Wiele twarzy Agaty

Autor: |

Zdjęcia wykonała Iwona Rzeczycka z RZ Studio.
Pasjonuje ją rękodzieło, florystyka, fotografia oraz rozwój osobisty, a od niedawna także social media. Agata Królikowska to osoba, która nie traci ani chwili i czerpie z życia pełnymi garściami. Kilka lat temu założyła firmę Agat Design, która początkowo specjalizowała się w home stagingu oraz kartkach okolicznościowych. Dziś tworzy kompozycje kwiatowe, zdobiące domy klientów w całej Polsce i podpowiada przedsiębiorcom działającym online, jak odnaleźć się w internetowym świecie. Podczas rozmowy opowiedziała nam o swojej działalności, fascynacji kolorami oraz drodze od biochemii po mentora.

– Mówi Pani o sobie „artystyczna dusza”. Skąd zamiłowanie do wycinania, klejenia i układania?

– Od najmłodszych lat byłam wrażliwa na piękno. Pamiętam, jak razem z siostrą cioteczną wyjmowałyśmy z szafy prababci kolorowe chusty i tworzyłyśmy z nich stylizacje. Uwielbiałam bawić się kolorem, fakturą, formą. W szkole śpiewałam i recytowałam na apelach, udzielałam się w kółkach plastycznych. Byłam wszędzie tam, gdzie działo się coś kreatywnego.

– Z wykształcenia jest Pani biochemikiem. Droga do bycia florystyką była więc bardzo zawiła.

– Z perspektywy czasu, zastanawiam się, jak trafiłam na tak ścisły kierunek. Pamiętam jedną, zabawną historię, kiedy starałam się o pracę na uczelni. Jeszcze jako studentka uczęszczałam do studium wizażu, potem też reklamy. Kiedy poszłam na rozmowę kwalifikacyjną z panią psycholog, zapytała mnie, skąd wśród moich zainteresowań biochemia? Co łączy studia z moimi pasjami? A mi podobało się przeprowadzanie badań i to, jak różne substancje zmieniają kolor, gdy się je ze sobą łączy. Byłam urzeczona wizualną stroną eksperymentów. Po ukończeniu studiów, nie spędziłam już ani jednego dnia w laboratorium.

– Kiedy Pani twórczość stała się pracą?

Jeszcze w czasie studiów wykonywałam biżuterię. Potem przyszedł czas na kartki okolicznościowe. Ten pomysł pojawił się przy okazji mojego ślubu. Nie znalazłam na rynku nic, co zaspokoiłoby moje oczekiwania, dlatego wpadłam na pomysł, że zrobię je sama. Każde zaproszenie, które otrzymali goście, miało inny wzór. Łączyły je kolorystyka oraz użyte materiały. Dla moich bliskich było to zaskakujące, ale i miłe, bo każdy dostał coś wyjątkowego. Zakochałam się w tego rodzaju twórczości. Podobało mi się, że robię coś sama, od początku do końca. Kartkami zachwycili się najpierw moi znajomi. Kiedy szli na jakąś uroczystość, prosili, żebym przygotowała dla nich coś unikatowego. Wtedy zaczął kiełkować we mnie pomysł, by robić to na większą skalę. W międzyczasie miałam dużo różnych przystanków. Byłam agentką nieruchomości, windykatorem, sprzedawcą w butiku z ubraniami. Wreszcie przyszedł czas na Agat Design. Muszę jednak przyznać, że nie jest łatwo sprzedawać rękodzieło, dlatego w pewnym momencie wróciłam do pracy na etat.

– W ubiegłym roku, po dłuższej przerwie, ponownie wcieliła się Pani w rolę bizneswoman, tym razem zajmując się już tworzeniem i sprzedażą dekoracji kwiatowych.

– To nie stało się w ciągu jednego dnia. Pracując za biurkiem, pomału zaczynałam czuć, że to nie jest coś, co chcę robić przez kolejne lata. Chciałam dalej się rozwijać, dlatego w weekendy zaczęłam chodzić do szkoły fotografii. Poznałam w niej wykładowcę, który uczył również florystyki. To on namówił mnie, żebym kolejny rok poświęciła właśnie florystyce. Praca z kolorami, fakturami i roślinami, spodobała mi się na tyle, że zdecydowałam się zająć tym na poważnie.

– Nazwa firmy została taka, jak na początku. Zmieniła się za to jej oferta. Jak zareagowali na to klienci?

– Jestem przywiązana do nazwy Agat Design, dlatego postanowiłam ją zostawić. Przerwa pomiędzy historią z kartkami okolicznościowymi, a nową formułą firmy trwała ponad 3 lata. Większość klientów się wykruszyła, więc budowałam bazę od nowa.

– To musiało być trudne.

– To ogromne wyzwanie, ale w tym czasie miałam już zupełnie inną świadomość jako przedsiębiorca. Mając większe doświadczenie, wiedziałam, że muszę wiele rzeczy zaplanować i powinnam ruszyć z produktem, który jest droższy i pozwoli mi na większą swobodę finansową.

– Florystyka kojarzy się z pracą z żywymi kwiatami. Pani natomiast używa sztucznych.

Dlaczego się na nie zdecydowałam? Po pierwsze, są trwalsze i bardziej wytrzymałe. Założyłam, że jeśli chcę działać na terenie całej Polski, tego rodzaju materiały umożliwią mi to. Pozwolą na wcześniejsze ułożenie kompozycji, co jest ważne, bo pracuję sama. Dzięki temu obsługuję większą liczbę klientów. Oni natomiast mają pewność, że zamówienie będzie dopracowane i dotrze do nich na czas. Po drugie, misją firmy jest to, by kompozycje długo cieszyły oczy i serce. Moje hasło brzmi „Poczuj magię kwiatów z Agat Design”. Chcę, żeby były dla klientów czymś w rodzaju talizmanu, pamiątką z ważnych wydarzeń. Bardzo często słyszę zdanie, że ktoś nie ma ręki do kwiatów. Nieraz wydajemy ogromne pieniądze na piękny bukiet, wstawiamy go do wazonu, a na drugi dzień wygląda na zwiędły. Żywe kwiaty są najpiękniejsze i nie kwestionuję ich uroku, ale czasem trudno jest je utrzymać. W domu jest za ciepło albo za zimno, często robi się przeciąg. Jest naprawdę wiele czynników, które nie pozwalają nam się cieszyć długo takim bukietem. Gdy nagle zwiędnie, czujemy wyrzuty sumienia, że źle o niego dbaliśmy. Chciałam pokazać ludziom, że nie muszą się tak czuć, że współczesne sztuczne kwiaty są naprawdę dobrej jakości i że mogą do złudzenia przypominać te prawdziwe. Kupując materiały, staram się robić to osobiście, żeby móc ich dotknąć, upewnić się co do ich jakości. Nie chcę sztucznych roślin, które kojarzą się z cmentarzem. Najlepszym dowodem na to, że udaje mi się odpowiednio je dobrać, jest fakt, że klienci często są przekonani, że to żywe kompozycje. Są pod ich ogromnym wrażeniem.

– Do kogo kierowany jest ten produkt?

– Flowerboxy, które tworzę, to świetna alternatywa dla osób zabieganych, zapracowanych. Takie kwiaty nie potrzebują codziennej pielęgnacji. Jeśli chodzi o dbanie o nie, dobrą praktyką jest używanie zimnego powietrza z suszarki. Warto co jakiś czas ustawić ją na najmniejszą moc i zdmuchnąć kurz spomiędzy kwiatów. Jeśli natomiast chodzi o pudełka, w których układane są kompozycje, te papierowe można przetrzeć suchą ściereczką, a welurowe zwykłą szczoteczką. To naprawdę proste zabiegi. Sama mam egzemplarze testowe w swoim domu. Obserwuję je od ponad roku i daję gwarancję, że nie widać po nich upływu czasu. Oczywiście spore znaczenie ma też miejsce, w którym je ustawimy. Jeśli staną w nasłonecznionym punkcie, kolor może się nieco zmienić.

– Klienci wybierają kompozycje nie tylko do swoich domów.

– Tworząc firmę zakładałam, że będę dekorować recepcje w hotelach, restauracjach czy gabinetach urody. Nie do końca mi się to udało ze względu na pandemię, ale rzeczywiście, zdarzają się biura i gabinety, których wnętrza zdobią moje kompozycje. Są unikatowe, tworzone pod indywidualne zamówienie.

– Częścią Pani działalności są również sesje zdjęciowe.

– Jeśli chodzi o współpracę z fotografami, największą popularnością cieszą się suszone rośliny. Miałam okazję przygotowywać z nich bukiety w modnym stylu boho. Dla fotografa jest to wygodne rozwiązanie. Bukiet można zabrać w trasę, bez martwienia się, że coś złego się z nim stanie. Mój, na przykład, pojechał na sesję do Warszawy.

– Nie myślała Pani, żeby stanąć za aparatem i robić własne zdjęcia?

– Taki zamysł też gdzieś kiedyś był. Tak, jak wspominałam, mnie zawsze jest wszędzie pełno. Własna firma uczy jednak pokory. Wiem, że nie mogę łapać wszystkich srok za ogon.

– W czasie prowadzenia swoich mediów społecznościowych, poprzez które komunikuje się Pani z klientami i pokazuje swoje prace, pojawiła się nowa pasja.

– To kolejna odnoga mojej działalności, która obecnie zaczyna się rozrastać. Jakiś czas temu wydałam e-book „Jak przetrwać pierwszy rok na Instagramie i nie zwariować”. Jest wynikiem rocznej obecności w mediach społecznościowych. Doszłam do wniosku, że chciałabym dać coś od siebie obserwatorom, których udało mi się zgromadzić. Podzielić się z nimi pasją, ale też zaoferować wsparcie. Mnóstwo firm przeniosło się teraz do sieci, ale nie każdy odnajduje się w nowej rzeczywistości. Zauważyłam ogromną potrzebę poprowadzenia ludzi za rękę, dodania im otuchy. Mając świadomość, że jest to miejsce z potencjałem, chciałam stworzyć produkt, który będzie podziękowaniem, ale i wskazówką dla moich obserwatorów. Działanie w social mediach wymaga ogromu codziennej pracy, więc przemyciłam w e-booku kilka rad, jak się w tym wszystkim odnaleźć. Przez pierwszy tydzień był dostępny za darmo. Teraz można go kupić na stronie www.agatdesign.pl. Pozytywne opinie na jego temat przerosły moje oczekiwania.

– Porady, które zawarła Pani w książce, to rzeczy sprawdzone osobiście.

– Wszystko, co zawarłam w e-booku, to podsumowanie mojej rocznej działalności. Spostrzeżenia i rady, które pomogły mi przetrwać i którymi warto dzielić się z innymi. Bardzo możliwe, że niebawem powstanie kolejna część. Obecnie jestem na etapie uruchamiania nowego produktu. Będzie to mentoring, który rusza w marcu. To 6-tygodniowy program, w którym 15 osób będzie mierzyło się z regularnym byciem w sieci. Będę starała się być dla nich podporą. Chcę, żeby była to grupa wsparcia, stworzona przez ludzi pełnych dobrej energii.

– Skąd wziął się ten pomysł? Czy Pani klienci, a może obserwatorzy na Instagramie sygnalizowali, że chcieliby skorzystać z takich zajęć?

– Myślę, że było to połączenie dwóch rzeczy. Po pierwsze, sama miałam okazję brać udział w rocznym, biznesowym mentoringu.  Zobaczyłam, jak pomogło mi to usystematyzować pracę, nauczyło celebrować sukcesy i radzić sobie z porażkami. Po drugie, rzeczywiście sporo osób zaczęło do mnie pisać, że mam fajną energię, że potrafię ich motywować lub, że mają z czymś problem i potrzebują mojej porady. Dostrzegłam, że brakuje miejsca, w którym mogliby porozmawiać i zweryfikować swoje plany. Że potrzebują mentora, który trzyma pieczę nad tym co robią, bo sami nie zawsze potrafią odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto iść w danym kierunku. W ludziach drzemie potencjał, ale czasami przez brak wiary w siebie, porzucają swoje pomysły. Zbyt szybko rezygnują. Stwierdziłam więc, że spróbuję sprawdzić się w roli mentora.

– Tworzenie dekoracji, pisanie e-booka, a teraz mentoring zajmują mnóstwo czasu. Znajduje go Pani dla siebie?

– Intensyfikacja tego, co dziś się u mnie dzieje, wynika z aktualnych warunków w kraju i na świecie. Dużo rzeczy przeniosło się do sieci, mniej wychodzimy i wyjeżdżamy. Stwierdziłam więc, że to dobry moment, żeby rozwinąć firmę. Własna działalność, szczególnie na początku, wymaga pracy 24 godziny na dobę i to chyba potwierdzi każdy przedsiębiorca. Odpowiadam też na potrzeby rynku. E-book i mentoring to były spontaniczne pomysły. Wiedziałam, że w przyszłości chcę iść w stronę produktów online, ale nie wiedziałam jeszcze kiedy. Gdy pojawiła się okazja, postanowiłam z niej skorzystać. Mam nadzieję, że to dobra decyzja.

Agata Flisiak

Last modified: 12 marca 2021