Świat jak spod szydełka

Autor: |

Zaczęło się od pasji i chęci, by nauczyć się czegoś wyjątkowego. Potem przyszedł czas na pierwsze ręcznie wyszywane chusty, koce, maskotki i odzież. Kilka miesięcy temu świdniczanka Agnieszka Czarnecka założyła na Facebooku profil Agart, na którym dzieli się swoimi włóczkowymi pracami. Nam opowiedziała o swoim hobby, wymagających wzorach oraz cudach, które wychodzą spod jej ręki.

– Szydełkowanie to pasja, która powoli zanika?

– Szczerze mówiąc myślę, że jest wręcz przeciwnie. Na Facebooku działa wiele grup zrzeszających osoby zajmujące się robieniem na szydełku. Sama też do nich należę. To kopalnia pomysłów i inspiracji.

– Jak to się stało, że zainteresowała się Pani tego rodzaju rękodziełem?

– Moja świętej pamięci babcia robiła na drutach. Podobało mi się to, co wychodziło spod jej rąk i sama też chciałam umieć coś stworzyć. Bardziej jednak interesowało mnie szydełkowanie. Babcia nie bardzo je lubiła, więc postanowiłam, że sama się go nauczę. Przeglądałam różne gazety z wzorami i to z nich czerpałam wiedzę. Później tak się złożyło, że na długie lata porzuciłam tę pasję. Rok temu postanowiłam jednak do niej wrócić. Lubię szydełkować. Czuję się wtedy odprężona i szczęśliwa. Potrafię przesiedzieć tak cały dzień. Trzeba jednak pamiętać, że jest to zajęcie, które wymaga sporo cierpliwości i chęci. Nie każdy się do niego nadaje.

– Przeglądając profil Agart na Facebooku (www.facebook.com/AgartWithLove) zauważyłam, że wśród Pani prac dominują zabawki i przedmioty dekoracyjne. Bardzo mało jest za to elementów odzieży. Dlaczego?

– Robię mało ubrań na szydełku. Aktualnie przygotowuję tym sposobem sweter dla męża. Mam jednak duży problem z rękawami. Gdy tylko je skończę, nie jestem zadowolona, więc pruję je i zaczynam od początku. Nie jest to łatwe zajęcie, dlatego wolę robić na szydełku coś innego. Lubię, na przykład tworzyć chusty, do których wykorzystuję włóczki ombre. Są po prostu cudne i dają piękny efekt.

– Wśród szydełkowych dzieł można też dostrzec wyjątkowe maskotki, których nie znajdziemy na co dzień w sklepach z zabawkami.

– To moje ulubione prace. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, maskotki powstają bardzo szybko. Praca nad nimi też jest przyjemna, ponieważ przy każdym kolejnym kroku widać, jak rosną w oczach. Na przykład, przytulankę – czarnego kota, wypchaną silikonowymi kulkami, zrobiłam w trzy godziny, ale z kolei lalka wymagała ode mnie czterech dni. Ma ona jednak dużo elementów do wyhaftowania i dopracowania, co wymaga więcej nakładów pracy. To jedna z pierwszych sztuk, które zrobiłam. Niedawno dostałam od męża książkę z wzorami lalek i na pewno będę chciała bardziej się na nich skupić. Z kolei dwa dni zajęło mi zrobienie maskotki – owieczki. Użyłam do niej dwóch rodzajów włóczki, żeby wyeksponować futro. Zdaję sobie sprawę, że ludzie zwracają uwagę na cenę. Jeśli chodzi o rękodzieło, jest ona po prostu wyższa niż w sklepie. Często maskotki, które zrobię, są prezentami dla znajomych i ich pociech. Chętnie przekazuję je też do domu dziecka, jak zrobiłam przed świętami Bożego Narodzenia czy na licytacje.

– Dzieci na pewno są zakochane w tych maskotkach. A jak reagują na nie dorośli? Co mówią?

– Również bardzo im się podobają. Ostatnio, na przykład moja mama poprosiła mnie, żebym zrobiła na szydełku krasnale. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że na ich podstawie powstały później rysunki, które sama wykonała. Kiedy pokazałam je znajomym, wszyscy od razu się w nich zakochali. Jedna z koleżanek poprosiła nawet, żebym wydziergała dla niej drugą parę. Chciała podarować je córce, która jest już dorosła.

– Od kilku dni świdniczanie mogą powalczyć o maskotkę wzorowaną na Jurku Owsiaku. Przytulanka została wystawiona na aukcję, z której dochód zasili konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

– Chciałam przekazać na licytację coś od siebie. W Internecie znalazłam wzór na stworzenie takiej maskotki i pomyślałam, że będzie to strzał w dziesiątkę. Tych Jurków powstało w Polsce wiele. Jeden jest też właśnie w Świdniku. Szydełkowanie maskotki trwało tydzień. Jurek ma bujną czuprynę, której zrobienie zajęło mi sporo czasu. Każdy kosmyk był przeciągany i przewiązywany oddzielnie, ale było warto. Mam nadzieję, że mieszkańcy chętnie będą go licytować i uda się uzbierać równie dużo pieniędzy, jak w ubiegłych latach.

– Z jakich włóczek Pani korzysta?

– Wybieram mieszankę bawełny z akrylem, bo fajnie nadają się do maskotek. Są przyjemne w dotyku i miłe. Używam też samej bawełny, która świetnie trzyma konstrukcję lalki. Jest też dobra dla dzieci, bo można ją prać nawet w wysokiej temperaturze. Nic jej się nie stanie.

– Skąd czerpie Pani pomysły i inspiracje?

– W Internecie jest dostępnych bardzo dużo płatnych i bezpłatnych wzorów oraz grup na Facebooku, zrzeszających osoby zajmujące się szydełkowaniem. Kiedy zobaczę na zdjęciu coś, co mi się podoba, podejmuję wyzwanie.

– Jakie ma Pani plany na kolejne prace?

– Na razie kończę sweter i pracuję nad kocykiem. Moja koleżanka ma wkrótce zostać babcią. Kocyk będzie więc prezentem dla jej wnuczki. Później chciałabym skupić się na lalkach i szkolić się właśnie w tym kierunku. Mam nadzieję, że uda mi się też stworzyć własny wzór. Muszę przyznać, że ostatnio trochę zarzuciłam szydełkowanie. Trafiłam na kilka ciekawych książek, które bardzo mnie pochłonęły i nie umiałam tego ze sobą pogodzić.

– Czy jest możliwość kupienia Pani rękodzieła?

– Jak najbardziej. Zachęcam do kontaktu za pośrednictwem strony na Facebooku: www.facebook.com/AgartWithLove. Chyba nie ma rzeczy, której bym się nie podjęła. Kolega zamówił u mnie kiedyś dwa łabędzie. Myślałam, że to zadanie nie do wykonania. Okazało się jednak, że dałam radę i wyszło bardzo fajnie. W przypadku tych trudniejszych wzorów potrzebuję więcej czasu, dlatego dobrze jest złożyć zamówienie z wyprzedzeniem.

Agata Flisiak

Last modified: 29 stycznia 2021