Poznaliśmy nowego Mistrza Ortografii

Autor: |

Prezentujemy Państwu treść dyktanda, z jakim zmierzyło się blisko 40 uczestników konkursu o Złote Pióro Burmistrza Świdnika.

Kolejna edycja Wojewódzkiego Konkursu Ortograficznego odbyła się wczoraj, w świdnickim Urzędzie Miasta. Treść dyktanda związana była z dwiema obchodzonymi w tym roku rocznicami. 60-leciem PZL – Świdnik oraz 55-leciem tygodnika „Głos Świdnika”.

– Zarówno WSK “PZL–Świdnik”, jak i „Głos Świdnika” stanowią ważne elementy historii naszego miasta, stąd pomysł, by tegoroczne dyktando poświęcić właśnie im – wyjaśnia Piotr Jankowski z Urzędu Miasta. Dyktando tradycyjnie odczytał starosta świdnicki Mirosław Król.

Autorami treści dyktanda byli: Jadwiga Dziuba, Waldemar Dziuba, Monika Lechnio-Lewicka oraz Agnieszka Wójcik. Zgodnie stwierdzili, że najwięcej kłopotów uczestnikom sprawił wyraz “mrzyki”.

 

W Złotej Dziesiątce lauretów znaleźli się:

Tomasz Hacz licealista z Chełma

Katarzyna Gileta-Klępka polonistka, logopeda ze Świdnika

Hanna Lekan stomatolog ze Świdnika

Katarzyna Lorenz gimnazjalistka ze Świdnika

Olga Nowak licealistka ze Świdnika

Artur Popławski gimnazjalista z Piask

Stanisław Smus emeryt z Lublina

Andrzej Wiśnioch informatyk ze Świdnika (przed rokiem w tym gronie znalazła się jego córka)

Urszula Wolanin nauczyciel przedszkolny z mijscowości Żółtańce-Kol. k. Chełma

 

Mistrzem Ortografii Województwa Lubelskiego roku 2011 został Łukasz Garbol – lektor języka angielskiego ze Świdnika, który w całym dyktandzie popełnił zaledwie 4 błędy.

Łukasz był szczerze zaskoczony wygraną, gdyż po raz pierwszy wystartował w świdnickim konkursie.

– Przygotowywałem się do tego konkursu kilka dni przed samym udziałem. Przypomniałem sobie ogólne zasady pisowni, zasady interpunkcji, przeczytałem poprzednie dyktando świdnickie i kilka innych (np.ogólnopolskie), przejrzałem też listę trudnych, nietypowych wyrazów – przydały się notatki do dyktand wojewódzkich, w których kiedyś brałem udział – mówi laureat konkursu. A co sprawiło mu najwiecej trudności?

– Myślę, że najwięcej problemów sprawiała pisownia łączna/rozdzielna, np. partykuły, łaczniki między wyrazami. Jeśli chodzi o zapis samych znaków, to wiem, że poległem na “mrzyku”.

Przypomnijmy, że inicjatorem organizowania konkursu ortograficznego był świdnicki nauczyciel i radny dr Sławomir Myk. Po jego śmierci koledzy i koleżanki postanowili podtrzymać ideę, nadając jej imię pomysłodawcy.


Wspomnienia eks – pracownika WSK „PZL-Świdnik”

Ech! Od dłuższego czasu niedomagam, mam chandrę, czas przyprószył siwizną skronie. Hoduję, w – tu i ówdzie podgryzanych przez żerujące mrzyki – hebanowych skrzyniach, jakże egzotyczne u nas rośliny – heliotropy peruwiańskie. Siedząc od czasu do czasu na półpiętrze mojego wieżowca późnowieczorową porą, podziwiam je. Tym niemniej nie domagam się, aby wszyscy moje słowa – nie sposób – traktowali jako całkiem wiarygodne i przekonujące. Niepodobna tego zrozumieć, zapewne, komuś, kto na co dzień nie doświadczył uczestnictwa w historycznym – bądź co bądź – awansie – nie bójmy się tego słowa – naszego miasta. Ponadto – dodam – że zapewne znajdą się malkontenci, którzy nie uznają moich reminiscencji za pewne i naprędce będą je dezawuować.

Jak z dumą podkreśla mój chilijski druh, obecnie hażanin, par excellance Polak, za młodu hreczkosiej – teraz chociażbyśmy tego chcieli, bądź nie chcieli, Świdnik – z racji przedwojennych lotniczych tradycji – otrzymał swoisty handicap. Dnia 1 stycznia 1951 roku decyzją Centralnego Zarządu Przemysłu Sprzętu Komunikacyjnego w Warszawie powstał zakład, który przyjął nazwę Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego Przedsiębiorstwo Państwowe Wyodrębnione – Świdnik koło Lublina. Hu! To już sześćdziesiąt lat!

Ha! Uspokójże i nie roztkliwiajże się – to osobista refleksja – i wymieńże kilka przykładów. W 1954 roku świdnicki zakład wytypowano ostatecznie na pierwszego i jedynego w Polsce producenta śmigłowców, np. SM-1, SM-4 Łątka, Kania i Sokół. Drugim profilem produkcyjnym stała się produkcja motocykla, np. Gil, Kobuz, Bąk, Dudek czy Lelek, a także nowoczesnych szybowców. Och! To nie były jakieś hocki-klocki, hetka-pętelka ani hokus-pokus.

Nie chcę hamletyzować, ale rozwój WSK – to przede wszystkim zasługa ludzi, pełnych poświęcenia i żądzy sukcesu. Wspomnę tu chociażby – chociaż to nieświdnicki obyczaj – o dyrektorze Janiku, który był – ze wszech miar – rządnym gospodarzem, w pełni oddanym dobru zakładu. Dorobek Janikowy przyczynił się – nie ma mowy o sarkazmie – do rozwoju i popularyzacji Świdnika nie tylko w Polsce.

Muszę napomknąć również o pięćdziesięciopięcioletnim „Głosie Świdnika”. Zawsze rzetelnie informował świdniczan o najważniejszych problemach miasta i zakładu, nie silił się na tzw. humbug, nie podżegał, nie lżył. Mało tego, między innymi był spiritus movens corocznego plebiscytu „Świdniczanin Roku” oraz współinicjatorem powstania Amatorskiej Ligi Halowej Piłki Nożnej.

Na koniec – moja wypowiedź – mam nadzieję – nie będzie tzw. żeromszczyzną, lecz niezbitym dowodem prawdy moich czasów – co podkreślam bez żenady, w dwójnasób ją potwierdzam.

Last modified: 2 lipca 2020