W spokojnej przystanii

Autor: |

fot. archiwum

„Oto jest nasz dzień codzienny, nasze małe budowanie, trud uparty i niezmienny, nieustanne kształtowanie (…). Jesteśmy cząstką w zespole, z niego płynie nasza siła, żeby chleb leżał na stole, a pracom lampa świeciła…” – tak przed laty napisała w kronice Klubu Seniora „Spokojna Przystań” Helena Typek, jego wieloletnia przewodnicząca. Od momentu tego wpisu wiele się zmieniło, nie ma już z nami kilku seniorów i pani Heleny. Jedna rzecz pozostaje jednak niezmienna – klub stanowi „drugi dom i wspólną rodzinę, gdzie śpiewy, tańce, ploteczki, a i serdeczne rozmowy, bo każdy do tego gotowy”.

Klub Seniora „Spokojna Przystań” powstał w 1969 roku, przy Spółdzielni Mieszkaniowej. Jego założycielką i pierwszą opiekunką była Anastazja Sady. Po 17 latach, funkcję przewodniczącej objęła Helena Typek. W 2012 roku rządy w klubie przejęła Helena Czerwonogrodzka. Obecnie seniorska rodzina liczy 27 osób. Spotkania odbywają się raz w tygodniu, we wtorki, w godz. 16.00-19.00, w siedzibie przy ul. Niepodległości 27.

– Są oderwaniem się od codziennych obowiązków i często jedynym sposobem na walkę z samotnością – mówi Helena Czerwonogrodzka. – Z roku na rok zwiększa się zastęp ludzi starszych, dlatego działalność klubu ma ogromne znaczenie. My, seniorzy, możemy jeszcze coś zrobić w swoim życiu. Mamy wiele pomysłów na spędzanie czasu. Organizujemy wieczorki okolicznościowe, na przykład andrzejki, imieniny, urodziny, jajeczka wielkanocne czy opłatki. W lecie są to spotkania plenerowe i wycieczki. Wszystko przygotowujemy sami, opłacamy też wszelkie wyjazdy. Pomagamy sobie, troszczymy się o siebie. Najstarsza osoba, która do nas przychodzi, ma 90 lat.

Z okazji obchodzonego w tym roku jubileuszu 50-lecia klubu władze miasta przyznały jego członkom odznaczenia. Krzyż Amicus Civitatis (Przyjaciel Miasta) otrzymała Helena Czerwonogrodzka. Odznaczenie Bene Merenti Civitati (Dobrze Zasłużonym dla Miasta) odebrała Danuta Kobylańska, zaś Nil Virtuti Civili Invium (Nic nie stoi na przeszkodzie cnocie obywatelskiej) Krystyna Okoń, Jadwiga Hermanowska, Maria Piskorek, Jadwiga Rodzik, Alina Pałyska, Barbara Korneluk, Józef Słomka i Henryk Kowalski. Kilka lat wcześniej „Spokojna przystań” uhonorowana została krzyżem Amicus Civitatis.

Sposób na przyjaźń i miłość

W „Spokojnej Przystani”, która działa w ramach Spółdzielczego Domu Kultury, nawiązało się wiele znajomości  i przyjacielskich relacji. Najpiękniejszym uczuciem, jakie rozkwitło podczas wspólnie spędzonego czasu, jest jednak miłość. W maju na ślubnym kobiercu stanęli Barbara i Henryk. Spotkali się w klubie 5 lat temu i teraz postanowili wspólnie iść przez życie.

– Za czasów Heleny Typek, do klubu przychodziła moja mama. Siedziały tu codziennie, rozmawiały. Namawiały mnie, żebym i ja się zapisał. Zajrzałem kiedyś, ale pomyślałem, że to nie dla mnie. Za jakiś czas znów prosiły, żebym przyszedł. Powiedziałem, że może jesienią. I rzeczywiście, przyszedłem, zostałem, a teraz nawet żonę tu znalazłem – opowiada pan Henryk.

– Jest jeszcze jedna para, która zawarła związek małżeński, a dwie się kojarzą i kto wie, co z tego wyniknie – śmieją się seniorzy i dodają: – Klub pobudza do życia. Jeszcze myślimy o przyszłości, a nie tylko o dniu dzisiejszym. Mimo wieku 70 plus, ludzie do siebie lgną, mają wspólne plany, cieszą się życiem.

– Niektórzy mają tylko klub, bo współmałżonka już nie ma, a dzieci porozjeżdżały się po świecie. Samotne siedzenie w czterech ścianach byłoby nie do wytrzymania, a na naszych spotkaniach zawsze jest wesoło. Można porozmawiać, wymienić się poradami – podkreśla Krystyna Okoń.

– Wystarczy zajrzeć do naszych kronik – mówi Jadwiga Hermanowska. – Tam jest wszystko dokładnie opisane. W jednej z nich znalazłam nawet zdjęcia mojej mamy. Miałam 25 lat, kiedy tu przychodziła. Teraz sama jestem członkiem „Spokojnej przystani”. Można więc powiedzieć, że to klub pokoleniowy.

Zespół Śpiewaczy „Bolero”

W 2012 roku, w klubie zawiązał się zespół śpiewaczy. Inicjatorką jego powstania była Helena Czerwonogrodzka:

– Wybierałyśmy piosenki, które chcemy śpiewać, trochę pomagała nam moja córka. Potem jednak zostałyśmy same, więc poszłyśmy do prezesa spółdzielni i dyrektor SDK, by prosić o instruktora. „Dostałyśmy” pana Janusza. Chyba jest dobrze, skoro wytrzymał z nami już tyle lat. Śpiewamy pieśni patriotyczne, religijne, kolędy, ale też przeboje znane i lubiane, na przykład Anny Jantar i Ireny Jarockiej.

– Kiedy zostałem kierownikiem artystycznym zespołu, postanowiłem urozmaicić jego repertuar – wyjaśnia Janusz Lawgmin. – Chciałem pokazać, że osoby starsze też mogą wykonywać piosenki estradowe oraz utwory, które dają duże pole do popisu. Staram się wybierać te, które mają przyjemną melodię i rytm. Wydaje się, że trafiamy w gust publiczności. Jak się pracuje z seniorami? Wprowadziłem demokrację, wszyscy mogą się wypowiedzieć, jeśli coś nie pasuje. Oczywiście, zdarzają się różnice zdań, ale dogadujemy się i to jest najważniejsze.

– Czasami się sprzeczamy, bo wydaje nam się, że Janusz daje nam za trudne zadania i obawiamy się, że sobie z nimi nie poradzimy. Potem się jednak okazuje, że wychodzi nam to bardzo dobrze – dodaje pani Helena.

Śpiewający seniorzy biorą udział w różnych wydarzeniach z życia miasta i powiatu, współpracują z innymi placówkami, na przykład z Miejskim Centrum Usług Socjalnych, gdzie czują się jak w domu, co, jak podkreślają, jest dużą zasługą kierownik Beaty Portki. W tym roku wystąpili, między innymi, w Mełgwi, Kocudzy, Milejowie, Bogdance, Dąbrówce, Niedrzwicy i Świdniku.

– Ludzie rozpoznają nas na ulicy. Pytają, gdzie znowu będziemy śpiewać. To bardzo miłe, szczególnie kiedy zaczepiają nas osoby młodsze. Cieszymy się, że doceniają naszą pracę i to jest dla nas bardzo ważne – mówi pani Alina.

– Oprócz znanych przebojów, wykonujemy też własne kompozycje. Bardzo często publiczność prosi nas o zaśpiewanie „Piosenki o Świdniku”, której autorką jest Helena. Utwór stał się już chyba hymnem naszego miasta. Ułożyła też własne słowa do utworu zespołu Jarzębina „Koko Euro Spoko”. Śpiewaliśmy „Koko Świdnik spoko”. Chcemy w ten sposób promować nasze miasto, Spółdzielnię Mieszkaniową i Spółdzielczy Dom Kultury – dodaje pani Barbara.

– Nie mamy swoich ulubionych gatunków, czujemy się dobrze w każdym repertuarze. Możemy śpiewać przy każdej okazji – mówi J. Hermanowska. Obecnie grupa, która od niedawna nosi nazwę „Bolero”, liczy 13 osób, w tym tylko dwóch panów. Jak podkreślają, chociaż wśród pań czują się niczym pączki w maśle, z chęcią powitają w zespole nowych kolegów:

– Zachęcamy do zapisania się do naszego zespołu. Spotykamy się w siedzibie klubu co poniedziałek, o godz. 17.00, bez względu na pogodę. Nie ma czegoś takiego, że komuś się nie chce.

– Warunek jest tylko jeden – chęć śpiewania, ale oczywiście dobrze by było, gdyby chętny miał też słuch muzyczny – mówi J. Lawgmin. – Na próbach zawsze jest konkretna praca, dużo ćwiczymy. Chcemy jak najlepiej śpiewać, by nasza twórczość wszystkim dawała radość, bo o to przecież chodzi. „Bolero” już dziś serdecznie zaprasza mieszkańców na swoje występy. 4 stycznia, w SDK przy ul. Marsz. J. Piłsudskiego 6A, odbędzie się koncert kolęd. Seniorzy zaśpiewają z chórem Tercja, którym dyryguje Bogdan Lipiński. Natomiast 26 stycznia, również w SDK, zespół wystąpi z programem z okazji Dnia Babci i Dziadka. Śpiewacy obiecują nie tylko piosenki, ale i skecze kabaretowe.

– Zachęcamy świdniczan do udziału w naszych koncertach i spotkaniach. Przy okazji życzymy pomyślności w nadchodzącym roku. Seniorzy na pytanie, czego im życzyć, odpowiadają: – Wszystko mamy oprócz zdrowia, więc tego najbardziej. I żeby śpiewanie wychodziło nam jak najlepiej, by nikt go nam nie utrudniał, a raczej pomagał.

Agnieszka Wójcik-Skiba

Last modified: 11 maja 2020