, mogę wszystko ustawić tak, by między kolejnymi klientkami odwieźć córkę do szkoły. Nie wykluczam jednak, że kiedyś znów otworzę salon. Na pewno jednak zostawię wtedy usługę dojazdu do domu.

– Co daje Pani ta praca?

– Fryzjerstwo to zawód, w którym bardzo łatwo dokonuje się oceny. Klienci mówią, kto strzyże dobrze, a kto nie. Kiedy zobaczyłam, że panie do mnie wracają, rozwinęłam skrzydła i poczułam motywację. Zaczęłam się szkolić w tym kierunku. Żeby stać się jeszcze bardziej konkurencyjną, wprowadziłam strzyżenie gorącymi nożycami. To narzędzie regenerujące rozdwojone końcówki. Można powiedzieć, że nożyce je zgrzewają. To fajny, odbudowujący zabieg, polecany szczególnie do długich włosów.

Zapisy na usługi Mobilnego Fryzjera „Vika” prowadzone są pod nr tel. 532 539 593. Z panią Katarzyną można się też skontaktować poprzez stronę na Facebooku: www.facebook.com/alemobilnyfryzjer.

Last modified: 3 września 2020