Zatrzymać czas

Autor: |

Kiedy była dzieckiem, obiecała tacie, że przeczyta o niej w gazecie. Dzisiaj pomagamy spełnić tę obietnicę i prezentujemy dorosłą już Oliwię Parchetę, która zajmuje się fotografią, a bohaterami zdjęć czyni przede wszystkim najmłodszych. Jej prace możemy jeszcze obejrzeć w galerii Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej.

– Fotografia to rzeczywiście marzenie z dzieciństwa czy wtedy miałaś inny pomysł na życie?

– Tak naprawdę planów było bardzo dużo, ale aparat faktycznie towarzyszył mi już od najmłodszych lat. Tata zawsze zabierał go na rodzinne wycieczki, żebyśmy mieli z nich fajną pamiątkę. Sama też pstrykałam fotki, jednak tak poważniej zainteresowałam się tym w gimnazjum. Mój brat, Patryk, chodził do liceum plastycznego i miał zajęcia z fotografii, więc rodzice kupili mu porządną lustrzankę. Wykradałam ją po cichu i robiłam koleżankom oraz znajomym zdjęcia na Facebooka.

– Artystyczne zainteresowania są więc rodzinne?

– Mój chrzestny  fotografuje przyrodę, głównie ptaki. Tata próbował swoich sił w rysunku. Brat studiuje na kierunku konserwacja i restauracja dzieł sztuki na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Maluje też obrazy. W ubiegłym roku  miał wystawy w Miejsko-Powiatowej Bibliotece Publicznej („Malarstwo łączy pokolenia” razem Mariuszem Kiryłą – przyp. red.) oraz w Miejskim Ośrodku Kultury (wystawa portretów pod tytułem „Poruszenie” – przy. red.). 

– Ciebie malarstwo nie pociągało?

– Zostawiam to Patrykowi (śmiech). Moja wychowawczyni z XIV Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie wprowadzała nas w tajniki sztuki fotografii, zaczynając od kulinarnej, przez dziecięcą i modową, po portretową. Każdy z uczniów zatrzymał się przy którejś na dłużej. Wybrałam fotografię dziecięcą. W międzyczasie urodził się mój chrześniak, więc miałam na kim próbować. Potem na świat przyszło dzieciątko znajomych, poprosili mnie o sesję i tak ta fotografia ze mną została. Kontynuowałam jednak naukę w studium w Lublinie i tam głównie był nacisk na rysunek i malarstwo. Zaliczałam te przedmioty, nawet z niezłymi ocenami, ale to nie jest moja bajka. Po prostu tego nie czułam. Zostałam przy fotografii i niedawno obroniłam licencjat z fotografii dziecięcej i rodzinnej w Wyższej Szkole Biznesu, Mediów i Reklamy w Warszawie. Pisałam o jej roli w naszym życiu.

– Jaka jest więc ta rola?

– Przede wszystkim sentymentalna, bo po latach wracamy do tych zdjęć, wspominamy osoby, które zostały na nich uwiecznione, a których często już z nami nie ma. Czasu nie da się cofnąć, ale można go zatrzymać właśnie przez fotografię. Pierwsza część mojej pracy odnosiła się do teorii, drugą oparłam na przeprowadzonych przez siebie badaniach. Pytałam osoby, które minimum dwa razy w roku korzystają z usług fotografa, między innymi o to, czy zdjęcia są dla nich ważne, czy wolą fotografować się w studiu, czy w plenerze, czy lepsze są sesje pozowane, czy spontaniczne. Do pracy dodałam mnóstwo swoich zdjęć, co bardzo spodobało się profesorom.  Zazwyczaj bowiem prace licencjackie są tylko tekstowe. Egzaminy z fotografii mieliśmy rok wcześniej.

– Dlaczego wybrałaś fotografię dziecięcą i rodzinną?

– Bardzo lubię pracę z dziećmi. Mam do nich dobre podejście, szybko i łatwo nawiązuję z nimi kontakt. Fotografowanie ich sprawia mi mega radość i frajdę, bawię się przy tym razem z nimi. One uczą mnie delikatności, a czasami pozwalają na zwariowanie. Maluchy mają różne humory, różnie reagują, więc to też szkoła cierpliwości. Mam kilka bardzo kolorowych nakładek na obiektyw, z motywami zwierzęcymi, które pozwalają przyciągnąć wzrok dziecka, zainteresować je. Szkoliłam się podczas warsztatów fotografki Aliny Płaczek. To ona wprowadziła mnie w świat dzieci, szczególnie noworodków. Takie sesje robi się do 14 dni po narodzeniu. Dzieciątko jest naprawdę małe, nie wolno się bać, trzeba mieć pewne ruchy. Pani Alina nauczyła mnie jak grać światłem i czarem detali. To ona uświadomiła mi, że emocje są najważniejsze.

– Praca z dorosłymi jest łatwiejsza?

– Mamy często się stresują, ale wiedzą, że zdjęcie będzie fantastyczną pamiątką dla rodziców i dziecka. Gorzej jest z tatusiami, którzy zazwyczaj chcą uciekać sprzed obiektywu. Tłumaczę więc, że robią to dla siebie i dla pięknej pamiątki na lata. Na szczęście zazwyczaj udaje mi się ich przekonać, by pojawili się na jednej czy dwóch fotografiach.

– Jak sama mówisz, stawiasz na naturalność i minimalizm…

 – Dla mnie mniej znaczy więcej. Stawiam na uczucia. Najważniejsze są przecież emocje, które malują się na twarzy, a nie strój, dodatki czy tło. Przyznaję, na początku kupiłam mnóstwo kolorowych dodatków, ale kiedy zaczęłam ubierać w nie dzieci, zdjęcia wydały mi się strasznie sztuczne. Zrezygnowałam więc. Jeśli teraz stosuję dodatki, są bardzo delikatne. Jakaś opaska na główkę bądź inny mały detal. Operuje natomiast kolorem, kontrastem i światłem. Retuszuję fotografie, ale w niewielkim stopniu.

– Wolisz studio czy plener?

– Zdecydowanie plener. Tam nie możemy zaplanować czegoś od a do z, wszystko odbywa się raczej spontanicznie, a moi modele czują się bardziej swobodnie niż w studiu. Dużą rolę odgrywa światło oraz kolory, szczególnie wiosną, latem i jesienią. Jest piękna zieleń traw, czerwień maków, żółć rzepaku, a wszystko to na skwerku za blokiem, w parku czy na okolicznych polach. Duże zainteresowanie jest też sesjami life style, czyli u klienta. W tym przypadku ludzie też czują się bardziej swobodnie niż w studiu, a po latach mogą nie tylko przypomnieć sobie jak wyglądali, ale też jak prezentowało się wnętrze ich domu.

– Niektóre z Twoich prac możemy jeszcze obejrzeć w galerii biblioteki przy ul. Niepodległości 13.

– Zapraszam serdecznie. To moja pierwsza wystawa i cieszę się, że dostałam taką szansę, w zasadzie dzięki bratu. Kiedy prezentował swoje obrazy, przyszłam zrobić trochę pamiątkowych zdjęć, rozmawiałam z paniami bibliotekarkami i efektem jest wystawa „Zatrzymać czas”. Wiele osób, które ją obejrzały, odnajduje mnie na Facebooku i pisze, że zdjęcia bardzo im się podobały.  Gratulują mi. To jest bardzo miłe.

– Masz już pomysł na kolejną ekspozycję?

– Mam nadzieję, że będzie ich jak najwięcej, może jakieś tematyczne. Myślałam, na przykład, o zdjęciach mam z dziećmi w chustach. Kilka lat temu robiłam takie fotografie w świdnickiej grupie, potem w też w Warszawie. Zdjęcia ukazały się na stronie ogólnopolskiej grupy „Nic mi nie wisi”. Inspiruje mnie również fotografka ze Szczecina, która co roku, z okazji Międzynarodowego Dnia Osób z Zespołem Downa, robi bezpłatne sesje dzieciom z ZD. Chodzi mi również po głowie wystawa prac moich i brata. Może na zasadzie kontrastu, bo ja używam kolorów, a on głównie czerni i bieli. Tak naprawdę kiedyś obiecałam tacie, że w tej gazecie znajdę się razem z Patrykiem. Jako artystyczne rodzeństwo czy coś w tym stylu. Może jeszcze kiedyś będzie taka okazja.

– Twoje fotograficzne marzenia?

– Chciałabym dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców, nie tylko z Warszawy, Lublina i Świdnika. Moim marzeniem jest działać w Toruniu. Odwiedzam tam Patryka i bardzo mi się to miasto podoba. Fajnie byłoby również, żeby ludzie kojarzyli nie tylko moje zdjęcia, ale również mnie.

– Jakie sesje można u Ciebie zamówić?

– Ciążowe, noworodkowe, dziecięce, rodzinne oraz świąteczne sesje bożonarodzeniowe. Robię też reportaże podczas chrzcin i komunii. Natomiast nie podejmuję się fotografii ślubnej. Ten klimat jest mi zupełnie obcy. Uprzedzam, że najlepiej zgłaszać się z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Teraz na stałe będę działać w Warszawie, natomiast po wcześniejszym umówieniu również w Świdniku, Lublinie i okolicach.

– Są wakacje, wyjeżdżamy, robimy mnóstwo zdjęć. Garść rad dla fotografów-amatorów?

– Stawiajmy na emocje, łapmy chwile. Nie róbmy fotek pozowanych, bo najpiękniejsze są te z zaskoczenia. Fotografujmy ciekawe miejsca, przyrodę, pomniki czy architekturę, ale niech prawdziwą pamiątką z wakacji będą zdjęcia uśmiechu na twarzy, radości, szczęście, niekiedy może smutku czy złości. To ludzie są ważni, nie otoczenie.

Agnieszka Wójcik-Skiba, fot. Oliwia Parcheta

Zdjęcia Oliwii możemy oglądać na Facebooku na profilu Parcheta Photos oraz na stronie Parcheta Photos (parcheta-photos.blogspot.com). Kontakt w sprawie sesji pod adresem e-mail: oliwia.parcheta1998@gmail.com.

Last modified: 20 sierpnia 2021