Rowerowy pielgrzym

Autor: |

Ma za sobą osiem pielgrzymek rowerowych, między innymi do Rzymu, Fatimy, Lourdes, Wilna. W sumie przejechał, co najmniej, 25 000 km.

O rowerowej pasji rozmawiamy z ks. Januszem Kozłowskim, z parafi i NMP Matki Kościoła w Świdniku.

– W tym roku odwiedził ksiądz Medziugorje.

– Chciałem pomodlić się w intencji mamy, która odeszła do wieczności w tym roku. W imieniu swoim i siedmiorga rodzeństwa podziękować za dar życia i dobre wychowanie. 15-osobowa pielgrzymka wyruszyła z Głogowca, gdzie urodziła się św. Faustyna. Trasa wiodła przez Częstochowę, Cieszyn, potem Czechy, Słowację, Węgry, Chorwację aż do Bośni i Hercegowiny. Do Sanktuarium Królowej Pokoju w Medziugorje dotarliśmy po 8 dniach.

– Ciężko było?

– Podróż zmęczyła mnie tylko dlatego, że było za wolne tempo. Momentami jechałem więc przed grupą, a potem po nią wracałem. Trasa liczyła 1380 km, tymczasem ja zrobiłem 1500 km. Do jazdy przygotowywałem się całą zimę. Chodziłem na basen, biegałem. Jeśli pogoda pozwalała, jeździłem także na rowerze. Nie miałem więc teraz kłopotów z kondycją. Zdarzył się jeden mały wypadek. Pies wyskoczył pod rower i trochę mnie poturbował. Na szczęście skończyło się na siniakach i zadrapaniach.

– Jakie wrażenia z podróży?

– Największe wrażenie zrobiła na mnie Bośnia i Hercegowina. Krajobrazy jeszcze wojenne, spustoszenia, popalone domy, powyrywane okna. Ale jednocześnie ładne zjazdy, łagodne zakręty. Ciepło prawie jak we Włoszech. W Medziugorje spędziliśmy 4 dni. To już był czas na modlitwę, przeżycia duchowe. Wejście na Górę Objawień prowadzi kamienistą, stromą ścieżką. W pamięci utkwił mi jeden z pielgrzymów, który szedł boso.

– Po powrocie zorganizował ksiądz rowerową pielgrzymkę do Wąwolnicy…

– Była to pierwsza pielgrzymka rowerowa z naszej parafii (na zdjęciu). Trasa liczyła prawie 150 km. Pojechało 18 osób. Uczciliśmy w ten sposób 33. rocznicę koronacji figury Matki Bożej Kębelskiej. Pielgrzymka bardzo się podobała. Są już nawet propozycje, żeby jechać gdzieś dalej, do Kodnia czy Jabłecznej.

– Tymczasem, 25 września, ze Świdnika wyruszy rajd rowerowy „O błękitną koszulkę serca”, którego jest ksiądz inicjatorem.

– To już IV edycja rajdu, który z klubem „Alfa” organizujemy w ramach Europejskiego Dnia bez Samochodu. Tym razem proponujemy dwie trasy oraz marsz nordic walking. Dlaczego akurat taki kolor? Błękit to wytrwałość, a my chcemy być wytrwali we wszystkich postanowieniach. Cieszymy się, że z roku na rok coraz więcej osób uczestniczy w naszym rajdzie. Ludzie mają dość telewizora, biesiad przy stole. Coraz częściej wychodzą na spacery, rowery, kijki. Aktywny wypoczynek jest dobry dla zdrowia i samopoczucia.

– Dziękuję za rozmowę.

Głos Świdnika 

Last modified: 1 lipca 2020