Warta skórka wyprawki?

Autor: |

Budżet partycypacyjny, zwany też obywatelskim, to według definicji, demokratyczny proces dyskusji i podejmowania decyzji, w którym każdy mieszkaniec decyduje o tym, w jaki sposób wydawać część budżetu miejskiego. Najczęściej jest on tworzony poprzez określenie priorytetów w wydawaniu pieniędzy przez samych członków danej wspólnoty, wybór delegatów budżetowych reprezentujących lokalne społeczności, wsparcie techniczne ze strony rajców miejskich, wreszcie lokalne zgromadzenia w celu debaty i głosowania nad wydatkami. Praktyka miast i gmin korzystających z tej formy demokracji uczestniczącej wskazuje jednak, że wprowadzenie budżetu partycypacyjnego daje różne efekty. Rozmawialiśmy o tym z Arturem Soboniem, sekretarzem miasta.

– Budżet obywatelski, albo partycypacyjny, jak się go również nazywa, to bardziej szkoła uczestnictwa w finansowym życiu gminy czy też szansa na realny wpływ obywateli na wydawanie publicznych pieniędzy?

– Raczej to pierwsze. Budżet partycypacyjny obejmuje zaledwie 1 procent rocznych wydatków gminy, czyli udział symboliczny. W Świdniku to 1 mln złotych. Suma jednocześnie duża, ale i niewielka, biorąc pod uwagę, ile trzeba dzisiaj wydać, na nawet średnio kosztowną inwestycję. W dodatku koszty procedury wyłaniania priorytetów budżetu partycypacyjnego w drodze plebiscytu, są nieproporcjonalnie wysokie.

– Skórka niewarta wyprawki?

– Tego nie powiedziałem, ale warto wymienić wady tej filozofii wyboru wydawania publicznych pieniędzy. Po pierwsze, jest pewne, że inwestycje spektakularne będą miały większą popularność wśród mieszkańców, niż niewidoczne dla oka, a przecież równie potrzebne, inwestycje infrastrukturalne. Po wtóre, koncepcja budżetu partycypacyjnego tworzy sztuczny podział między budżetem obywatelskim i tym, który uchwalany jest przez radę miasta. W dodatku nie bierze on pod uwagę możliwości pozyskania zewnętrznego dofinansowania, ani finansowo-prawnych obowiązków gminy, jak na przykład wydatków na oświatę

– Czyli budżet partycypacyjny i rzeczywisty stoją w opozycji?

– Budżet rzeczywisty – jeśli tak go nazwiemy – jest wypadkową wielu czynników: aspiracji, możliwości, woli większości i potrzeb mniejszości. Pomysł na budżet obywatelski, w naszych warunkach, potraktowałbym raczej jako sygnał, że mieszkaniec Świdnika, który w normalnym, przewidzianym prawem trybie, zgłasza wniosek do budżetu, powinien w pełniejszym stopniu być poinformowany, w jaki sposób jego wniosek jest załatwiany i dlaczego został uwzględniony lub nie. Przecież budżet miasta nie jest tworzony w sposób życzeniowy. Burmistrz ma w swojej szafie wieloletni plan inwestycji, który nie wziął się z jego marzeń. To wypadkowa licznych dyskusji w komisjach rady miasta, wniosków obywatelskich, zderzonych z aktualnymi możliwościami finansowymi gminy i prognozami na przyszłość.

– Czy hasło: wzmocnić wniosek obywatelski, jest kluczem do rozwiązania kwestii partycypacyjnego budżetu?

– W moim przekonaniu, tak. Partycypacja oznacza uczestnictwo, a uczestnictwo, to również dostęp do pełnej informacji. Jeśli zdecydujemy się na plebiscyt, to powinien on przede wszystkim być przeprowadzany w sposób generujący jak najmniejsze koszty.

– Czy poza koncepcją budżetu partycypacyjnego mamy jakieś doświadczenia z obywatelską konsultacją dotyczącą budżetu gminy?

– Owszem, taką był na przykład Program Aktywności Społecznej, który polegał na organizacji spotkań przedstawicieli władz samorządowych z mieszkańcami w sprawie konstruowania budżetu. Z przykrością muszę powiedzieć, że uczestnictwo strony społecznej było nikłe.

jmr

Last modified: 29 czerwca 2020

Zmień język »