Świdnik,Svidnik-reaktywacja

Autor: |

Po kilku latach braku bezpośredniego kontaktu, świdniczanie pojawili się w słowackim Svidniku. Jest on jednym z najbliższych partnerów naszego miasta, choćby z racji bliźniaczej nazwy. Okazało się, że, jak to między przyjaciółmi, ciągle jest o czym pogadać.

– Poznaliśmy panią Marcelę Ivancovą, nową primator, czyli naczelnik miasta. Taki tytuł nosi na Słowacji burmistrz. Podziękowaliśmy za ośmioletnią współpracę Janowi Holodnakovi, dotychczasowemu primatorowi – mówi Marcin Dmowski, zastępca burmistrza, który stał na czele kilkunastoosobowej delegacji Świdnika.

Co nas łączy oprócz nazwy?

Zaskakująco wiele. Svidnik liczy zaledwie 10,5 tys. mieszkańców. Jest jednak siedzibą powiatu i ważnym ośrodkiem miejskim wschodniej Słowacji. Drużyna siatkarska Slavii Svidnik zajęła trzecie miejsce w rozgrywkach słowackiej ekstraklasy. W mieście działa aeroklub. Co jeszcze czeka na odwiedzających Svidnik?

– Tereny do uprawiania narciarstwa, kompleks basenów, Muzeum Bitwy o Przełęcz Dukielską, jednej z najkrwawszych podczas II wojny światowej. Jest też ciekawy skansen i nieco egzotyczny dla Polaka zlepek kultur: rzymskokatolickiej, prawosławnej i grekokatolickiej. Wszystkie te religie występują w Svidniku w podobnej proporcji. Jest też spokój, który czasami aż zaskakuje – tłumaczy M. Dmowski.

Pola do współpracy jest cały szmat. Pewnie sporo świdniczan pamięta występ svidnickiego zespołu ludowego Makovicka, który gościł na pierwszym festiwalu miast partnerskich. Nie odwdzięczyliśmy się jeszcze koncertem Leszczyniaków, a warto by było.

Budżet obywatelski?

– Tego pojęcia Słowacy nie znają. Chociaż oba kraje są członkami Unii Europejskiej i bliskimi sąsiadami, rozwiązania stosowane w samorządzie bywają różne. Pani primator zainteresowała się tą ideą. Myślę, że kilka innych również mogłoby zwrócić jej uwagę -opowiada M. Dmowski.

Zastępcy burmistrza towarzyszyła grupa radnych: Kazimierz Patrzała, wiceprzewodniczący Rady Miasta, Kazimierz Bachanek, Aleksander Suski, Stanisław Skrok. Byli też członkowie Klubu Seniorów Lotnictwa. Świdnicką Radę Seniorów reprezentował Jan Pyszniak. Wymieniano poglądy w sprawach praktycznych, na przykład gospodarki odpadami. Stąd obecność Krzysztofa Falenty, prezesa spółki Remondis.

Służbowo i prywatnie

Jeden z członków delegacji miał nie tylko służbowy, ale i prywatny powód do wyjazdu na Słowację. Był nim Stanisław Skrok, pierwszy burmistrz Świdnika. W programie wizyty znalazły się odwiedziny niewielkiej miejscowości Radatice, w której postawiono pomnik załogi polskiego bombowca zestrzelonego przez Niemców 28 grudnia 1944 roku.

Z zaopatrzeniem dla partyzantów

– To była ostatnia misja przeprowadzona w czasie wojny przez polski Dywizjon Specjalny 301 z włoskiego Brindisi. Na pokładzie samolotu Halifax nie było bomb, ale zaopatrzenie dla partyzantów Armii Krajowej na Lubelszczyźnie. Jednym z członków załogi był mój wuj, plutonowy Stanisław Lisik, absolwent kursu pilotów w szkole LOPP w Świdniku. W drodze powrotnej, nocą, samolot został namierzony przez niemiecki myśliwiec wyposażony w radar. Bez osłony własnych maszyn, bombowiec stał się łatwym celem. Cała załoga zginęła. Najpierw zostali pochowani w okolicach Radatic, później przeniesieni na aliancki cmentarz wojskowy do Pragi. Rodzina bezskutecznie poszukiwała krewnego, który figurował w brytyjskich aktach wojskowych jako zaginiony w niewyjaśnionych okolicznościach. Skrupulatni Anglicy wysłali rodzinie jego osobiste rzeczy. Należne mu pieniądze, w obawie przed pazernością władzy ludowej w Polsce, zamienili na paczki żywnościowe – mówi Stanisław Skrok.

Dopiero w 1967 roku, w krakowskim tygodniku „Przekrój”, ukazał się artykuł inspirowany przez Czecha, Frantiska Onofreja, który informował, że na cmentarzu w Pradze są mogiły polskich lotników. Wymienił ich z nazwiska. Wtedy wszystko stało się jasne.

Pomnik polskich pilotów ustawiono kilkanaście metrów przed urzędem sołeckim w Radaticach, wsi zamieszkanej przez nieco ponad 800 osób. Opiekują się nim odwiedzający to miejsce Polacy i władze samorządowe.

Gabriela Viazankova, starostka, czyli wójt Radatic, żałuje, że kontakty ze Świdnikiem nawiązano dopiero teraz: – Każdego roku, 16 września, organizujemy okolicznościowe uroczystości z udziałem gości z Polski. Mam nadzieję, że kolejne odbędą się również z udziałem reprezentacji Świdnika – mówi pani wójt.

– W Radaticach spotkaliśmy się z bardzo serdecznym przyjęciem, podobnie, jak w Svidniku. Mam nadzieję, że obie panie skorzystają z naszego zaproszenia i w przyszłym roku odwiedzą nasze miasto – podsumowuje Marcin Dmowski.

Jan Mazur

Last modified: 7 maja 2020

Zmień język »