„Swojskie” nie zawsze bezpieczne

Autor: |

Kupujesz na targowisku mleko „prosto od krowy”, swojski ser, jajka na straganie? Uważaj, bo „swojskie” produkty, uznawane często za zdrowe, wcale takie być nie muszą.

Mleko bez atestu może zawierać bakterie coli, sery i jajka mogą być skażone salmonellą. Sanepid próbuje ukrócić nielegalny handel nabiałem, ale przypomina to walkę z wiatrakami. Gdy pojawiają się kontrolerzy, sprzedający szybko znikają. Jednak największym sprzymierzeńcem tych ostatnich są… kupujący. Półtora litra mleka w butelce po wodzie mineralnej kosztuje 2,50 zł. Krążek białego sera – 5 zł. Wychodzi taniej niż w sklepie. Chętnych więc nie brakuje.

Jakość może być jednak bardzo wątpliwa, biorąc pod uwagę choćby tylko to, że mleko „od krowy” zawiera wysoki poziom tłuszczu, który wchodząc w reakcję z plastikiem tworzy szkodliwe dla zdrowia substancje. Poza tym mleko może pochodzić od chorych krów, leczonych antybiotykami, a to może być również niebezpieczne dla naszego organizmu. To zaledwie dwa z powodów, dla których powinniśmy zrezygnować z zakupów.

Przepisy nie pozwalają na bezpośrednią sprzedaż produktów nabiałowych na targowiskach. Dlatego inspektorzy świdnickiego sanepidu starają się uważnie przyglądać straganom, a przede wszystkim temu, co jest schowane pod nimi.

– Niedawno kontroli poddano trzy osoby i tylko jedna wykazała, że prowadzi sprzedaż w oparciu o własną produkcję – wyjaśnia Jan Nowicki, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej w Świdniku. – Pozostałe nie potrafi ły tego udowodnić. Zachodziło więc podejrzenie, że skupują nabiał po niższych cenach, by sprzedać z zyskiem na targu. Osoby te zostały ukarane mandatami, bo tyle możemy zrobić. Ich wysokość to od 50 do 500 zł. Nielegalna sprzedaż swojskiego nabiału to trudny dla nas temat. Najgorsze jest to, że nadal panuje wysoka podaż na takie produkty, mimo że nie spełniają one podstawowych zasad higieny. Długo można by mówić, na przykład o brudnych i niespełniających wymagań opakowaniach, niewłaściwej temperaturze, w której przechowywane są produkty. Konsumenci, a zwykle są to osoby starsze, często nie zdają sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwo się narażają. Z drugiej strony trudno z pełną surowością karać kogoś, kto chce dorobić sobie parę złotych do niskiej emerytury lub utrzymuje się z małego gospodarstwa.

Gdy inspektorzy sanepidu przyjeżdżają na bazar, handlujący uciekają, składając często towar w samochodach. Trudno wtedy im udowodnić, że handlują, bo w samochodzie każdy może trzymać żywność. Aby rozwiązać ten problem potrzebna jest ścisła współpraca właściciela targowiska i świadomość kupujących. Pracownicy sanepidu przyznają: – To nie nasza rola, abyśmy udowadniali wbrew woli kupującego, że kupił on nielegalną, a być może niebezpieczną dla siebie żywność.

– Rozwiązaniem problemu byłyby odpowiednie kioski bądź stragany, wyposażone w urządzenia chłodnicze. Sprawdzone powinny być również warunki transportu, zaś produkcja towaru, musi być monitorowana od początku do końca – zaznacza J. Nowicki, choć nie wierzy, że uda się szybko osiągnąć ten standard. – Mam nadzieję, że wkrótce będzie funkcjonować w Świdniku sieć mlekomatów, które przypominają automaty do sprzedaży kawy. Takie mlekomaty sprzedające niepasteryzowane, tłuste mleko są już w Lublinie, np. przy ul. Tarasowej. Wprawdzie produkt ten jest nieco droższy niż w sklepach, ale na pewno smaczniejszy i bezpieczny. To cywilizowane wyjście. Polska jest chyba jedynym miejscem w Unii Europejskiej, w którym mleko sprzedawane jest na bazarach.

Last modified: 2 lipca 2020