Roztańczona rodzina

Autor: |

fot. archiwum zespołu

fot. archiwum zespołu

Ambasadorzy folkloru, pasjonaci polskiej kultury i wychowawcy młodzieży. Tak w kilku słowach można opisać Beatę i Lecha Leszczyńskich, którzy od 33 lat prowadzą Zespół Tańca Ludowego „Leszczyniacy”. Pod ich okiem pieśni, melodii, tańców narodowych i regionalnych nauczyło się już ponad 500 młodych artystów. „Leszczyniacy” mają swoich wychowanków w uniwersyteckich zespołach ludowych, a także w Państwowym Zespole Ludowym Pieśni i Tańca „Mazowsze”. W rozmowie z nami opowiadają o swoich korzeniach, powstaniu zespołu, jego założeniach, sukcesach oraz o tym, co w polskim folklorze budzi największy podziw.

Folklor mają we krwi

Wszystko zaczęło się od Stanisława Leszczyńskiego, choreografa, autora licznych publikacji na temat lubelskich tańców i pieśni oraz polskiego folkloru. W 1953 roku założył Zespół Tańca Ludowego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Opracował ponad 20 godzin repertuaru. Jego żona, Janina była kostiumologiem, stworzyła kostiumy dla zespołu. Ich fascynację folklorem odziedziczył syn, Lech.

– Można powiedzieć, że zainteresowanie folklorem wyssałem z mlekiem matki – zaczyna opowieść Lech Leszczyński. – Rodzice zajmowali się tą dziedziną kultury. Tata, Stanisław, założył nie tylko ZTL UMCS, ale też ZTL „Gracja”, ZTL Ziemi Chełmskiej i ZTL PSS Społem w Świdniku. Przez całe życie interesował się folklorem. Był ekspertem w Ministerstwie Kultury i Sztuki, obecnie Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz członkiem Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Polska Sekcja CIOFF. Ponieważ rodzice całe życie poświęcili folklorowi, ja też, automatycznie, to przejąłem. Od najmłodszych lat jeździłem z nimi na wszystkie plenery, koncerty, uczestniczyłem w zajęciach. Zadebiutowałem na scenie jako dziecko. Wychowawczyni w przedszkolu uczyła nas tańczyć poloneza i krakowiaka. Grała też na pianinie, śpiewała. Później, tańczyłem w Zespole Tańca Ludowego przy Szkole Podstawowej nr 5. Jej budynek mieścił się przy ulicy Narutowicza 12, tam, gdzie obecnie znajduje się Wydział Pedagogiki i Psychologii UMCS. Jako licealista występowałem w Zespole Pieśni i Tańca „Hanka”. Miałem też swój epizod na dożynkach z Zespołem Pieśni i Tańca „Lublin” im. Wandy Kaniorowej i w ZTL UMCS, gdzie poznałem swoją żonę, która wówczas grała w kapeli. Zakochaliśmy się w sobie i pobraliśmy.

Na swoim

Po ukończeniu studiów Lech Leszczyński odnalazł swoje miejsce w Świdniku, gdzie w 1984 roku założył Zespół Tańca Ludowego „Leszczyniacy”. Początkowo współpracowała z nim Mirosława Kamieniobrodzka. Z czasem do grupy dołączyła jego żona, Beata, która z „Leszczyniakami” związana jest do dziś.

– Kiedy skończyłem studia, ojciec „wmanewrował” mnie w Świdnik – mówi L. Leszczyński. – Któregoś dnia poprosił, żebym przywiózł go na spotkanie z ówczesnym naczelnikiem miasta Stanisławem Kucharukiem. Gdy przyjechaliśmy okazało się, że wszystko było ukartowane i zaplanowane. Miałem poprowadzić zespół w Szkole Podstawowej nr 1 i tak to się zaczęło. To był 1983 rok, ale za rozpoczęcie działalności przyjęliśmy 1984. Przez pierwsze lata pomagała mi Mirosława Kamieniobrodzka, nauczycielka wychowania muzycznego z SP nr 1. Beata dołączyła do nas w 1987 roku.

– Nasi synowie także są wykształceni muzycznie. Tańczą i grają w ZTL „Leszczyniacy” i ZTL UMCS – dodaje Beata Leszczyńska. – Mamy szczęście, że dzieci robią to samo, co my i naprawdę to lubią. Dużo nam też pomagają. Myślę, że od razu to pokochali i dlatego wciąż są zaangażowani. Stanowimy jedną, wielką rodzinę Zespół Tańca Ludowego „Leszczyniacy” wykształcił ponad 500 zdolnych muzyków i tancerzy. Wielu z nich pierwsze kroki na scenie stawiało w wieku pięciu, sześciu lat. Niektórych przyprowadzili rodzice, by poznali polskie tradycje, tańce, pieśni i obyczaje. Inni przyszli z przyjaciółmi lub będąc pod wrażeniem obejrzanego wcześniej występu.

– Ci młodzi ludzie dorastają w zespole – kontynuuje L. Leszczyński. – Przyszli do nas jako dzieci. Patrzyliśmy, jak zmieniają się ich cele w życiu, jak zachowują się w różnych sytuacjach. Cieszymy się, że gdy są już dorośli, nie zrywają z nami kontaktu. Jedni kontynuują współpracę, inni dołączają do nowych grup. Mamy wychowanków w ZTL UMCS, „Jaworze”, „Słowiankach” z Uniwersytetu Jagiellońskiego, „Krakusie” z AGH. Nasi tancerze są też na Politechnice Warszawskiej, w Zespole Pieśni i Tańca „Mazowsze”. To spełnienie ich marzeń, które zaczęli tutaj, w Świdniku. Sporą satysfakcję daje nam to, że dalej się rozwijają, a przy tym pamiętają o swoich korzeniach. Zawsze, jak przyjeżdżają na święta czy wakacje do Świdnika, spotykają się z nami. A kiedy mamy jakiś jubileusz, chętnie występują.

Początkowo zespół nie miał stałych muzyków. Pomocą służyła kapela z zaprzyjaźnionego ZTL UMCS, w której przez lata grała Beata Leszczyńska. Dzieciom spodobała się jednak gra na instrumentach i zaczęły przychodzić na zajęcia. W pierwszej kapeli byli, między innymi: Joanna Myk, Ilona Roczon i Kamil Szymczak.

– Obecnie wśród muzyków znajdują się zarówno dzieci, jak i młodzież, ale cały czas jesteśmy otwarci na przyjęcie nowych członków – wyjaśnia B. Leszczyńska. – Nie ukrywamy, że to ciężka praca. Dzieci poznają nuty, uczą się grać w grupie. To bardzo trudne, bo trzeba umieć dostosować się do innych i zagrać tak, żeby to wszystko ładnie ze sobą brzmiało, a tancerze słyszeli rytm i tempo tańców. To dla nich także przyjemność przebywania z rówieśnikami, nawiązywania przyjacielskich relacji.

Wykorzystujemy tradycyjne melodie

W swoim repertuarze zespół posiada pieśni, melodie, tańce regionalne: lubelskie, podlaskie, biłgorajskie, rzeszowskie, sądeckie, śląskie, orawskie, kaszubskie, kurpiowskie oraz narodowe: krakowiaka, mazura, poloneza, kujawiaka i oberka. Wykorzystuje muzykę znanych kompozytorów, między innymi Fryderyka Chopina i Stanisława Moniuszki oraz lokalnych artystów, na przykład Henryka Maruszaka, który z okazji piętnastolecia istnienia zespołu sprezentował „Leszczyniakom” muzykę do kujawiaka z oberkiem. Utwór do dziś jest przez nich wykonywany.

– W tańcu nie ma wzorów, są tylko zasady – mówi L. Leszczyński. – Coś wolno albo nie. Jestem choreografem. Ukończyłem w tym kierunku różne kursy i szkoliłem się przy rodzicach. Choreografia jest kompozycją. Ktoś musi stworzyć układ, który tancerze wykonają na scenie. Albo widz będzie zadowolony i pod jego wrażeniem, albo znudzony i wyjdzie w trakcie koncertu.

– Oczywiście, wykorzystujemy tradycyjne melodie i tańce – dodaje B. Leszczyńska. – Zawsze staramy się, żeby muzyka i choreografia były zgodne z kanonem i wierne przekazom ludzi, którzy zajmują się zbieraniem materiałów o kulturze różnych regionów. Mąż układa choreografię i uczy dzieci tańczyć, a ja zajmuję się melodią. Porządkuję ją, układam w całość i rozpisuję nuty na wszystkie instrumenty w kapeli. Na swoim koncie mamy liczne współprace. Artyści występują z różnymi grupami, na przykład Helicopters Brass Orchestra ze Świdnika oraz Orkiestrą Dętą Ochotniczej Straży Pożarnej w Lubartowie.

– Praca z orkiestrami jest inna niż z kapelą – mówi L. Leszczyński. – Ale czy trudniejsza…? Wszystkie nowe zadania, które stają przed człowiekiem, nie są łatwe. Oprócz działań z orkiestrami, pracowaliśmy też z Teatrem Andersena w Lublinie. Ułożyłem dla nich choreografię do „Pyzy na polskich dróżkach”, a nasz zespół dał koncert przed spektaklem.

Kostiumy robione na krosnach

Niewątpliwie tym, co przyciąga uwagę publiczności podczas koncertów ZTL „Leszczyniacy” są stroje. Barwne tkaniny i bogate zdobienia pokazują, że zespół przykłada dużą wagę do autentyczności.

– Wzory są muzealne albo pochodzą z atlasu strojów. Żadne z posiadanych przez nas kostiumów nie są z przypadku – wyjaśnia L. Leszczyński. – Staramy się, żeby wiernie oddać ich prawdziwość. Kiedy trzeba, konsultujemy się z etnografami. Wszystkie są naturalne i ręcznie szyte. Łowickie czy podlaskie, robione są na krosnach przez starszych i doświadczonych rzemieślników.

– Materiały są tkane, a hafty ręcznie wyszywane – mówi B. Leszczyńska. – Dodatki, takie jak, na przykład buty z cielęcej skóry, też są wykonywane na zamówienie. To wszystko wymaga bardzo dużo pracy. Ciężko jest znaleźć firmę, która się tego podejmie i uszyje według naszych standardów. Poza tym, w grę wchodzą także pieniądze. Cieszymy się, że cały czas wspierają nas władze miasta. Dzięki temu możemy poszczycić się pięknymi strojami. Ostatnio, na przykład uszyto dla nas kostiumy sitarzy biłgorajskich, które pomagają nam odtworzyć tańce miejskie z Biłgoraja. Dokładnie odzwierciedlają dany region, nie ma w nich tak zwanego pomieszania z poplątaniem. Bardzo nam na tym zależy, ponieważ najmłodsi dzięki nim też się uczą.

Zespół to szkoła życia

Przez 33 lata „Leszczyniacy” wzięli udział w prawie 80 zagranicznych wojażach, podczas których reklamowali polski folklor. Dla muzyków i tancerzy była to także okazja, by poznać nowych ludzi, inne kultury, sprawdzić się w niecodziennych warunkach. Wielu z nich, po raz pierwszy wyjechało za granicę albo spędziło krótki urlop bez rodziców. To dobry kurs szybkiego dorastania.

– Zespół był w 21 krajach, na czterech kontynentach – wylicza L. Leszczyński. – To dość duży dorobek, ale i wysiłek dla tych młodych ludzi, bo trzeba pamiętać, że ich wyjazdy są kosztem wakacji albo szkoły. Wtedy trzeba nadrobić zaległości w nauce, zaliczyć różne przedmioty i zdać egzaminy. W zespole mamy uczniów szkół podstawowych, licealistów, ale także studentów i absolwentów wyższych uczelni. Nie zamykamy przed nikim drzwi, nie prowadzimy egzaminów wstępnych. Naszym najważniejszym zadaniem jest przekazanie polskiej kultury i tożsamości.

– Działalność w zespole na pewno pomaga dzieciom w utrzymaniu dyscypliny, porządkowaniu czasu, organizacji dnia czy tygodnia tak, aby wszystko zrealizować – dodaje B. Leszczyńska.

– Nasi wychowankowie znajdują się w różnych sytuacjach – mówi L. Leszczyński. – Pamiętam jeden z wyjazdów do Finlandii, podczas którego mieszkaliśmy w ośrodku sportowym. Mieliśmy zapewnione produkty spożywcze, ale śniadania musieliśmy przygotowywać sami, a później trzeba było po sobie posprzątać. Jedna z uczestniczek powiedziała wtedy, że po raz pierwszy zmywa naczynia… Z drugiej strony, spotykamy się także w ambasadach, na poważnych rautach, gdzie trzeba umieć się ubrać zgodnie z okazją i zachowywać. Wyjazdy to dla nich szkoła życia. Uczą się w ten sposób samodzielności i świetnie dają sobie radę.

– Byliśmy kiedyś w Hiszpanii – mówi B. Leszczyńska. – Jechaliśmy tam autobusem, a w podróży spędziliśmy trzy doby. To było dla nas wszystkich duże wyzwanie. Podróż była długa i męcząca, ale nasi wychowankowie wspominają ją jako wielką przygodę. Na te kilka dni autobus stał się naszym domem. Sam festiwal, w którym braliśmy udział, nie był zbyt pracowity, więc mieliśmy dużo wolnego czasu, który spędzaliśmy nad morzem. To były wspaniałe wakacje.

– Kiedy jedziemy do innego miasta w Polsce albo zagranicą chcemy, żeby dzieci poznały lokalną kulturę i kawałek historii. Żeby wróciły z wyjazdu bogatsze o nowe doświadczenia – dodaje L. Leszczyński.

A co wkrótce?

W maju świdniczanie mogli podziwiać „Leszczyniaków” na deskach muszli koncertowej MCUS. Wkrótce zespół wyjedzie za granicę. Pracuje też nad nowymi choreografiami.

– W czerwcu szykujemy się do wyjazdu, do Berlina – mówi L. Leszczyński. – Zostaliśmy zaproszeni na Międzynarodową Wystawę Ogrodniczą IGA Berlin2017, gdzie zaprezentują się artyści z całego świata, między innymi Meksyku, Argentyny i Egiptu, więc to dla nas ogromne wyróżnienie. Na imprezie wystąpią nie tylko zespoły taneczne, ale też muzycy i wokaliści. Przed nami wspólny koncert z Orkiestrą Dętą Ochotniczej Straży Pożarnej w Lubartowie na Przeglądzie Strażackich Orkiestr Dętych w Częstochowie i Mińsku Mazowieckim, później jedziemy na Kaszuby i bierzemy udział w dożynkach.

– Pracujemy też nad tańcami górali żywieckich – dodaje B. Leszczyńska. – To wyzwanie dla naszej młodzieży, ponieważ choreografie, których uczyli się do tej pory, są w jakimś stopniu do siebie podobne. Powtarzają się polki czy rytmy, a tutaj wszystko jest inne.

– Prawdopodobnie czeka nas też przeprowadzka do nowych pomieszczeń, więc to będzie ciężka przeprawa – kończy opowiadać L. Leszczyński.

Agata Flisiak
Magazyn Świdnik – wysokich lotów nr 15 / maj 2017

Last modified: 26 maja 2020

Zmień język »