Oddaje głos byłym więźniom obozu (foto)

Autor: |

– Kiedy 3 lata temu przyszedł do mnie redaktor naczelny wydawnictwa Prószyński i S-ka Michał Nalewski i zaproponował mi napisanie książki o jedynym w Polsce niemieckim obozie koncentracyjnym dla dzieci (Obóz prewencyjny dla młodych Polaków Policji Bezpieczeństwa w Łodzi, również potocznie Kinder-KL Litzmannstadt – przyp. red.), byłem w konsternacji. Czułem się zaskoczony i przerażony z powodu tematyki, ale również nieznajomości tego wątku historycznego, mimo że od 36 lat mieszkam w Łodzi – tak swoją opowieść zaczął Błażej Torański, który odwiedził dziś Miejsko-Powiatową Bibliotekę Publiczną. Pretekstem do wizyty była promocja książki „Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi”, którą napisał wspólnie z Jolantą Sowińską-Gogacz.

Dramat, jaki w latach 1942-1945 przeżyły dzieci ze Śląska, Wielkopolski, Mazowsza, okolic Łodzi, ale także Lubelszczyzny i czeskich Lidic, choć miał miejsce ponad 70 lat temu, dopiero dziś dociera do szerokiego grona odbiorców.

– Powody, dla których nie mówiono o obozie były rozmaite. Po pierwsze, dokumenty niemieckie zostały spalone. Zachowały się tylko te dotyczące organizacji struktur obozu. Po drugie, przyczyna tkwiła w samych ocalonych. Kiedy wyszli z obozu, ich najbliżsi nie mogli uwierzyć w ich opowieści. Te dzieci miały zakneblowane usta. To była niemoc psychiczna – opowiadać o tych przeżyciach. Mężczyzna, który przez 60 lat mieszkał ze swoją żoną, pytany o doświadczenia z obozu nie mógł wykrztusić z siebie słowa, tylko płakał. Kobieta, która przeżyła obóz, w dorosłym życiu stawała na baczność przed dyrektorem swojego zakładu pracy, bo taki miała nawyk. Ci ludzie nie potrafili o tym rozmawiać – wyjaśnił B. Torański.

Jak dodaje pisarz i publicysta, świat nie miał się dowiedzieć o tym miejscu. Obóz znajdował się na terenie getta żydowskiego i mimo że o nim samym powstało wiele książek, fakt istnienia obozu koncentracyjnego dla dzieci na długo został zepchnięty na margines historii. Jego wątek pojawił się zaledwie kilkakrotnie, między innymi, we wspomnieniach byłego więźnia Tadeusza Raźniewskiego pt. „Chcę żyć”, na podstawie których powstał film „Twarz anioła”.

Podczas spotkania Błażej Torański mówił również o warunkach, w jakich żyli więźniowie, ich pracy i metodach znęcania się nad nimi, jakie stosowano. Przypomniał też o współczesnych dziennikarzach i kulturoznawcach, którzy zainteresowali się historią obozu oraz o pracy nad książką. Wśród poruszonych wątków pojawiła się, między innymi, postać wachmanki Eugenii Pohl, antybohaterki książki, która była jedną z najokrutniejszych strażniczek.

 – Urodziła się jako Eugenia Pol. Kiedy w wieku 14 lat przyjęła volkslistę, zmieniła nazwisko na Pohl. Po tych okrutnych zbrodniach, których dokonała, wyszła z obozu, zostawiła więzienny płaszcz, rogatywkę, pejcz, oficerki. Zatrzasnęła pamięć o zbrodniach, których dokonała i wróciła do polskiej pisowni swojego imienia i nazwiska – opowiedział współautor książki „Mały Oświęcim”. Zdradził również, że pracuje nad książką dotyczącą właśnie Eugenii Pohl.

Bohater dzisiejszego wydarzenia podzielił się ze świdniczanami ważną wiadomością:- Eksplozja tematu jest tak silna, że trzy miesiące temu wiceminister Gliński podpisał akt erekcyjny pod budowę multimedialnego muzeum, które powstanie w ciągu 3 lat. Ono już istnieje, ma swoją strukturę, pracowników.

W planach jest również przetłumaczenie książki na języki niemiecki i angielski.

– Ten temat powinien trafić do świadomości Europejczyków – zakończył Błażej Torański.

Osoby, które nie wzięły udziału w spotkaniu, mają szansę nadrobić zaległości. Na fanpagu biblioteki na Facebooku dostępny jest film z wydarzenia.

Informacje o wszystkich wydarzeniach w naszym mieście oraz aktualny repertuar Kina Lot znajdziecie w Kalendarzu Wydarzeń.

Last modified: 23 września 2021