Trylogia na własny rozkaz

Autor: |

Pierwsza książka ukazała się w 2012 roku. Jej źródłem był lokalny patriotyzm Grzegorza Doroby, który uczestnicząc w licznych imprezach gromadzących motocyklistów, zauważył, że pamięć po wueskach zanika, nawet wśród młodych świdniczan. Co jeszcze bardziej oburzające, słyszał głosy, że junak, że WFM, że SHL, to dopiero było coś. No i w końcu trafił go szlag. W ten sposób powstała “Ilustrowana historia motocykla WSK”. Teraz przyszedł czas na drugi tom opowieści o świdnickich motocyklach.

– Dotarłem do człowieka, który od początku, czyli od 1954 roku, do samego końca, czyli 31 października 1985 roku, był szefem produkcji na taśmie motocyklowej WSK. Tadeusz Gumieniak miał swój zeszyt, w którym skrzętnie zapisywał od kiedy, do kiedy i ile danego typu motocykla zjechało z taśmy. Ostatnią maszynę i każdy kończący się rok, podkreślał kopiowym, czerwonym ołówkiem. W ten sposób powstał bezcenny spis wszystkich motocykli WSK, a było ich dokładnie 2 008 347. Myślę, rzecz jasna, o motocyklach produkcji seryjnej. O nich właśnie traktuje druga część trylogii świdnickich motocykli – mówi Grzegorz Doroba.

W najlepszych dla wueski latach 70, G. Doroba był nastolatkiem. Ludzie w jego wieku gromadzili wtedy puszki po zachodnich piwach, paczki po papierosach, etykiety zapałczane i z gum do żucia. Takie były czasy. Na ścienne maty trafiały też, oczywiście, wszelkie gadżety wydawane przez dział reklamy WSK, który w latach 60. i 70. przeżywał prawdziwy rozkwit, drukując i produkując materiały promocyjne we wszystkich najważniejszych językach świata. Proporczyki, breloczki, prospekty, metalowe wpinki do klapy, stały się jednym z głównych elementów graficznego urozmaicenia książki, która powstawała trzy lata.

– Pomyślałem, że wszystko to leży u mnie i tylko ja się z tego cieszę. Niech zobaczą też inni. Ale tak naprawdę, dopiero po wydaniu „Ilustrowanej Historii Motocykla WSK” baza materiałów zaczęła mi się poszerzać w tempie astronomicznym. Przeglądając książkę, ludzie przypominali sobie o zdjęciach i pamiątkach, które mieli zakopane gdzieś głęboko w szafie. Darowali mi je lub pożyczali do zeskanowania. Postanowiłem zrobić z nich użytek – tłumaczy G. Doroba.

Powoli do przodu

Doświadczenie pisarskie nie przełożyło się na tempo powstawania kolejnej pozycji. Okres przygotowań do jej wydania trwał następne trzy lata i właśnie się kończy. Druga część motocyklowej trylogii poświęcona jest przede wszystkim maszynom seryjnym, ale nie tylko. Ich historię poprzedza krótka geneza powstania WSK, kończy prezentacja eksperymentalnych wyrobów powstających w zakładzie, między innymi: samochodu dla inwalidów Gacek, pojazdu elektrycznego Elbobo, maszyn rolniczych, a także krótkie opisy śmigłowców i kooperacji przemysłowej z producentami sprzętu lotniczego na całym świecie. Mało w niej nazwisk, żeby nie pominąć nikogo zasłużonego. Jest za to sześć zdjęć ludzi bezpośrednio związanych z produkcją jednośladów. W sumie około 50 osób. Widać na nich pracowników produkcji z pierwszych lat, konstruktorów przy deskach kreślarskich, ostatni motocykl na taśmie… Minęło całkiem niewiele czasu, ale zidentyfikowanie ich wszystkich zajęło autorowi pół roku.

Zasadnicza część książki przypomina kronikę. Rok po roku opisuje rozwój produkcji, wprowadzanie kolejnych modeli. Jest też opis prób westernizacji motocykla, nawiązywania współpracy z takimi potentatami, jak Yamaha czy BMW.

Przygotowując do druku swoją drugą pozycję Grzegorz Doroba rzucił się z motyką na słońce. W przeciwieństwie do poprzedniczki, postanowił wydać ją w kolorze, co kilkakrotnie podraża koszty.

– Przestraszyło mnie to, ale pomyślałem, że trzeba zrobić raz a dobrze. Ludzie z całej Polski dzwonią i pytają, jaka będzie kolorystyka. Nie wytłumaczę, że miałaby być czarno-biała. Trudno, raz się żyje, będzie w kolorze. Zakręcony Grzesiek podjął się i musi to wykonać. W dodatku na własny rozkaz. Ale nie wolno narzekać – mówi G. Doroba.

Książka będzie również rarytasem dla hobbystów pragnących samodzielnie złożyć wueskę. Znajdą się w niej rysunki i opisy podwozi, wraz z wykazem wszystkich części popularnych wersji 125 Kos i 175 Perkoz oraz schematy podłączeń instalacji elektrycznej większości modeli obu pojemności silnika.

Po trzecim tomie odpoczynek

Grzegorz Doroba myśli już o trzeciej części swojego dzieła. Będzie ona poświęcona prototypowym konstrukcjom motocykli, silnikom i motocyklom sportowym. Będą opisy programów i tras startów zawodników Avii od 1954 roku. Wśród nich są rajdy tatrzańskie i sudeckie. Będą zdjęcia z sześciodniówek w Zakopanem i Garmispartenkirchen. Tym razem praca ma potrwać już „tylko” rok.

– Nie miałeś człowieku kłopotu, piszesz sobie książkę. Wracam z pracy do domu, trzeba zadzwonić, napisać maila. Chylę czoła przed moją żona, że to wytrzymuje, ale nie mogę tego już zostawić. Będąc, na zaproszenie klubu motocyklowego z Lublina, na rajdzie crossowym przekonałem się, że jego uczestnicy nie mają pojęcia, że jeżdżą po torze położonym 12 km od miejsca, gdzie powstało ponad dwa miliony motocykli WSK. To przecież nie byli ludzie z ulicy.

Co potem zamierza robić Grzegorz Doroba, weteran pisarstwa historycznego o motocyklach, pogrążony już chyba nieco w nałogu pracy twórczej?

– Trzeba wiedzieć, kiedy nacisnąć hamulec. Wydanie trzeciej książki będzie bardzo dobrym na to momentem, więc zarządzę odpoczynek – śmieje się G. Doroba.

A gdyby jednak? Może coś o ludziach?

– Mam taką propozycję, żeby przymierzyć się do opowieści o sportowcach Lubelszczyzny związanych z motocyklami. Ale ja wiem już, jak chodzi się przy takiej książce: – Mam coś panie Grześku. To może się umówimy? No to za tydzień…
Za tydzień wypada działka, choroba albo inna przeszkoda. Czasem trzeba umawiać się z pięć razy z jednym człowiekiem. Dlatego po trzecim tomie będzie odpoczynek.

Jan Mazur

Last modified: 15 maja 2020