Stan wojenny oczami kobiety

Autor: |

Jak rodziła się Solidarność i co stało się w Świdniku, gdy 13 grudnia 1981 roku wprowadzono w Polsce stan wojenny? To tylko dwa z pytań, na które odpowiedziała Urszula Radek. Legenda świdnickiej Solidarności spotkała się w piątek z młodzieżą ze Szkoły Podstawowej nr 5, by opowiedzieć o tym, jak rodziła się wolność w naszym kraju.

Pretekstem do rozmowy była 38. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Urszula Radek, która była członkiem Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” w WSK PZL-Świdnik opowiedziała o tym, jak zapamiętała ten dzień: – 12 grudnia, po południu dostałam telefon. Miałam powiadomić pozostałych członków zarządu, żeby przyszli do WSK. Komisja Zakładowa otrzymała sygnał, że wojsko zbliża się do Lublina. Wiedzieliśmy już, że coś się dzieje, ale nie mieliśmy pewności co. O godzinie 22 ktoś zapukał do drzwi mojego mieszkania. Byli to dwaj działacze Solidarności, dziś już nie żyją. Powiedzieli, że aresztowano Zosię Bartkiewicz i Zbigniewa Puczka. Postanowiliśmy, że upozorujemy grę w karty, gdyby ZOMO miało pojawić się także u nas, ale nikt nie przyszedł. Następnego dnia rano włączyliśmy telewizor. Zobaczyliśmy przemówienie Jaruzelskiego. Jako Komisja Zakładowa spodziewaliśmy się tego, dlatego mieliśmy przygotowany i schowany drugi „garnitur” całej komisji. Wiedzieliśmy, że trzeba iść do zakładu. Zadzwoniłam do dyrektora Czogały, żeby powiadomić go, że zbiera się załoga. Powiedziałam mu, że były aresztowania. Chciałam wykonać jeszcze jeden telefon, do rodziny w Lublinie, ale aparat już milczał. Była sobota, więc kto mógł powiadamiał znajomych, by przyszli do WSK. Ja natomiast poszłam do okrągłego kościoła. Ksiądz wygłosił wtedy piękne kazanie. Apelował, by iść do zakładu, bo zostanie tam odprawiona msza święta. W stanie wojennym ten kościół stał się dla nas wszystkich skrawkiem wolnej Polski. Ksiądz pozwalał nam się tam zbierać, czasem uczestniczył w spotkaniach, modlił się za internowanych. To było straszne, ale tak rodziła się solidarność.

Świdniczanka przypomniała, że na wieść o wprowadzeniu w kraju stanu wojennego, załoga WSK PZL-Świdnik rozpoczęła strajk okupacyjny, stawiając milicji i wojsku bierny opór: – Zapadła decyzja, że robimy strajk okupacyjny, nie wracamy do domów. Powstał Regionalny Komitet Strajkowy, bo do Świdnika przyjechali też działacze „Solidarności” z Lublina. Część kobiet została w zakładzie, inne, które miały dzieci, mogły wychodzić do domu i, na przykład, przynosić jedzenie. Pamiętam, jak poszłam raz do zakładu, do pokoju, w którym powstawały biuletyny. Zobaczyłam, że siedzi w nim chłopiec. Okazało się, że był synem kobiety z Lublina. Zabrała go ze sobą, bo nie miała go z kim zostawić. Wiedzieliśmy, że zakład zostanie spacyfikowany, dlatego powiedziałam, że zabiorę go do siebie, do domu i tak się stało. Przenocował u nas i na drugi dzień powiedział, że chce wrócić do mamy. Nie zgodziłam się, bo wiedziałam, co może się zdarzyć, ale on nalegał. Umówiliśmy się, że pójdę wieczorem do jego mamy i, jeśli napisze mi na kartce, żebym go przyprowadziła, zrobię to. Poszłam do niej, a ona napisała, że syn ma zostać w domu. Pokazałam mu tę kartkę, on ją przeczytał i powiedział „Gdybym tej kartki nie zobaczył, nie uwierzyłbym pani na słowo. Ale wiem, że moja mama to napisała, dlatego zostanę.”

To była noc pacyfikacji zakładu. Chłopiec, któremu pani Urszula dała schronienie, przespał ją w spokoju.

– Słychać było strzały, nad parkiem unosiła się łuna, a on przespał całą noc. My, kobiety, spacerowałyśmy po ulicy, gdy nagle zobaczyłyśmy jak idzie cały pluton, waląc w tarcze i krzycząc „Rozejść się!” Dobrze, że wtedy jeszcze w blokach nie było domofonów. Znajoma opowiadała mi, że gonili jedną z kobiet, a ona krzyknęła z okna „Wchodź do klatki” – wspominała Urszula Radek.

Spotkanie było również pretekstem do przypomnienia o Świdnickim Lipcu 1980, bohaterskiej postawie mieszkańców lotniczego miasta oraz o pierwszym pisemnym porozumieniu, które udało się zawrzeć z komunistyczną władzą. Uczniowie mieli też okazję posłuchać, jak żyło się w czasach PRL i czego zabraniały ówczesne władze.

– Nie zmarnujcie tego, co macie. My nie mieliśmy tylu możliwości. Przed wami wielkie szanse, a młodym jest się tylko raz – apelowała U. Radek.

Last modified: 11 maja 2020

Zmień język »