W fotografii szukam emocji

Autor: |

Zaczęło się nietypowo, bo od starszej siostry, która lubiła zatrzymywać chwile w kadrze, a jej albumy zawsze były pełne zdjęć miast i architektury. Później bakcyla połknęła Karolina Smolińska, która w niedługim czasie przejęła pałeczkę rodzinnego fotografa. Dziś towarzyszy świdniczanom i nie tylko podczas najważniejszych chwil w ich życiu, uwieczniając je na zdjęciach. W rozmowie z nami opowiedziała o swoich początkach, nauce fotografowania oraz o tym, czego szuka w kadrach.

– Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie związane ze zdjęciem? To fotografia, na której byłaś ty, czy którą zrobiłaś? Dlaczego jest dla ciebie tak wyjątkowa?

– Fotografią zajmuję się już tak długo, że nawet nie pamiętam kiedy i w jakich okolicznościach wykonałam pierwsze zdjęcie. Najbardziej wyjątkowy jest dla mnie portret mojego ukochanego dziadka, który zrobiłam na wystawę w ramach studiów. To zdjęcie rozczula mnie za każdym razem, gdy na nie patrzę. Dziadek zmarł 3 lata temu, a dzięki tej fotografii zawsze jest ze mną.

– Czy w rodzinie był ktoś, kto uczył cię robienia zdjęć?

– Może nie uczył ale inspirował… Taką osobą była moja starsza siostra. To ona jako pierwsza zainteresowała się fotografią. Wiele podróżowała, więc miała najpiękniejsze zdjęcia miast i architektury. Koniec końców to ja przejęłam pałeczkę rodzinnego fotografa.

– Jak wyglądały Twoje początki?

– Moje początki były dosyć ekspresyjne… robiłam zdjęcia wszystkiemu i wszystkim, metodą prób i błędów. Trudnością zdecydowanie okazało się ustawienie aparatu. Na 18 urodziny dostałam w prezencie książkę o  fotografii (których obecnie mam sporą kolekcje) i to z niej uczyłam się podstaw technicznych. Uczestniczyłam też w kursie, gdzie utrwaliłam swoją wiedzę w tym zakresie.

– Pamiętasz aparat, na którym uczyłaś się fachu?

– Wydaje mi się, że w domu była cyfrówka, ale jakieś 10 lat temu pod choinką znalazłam wymarzoną lustrzankę i to był początek mojej prawdziwej przygody. Najpierw były to fotografie wymienne. Umawiałam się z koleżankami, które też robią zdjęcia i wykonywałyśmy sesje sobie nawzajem. Dzięki temu mogłam zrozumieć co czuje osoba przed obiektywem.

– Jak się przed nim czułaś?

– Bardzo dobrze. Nie tylko wiele się nauczyłam, ale też świetnie bawiłam. Pomagałyśmy sobie nawzajem. Każdemu, kto zaczyna przygodę z fotografowaniem polecam, aby stanął przed obiektywem. W ten sposób o wiele łatwiej będzie mu poznać tajniki tej dziedziny sztuki.

– Kiedy stwierdziłaś, że to pasja, która pozwala zarabiać na życie? Jakie zdjęcia wykonałaś po raz pierwszy na zamówienie?

– Tak naprawdę dopiero na studiach zrozumiałam, że chciałabym robić to zawodowo. Studiowałam Animację Kultury ze specjalnością fotograficzno-filmową. To kierunek stricte praktyczny. Miałam wiele ćwiczeń związanych z fotografią i filmem. Zaczęłam więcej czytać, jeździć na plenery, organizować wystawy. To była niesamowita przygoda. Jeśli chodzi o pierwsze zamówienie to był to skromny ślub moich znajomych. Wtedy zarobiłam pierwsze pieniądze za zdjęcia.

– Dlaczego zdecydowałaś się na sesje ślubne, narzeczeńskie i rodzinne?

– To sesje, które wyrażają najwięcej emocji. Robiłam dużo zdjęć dzieci, ponieważ moją drugą pasją jest pedagogika, którą obecnie studiuje. Sesje rodzinne pokazują niesamowitą więź między rodzicami a ich pociechami. Jednak fotografie ślubne wywołują we mnie największe poruszenie. Wstyd się przyznać, ale płaczę podczas każdej przysięgi małżeńskiej.

– Czego szukasz w tych zdjęciach? Co chcesz nimi pokazać?

– Szukam emocji, spojrzenia dwóch kochających się osób, trzymania się za ręce, pocałunków, łez i uśmiechu. W fotografii najwspanialsze jest właśnie to, że możesz zatrzymać tę niesamowitą chwilę i później do niej wracać.

– Wolisz plener czy studio? Widzisz różnicę w pracy w tych dwóch przestrzeniach?

– Zdecydowanie plener, prawdziwa gra światła i naturalne tło. Studio jest bardziej wymagające od strony technicznej – lampy, sztuczne tła, softboxy, parasole, blendy. Zdjęcia w plenerze skupiają się bardziej na emocjach, danej chwili, a to jest mi zdecydowanie bliższe.

– Masz za sobą także przygodę z pisaniem. Jak to się stało, że zostałaś częścią zespołu Obiektywne.pl?

– Dzięki, że przypomniałaś mi o tej przygodzie. W Obiektywne.pl wkręciła mnie założycielka portalu, Aneta Wysmulska – Pawlaczyk, koleżanka po fachu, która chyba wszystkim w Świdniku jest znana.

– Jak czułaś się w roli dziennikarki, pisarki?

– Czułam się super, bo mogłam pisać o tym co lubię, a to chyba najważniejsze.

– Kontynuujesz tę przygodę?

– Niestety już nie. W między czasie wiele się wydarzyło. To zajęło czas Anety i mój.  Ale mogłam kontynuować rolę dziennikarki w Wirtualnej Polsce, w której przez pół roku pełniłam funkcję redaktora wideo. To koleje wyjątkowe doświadczenie.

– Opowiedz o nim.

– Do zespołu Wirtualnej Polski trafiłam dzięki znajomej mojej siostry. Od razu wiedziałam, że będę się tam dobrze czuła. Pracować w tak znanej firmie to duże wyzwanie, ale okazało się, że to dużo przyjemniejsze niż myślałam. Zajmowałam się produkcją krótkich, kilkuminutowych filmów na temat zdrowia i życia gwiazd. Miałam super ekipę, która nauczyła mnie wielu nowych rzeczy związanych z filmem. Dzięki tej przygodzie poznałam tajniki montażu wideo, efektów specjalnych oraz pisania scenariuszy. Największą satysfakcję dawało mi to, że na końcu materiału zawsze było moje nazwisko. Czułam się dumna, bo wiedziałam, że mój filmik ogląda cała Polska.

– Jakie będą Twoje kolejne kroki?

– Fotografia noworodkowa i produktowa. To kolejne obszary w tej dziedzinie, których chciałabym się nauczyć. Ponadto planuję zainwestować w lepszy sprzęt. Od dłuższego czasu chodzi za mną myśl o założeniu własnego biznesu. Życz mi powodzenia.

– Wszyscy jesteśmy teraz w trudnej sytuacji. Jak sobie radzisz?

– Niestety przez obecną sytuację w kraju przepadło mi wiele zleceń. Nie mogę się więc doczekać, kiedy zabiorę na zdjęcia znajomych. Zapraszam wszystkich chętnych na sesje plenerowe, indywidualne oraz okazjonalne. Można się ze mną kontaktować za pośrednictwem strony na Facebooku:  www.facebook.com/pg/SMOLIFOTO.

Agata Flisiak / foto: Karolina Smolińska

Last modified: 3 września 2020