Zabytki Świdnika

Autor: |

fot. z archiwum G. Cela
W Świdniku mieliśmy 64 rzeźby, pomniki, tablice, popiersia, postumenty, nie licząc kilkunastu murali, upamiętniających historyczne wydarzenia i osoby. Tak twierdzi Grzegorz Cel, który z aptekarską dokładnością notuje informacje na temat świdnickich dzieł sztuki i pamiątek historycznych. 13 z nich, z różnych powodów, już nie ma. Zostało 51. Jest co oglądać, pokazywać turystom, wspominać. Jest o co dbać, jest co konserwować.

– Zgodnie z danymi z 2014 roku, w gminnej ewidencji było 12 zabytków. Osobiście uważam, że powinno się dodać do tego ceglany komin piekarni, który dzięki opiece pracowników Społem, jeszcze się trzyma. Stanowiska archeologiczne są 4, czyli liczba bardzo skromna. Pierwszym charakterystycznym obiektem w najnowszej historii Świdnika był Łuk Triumfalny. Według informacji zamieszczonych na portalu Świdnik na Kartach Historii, w czerwcu 1952 roku, przed kinem „Przodownik”, stanęła drewniana konstrukcja. Na czterech kolumnach zwężanych ku górze, wsparta była pozioma belka, zdobiona z obu stron. Na niej umieszczony był napis w stylu „Witamy w socjalistycznym mieście Świdnik”. Była tam galeria przodowników pracy oraz informacja o procentach wykonanej przez nich normy. Oczywiście zawsze przekraczały one znacznie 100. Łuk witał podróżnych przybywających koleją do Świdnika.

– Biorąc pod uwagę, że Świdnik uzyskał prawa miejskie w 1954 roku, napis na łuku był chyba cokolwiek na wyrost…

– Autorzy programu rewitalizacji miasta Świdnik, planowanego na lata 2017–2023 zamieścili w nim takie zdanie: ,,Świdnik, jako miasto stosunkowo młode, może się pochwalić skromnym dziedzictwem kulturowym.” Nie zgadzam się z tym. Nie mówiąc o znanych w kraju i na świecie świdnickich malarzach, rzeźbiarzach, muzykach, historykach, sportowcach, bądź poetach, Świdnik jest jednym z niewielu miast w Polsce, które może poszczycić się unikalnymi rzeźbami powstałymi w czasie dwóch plenerów zorganizowanych w latach 1976-79. Przyzwyczailiśmy się już do nich, nie przywiązując wagi do faktu, że nadają miastu unikatowy charakter. Wrosły na stałe w jego pejzaż. Dla wielu młodych mieszkańców są tutaj po prostu od zawsze. Propozycja wyszła od świdniczanina, Sławomira Mieleszko, wówczas docenta, pracownika naukowego Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Podjął się odważnego dzieła, którego ideą było nie tylko umożliwienie autokreacji pozostających pod jego opieką artystom rzeźbiarzom, ale przede wszystkim kompleksowe zagospodarowanie plastyczne oblicza miasta. Chodziło o pokazanie, że nawet w tak industrialnym, zurbanizowanym do granic możliwości otoczeniu, istnieje potrzeba zabudowy rzeźbiarskiej, która ożywi jego architekturę i zainspiruje mieszkańców do kontaktu ze sztuką.

– Plenery i ich efekty nie pozostały bez echa…

– Na ich temat powstały dwie prace magisterskie. Pierwsza, Alicji Żebrowskiej – ,,Rzeźba w małym mieście” z 1981r., więc powstała niedługo po plenerach, zawierająca dokładne opisy rzeźb, które dzisiaj przytaczamy. Druga, autorstwa Grzegorza Pastusiaka, ,,Rzeźba publiczna w Świdniku”.

– Połowa lat 70. była czasem, kiedy w warunkach „ekonomii politycznej socjalizmu”, pieniądz miał znaczenie drugorzędne. Jednak nawet wówczas władze miasta postarały się o wynagrodzenie wysiłku rzeźbiarzy.

– Owszem, rzeźby są własnością miasta Świdnik. Za 7 rzeźb I pleneru zapłaciło w 1976 roku 380 tys. zł. II plener, z 1978 roku i 9 rzeźb kosztowało już miasto 1mln zł. Zapewniono również miejsce i warunki do pracy. Na potrzeby pleneru zaadoptowano plac za Szkołą Podstawową nr 1. Artyści nocowali w Świdniku i otrzymywali wyżywienie na koszt miasta.

– Niewiele osób oglądających rzeźby zdaje sobie sprawę, że ich rozmieszczanie nie odbywało się chaotycznie, lecz stanowiło swoisty komentarz do bezpośredniego otoczenia.

– Rzeźby w Świdniku postawiono w miejscach wybranych, w sposób przemyślany. Herb Świdnika, autorstwa Mariana Śwista, postawiono przed szpitalem, przy ówczesnym wjeździe do miasta, aby witał podróżnych. ,,Sport” Romana Mullera, przy hali sportowej, był symbolicznym uznaniem zmagań ludzi w walce sportowej. ,,Macierzyństwo” Sławomira Mieleszko, stanęło przed przychodnią zdrowia. Miało być nośnikiem ogólnoludzkiej idei. Z potężnej bryły kamienia wyłania się lekko odchylona do tyłu postać siedzącej kobiety, która na kolanach trzyma przytulone do piersi dziecko. Oboje są zawoalowani obszernym płaszczem, falującym i spływającym do stóp. Przywodzi to na myśl XIV-wieczne Madonny z dzieciątkiem na ręku. Skojarzenie to może nasunąć dodatkowo nastrój, jaki uzyskał autor w tej rzeźbie. Jednak w przeciwieństwie do Madonny, twarze rzeźbione są lakonicznie, co podkreśla anonimowość, symbolizm postaci. Matka, piastująca swoje dziecko, ufnie i dumnie patrzy w przyszłość, jej oblicze wyraża spokój i dostojeństwo. Autor dedykował rzeźbę swojej żonie Elżbiecie i córce Małgorzacie. Kolejne dzieło, ,,Dziewczynka z globusem”, pochodzi również spod dłuta Sławomira Mieleszko. Stanęło naprzeciwko księgarni. Spokój i optymizm emanuje ze wszystkich prac późniejszego profesora. Rzeźba przedstawia siedzącą dziewczynkę, która obejmuje dłońmi leżący globus. Na twarzy dziecka zarysowuje się lekki uśmiech wyrażający naiwną, szczerą wiarę w dobroć i mądrość dorosłych, którzy mają czuwać nad jego szczęściem i bezpieczeństwem. ,,Żródło” Ryszarda Śmiecha, stojące w centrum miasta na linii owalu fontanny to trzy postacie młodych kobiet – symbol źródła, niemych strażniczek życiodajnego wodopoju. Na drobnych, subtelnych twarzach maluje się rozmarzenie i zaduma. Postacie przenika dojrzewająca w młodych, dziewczęcych jeszcze ciałach-kobiecość. Środkowa postać, u stóp której wykute jest naczynie, symboliczne ujęcie krynicy, rzeźbiona jest nieco odmiennie od pozostałych. Ciało ustawione w lekkim kontrapunkcie oplata rozwiana szata. Fałdy na rękawach i dolnych partiach sukni układają się w liczne, drobne płaskie zwoje, co daje efekt płynności, jakby po ciele dziewczyny spływała cienkimi strużkami woda. Środkowa postać, stoi frontalnie do nas. Boczne, odwrócone są od niej w dwie przeciwne strony. Można porównać to zapatrzenie w trzy strony świata do mistycznych Światowidów, w których symboliczne poczwórne oblicze zwrócone jest we wszystkich kierunkach. Takie rozstawienie trzech posągów na dwustopniowym postumencie stanowi dekoracyjną obudowę fontanny, ale przede wszystkim tworzy wręcz sceniczną aranżację przestrzeni.

– To ciekawe. Mijając rzeźby, przyzwyczajeni do ich widoku, nieszczególnie zastanawiamy się nad ich symboliką, przekazywanym przez nie przesłaniem, nie staramy się ich interpretować…

– To tylko mała część opisów. O tych rzeźbach wiem prawie wszystko. Mam je sfotografowane, zapisane, udokumentowane. Przed przeniesieniem się prof. Mieleszko do Warszawy zeskanowałem całe jego archiwum. To dobrze, że władze miasta postanowiły poddać je renowacji. Należy jednak uważać. Kamień pińczowski wytrzymuje przy odpowiedniej konserwacji setki lat. Przykładem są krakowskie Sukiennice. Ufam, że rzeźbami zajmą się fachowcy w tej dziedzinie. Twarda skorupa, tak zwana patyna, która z biegiem czasu wykształca się na powierzchni kamienia pińczowskiego, chroni go, a zarazem pozwala mu oddychać. Nie wolno traktować jej prostymi, nowoczesnymi metodami mycia z udziałem popularnych środków chemicznych. Los rzeźb bardzo leży mi na sercu. Specjalnie w tym celu zostałem autorem poświęconych im haseł w Wikipedii i lokalnym przewodnikiem w mapach Google. Chcę w ramach promocji mojego miasta zamieścić opisy i fotografie tych rzeźb oraz ich lokalizację.

– Zwraca Pan uwagę na ważny, chociaż chyba trochę lekceważony problem edukacji naszej społeczności w sferze sztuki, która ją otacza. Po prostu sami nie wiemy, co posiadamy.

– Niektórzy, z braku wiedzy, zamieszczają nazwy takie, jak na przykład „Pomnik Makaronu”, zamiast „La Grande Cite” czy „Trzy Posągi”, zamiast „Źródło”. Publikują też fotografie stanu obecnego. To niezwykle trudno będzie później naprawić. Mapy Google przy zmianach żądają ściśle udokumentowanych źródeł. Staram się to wszystko usystematyzować i jestem optymistą – uda mi się.

Jan Mazur

Last modified: 21 kwietnia 2021