Odpady coraz droższe–dlaczego?

Autor: |

W traktacie przedakcesyjnym do Unii Europejskiej, rząd Polski zobowiązał się do osiągnięcia, do 2020 roku, segregacji  50 procent odpadów komunalnych. Jest rok 2021 i poziom selekcji odpadów w naszym mieście osiągnął zaledwie 32 procent ogółu. To tyle mniej więcej, co w całym kraju, ale żadne to pocieszenie. Pozostaje alternatywa: segregować lepiej, albo płacić więcej. Znacznie więcej. Rozmawialiśmy o tym z Krzysztofem Falentą, prezesem spółki Remondis Świdnik, opróżniającej nasze kontenery na odpady.

– Jaka jest przyczyna tak drastycznej podwyżki cen utylizacji odpadów?

– Przyczyn jest kilka. Są wśród nich takie, na które nie mamy wpływu: wzrost tak zwanej opłaty marszałkowskiej, która z nieco ponad 24 zł w 2017 roku wspięła się na pułap 270 zł w roku 2020 czy też  drastycznie rosnące opłaty za składowanie lub przerób odpadów, nawet takich, które można łatwo przetworzyć, jak na przykład papier. Firmy zajmujące się gospodarką odpadami zostały prawnie zobligowane do instalacji bardzo drogich systemów przeciwpożarowych, monitoringu wizyjnego instalowanego na bazach firm, które zgodnie z rozporządzeniem ma umożliwić identyfikację danej osoby nawet nocą. Dodatkowo monitoring wizyjny jest podłączony za pomocą złącza internetowego do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i może być kontrolowany przez całą dobę. Systemy te muszą być w odpowiedni sposób serwisowane co generuje bardzo wysokie koszty. Było to efektem wielkich pożarów składowisk. Na ich właścicieli padło podejrzenie chęci zniszczenia odpadów, które nie powinny się tam znajdować. 

– My, czyli producenci śmieci, nie mamy żadnego wpływu na opłaty?

– Są też czynniki sprawiające, że mamy wpływ na to, ile będziemy płacili. Na przykład ukrywanie rzeczywistej liczby osób zamieszkujących gospodarstwo domowe i „produkujących” odpady, przerzuca ciężar opłat na tych, którzy uczciwie zadeklarowali chęć ich utylizacji. W Świdniku swoją obecność ukrywa nadal około 3 tysiące osób. Program Gov.tech wprowadzony przez władze gminy przyniósł już pewne efekty. Wreszcie nie zapominajmy, że płacimy za tonę odpadów, a nie metr sześcienny. Jeśli w pojemnikach na frakcję zmieszaną znajdujemy gruz, szklane butelki i opony to możemy być pewni, że zapłacimy więcej. Niestety poziom świadomości ekologicznej i zdawanie sobie sprawy z bezpośredniego związku dbałości o segregację odpadów z namacalnymi efektami w postaci wstrzymania podwyżek nie jest wysoki. Przyznam , że w ciągu wielu lat nie widzę w tym względzie znaczącej poprawy. Przekłada się to na wciąż zbyt mały odsetek ilość odpadów kierowanych do recyklingu. Tymczasem musimy w drastyczny sposób zmniejszyć ilość odpadów zmieszanych. Przede wszystkim, koszt utylizacji jednej tony wynosi aktualnie ponad 800 złotych i jest kilkakrotnie wyższy niż cena przeróbki odpadów posegregowanych. Po wtóre, opieszałość w realizacji unijnych dyrektyw może się zakończyć nałożeniem na Polskę ogromnych kar i co za tym idzie, kolejnymi podwyżkami stawek.

– Mieszkańców Warszawy zmroziła ostatnio perspektywa kilkakrotnej podwyżki ceny zagospodarowania odpadów. Mieszkanka Ursynowa dowiedziała się, że zamiast 65 zł, jej dwuosobowe gospodarstwo domowe zapłaci 227 zł. Czy taka drastyczna podwyżka czeka również świdniczan?

– Zgodnie z decyzją Rady Miasta, rozliczenie ilości odbieranych odpadów odbywa się w Świdniku w oparciu o liczbę osób zamieszkujących dane gospodarstwo domowe. W Warszawie bierze się pod uwagę ilość zużywanej wody. Jeśli gospodarstwo nie posiada wodomierza, przyjmuje się dane ryczałtowe. Każde z tych rozwiązań ma swoje zalety i wady. Model świdnicki, mimo wysiłków władz miasta, wciąż umożliwia ukrywanie faktycznej liczby osób zamieszkujących dane gospodarstwo. Model warszawski oznacza duże podwyżki, ale wydaje się znacznie sprawiedliwszy, ponieważ zmniejsza do minimum możliwość „zatajenia” zamieszkującej osoby. Często porównuje się stawki wywozu odpadów w Świdniku i innych miastach regionu, jak Kraśnik czy Puławy, podkreślając, że u nas są one wyższe. Faktycznie, w Świdniku płacimy 30 zł od osoby, w Puławach 28, a w Kraśniku tylko 17. Ale spróbujmy porównać, jakie usługi za to otrzymujemy. W Świdniku, w zabudowie jednorodzinnej odpady wielkogabarytowe odbierane są raz na miesiąc, a w wielorodzinnej, dwa razy w tygodniu. W dwóch pozostałych gminach, mieszkańcy domków jednorodzinnych mogą liczyć na odbiór takich odpadów dwa razy w roku, a rodziny mieszkające w blokach, raz w miesiącu. Odpady budowlane odbierane są u nas bezpłatnie (1 m3), na życzenie klienta, raz w roku spod każdego adresu. Przepisy obowiązujące w Puławach i Kraśniku w ogóle tego nie przewidują. Każdy na własną rękę musi odwieźć gruz do punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. Podobnie jest z odpadami zielonymi. W naszym mieście z każdej posesji odbieramy po dwa worki, a na nadmiar odpadów zielonych ustawionych jest 15 dużych kontenerów przeznaczonych na trawę, liście, gałęzie. W Puławach i Kraśniku takiej możliwości nie ma. Zresztą takiego rozwiązania jak w Świdniku nie spotkałem w żadnej gminie. Nie zapominajmy, że jako komercyjna, miejska spółka uczestniczymy w akcjach na rzecz lokalnego środowiska, w którym działamy i żyjemy. Przy ostatniej akcji sprzątania lasu Rejkowizna dostarczyliśmy worki, środki dezynfekcji, wywieźliśmy nieczystość. Ostatnio przyhamował niestety, z powodu pandemii, sponsoring sportu, zwłaszcza szkolnego,  który bardzo aktywnie wspieramy.

Last modified: 16 kwietnia 2021