Oddycham tym miastem

Autor: |

Jeżeli można być stuprocentową świdniczanką, to jest nią Beata Kowalczyk. Urodziła się w naszym mieście. Podobnie jej mąż i córki. Tutaj spędziła dzieciństwo, kształciła się. Ze zrozumiałych względów studiowała w Lublinie. Od początku swojej kariery zawodowej związana jest z Przedszkolem nr 4. Zaczynała jako nauczycielka, a od 5 lat kieruje placówką.

– Jak to się stało, że zdecydowała się Pani na pracę z dziećmi?

– Wierzę, że Pan Bóg stawia przy nas szczególnych ludzi, jako towarzyszy. Tak z pewnością było, gdy musiałam zdecydować się, jaki wybrać kierunek studiów. To koleżanka z bloku, nawet nie chodziłyśmy do jednej klasy, namówiła mnie na pedagogikę przedszkolną i wczesnoszkolną. Wcześniej zastanawiałam się nad pedagogiką opiekuńczo-wychowawczą. Dalsze życie pokazało, że dobrze wybrałam. Podczas studiów urodziłam córkę. Po rocznym urlopie dziekańskim kontynuowałam naukę. Na swoim dziecku sprawdzałam różne teorie pedagogiczne. Ciągle zastanawiałam się, co mogę jeszcze zrobić dla jej lepszego rozwoju. Żałuję tylko, że metoda Montessori nie była na tyle wdrożona, by Monika mogła się w niej kształcić. Młodsza, Kasia już z niej korzystała.

– Po studiach rozpoczęła Pani pracę w Przedszkolu nr 4.

– Znalazłam ją jeszcze przed obroną pracy magisterskiej. Pracuję od 2 stycznia 1998 roku. Początkowo na zastępstwo, ale Regina Madejska, ówczesna dyrektorka, powiedziała, że dobrze mi z oczu patrzy i zatrudniła na stałe. W tym przedszkolu pracuję do dzisiaj. Razem ze mną przyszło też kilka innych młodych nauczycielek. Doświadczyłyśmy wiele ciepła, życzliwości od Pani Dyrektor. Do dzisiaj wspominam dni wytężonej pracy, kiedy z Kingą Sobiesiak, obecną dyrektorką Przedszkola nr 5 oraz rodzicami, przygotowywałyśmy sale dla dzieci. To były piękne chwile. Jest ich więcej, chociażby spotkania, przypadkowe, gdzieś w sklepie lub na ulicy, z byłymi wychowankami. Czasem słyszę okrzyk: Pani Beatko, pamięta mnie Pani?! Przyznają się do naszego przedszkola, mile wspominają pobyt w „Czwórce”. Dla takich momentów warto żyć i wykonywać ten zawód. Chociaż jest trudny, wymaga ciągłej dyspozycyjności, zaangażowania, patrzenia na człowieka z życzliwością. Ale nic nie zastąpi wzruszeń, emocji towarzyszących obserwacji rozwoju dziecka, które wczoraj nie bardzo potrafiło mówić, a następnego dnia już opowiada. Albo chwile, gdy przedszkolak protestuje przed zabraniem go do domu: – Mamo za wcześnie przyszłaś, babciu jeszcze trochę poczekaj!

– Szybko w Pani życie wkroczyła Maria Montessori.

– Z jej metodą zetknęłam się już na studiach. Na UMCS przyjeżdżali Holendrzy, szkolili w tym zakresie kadrę uniwersytecką i studentów. Pracę magisterską pisałam z pedagogiki Montessori. Porównywałam umiejętności ortograficzne i wypowiedzi uczniów w klasach tradycyjnych i montessoriańskich. Te drugie miały lepsze wyniki. Zobaczyłam, jakie możliwości rozwoju daje dziecku ta metoda. Dlatego, gdy nadarzyła się okazja i Regina Madejska postanowiła wprowadzić system Montessori, chętnie włączyłam się w przygotowania. Zajęłyśmy się tym wspólnie z Kingą Sobiesiak. Pierwszy oddział Montessori ruszył w 2003 roku. W międzyczasie skończyłyśmy studia podyplomowe, zgromadzone zostały pomoce, bardzo istotne w nauczaniu tą metodą. Rodzice mieli okazję uczestniczyć w specjalnych warsztatach. Mogli się zapoznać z założeniami pedagogiki Montessori i na tej podstawie podjąć decyzję o zapisie dziecka do nowego oddziału. Na ówczesne czasy była ona bardzo nowatorska. Ani my, ani rodzice nie mieliśmy innych doświadczeń niż tradycyjna metoda, od lat stosowana w świdnickich przedszkolach. Jednak rodzice nam zaufali i bardzo pomogli w przygotowaniach. Dzisiaj stosują ją także inne świdnickie placówki, Przedszkola nr 3 i 5 oraz Szkoła Podstawowa nr 7.

– W Pani życiu jest także czas na działalność społeczną.

– Angażujemy się całą rodziną, bo naprawdę żyję, codziennie oddycham tym miastem. Cieszę się, kiedy mogę coś zrobić, uczestniczyć w jakiejś akcji lub wydarzeniu. Jeżeli moja praca pomoże przeprowadzić Orszak Trzech Króli, wesprzeć akcję na rzecz domu dziecka, zorganizować Papieski Dzień Rodziny, to ja tam jestem. Wcześniej pomagałam w organizowaniu festynów „Bezpieczne Wakacje”, „Podwórkowy Dzień Dziecka”. Wspieram, chociażby tylko swoim uczestnictwem, wszelkie imprezy kulturalne. Staram się bywać na koncertach. Lubię film, dobrą książkę, szczególnie biografie. Ale przede wszystkim jestem domatorką. Dużo przyjemności sprawia mi praca w przydomowym ogródku. Mam dużo dalii, piwonii, tulipanów. Ostatnio specjalizuję się w astrach. Sadzę również warzywa.

– Mogliśmy też posłuchać Pani występu na scenie.

– Namówili mnie do tego pracownicy Miejskiego Ośrodka Kultury oraz starsza córka, która ma dar śpiewania i udzielania się aktorsko. Wzięłam udział w tygodniowych warsztatach piosenki literackiej. Naszym zadaniem było napisanie tekstu, określenie typu muzyki, w której najlepiej się czujemy. Komponowali ją zawodowcy, a my wykonywaliśmy utwór na scenie. I powstało Tango Nadziei! To była świetna przygoda, bo lubię śpiewać. Zresztą mój zawód wymaga tego ode mnie. Ale też wielkie emocje, niesamowity stres. Raczej tego nie powtórzę. Na pamiątkę pozostało nagranie.

Anna Konopka

Last modified: 29 czerwca 2020