Odpady po nowemu

Autor: |

Od 1 stycznia 2021 roku obowiązują nowe, wyższe opłaty za odbiór odpadów komunalnych. Kto selekcjonuje, zapłaci 30 zł miesięcznie za osobę. Kto nie, dwa razy wyższą stawkę. Jedynie rodziny wielodzietne zapłacą 24 zł miesięcznie za osobę. Niezmieniona została zasada, że płacimy od liczby mieszkańców danego gospodarstwa domowego.

3 miliony w plecy

Od 2014 roku, kiedy wprowadzono nowe zasady opłat za odbiór śmieci, luka między liczbą osób zameldowanych w Świdniku i deklarujących chęć pozbywania się odpadów wynosi około 5 tysięcy. Jedni usprawiedliwiają się, że przebywają stale za granicą, inni próbują na różne sposoby ukryć, że jednak schodzą do kontenera z workiem śmieci. Dzięki projektowi GovTech i opracowaniu metody wyszukiwania „martwych dusz”, znaleziono ich 1,2 tysiąca. Ale system wciąż nie spina się finansowo. W tym roku zabraknie w nim 3 mln zł. A przecież miasto nie może zarabiać na gospodarce odpadami, ale nie wolno mu też do niej dokładać.

– Od 2013 roku, kiedy wprowadzono nowe przepisy, opłata za składowanie odpadów zmieszanych wzrosła trzykrotnie z 250 do prawie 800 złotych. Podobnie stało się z frakcją zieloną. Opłata za utylizację odpadów wielkogabarytowych, na przykład mebli, wzrosła aż pięciokrotnie, ze 170 do prawie 900 złotych za tonę. Tymczasem śmieci tego typu, jak i gruzu, zdecydowanie przybyło. Od 2019 roku obowiązują również opłaty za zagospodarowanie odpadów segregowanych, które są jednocześnie surowcami wtórnymi. Papiernia czy też zakład przetwórstwa tworzyw sztucznych nie płacą nam już za dostarczony surowiec, przeciwnie, żądają dopłaty, od 150 do 300 zł za tonę. Największym jednak problemem jest niedostateczna segregacja odpadów, zwłaszcza w budynkach wielorodzinnych, co wykazała przeprowadzona kontrola oraz duża rozpiętość między ilością osób deklarujących chęć pozbycia się śmieci a rzeczywistą liczbą mieszkańców – tłumaczy Krzysztof Falenta, prezes spółki Remondis Świdnik, która od wielu lat zagospodarowuje odpady w naszym mieście.

Kiedy koniec cenowego wariactwa?

– Krzywa podwyżek zaczyna się powoli „wypłaszczać”. Firmy zbierające i zagospodarowujące odpady, bilansują koszty i wpływy i można mieć nadzieję, że zmiany stawek nie będą już tak drastyczne. Co możemy zrobić sami, by płacić mniej? Przede wszystkim bardziej przyłożyć się do segregacji. W ciągu miesiąca odbieramy od mieszkańców ponad 700 ton odpadów zmieszanych na 1100 ton wszystkich śmieci, jakie „produkujemy”. Jeśli pomnożymy to przez 800 zł za tonę, otrzymujemy kwotę ponad pół miliona złotych. Gdyby odpadów tego typu było tylko o połowę mniej, moglibyśmy zaoszczędzić ćwierć miliona złotych, czyli w skali roku brakujące 3 mln zł. Co gorsza, w odpadach zmieszanych znajdujemy rzeczy, których nie powinno tam być, na przykład gruz, opakowania szklane i opony bardzo wpływające na masę odpadów oraz klawiatury komputerowe i puszki. Gdyby ich w kontenerach nie było, stawki za odbiór śmieci można by obniżyć miesięcznie o 7 zł na osobę – mówi K. Falenta.

Od trzech lat znacznie zaostrzono przepisy związane z gospodarką odpadami, co było skutkiem, między innymi, głośnych pożarów wysypisk. Każda firma zajmująca się gospodarką odpadami musi mieć kosztowny monitoring wizyjny z bezpośrednim połączeniem internetowym do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Te i inne wymogi również sprawiają, że śmieci są coraz droższe.

Ratunek w spalarni

– Racjonalizację opłat za wywóz odpadów ułatwiłaby budowa spalarni dla aglomeracji lubelskiej. Oglądałem takie instalacje w Niemczech. Lokalizowane są niejednokrotnie w centrach miast i zapewniam, że nie są uciążliwe dla otoczenia. Tymczasem jedynym na Lubelszczyźnie odbiorcą częściowo przetworzonych odpadów do spalenia jest Cementownia Chełm. To zdecydowanie za mało, jak na potrzeby województwa – twierdzi prezes Remondisu.

Paradoksalnie największy problem stanowią nie pieniądze potrzebne do realizacji inwestycji, ale jej lokalizacja.

– Rozmawiamy w tej sprawie z miastem Lublin i gminą Wólka. Za kilka tygodni będziemy mogli szerzej poinformować o naszych ustaleniach. Natomiast sam proces powstawania takiego przedsięwzięcia jest skomplikowany i na pewno potrwa – mówi Marcin Dmowski, zastępca burmistrza.

Na koniec 2019 roku w Świdniku zameldowanych było 38 058 osób, z czego 33932 zadeklarowało chęć dostarczania odpadów komunalnych. W związku z tym dziura w bilansie funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami wyniosła 770 384,14 zł. Szacowane koszty w roku 2021 to 12 707 ton odpadów przemnożonych przez przewidywaną stawke 940 zł za tonę. Zsumowanie z pozostałymi obciążeniami daje ponad 12 mln zł. W ramach systemu GovTech władze miasta planują odnalezienie około 500 osób niepłacących za odpady tak, aby system gospodarowania odpadami komunalnymi był zbilansowany.

Kłopot z utylizacją odpadów, a szczególnie ich segregacją jest wspólnym problemem mieszkańców i władz miasta. Dlatego zapowiadane są kolejne kontrole. Już w styczniu będzie ich kilka.

– Apele nie przynoszą oczekiwanych efektów, dlatego zmuszeni jesteśmy do przeprowadzania kontroli. Przypomnę, że wspólnotom nie stosującym się do własnych deklaracji o segregacji śmieci grozi podniesienie opłaty do 60 zł od osoby dla wszystkich członków. Żeby uniknąć zarzutu, że niesegregowane odpady zostały podrzucone, kontrole odbędą się jedynie we wspólnotach dysponującymi wiatami – mówi M. Dmowski.

jmr

Last modified: 5 stycznia 2021