W świecie bajek i emocji

Autor: |

– To wystawa dla dzieci małych i dużych oraz oka dorosłych. Niech sami odszyfrują, co dzieje się na rysunkach, puszczą wodze wyobraźni, zagłębią się w inny wymiar – tak o „Bajkowym świecie DUŻYCH dzieci”, który od 4 maja będziemy mogli oglądać „za szybą” Miejskiego Ośrodka Kultury oraz w galerii wirtualnej na Facebooku MOK, mówi  Anna Witek, autorka prezentowanych prac, znana i ceniona w świdnickim środowisku artystycznym malarka i poetka, chętnie udzielająca się również charytatywnie. Oderwijmy się więc na chwilę od otaczającej nas rzeczywistości i podążmy za nią w jej świat pełen barw, tajemnic i ekspresji.

Dziewczynka na łące

Anna Witek urodziła się w Wygnanowicach (gmina Rybczewice), w rodzinie rolniczej. Artystyczne ciągoty odziedziczyła w genach. Jej mama bardzo lubiła oglądać program „Piórkiem i węglem”, w którym prof. Wiktor Zin przybliżał widzom osiągnięcia architektury polskiej i zagranicznej, ilustrując jednocześnie wykład rysunkami węglem. Jej tata wykonywał za dzieci szkolne prace plastyczne, bo miał do tego niezwykłą smykałkę. Mała Ania siadywała na łące i na kawałku papieru rysowała kwiatki lub motylki albo zapisywała pierwsze poetyckie próby.

– Pamiętam taki obrazek – idę na bosaka po miękkiej trawie i maluję coś ołówkiem na skrawku papieru położonym na dłoni – opowiada pani Anna. – Kiedyś jednak dzieci trzymało się krótko i nie mogłam rozwijać swoich zainteresowań. Skończyłam zawodową szkołę krawiecką w Krasnymstawie, zaczęłam pracę jako szwaczka. Ciągle jednak w głowie mi było malarstwo, chociaż tak naprawdę nie wyobrażałam sobie, że będę tworzyła.

Pierwsza wystawa

W grudniu 1981 roku Anna Witek przeprowadziła się do Świdnika. W pokoju z kuchnią, otrzymanym dzięki pomocy Ligi Kobiet, zamieszkała z dwoma synami. Z powodu choroby musiała przejść na rentę. Zaczęła pisać dla swoich dzieci, opowiadać im różne historyjki, malarstwo wciąż jednak nie dawało jej spokoju.

– Świdniccy artyści często wystawiali swoje prace przy ul. 3 Maja. Podchodziłam, oglądałam, podziwiałam i mówiłam: – Jak ja bym chciała tak malować! Miałam jednak przeświadczenie, wyniesione z naprawdę trudnego dzieciństwa, że nie potrafię, że nie dam rady. Aż pewnego dnia, po powrocie od lekarza, siadłam przy stole, na którym leżał zeszyt syna. Chwyciłam ołówek i zaczęłam rysować jakieś postacie. Czułam wewnętrzny przymus, jakby coś mnie do tego pchało. Jakbym miała narysowaną kreskę i po niej prowadziła ołówek. Powstały postacie, domki. I tak się zaczęło. W 2000 roku zapisałam się do Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury województwa lubelskiego z siedzibą w Świdniku. A potem trafiłam do Spółdzielczego Domu Kultury… Był rok 2001, ktoś skierował mnie do Elżbiety Kleczek, która prowadziła zajęcia plastyczne. Od razu poczułam, że mogę z nią porozmawiać, zaufać. To bardzo dobra, ciepła i wyrozumiała osoba. Pokazałam jej swoje rysunki. Przejrzała je i powiedziała, że w czerwcu robimy wystawę – wspomina malarka.

Pani Anna przyznaje, że nie kryła zaskoczenia, bo to były przecież pierwsze próby, jeszcze niedoskonały warsztat. Zaprezentowała, jak sama mówi, rysunki spontaniczne – postacie, słońca, serca, obrazki polityczne. Coś, co miało przemawiać do widza i skłonić go do refleksji.

Zabawa z kolorem

– Po jakimś czasie Elżbieta Kleczek namówiła mnie, żebym weszła w kolory. Powiedziałam, że spróbuję, chociaż nie mam o tym pojęcia, nie wiem jak i co mieszać, jakie zastosować podłoże. Zadawałam jej wiele pytań, żeby się cokolwiek orientować. W lipcu 2003 roku zaczęłam malować i od razu sprzedałam pierwszy obraz. Wystawiłam prace na placu Konstytucji. Ktoś podszedł, obejrzał „Wiejskie kwiaty” namalowane na płycie i je kupił. W październiku zdobyłam wyróżnienie w konkursie zorganizowanym w bibliotece miejskiej. I tak pomalutku zaczęło się coś dziać. Tworzyłam obrazy abstrakcyjne, inne światy, postacie, które mogłyby je zamieszkiwać – wyjaśnia Anna Witek. Dodaje: – Czasami zwracano mi uwagę, że powinnam malować kwiatki lub pejzaże albo, że w ogóle nie powinnam sięgać po farby. Zwracałam się wtedy do Janka Romankiewicza czy Teresy Sobestiańczuk, mówiąc, że bardzo to przeżywam. Podtrzymywali mnie na duchu, tłumaczyli, że tak to już jest z twórczością, że krytyka zawsze będzie, że niekiedy może wynikać ze zwykłej złośliwości.  Postanowiłam, że i tak będę malować to, co czuję, bo kocham to robić. Przeczuwałam, że moja pasja się jeszcze rozwinie, tylko trzeba czasu, spokoju i konsekwencji. I udało się. Nie kłócę się z nikim tylko działam. Jak coś mi nie wychodzi, biorę szpachelkę, ściągam nieudaną farbę i maluję od nowa.

Od 2005 roku pani Anna brała udział w corocznych plenerach malarskich w regionie, wystawach zbiorowych. W tym samym roku zdobyła II nagrodę w Wojewódzkim Przeglądzie Rękodzieła i Twórczości Plastycznej Seniorów i Osób Niepełnosprawnych. Potem były 4 wyróżnienia i znowu II nagroda w kolejnych edycjach Ogólnopolskich Prezentacjach Twórczości. W 2014 roku jej prace zaprezentowano na wystawie indywidualnej w Domu Kultury LSM w Lublinie, rok później na wystawie zbiorowej. Wielokrotnie mogli je również podziwiać świdniczanie, mieszkańcy Krasnobrodu i Krasnegostawu. Wiele jej obrazów znalazło odbiorców w Szwecji, Danii, a nawet Australii. W 2020 roku Anna Witek została przyjęta do Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Lublinie. Za działalność twórczą burmistrz Waldemar Jakson przyznał jej odznaczenie Amicus Civitatis (Przyjaciel Miasta).

– Nagrody, wyróżnienia, listy gratulacyjne i dyplomy są dla mnie bardzo ważne. Cieszę się, że ktoś zauważył moją twórczość, bo dzięki temu doceniłam samą siebie – mówi malarka.

Warsztat i inspiracje

Pytana o warsztat i inspiracje, odpowiada, że pierwsze prace powstały na tym, co miała pod ręką, najczęściej były to kartki papieru, zwykła płyta meblowa lub lniane zasłony z ciuchlandu, które obszywała i odpowiednio gruntowała. Przez pewien czas malowała farbami plakatowymi, nazbieranymi dla niej przez nauczycielki ze Szkoły Podstawowej nr 5, gdzie kiedyś była zatrudniona. Dzisiaj również najczęściej używa płyty, bo jest najtańszym materiałem. Myje, odkaża, mierzy, tnie, gruntuje i maluje.

– Nie będę ukrywała, nie jest mi łatwo. Dostaję bardzo niską emeryturę, ale choćbym miała jeść suchy chleb, nie przestanę malować. W ubiegłym tygodniu pan Piotr Jankowski, dyrektor Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej, dał mi sporo płyt. Pocięłam je, przygotowałam i od piątku namalowałam już trzy obrazy. Czasami moim krytykiem jest syn Tomasz. Jest utalentowany plastycznie, więc wiem, że mogę zaufać jego opinii. Starszy syn, Andrzej, też ma zdolności plastyczne, podobnie wnuczka Zuzia, która wygrywa różne konkursy. Ja nigdy nie jestem w 100% zadowolona ze swoich prac – zdradza moja rozmówczyni.

Jej mistrzami są Vincent van Gogh i Pablo Picasso, bo, jak twierdzi, mieli odwagę malować to, co chcą. Sama siebie nazywa osobą nieco postrzeloną. Wizja rysunku czy obrazu pojawia się w jej głowie niespodziewanie i musi ją jak najszybciej przenieść na papier, płótno czy płytę.

 – Lubię różnorodność, niebanalne pomysły – wyznaje pani Anna. – Nie znaczy, że przekreślam kwiaty czy pejzaże, ale uważam, że są zbyt powszechne, a ja chcę rozwijać swój warsztat, tworzyć coś innego, abstrakcyjnego. Świat jest pełen zagadek, niejednoznaczny, różnorodny. Sięgam do bajek, kosmosu, gwiazd i księżyca. Maluję tajemnicze postaci, metaforyczne rekwizyty, fantastyczne sceny i krajobrazy. Dzieciom chcę pokazać coś intrygującego, by oglądając moje prace, mogły rozwijać swoją wyobraźnię. Chcę też dawać im radość, szczęście, miłość. Obrazy są odbiciem mojego stanu ducha, przeżyć i emocji, zmuszają do refleksji, tworzenia własnej interpretacji. Namalowałam kilka portretów, ale nie odnajduję się w tym. Lubię bawić się kolorem, który jest bardzo ważny, szczególnie dla najmłodszego odbiorcy.

Pisane od serca

Wróćmy na chwilę do małej, bosej dziewczynki, która kładła na dłoni papier i ołówkiem zapisywała na nim pierwsze wiersze. Ich bohaterami czyniła głównie dzieci, opisywała też przyrodę i II wojnę światową, bo ojciec Ani był żołnierzem Armii Krajowej. 

– Nie miałam możliwości rozwijania i tej pasji – mówi A. Witek. – Wróciłam do niej dopiero w 1981 roku. Tematyka była w zasadzie ta sama. Po kilku latach dołączyłam do Grupy Poetyckiej „Vena”, działającej w RSTK. Moje wiersze znalazły się Almanachu Poetyckim Ogólnopolskich Prezentacji Świdnik 1995-2000, który trafił do Biblioteki Narodowej w Warszawie. Były publikowane w Głosie Świdnika. Uczestniczyłam w wieczorach poezji Związku Emerytów i Rencistów oraz w Miejsko-Powiatowej Bibliotece Publicznej w Świdniku, a także w organizowanych przez te instytucje warsztatach poetyckich. Miałam też wieczorki autorskie w SDK. Z Teresą Sobestiańczuk brałyśmy udział w audycjach radiowych. Startowałam w różnych konkursach literackich. Z pisaniem jest jak z malarstwem. Coś mi błyśnie w głowie, szybko zapisuję, potem dopracowuję. Ostatni wiersz stworzyłam chyba w lutym. Wolę malować.

Marzenia do spełnienia

Poza działalnością artystyczną, Anna Witek udziela się charytatywnie. Wspiera chorych na białaczkę, dzieci z ubogich rodzin i domy dziecka. Angażuje się w organizację obozów, wakacji i ferii dla młodzieży, akcje krwiodawstwa oraz te na rzecz bezdomnych zwierząt. Nie pozostaje obojętna na potrzeby naszych rodaków na Litwie. Swoje obrazy przekazuje na licytacje, między innymi Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy Komitetu Pomocy SOS Solidarność.

– Moim marzeniem jest, aby przekazać na cele dobroczynne jak najwięcej prac. Czuję wewnętrzną potrzebę pomagania innym. Nie wesprę nikogo finansowo, bo mnie na to po prostu nie stać, ale mogę dać coś od siebie. Moje wnętrze jest wtedy pełniejsze. Mam jeszcze dwa inne pragnienia: usłyszeć na żywo koncert tenorów oraz wydać książkę ze swoimi obrazkami. Nie wiem czy któreś się spełni. Zobaczymy, co przyniesie życie – kończy pani Anna, która jest również wielką miłośniczką miauczących czworonogów. Nie wyobraża sobie codzienności oraz tworzenia bez Cici i Pusia, kotów przynoszących jej radość, szczęście i spokój.

Agnieszka Wójcik-Skiba

Jedno z marzeń pani Anny już się powoli spełnia. Za naszym pośrednictwem przekazała kilkanaście swoich prac na licytacje dla Daniela Siegiedy, Kubusia Persony, Oskara Adamiaka i Moniki Wojnarskiej. Zachęcamy do odwiedzenia grup na Facebooku i wzięcia udziału w aukcjach.

Last modified: 30 kwietnia 2021