Odkrywam to, co nieznane

Autor: |

fot. z archiwum M. Rutkowskiej

Kocha odwiedzać niepozorne miejsca i dostrzegać w nich piękno. Łącznie była już w piętnastu europejskich i afrykańskich krajach, a z każdego z nich przywiozła wspomnienia o zabytkowych zamkach, nieokiełznanej przyrodzie i niezwykłych ludziach. Od kilku lat Magdalena Rutkowska każdą wolną chwilę poświęca na podróże. Te bliskie, jak Polska, Ukraina czy Austria oraz dalekie, jak Zanzibar i Czarnogóra. Jej towarzyszami w trasie są zazwyczaj mąż i niezwykły przyjaciel, Kretosław. W rozmowie opowiedziała o miejscach, które skradły jej serce.

– Na Twoich zdjęciach, na pierwszym planie zawsze znajduje się Kretosław. Kim jest?

– To mała maskotka kreta, którą dostałam kiedyś w prezencie. Mniej więcej w tym samym czasie dołączyłam do Facebooka, gdzie wszyscy publikowali swoje fotografie. Nie byłam tego zwolenniczką, a ponieważ trochę podróżowałam, robiłam zdjęcia kreta i to właśnie je wrzucałam do sieci. Do dziś wolę publikować jego fotografie niż swoje. „Podróże Kretosława” liczą obecnie blisko 150 ujęć.

– Kretosław stał się motorem napędowym do Waszych podróży?

– Na pewno prowokuje do tego, by zobaczyć więcej. Gdy gdzieś jedziemy, często zatrzymujemy się tam, gdzie jeszcze nie byliśmy. Zazwyczaj mam pod ręką kreta, więc robię mu pamiątkowe zdjęcie i wrzucam na portal społecznościowy.

– Jakie lokalizacje udało Wam się w ten sposób odkryć?

– Można ich wymienić naprawdę wiele. Zaczęło się od województwa lubelskiego, potem Krakowa, gdzie studiowałam i okolicznych miejscowości. Jakiś czas później wpadliśmy na pomysł, by w dwa tygodnie obejrzeć część Polski. Chcieliśmy zobaczyć województwa podlaskie, warmińsko-mazurskie i zachodnio-pomorskie. Czasu wystarczyło nam jednak tylko na dwa pierwsze, bo tak dużo miejsc do zwiedzania dla nas zaplanowałam. Zwykle przed wyjazdem kupuję przewodnik i długo go studiuję. Nagle okazuje się, że oprócz trzech punktów, które znałam, w przewodniku znajduję kilkanaście nowych, również ciekawych.

– Pierwsza podróż z Kretosławem to…?

– Chyba Czarnogóra, jeśli chodzi o takie poważniejsze wyprawy. Do dziś uważam, że jest to najpiękniejszy kraj w Europie. Można w nim odpocząć za nieduże pieniądze i zobaczyć wiele pięknych miejsc. Mieszkańcy są bardzo mili, a ja czułam się bezpiecznie. Spędziliśmy tam 6 dni. Podróżowaliśmy komunikacją publiczną, chociaż zdarzało się, że zawodziła i musieliśmy łapać stopa.

– Jesteś też miłośniczką Ukrainy.

– Ten kraj jest wciąż nieodkryty, trochę tajemniczy. Miejsca, które dla Ukraińców wydają się w ogóle nieturystyczne, dla nas,Polaków, są ciekawe ze względu na ich historię i nieodrestaurowane, polskie zabytki. Z jednej strony, to jest fajne, z drugiej, jeśli ktoś o nie nie zadba, szybko popadną w ruinę.

– Zwykle wybierasz mniej przetarte szlaki, choć na Twojej mapie pojawiły się też Lwów i Wołyń.

– Wołyń zwiedziłam przy okazji wycieczki służbowej. Dzięki temu zobaczyłam miejsca, w których nigdy wcześniej nie byłam, ale do których chętnie wrócę. Ukraina podoba mi się na tyle, że razem z mężem zdecydowaliśmy się, by właśnie tam zorganizować naszą sesję ślubną.

– Jakie miejsca do odwiedzenia na Ukrainie polecasz?

– Bardzo dobrze wspominam Podhorce, gdzie znajduje się zamek o polskiej historii. Kamieniec Podolski i Lwów również są piękne. Moje serce skradły Forty Tarakanów i Odessa. Ciekawy jest też tak zwany Tunel Miłości koło miejscowości Klewań, o którym mało kto wie. Cieszy się niezwykle dużą popularnością wśród turystów z Azji, a to za sprawą kilku scen, które nakręcił w nim japoński reżyser Akiyosh i Imazeki. To miejsce jest na tyle znane wśród Azjatów, że w Chinach powstała jego kopia. Ukraina ma jeszcze wiele innych pięknych lokalizacji. Ja wciąż myślę o Kijowie i Czarnobylu.

– W ubiegłym roku udało Ci się odwiedzić Zanzibar.

W czasach Covid-19 wahałam się do ostatniej chwili, czy to na pewno bezpieczne. Jednak kiedy tam poleciałam, nie żałowałam swojej decyzji. W samej podróży na Zanzibar czułam się bardzo bezpiecznie. Linie czarterowe, którymi podróżowałam, wymagały, aby wszyscy wchodzący na pokład samolotu mieli negatywny wynik testu na koronawirusa. Oprócz tego, cały lot spędziliśmy w maseczkach. Co ciekawe, sami Zanzibarczycy twierdzą, że wirus u nich nie występuje i zaraz po opuszczeniu lotniska obostrzenia nie obowiązywały.

– Co najbardziej zaskoczyło Cię na wyspie?

– Urzekł mnie brak pośpiechu. Zanzibar to kraj, w którym czas się nie liczy. Jego mieszkańcy mają nawet takie powiedzenie: „W Europie mają zegarki, my mamy czas.” Ludzie żyją tam od wschodu do zachodu słońca. Słowa „Hakuna Matata” („wszystko będzie dobrze”), o których dotąd myślałam, że nic nie znaczą, wreszcie nabrały sensu. Mieszkańcy wyspy żyją bez problemów, a nawet, jeśli coś się zdarzy, powtarzają „pole, pole” („powoli, powoli”), wszystko będzie dobrze. Tam nie da się nie odpocząć. Początkowo Europejczykowi może być trudno zwolnić tempo, ale poniekąd jest się do tego zmuszonym, kiedy czeka się na jakąś usługę. Dla nich „już” oznacza „za pół godziny”. Z czasem człowiek przyzwyczaja się do tego, a nawet nabiera to uroku. Pamiętam też taką historię. Chciałam wybrać się do restauracji The Rock, która umiejscowiona jest na skałach. Pojechałam autobusem, ale kierowca w ogóle nie kojarzył tego lokalu. Pasażerowie zaczęli między sobą rozmawiać, gdzie może znajdować się restauracja i udało im się ją wspólnie znaleźć.

– Jakie atrakcje zrobiły na Tobie wrażenie, a co Ci się nie spodobało?

– Jeśli mam zacząć od plusów, na pewno nieziemskie widoki. Kolor nieba, barwy oceanu, zwierzęta, jakie tam występują i mnogość gatunków ryb. Wielu rzeczy, doświadczyłam po raz pierwszy w życiu. Pływałam w ocenie z delfinami, odwiedziłam rezerwat żółwi olbrzymich i spróbowałam nurkowania głębinowego, o czym marzyłam. Jeśli chodzi o negatywne strony, jest nią bieda, bardzo tam widoczna. Pomimo to, mieszkańcy Zanzibaru są naprawdę szczęśliwi, a dzieci cieszą się z najprostszych zabawek. Któregoś razu podszedł do mnie chłopiec i poprosił, żebym wydarła mu kartkę z zeszytu, bo chciał zrobić z niej samolot. Oczywiście dałam mu ją. Bawił się kilka godzin. To było dla mnie niecodzienne, patrzeć, jak dziecko zajmuje się taką prostą zabawką, podczas kiedy w Polsce najmłodsi grają na komputerach. Bardzo mnie to wzruszyło.

– Macie też miejsca, do których chętnie wracacie. Są to, między innymi, Austria i Włochy.

– Austrię wybieramy głównie zimą. Bardzo lubimy jeździć na nartach, a ten kraj oferuje świetne warunki. We Włoszech byłam kilkakrotnie na wakacjach.

– Czego nie lubisz w podróżach?

– Celowego oszukiwania turystów przez lokalnych mieszkańców i transportu publicznego. Niestety, zdarzyło mi się doświadczyć tego we Włoszech. Problematyczne bywają też bariery językowe, bo nie każdy chce rozmawiać po angielsku. Zabawna sytuacja zdarzyła nam się, na przykład w Czarnogórze. Mieszkańcy mówili do nas w swoim języku, a my odpowiadaliśmy po polsku. Łatwiej było nam porozumieć się w ten sposób niż po angielsku. Podobnie było w Rumunii, którą zresztą bardzo lubię. Wszyscy odradzali nam ten wyjazd, mówili, że to biedny kraj. Faktycznie tak jest, ale krajobrazy, które można tam zobaczyć i natura Karpat, są niezapomniane. Przejechaliśmy trasę transfogarską, zobaczyliśmy Zamek Drakuli, wybraliśmy się nad Morze Czarne i znaleźliśmy jedyne w Europie wulkany błotne.

– Mówi się, że podróże kształcą. Czego się z nich nauczyłaś?

– Na pewno poznałam siebie i swoje wady. Nauczyłam się lepiej gospodarować pieniędzmi i planować, co do dzisiaj jest trochę moją piętą achillesową, bo zbyt dużo chcę w stosunku do posiadanego czasu. Zauważyłam też, że najbardziej lubię poznawać w podróży ludzi. Udało nam się nawiązać w ten sposób kilka znajomości, które utrzymujemy do dziś. Fajnie jest poznawać inne punkty widzenia na podróże. Na Zanzibarze poznałam 24-letnią dziewczynę, która samotnie zwiedziła Amerykę Południową.

– Odwiedziłaś łącznie 15 krajów.

Nigdy wcześniej tego nie liczyłam, ale możesz mieć rację. Nie potrafię dłużej usiedzieć w jednym miejscu. Kiedy jest długi weekend, dosłownie zwijam się, żeby gdzieś pojechać. Lubię wracać do Poleskiego Parku Narodowego. To chyba najczęściej odwiedzane przeze mnie miejsce w naszym sąsiedztwie. Podobają mi się te podmokłe tereny, wąskie ścieżki i to, że o każdej porze roku wygląda inaczej.

– Masz plany na kolejne podróże?

– Wachlarz możliwości jest naprawdę duży. Czekamy jednak na okazję i stabilizację sytuacji na świecie. Na pewno chciałabym zobaczyć Filipiny, Kambodżę, USA, Amerykę Południową. Mogłabym tak długo wymieniać. W planach na marzec 2020 roku mieliśmy wyjazd do Chin, który został odwołany, gdy wybuchła pandemia. Mamy jednak nadzieję, że kiedyś uda.

Agata Flisiak

Last modified: 15 stycznia 2021