Odzyskać blask „tamtych” dni

Autor: |

Stare obrazy świętych i przedmioty codziennego użytku, z których przed laty korzystali nasi dziadkowie. Zapach skoszonej łąki i polskie zioła porozwieszane w każdym kącie chaty. Sześć kilometrów od Świdnika, w miejscowości Minkowice-Kolonia, znajdziecie miejsce, które pozwoli przenieść się do innego świata, pełnego magii, ludowości i zapomnianych obyczajów. Drzwi do niego otworzy przed Wami Monika Rybak, właścicielka Zagrody Edukacyjno-Twórczej. Zielona Babka.

Urzędniczka z melancholijną duszą

Tak w kilku słowach można opisać panią Monikę. Przez 19 lat pracowała w prokuraturze, jednak czuła, że nie do końca odnajdowała się za biurkiem, wśród piętrzących się gór dokumentów. W sercu zawsze grała jej historia oraz etnografia. Chętnie otaczała się starymi przedmiotami i roślinami, których trudno szukać we współczesnych przydomowych ogródkach.

– Mówią, że jeśli nie ma się wokół świata, który kochamy, po prostu się go tworzy. A gdy jest już gotowy, chce się nim podzielić z innymi – tłumaczy moja rozmówczyni.

Niezwykła chęć przywrócenia dawnej świetności temu, o czym dawno już zapomnieliśmy sprawiła, że pani Monika zrezygnowała z pracy i rzuciła się w wir propagowania szeroko rozumianej polskiej tradycji ludowej, szczególnie Lubelszczyzny i Polski Wschodniej.

– Chciałabym opowiadać o tym, co jest naszą codziennością, a z czego nie zdajemy sobie sprawy. Wciąż aktualne jest powiedzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Zachwycamy się obcymi kulturami, nie wiedząc nic o lokalnych obrzędach i ciekawych obyczajach. Powinniśmy być dumni z miejsca, z którego pochodzimy. Znać jego kulturę i szanować ją – opowiada pani Monika. – Nasza obrzędowość jest niezwykle interesująca i warto o niej mówić. Zaczyna się okres jesienno-zimowy. W domach pojawiają się figurki krasnali, tak bardzo teraz modne. Mało kto wie, że w polskiej obrzędowości, właśnie w październiku, dobre (ale i złe!) duszki schodziły się do domów. Oprócz polskiej etnografii i obyczajów, ciekawa jest sama kultura kresowa. Jej centrum stanowią Polesie i Podlasie.

„Zielona Babka” postawiła przed sobą jeszcze jedno, bardzo trudne wyzwanie. Chce udowodnić dzieciom i dorosłym, że nie trzeba wyjeżdżać daleko od domu, by zobaczyć coś wartościowego. Choć, jak sama mówi, w tej misji czuje się jak Don Kichot.

– Staram się propagować wśród znajomych, między innymi za pośrednictwem Facebooka, naszą lokalną historię oraz kulturę, pokazywać jej kolory i architekturę. Jak to się mówi, nie wybudujemy domu bez fundamentu. Musimy mieć i znać swoje korzenie, rozmawiać o nich z młodym pokoleniem. Wszyscy doskonale znają historię obozów na Majdanku czy w Oświęcimiu, ale niewiele osób wie o tragicznych losach więźniów obozu pracy w Krzesimowie, które upamiętnia dziś Dolina Krzyży – przyznaje Monika Rybak.

Lecznicza moc ziół

Historia, tradycja i obyczaje to tylko jedne z elementów, których tajemnice poznamy w Zagrodzie. Obok tego, co stanowi o naszej tożsamości, pani Monika stawia na rośliny i ich znaczenie dla przodków.

– Dawniej zioła były elementem składowym naszej kultury. Ludzie otaczali się nimi ze względów leczniczych i magicznych, bo przecież magia w obrzędowości ludowej była często spotykana. Nasi przodkowie szanowali przyrodę. Począwszy od najmniejszej roślinki, a skończywszy na drzewach, które pełniły symboliczną rolę. Oczywiście nie wszystkie były mile widziane. Gatunki iglaste kojarzyły się z miejscami groźnymi, na przykład cmentarzami, niechętnie więc sadzono je wokół siedzib ludzkich. Mało tego, jeśli ktoś zmarł, drogę do jego domu wykładano gałęziami świerkowymi, które wchłaniały nieprzyjazne moce, ale też stanowiły symbol życia wiecznego… Dziś iglaki można spotkać przy każdej posesji, a drzewa liściaste? Nie chcemy ich sadzić, bo… śmiecą – mówi pani Monika.

Posesja mojej rozmówczyni aż kipi od różnych gatunków drzew. W 2009 roku razem z mężem posadzili ich około 400. Dają schronienie niezliczonej rzeszy ptaków.

– Obserwujemy, że przylatuje do nas coraz więcej gatunków skrzydlatych przyjaciół. Można tu spotkać sowę, wilgę, dzięcioła zielonego. Powrót do pierwotnego ekosystemu, nawet na tak niewielkim areale, w rewanżu podarował nam rodzinę nietoperzy i oczywiście jeża, który je ze wspólnej miski z psem. Naprawdę warto mieć na swojej działce drzewa liściaste. Ludzie sądzą dziś, że są najważniejsi i niszczą to, co ich otacza. Powinniśmy przewartościować swoje życie, bo tylko w ten sposób uratujemy Ziemię. Nie musimy zaczynać od spektakularnych akcji Green Peace- ’u. Wystarczy, że wprowadzimy zmiany we własnym ogródku. Naprawdę musimy zderzyć się ze ścianą, by zrozumieć pewne rzeczy? Tylko, czy wtedy nie będzie już za późno – pyta twórczyni edukacyjnej zagrody.

W zagrodzie u „Zielonej Babki” wyjątkowe miejsce zajmuje ogród. Nie jest to jednak miejsce z równo przystrzyżonym trawnikiem i kilkoma kwiatami. Pani Monika stara się, by jej przydomowy ogródek przypominał te, którymi mogły pochwalić się nasze babcie i prababcie. Jej wielką pasją jest pozyskiwanie i ratowanie starych odmian kwiatów, które powoli zanikają na polskich wsiach.

– Warto wrócić do poznawania ziół, które nas otaczają. Zupełnie je wyeliminowaliśmy, a przecież one są naszymi sprzymierzeńcami. Nasi przodkowie chętnie korzystali z ich dobroczynnych właściwości. Teraz, niestety, każdy zbędny „chwast” na wypielęgnowanym trawniku staje się wrogiem numer jeden, a przecież mniszek lekarski czy bluszczyk kurdybanek to samo dobro. Za chwilę dojdzie do tego, że ostróżkę, malwę czy floksa zobaczymy jedynie w ogrodzie botanicznym. Dlatego chcę, żeby moi goście mogli zobaczyć prawdziwy wiejski ogród. Ile jest w nim zapachów, kolorów, pszczół, motyli, trzmieli, których obserwowanie daje radość. Świat dawnych ogrodów stał się dla mnie inspiracją tematyczną jednego ze spotkań warsztatowych, podczas których opowiadam o dawnych ogródkach oraz pochodzeniu i znaczeniu w życiu wsi naszych przodków, różnych gatunków kwiatów – opowiada pani Monika.

Kwieciste wianki i świece błażejki

Jak zaszczepić w młodym pokoleniu pasję do poznawania swojej kultury? Opowieści, nawet te najciekawsze, nie gwarantują sukcesu. Pani Monika zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w jej zagrodzie odbywają się niezwykłe warsztaty. Polskie zwyczaje i obrzędy są bardzo bogate. W każdym miesiącu można więc zająć się czymś nowym.

– W lutym opowiadam o świecach błażejkach, marzec to czas kojarzący się z wiosną i budzeniem się do życia. Kwiecień – Wielkanoc, potem Zielone Świątki, Noc Świętojańska, święto Matki Boskiej Zielnej – wymienia moja rozmówczyni.

Kiedy jest lato, a do zagrody przyjeżdżają dzieci, mogą robić poduszki wypełnione pachnącym sianem, ziołowe lampiony albo pleść wianki.

– Dla dzieci jest to najważniejsza część spotkania. Ja z kolei traktuję ten moment warsztatów jako pretekst do snucia opowieści. Gdy chcą odpocząć, wychodzą na przyzagrodową łąkę, gdzie mogą usiąść na kocu, zjeść coś albo po prostu porzucać się sianem – mówi pani Monika.

Chociaż na co dzień najmłodsi żyją w świecie pełnym bodźców, odnalezienie się w zagrodzie „Zielonej Babki” przychodzi im z łatwością. Są zainteresowane tym, co widzą, chcą poznawać to, co wciąż jest dla nich nieznane. Choć oczywiście, także wśród dzieci nie brakuje wyzwań.

– Zdarza się, że któreś z nich na „dzień dobry” mówi, że nie interesuje go nic więcej poza komputerem. Kiedy jednak „wciągnie go przeszłość”, okazuje się, że świetnie radzi sobie z tworzeniem stroików na korze czy wiosennych wianków na drzwi. Nie ma dla mnie nic piękniejszego, niż komplement od młodego „warsztatowicza”, że bardzo chce tu wrócić… To ogromna satysfakcja i wielka radość – przyznaje Monika Rybak.

Lekcja życia

Pani Monika często powtarza, że spotkania z odwiedzającymi zagrodę są pełne wyzwań i wielkich przeżyć. Tak było, gdy przyjechała do niej grupa osób niepełnosprawnych intelektualnie. Wizyta stanowiła prawdziwą lekcję człowieczeństwa i pokory…

– To było dla mnie wielkie przeżycie! Bałam się, czy będę potrafiła nawiązać właściwą relację. Bardzo długo o tym myślałam. Teraz uważam, że każdy z nas powinien choć raz mieć kontakt z takimi osobami, ponieważ pokazują nam, co jest w życiu ważne. Są bezpośredni, mówią wprost o tym, co czują. Jeśli coś im się podoba, mówią komplement, jeśli nie – zwracają ci uwagę. To wspaniali ludzie, od których bije ciepło. Tak naprawdę to oni przeprowadzili ze mną warsztaty z człowieczeństwa – dodaje „Zielona Babka”.

Zajrzyj za zielone drzwi

Rozmowę z panią Moniką kończymy popijając ziołową herbatę z porcelanowych filiżanek, w pokoju pełnym książek, żydowskich menor i urokliwych, czarno-białych zdjęć. Brama do jej zagrody jest wciąż otwarta. To znak, że gospodyni jest w domu i zaprasza do siebie w gościnę. Gdy jednak wrota są zamknięte, pani Monika znika dla świata. Zajmuje się wtedy odnawianiem mebli, i jak sama mówi, w obłokach meblowego kurzu, nie nadaje się do ekspozycji.

Agata Flisiak

Last modified: 17 maja 2021