Stypendium czy respirator?

Autor: |

Pandemia koronawirusa to pierwsza sytuacja kryzysowa od wielu lat, która dosłownie wstrząsnęła całym krajem. Przyniosła ze sobą skrajne emocje, wymusiła natychmiastowe decyzje i stała się testem również dla samorządów. O tym jak wygląda zarządzanie miastem w kryzysie i ile koronawirus już kosztował Świdnik, rozmawiamy z burmistrzem Waldemarem Jaksonem.

– Pandemia przyniosła kryzys o niespotykanej od dawna skali, panikę, strach i przerażenie. Jak w takiej sytuacji kieruje się miastem?

– Nagle jako samorząd, ale również jako mieszkańcy kraju dotkniętego pandemią, znaleźliśmy się w ekstremalnej sytuacji, w której z dnia na dzień przestały obowiązywać dotychczasowe reguły. Musieliśmy szybko przestawić nasze myślenie i działania, podejmować ekspresowo decyzje, czasami również niepopularne. Trudno jednak na to zważać, gdy na szali jest zagrożenie życia i bytu naszych mieszkańców.

– Tylko, że od ochrony życia i zdrowia są służby sanitarne, szpitale, nawet policja. Jaka więc była w tym rola samorządu?

– To prawda, ale miasto to przecież nie budynki czy drogi, ale przede wszystkim jego mieszkańcy. W pierwszych dniach i tygodniach pandemii wszystkie decyzje i działania skierowaliśmy na zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom. Od razu kupiliśmy specjalistyczne maski, buty, kombinezony czy rękawice dla świdnickiego szpitala. Zapłaciliśmy za dodatkowy sprzęt dla oddziału anestezjologii. Kupiliśmy trzy respiratory i specjalistyczne urządzenia do odkażania powierzchni. Wszystkich mieszkańców wyposażyliśmy w maseczki. Szczególną opieką objęliśmy seniorów i osoby nieporadne. W następnej kolejności pomoc skierowaliśmy do firm działających na naszym terenie. Ich problemy to przecież również problemy naszych mieszkańców, ich niepokój o własny byt i miejsca pracy. Oczywiście musieliśmy przemodelować oświatę, zadbać o to, żeby każdy uczeń miał odpowiedni sprzęt i mógł uczestniczyć w zdalnej edukacji.

– Mówimy tu o wielu działaniach i decyzjach, ale każde z nich wymagało pieniędzy. Ile Świdnik zapłacił dotąd za pandemię koronawirusa i ile jeszcze zapłaci?

– Już wiemy, że dotychczasowe działania kosztowały budżet miasta ponad 2 mln zł. W tej kwocie są wydatki na pomoc szpitalowi, czyli 700 tys. zł. Więcej niż milion zł wynosi wartość ulg przyznanych przedsiębiorcom. Ponad 100 tys. zł zapłaciliśmy za maseczki dla mieszkańców. Musieliśmy znaleźć dodatkowe pieniądze na pomoc społeczną. To są konkrety, przyszłość jest jeszcze niewiadomą, choć już widzimy zmniejszające się dochody do budżetu. Nadal wspieramy firmy, rozkładamy na raty ich należności, odraczamy płatności.

– Mimo tych wyliczeń nie ma się wrażenia, że budżet miasta specjalnie ucierpiał. Nadal prowadzone są inwestycje, nie widać również, żeby w innych sferach brakowało pieniędzy. Skąd w takim razie wzięły się te 2 miliony?

– Znaleźliśmy się w sytuacji wyjątkowej, ale w związku z nią nie możemy przestać finansować oświaty czy pomocy społecznej. To są zadania, które bezwzględnie musimy wykonywać, takie jest prawo. Z inwestycji również nie możemy zrezygnować z dnia na dzień. Na dużą część z nich jeszcze przed pandemią rozstrzygnęliśmy przetargi i jesteśmy związani umowami z wykonawcami. Skąd pieniądze? Z oszczędności. 500 tys. zł to cięcia na administracji i pensjach urzędników. Kolejne 500 tys. zł uzyskaliśmy z ograniczenia komunikacji publicznej. Zrezygnowaliśmy także z organizacji niektórych imprez oraz zakupów, które nie były konieczne, choćby samochodu służbowego.

– Miasto zaoszczędziło także na stypendiach dla uczniów i wywołało burzę…

– To jedna z wielu decyzji związanych z pandemią. Cięć dokonaliśmy niemal w każdej dziedzinie. W przypadku stypendiów to około 10 proc. kosztów. Zależało mi, żeby akurat dla tej sfery oszczędności były jak najmniejsze. Nie każdy samorząd decyduje się na uchwalenie programu stypendialnego. My chcieliśmy to zrobić, bo uważamy, że uczniów trzeba motywować i zachęcać do osiągania jak najlepszych wyników. Nie jestem jednak w stanie zagwarantować, że program na zawsze zostanie utrzymany w takiej formie. Może zostać ograniczony, w ogóle zlikwidowany, ale także rozszerzony. Wszystko zależy od sytuacji w danym czasie. Teraz jesteśmy w kryzysie wywołanym pandemią. Nikt się jej nie spodziewał, ale musimy działać również i w takich okolicznościach.

– W sprawę zaangażowała się Młodzieżowa Rada Miasta. Jej przedstawiciele zarzucają Panu zmianę reguł w trakcie gry, czyli podniesienie, w przypadku szkół średnich, progów od których można starać się o uzyskanie stypendium. Pytają również, dlaczego nie zostali poinformowani o planowanych zmianach.

– Pandemia zaskoczyła wszystkich i wymusiła zmianę reguł. Nagle trzeba było znaleźć dodatkowe środki i doposażyć szpital, pomagać firmom, reorganizować oświatę, podejmować decyzje dużo szybciej niż dotąd. W przypadku stypendiów sytuacja wyglądała tak samo. Przecież jeszcze trzy miesiące temu uczniowie chodzili do szkół i z dnia na dzień musieli zostać w domu. To nie jest czas na konsultacje. Do końca nie wiedzieliśmy jak będzie wyglądała nauka, kiedy zakończy się rok szkolny i jakie zmiany będziemy musieli wprowadzić do programu, choćby dotyczące terminów składania wniosków. Młodzieżowa Rada Miasta obecnej kadencji również nie przejawiała większej aktywności, nie kierowała do nas pytań, nie zgłaszała się ze swoimi inicjatywami. Dla nas to sygnał, że należy ją otoczyć większą troską i wspomóc jej aktywność.

– Młodzi radni chcą spotkania, na którym będą mogli przedstawić swoje propozycje. Planuje Pan takie rozmowy?

– Oczywiście. Spotkanie chcemy zorganizować w przyszłym tygodniu. Pracownicy Urzędu Miasta zaproszą na nie telefonicznie wszystkich młodych radnych. W dyskusji odbywającej się głównie w Internecie, padło wiele zarzutów, również nieprawdziwych. Z niepokojem obserwuję także, że trudna sytuacja i związane z nią emocje, zostały już wykorzystane w celach politycznych. Nie powinno tak być, bo nie zbliża nas to do rozwiązania problemu, a o to wszystkim, bez względu na barwy polityczne, powinno chodzić.

– Co zamierza Pan powiedzieć młodym radnym?

– Po pierwsze, że właśnie odbierają bardzo praktyczną i ważną lekcję samorządności. Natomiast muszą sobie zdać sprawę, że kierowanie miastem to ogromna odpowiedzialność. To również konieczność godzenia ze sobą wielu, często sprzecznych potrzeb i oczekiwań. Zadanie jest jeszcze trudniejsze w dobie kryzysu wywołanego pandemią. W takiej sytuacji najważniejsze jest najpierw życie i zdrowie ludzi oraz zabezpieczenie ich bytu. Nie wyobrażam sobie innych priorytetów.

 

Last modified: 24 lipca 2020

Zmień język »