W duecie drzemie siła

Autor: |

fot. ASAP FOTO VIDEO

Praca z drugą połówką to przepis na katastrofę? W przypadku Pauliny Artymiuk-Brody i Janusza Brody nie ma nic bardziej mylnego. Małżeństwo od kilku lat prowadzi firmę Taki Kadr, realizując filmy i zdjęcia. Ona wprowadza do ich projektów kobiecość, wrażliwość na piękno i detale. On męską precyzję i wytrwałość. W rozmowie opowiedzieli nam o swojej pracy i wspólnej pasji.

– Co było pierwsze: miłość czy praca?

Paulina Artymiuk-Broda: Najpierw przyszła miłość. Gdy się poznaliśmy, zawodowo zajmowaliśmy się innymi rzeczami. Zdjęcia czy filmy towarzyszyły nam raczej w życiu prywatnym. Kiedy przygotowywaliśmy się do własnego wesela i zobaczyliśmy, jak wyglądają dziś filmy ślubne, zapragnęliśmy je robić. Zaczęliśmy się szkolić, zainwestowaliśmy w sprzęt i tak powstał Taki Kadr.

– Jak pracuje się Wam z drugą połówką?

Janusz Broda: Większość naszej pracy odbywa się w domu. Tu montujemy filmy, prowadzimy działania marketingowe, rozmawiamy z klientami, odbieramy telefony, piszemy maile, zajmujemy się naszymi social mediami. Decydując się na założenie firmy, byliśmy świadomi, jak to wygląda. Mimo że staramy się oddzielać pracę od czasu wolnego, łapiemy się na tym, że spędzając razem wieczór, zaczynamy rozmawiać o pracy i nowych pomysłach. Zdarza się, że podczas oglądania jakiegoś filmu, zatrzymujemy go i mówimy: „Spójrz na to ujęcie. Może moglibyśmy podobne do czegoś wykorzystać.” Staramy się nie przesadzać, ale nie da się tego uniknąć.

– Jak dzielicie się obowiązkami?

P. B.: Jeśli chodzi o śluby, stawiamy przede wszystkim na filmy. Wykonujemy też sesje zdjęciowe i fotografie produktowe. Wspólnie odpowiadamy za każdy projekt. Materiały oglądamy razem, wprowadzamy poprawki i akceptujemy je.

J. B.: Jeśli coś zmontuję, ale Paulina tego nie zaakceptuje, nie pokazujemy projektu klientowi. Poprawiamy do momentu, aż oboje jesteśmy zadowoleni. Zwykle chodzi o jakieś drobiazgi, chociaż zdarza się, że musimy też podmienić muzykę. Szukanie idealnego utworu często zajmuje sporo czasu.

– Stawiacie przede wszystkim na tematykę ślubną. Dlaczego?

P. B.: Prywatnie lubimy uczestniczyć w weselach. Nie przeszkadza nam gwar i rozbawieni ludzie, być może właśnie dlatego tak dobrze odnajdujemy się w tych realizacjach. Lubimy szukać emocji, łez wzruszenia. Cieszymy się, kiedy skończymy montaż i pokazujemy film państwu młodym. Widzimy wtedy ich reakcję. Dla nich jest to pamiątka na całe życie. Mamy świadomość, że nasz materiał zobaczą kiedyś ich dzieci, a potem wnuki. To bardzo budujące i satysfakcjonujące. Aż chce się to robić.

– Przeglądając Wasze portfolio trafiłam na wiele ślubnych teledysków. A co ze standardowymi filmami? Czy one też się pojawiają?

J. B.: Przygotowujemy obie formy. Długi film trwa zwykle od 40 minut do około 2 godzin, w zależności od preferencji klienta. Są osoby, którym zależy na zatrzymaniu w kadrze tych najważniejszych momentów. Inne z kolei wolą dłuższe produkcje, żeby móc popatrzeć na gości, powspominać. Nie tworzymy filmów w starym stylu. Montujemy je z klipów i ujęć na żywo, żeby były dynamiczne i ciekawe do oglądania.

P. B.: Teledyski, za zgodą klientów, udostępniamy na naszej stronie jako przykładową pracę. Nie publikujemy tych długich filmów. One są stworzone wyłącznie dla klientów.

– Klip zawiera najważniejsze chwile?

J. B.: Nie traktujemy go jak skrót całej uroczystości, z zachowaniem chronologii zdarzeń. Po prostu szukamy fragmentów, które najbardziej pasują nam do tego wesela i które fajnie się montuje. Wszystko zależy od naszej kreatywności.

P. B.: Jeśli mamy taką możliwość, wplatamy w teledysk ujęcia z pleneru. Realizujemy je głównie podczas imprez odbywających się latem. Wtedy możemy pozwolić sobie na wyciągnięcie państwa młodych z sali i nagranie ujęć w otoczeniu domu weselnego.

– Wspomnieli Państwo o fajnych momentach, których szukacie podczas uroczystości.

P. B.: To przede wszystkim chwile, w których widać emocje. Wzruszenie podczas błogosławieństwa rodziców, lekki uśmiech w kościele czy szaleństwo na parkiecie. Młoda para może ich nawet nie pamiętać, ale później zobaczy je na filmie. Klienci często dziwią się, gdy widzą efekt końcowy. Nie pamiętają, co mówili do kamery albo, że się popłakali.

– Jak wygląda Wasza praca? Proponujecie własny pomysł na film, czy realizujecie plan klientów?

J. B.: Zwykle przed kontaktem z nami, klienci oglądają nasze realizacje w internecie. Wiedzą więc czego mogą się spodziewać. Lubimy się z nimi spotkać, pokazać fragmenty tych dłuższych nagrań, by upewnić się, że podoba im się to samo, co nam. Jeśli mają szczególne wymagania, jesteśmy otwarci na eksperymenty.

– Wasze prace mają jedną wspólną stylistykę. Są bardzo naturalne, delikatne.

P. B.: Zależy nam na tym, żeby filmy były naturalne. W montażu nie używamy wymyślnych przejść czy innych rozpraszaczy. Staramy się po prostu pokazać istotę tego dnia.

J. B.: Nasze filmy cały czas ewoluują. Wprowadzamy nowe pomysły, kadry. Oglądając materiały stworzone jeden po drugim, trudno jest to może zauważyć, ale jeśli porównamy nasze starsze prace z tymi nowszymi, dostrzeżemy różnicę. Mimo tych zmian, to cały czas nasz styl. Staramy się nikogo nie kopiować, tylko działać po swojemu.

– W Waszej pracy bardzo ważny jest również kontakt z klientami. Nie każdy przecież czuje się dobrze przed kamerą.

P. B.: Przede wszystkim staramy się nie rozpraszać nagrywaniem gości. Mówimy klientom, że jeśli ktoś odwraca się od kamery, nie będziemy go na siłę filmować, bo nie o to w tym chodzi. Jesteśmy w centrum wydarzeń, ale mimo to, gdzieś z boku.

J. B.: Dlatego lubimy osobiście podpisywać umowy z parami. Możemy wtedy z nimi porozmawiać, poznać się. W dniu ślubu nie czują, że do ich domu przychodzi obcy człowiek i zaczyna wszystkich rozstawiać po kątach. Staramy się ten początek dnia, czyli tak zwane przygotowania, nagrywać z dużym zapasem czasu, żebyśmy mogli zamienić kilka słów także z rodziną, przywitać się. To normalne, że ludzie stresują się przed kamerą.

P. B.: Zdarzają się sytuacje, kiedy umawiamy się na nagrywanie przygotowań, jednak w tym ważnym dniu okazuje się, że młodzi bardzo się krępują. Robimy to więc subtelnie, tak, żeby nie zdenerwowali się już na początku. Często proponujemy naszym parom, by powiedzieli do siebie kilka słów przed kamerą albo napisali wcześniej listy, które przeczytają. Niektórzy są bardzo chętni, by zrealizować te pomysły. Tak samo, jeśli chodzi o gości weselnych. Staramy się ich angażować. Prosimy, by powiedzieli kilka słów, na przykład, jak się bawią albo, żeby złożyli życzenia. Są tacy, którzy robią to z wielką ochotą, przynoszą różne rekwizyty i widać, że dobrze czują się w takiej roli. Są też osoby, które nie chcą się wypowiedzieć. Szanujemy to.

– Czy młode pary wracają do Was z prośbą o upamiętnienie kolejnych etapów życia?

P. B.: Z wieloma parami utrzymujemy kontakt. Zapraszamy się na Facebooku, obserwujemy na Instagramie. W tym momencie otrzymujemy zapytania o sesje ciążowe, na materiały z chrzcin też pewnie przyjdzie czas. Warto dodać, że często spotykamy się naszymi parami na kolejnych weselach, bo polecili nas rodzeństwu czy znajomym. To bardzo miłe.

J. B.: Dzięki social mediom wiemy co się u nich dzieje, a oni co u nas. Ogłaszamy swoje usługi na różnych forach na Facebooku. Zdarza się, że nie zauważymy, że ktoś szuka filmowca na dany dzień, ale nasza panna młoda tak i nas poleca. To naprawdę super.

– Wśród Waszych realizacji znalazły się też podziękowania dla rodziców państwa młodych w formie nagrania. To często spotykana forma?

P. B.: Decyduje się na niego tylko część naszych klientów. Klip z podziękowaniami, który można zobaczyć na naszej stronie, to bardzo zabawna realizacja. Utrzymany w stylistyce ludowej, z odpowiednio dobraną piosenką. Wiemy, że rodzicom tej pary bardzo się spodobał. Marzy nam się zrealizowanie podziękowań w Muzeum PRL w Zamościu. Rozmawialiśmy już z właścicielem obiektu i jest na tak. Proponowaliśmy tę lokalizację parze, która w 2020 roku miała się pobrać. Uroczystość została jednak przełożona na ten rok, więc nie udało nam się tego zrobić. Mamy jednak nadzieję, że wrócimy do tematu.

– W Waszej pracy często współpracujecie z różnymi fotografami.

J. B.: W większości przypadków bardzo dobrze się dogadujemy. Ważne jest to, żeby jeszcze przed ceremonią porozmawiać o współpracy. Każdy ma określony styl działania, szczególnie podczas ceremonii w kościele. Lubimy przedyskutować to z fotografem, żeby poznać jego uwagi i wypracować porozumienie. Trzeba pamiętać, że gramy do jednej bramki. Wszystkim nam zależy, żeby młoda para miała jak najładniejszą pamiątkę z tego dnia.

– Zajmujecie się też filmami promocyjnymi.

J. B.: Wykonujemy je dla firm, ale zdarza nam się też nagrywać przedstawienia albo teledyski. Takich prac jest dużo mniej niż ślubnych. To coś kompletnie innego. Na ślubie czy weselu musimy reagować na bieżąco. Tu z kolei mamy wszystko ustalone, możemy robić duble. Mamy nad wszystkim większą kontrolę. Na pewno będziemy chcieli rozwijać się w tym kierunku.

– Co dla Was, jako twórców, jest większym wyzwaniem: produkcje ślubne czy promocyjne?

P. B.: Chyba filmy ślubne. Są prawdziwe, pełne emocji, nie ma w nich miejsca na udawanie. Film reklamowy jest reżyserowany.

J. B.: Inaczej wygląda też odbiór obu produkcji. Pary młode reagują emocjonalnie. Z kolei klient firmowy potrzebuje konkretnego produktu, podchodzi więc do niego „na chłodno”.

– Każde zlecenie uczy Was czegoś nowego.

J. B.: Dzięki nim poznajemy dużo fajnych ludzi, od par młodych, po fotografów i DJ-ów. Utrzymujemy kontakt i polecamy się nawzajem. Branża ślubna jest bardzo pozytywna i takie emocje z niej wynosimy. Towarzyszymy młodej parze w najważniejszej chwili w ich życiu. Jeśli ktoś jest typem mruka, nie odnajdzie się w tym.

– 2020 rok na pewno nie był łatwy.

P. B.: Faktycznie sezon ślubny ruszył późno i wcześnie się zakończył. Pary, które miały się pobrać wiosną, przeniosły uroczystości na lato. Także tych wesel było bardzo dużo. Wiele zleceń pojawiało się też w ostatnim momencie, bo na przykład zwolnił się termin sali i ktoś postanowił z niego skorzystać. Zobaczymy, jak będzie wyglądał ten rok. Wiele uroczystości się kumuluje, także kiedy branża ślubna zostanie odmrożona, będzie intensywnie.

J. B.: Liczymy na to, że będzie ciężko. Nie będziemy narzekać.

– Czy na ten rok znajdziecie jeszcze jakieś wolne terminy?

P. B.: Tak, jeśli ktoś jest zainteresowany, zapraszamy do kontaktu poprzez stronę internetową www.taki-kadr.pl. Mamy jeszcze kilka wolnych terminów.

Agata Flisiak / zdjęcia portretowe: Taki Kadr

Last modified: 5 lutego 2021