Wygodniej nie znaczy bezpieczniej

Autor: |

Prawie trzy lata minęły od zlikwidowania przejścia dla pieszych na ul. Racławickiej, na wysokości marketu Biedronka. Powodem decyzji podjętej przez zarządcę drogi czyli starostwo powiatowe, były liczne wypadki, również ze skutkiem śmiertelnym, do których dochodziło w tym miejscu. Wielu mieszkańcom zamknięcie przejścia nie przypadło do gustu i do dziś nie potrafią zaakceptować tej sytuacji.

Do redakcji zadzwoniła mieszkanka jednego z bloków przy ul. Parcelowej, które sąsiadują z ul. Racławicką. Według niej i wielu innych osób, korzystanie obecnie z przejścia oddalonego o 100 metrów niesie ze sobą duże uciążliwości.

– Z tego, co wiem, w moim najbliższym sąsiedztwie mieszka 12 seniorek. To samotne wdowy, w wieku około 80 lat, cierpiące na różne niepełnosprawności ruchowe. Wyjście na zakupy do pobliskiej Biedronki to dla nich wyprawa ponad siły. Apelujemy o przywrócenie przejścia. Nikt z nami tej decyzji nie konsultował. Można było wcześniej znaleźć jakieś rozwiązanie, na przykład zamontować fotoradar czy lustra dla pieszych – mówi Czytelniczka.

Przypomnijmy, likwidację przejścia w 2019 roku poprzedził wypadek drogowy. W jego wyniku został śmiertelnie potrącony przez auto 69-letni mężczyzna. Był to jeden z wielu incydentów, podważających poczucie bezpieczeństwa pieszych na tym odcinku Racławickiej.

Wniosek o likwidację złożyła u starosty policja. Poprzedziło ją dokładna analiza sytuacji w okresie trzech ostatnich lat. Z bilansu wynikało, że w ciągu weryfikowanego okresu doszło tam do 53 zdarzeń, w tym pięciu wypadków i 47 kolizji. Cztery osoby zostały ranne, jedna zmarła na skutek potrącenia. Na ul. Racławickiej wina zwykle leżała po stronie kierujących, którzy nie ustępowali pierwszeństwa na przejściach. Tylko jedno zdarzenie powstało z winy pieszego.

Problem polega na tym, że przed przejściem znajdują się: łuk drogi oraz parking samochodowy, które mocno ograniczają widoczność zarówno kierowcom jak i pieszym. Nawet przy obowiązującym w tym miejscu limicie prędkości do 50 km na godzinę droga hamowania pojazdu jest zbyt długa. Piesi ryzykowali zatem zdrowiem i życiem, przechodząc na drugą stronę ulicy.

Szans na powrót dawnego rozwiązania nie widzi podinspektor Tomasz Dejer, naczelnik wydziału ruchu drogowego KPP Świdnik: – Zdaję sobie sprawę, że jest to utrudnienie, zwłaszcza dla osób starszych, ale życie i zdrowie są ważniejsze niż wydłużona droga na zakupy. Ze swej strony nie podejmiemy żadnych kroków, które doprowadziłyby do ponownego uruchomienia przejścia. Chyba że zarządca drogi sam zdecyduje się na jakieś nowe rozwiązania techniczne, które pozwalałyby na taki krok, oczywiście z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Wyobraźmy sobie, że dojdzie do kolejnego, tragicznego zdarzenia. Pretensje będą skierowane do nas. Miasto się rozrasta, na ulicach panuje coraz większy ruch. Nie możemy podejmować niepotrzebnego ryzyka.

Mundurowi mają świadomość, że niektórzy mieszkańcy. mimo ustawionych barierek, nadal pokonują zamknięte przejście. Dzieje się tak szczególnie we wczesnych godzinach rannych, gdy zmierzają po zakupy. – Stanowczo odradzamy, bo po pierwsze narażają się na mandat. Poza tym, pokonywanie jezdni na wysokości zdemontowanego przejścia wiąże się obecnie z ogromnym ryzykiem. Piesi stwarzają zagrożenie przede wszystkim dla siebie, bo nie mają szans w konfrontacji z rozpędzonym autem. Z kolei kierowcy już przyzwyczaili się, że w tym miejscu nie powinno być pieszych. Odległość do czynnego i bezpieczniejszego przejścia naprawdę nie jest duża – dodaje T. Dejer.

***

Kolejny sygnał otrzymaliśmy również z ul. Parcelowej, ale tym razem od kierowcy, który codziennie ją pokonuje: – Do niedawna jeden pas drogi był najeżony głębokimi dziurami i wybojami – relacjonuje nasz rozmówca. – Na szczęście został wyremontowany i wyrównany, za co należą się wykonawcom podziękowania. Jednak na zakręcie, gdzie łączy się z ul Przechodnią, widoczność ogranicza żywopłot rosnący na prywatnej posesji. Ruch odbywa się w dwóch kierunkach, nie trudno więc o sytuację, że dwa auta jadące w przeciwnych kierunkach, mogą się nie wyminąć. Tym bardziej, że na drugim pasie stoją zwykle zaparkowane samochody. Dodatkowo przejazd utrudniają piesi. Beztrosko chodzą środkiem drogi, gdyż brakuje tu choćby wąskiego pobocza. Często są to dzieci jadące na rolkach czy rowerach, zmierzające na pobliski plac zabaw.

Nasz czytelnik twierdzi, że kiedyś ustawiono tu znak informujący o ruchu jednokierunkowym. Ktoś go jednak wyrwał i rzucił w krzaki. Znak zniknął, a organizacja ruchu na tej krótkiej uliczce nadal wymaga korekty.

Funkcjonariusze drogówki nie odnotowali jeszcze niepokojących zdarzeń drogowych w tym miejscu. – Użytkownicy drogi powinni je zgłosić do zarządcy, czyli gminy – dodaje T. Dejer. – My możemy ewentualnie zaopiniować słuszność tych postulatów. Nie dostrzegamy zagrożeń na tej uliczce, co nie znaczy, że nie mogą występować. Trzeba jej się baczniej przyjrzeć.

słs

Last modified: 19 sierpnia 2021

Zmień język »