Niewiedza czy lenistwo?

Autor: |

Już dwa lata funkcjonuje nowa ustawa śmieciowa. W Świdniku obowiązują dwie stawki opłat – wyższa za śmieci niesortowane (14 zł za osobę) i niższa (11 zł za osobę), gdy odpady są zbierane w sposób selektywny. W tym drugim przypadku każdy rodzaj odpadów ma swój przypisany kształtem i kolorem pojemnik. Jest powszechnie zrozumiałe, że porządek w śmieciach to konkretne oszczędności w domowym i gminnym budżecie. Czy jednak dwuletni okres trwania rewolucji śmieciowej był wystarczający, by poprawić dyscyplinę w utylizacji nieczystości i odpadów – z tym pytaniem zwracamy się do Krzysztofa Falenty, prezesa spółki Remondis.

– Najlepsza sytuacja jest z opakowaniami szklanymi. Mieszkańcy przestrzegają zaleceń w tym względzie. Dość dobrze dzieje się również z opakowaniami tetra pak, na przykład po mleku czy sokach. Równie dobrze jest z segregowaniem odpadów z papieru i tektury. Natomiast niezbyt dobrze wygląda zbiórka opakowań typu pet. W pojemnikach dla nich przeznaczonych można znaleźć prawie każdy rodzaj odpadów z tworzyw sztucznych. Dziwi mnie, że do momentu wprowadzenia ustawy, czyli do lipca 2013 roku, sytuacja wyglądała względnie poprawnie. Teraz do siatkowych pojemników z wyraźnym napisem „opakowania pet” trafiają wszystkie odpady plastikowe (folia, reklamówki, brudne kubeczki po jogurtach, kefirach, śmietanie, maśle). Nie potrafię wyjaśnić dlaczego tak się dzieje. Z kolei pojemniki z napisem „metal” są zazwyczaj puste, ponieważ mamy konkurencję w postaci zbieraczy złomu. Są zawsze pół kroku przed naszymi ekipami, ponieważ znają nasze terminy odbioru odpadów. Zawartość czarnych pojemników na odpady zmieszane można określić jako złą. Mieszkańcy wyrzucają tam praktycznie każdy rodzaj śmieci – od klawiatury komputerowej poprzez tekturę, na odpadach zielonych kończąc. Czasem znajdujemy tam nawet oponę samochodową, czy kilogramy gruzu.

– Niewiedza czy lenistwo?

– Z moich obserwacji wynika, że wiele osób wrzuca odpady do jednego worka. To chyba lenistwo. Utarło się też, że do żółtych pojemników siatkowych wrzuca się wszystkie tworzywa sztuczne, na przykład pojemniki po jogurtach, czy śmietanie. Byłoby to jeszcze do strawienia, gdyby były czyste. Niestety, duże partie tych zanieczyszczonych przez pleśnie odpadów, traktuje się w sortowni jako odpady zmieszane. Nie wiem dlaczego, kiedyś mieszkańcy nie mieli problemów z odróżnieniem tych frakcji, a dziś je mają.

– Co można według Pana zrobić w celu poprawy sytuacji?

– Niedawno Urząd Miasta zorganizował akcję informacyjną. Ulotki były bardzo przejrzyście wykonane i wyczerpująco, moim zdaniem, wyjaśniały obowiązujące zasady segregacji odpadów. Nie wiem tylko, czy trafiły one do wszystkich Świdniczan. Może akcję trzeba powtórzyć.

– Co ten urozmaicony asortyment w części pojemników oznacza dla spółki Remondis? Podejrzewam, że przekłada się na bardzo wymierne koszty.

– Nam wszystkim powinno zależeć na tym, żeby odpadów zmieszanych było jak najmniej. Tak się stanie, jeśli będziemy ściśle przestrzegać zasad segregacji. To z kolei przełoży się na niższe opłaty pobierane przez sortownię – 277 złotych netto za tonę. Im bardziej odpady są posegregowane, tym koszt ich wywozu niższy. Nie mogę zrozumieć dlaczego na przykład w czarnych pojemnikach trafia się gruz, skoro każdy, niezależnie czy jest mieszkańcem bloku należącego do Spółdzielni Mieszkaniowej, Pegimeku czy domku jednorodzinnego, może do nas zadzwonić z prośbą o bezpłatne wywiezienie pozostałości po wykonanym remoncie wewnątrz mieszkania czy domu (łazienka, kuchnia, pokój). Odwozimy je do kruszarni betonu, a nie do sortowni, gdzie ponosimy ogromne koszty za przyjęcie tych odpadów.

– Jakie ilości śmieci wyrzuconych przez mieszkańców zabiera spółka w ciągu miesiąca?

– Na przykład w sierpniu wywieźliśmy z terenu miasta łącznie 915 ton śmieci, z czego niesegregowanych odpadów komunalnych było ponad 700 ton, ulegających biodegradacji – 31 ton, betonu i gruzu ceglanego – 60 ton, opakowań z tworzyw sztucznych – 10 ton, stłuczki szklanej – 38 ton, papieru – 37 ton. Pozostałe ilości to stare meble i zużyty sprzęt RTV i AGD.

– Czy istnieje jeszcze problem dzikich wysypisk śmieci?

– Zdarza się, w lesie Rejkowizna. Myślę, że nie są to odpady ze Świdnika. Bo skoro ktoś ma zapewniony bezpłatny odbiór starego sprzętu RTV lub mebli, to jaki jest sens wywozić je do lasu. Nasi mieszkańcy mają taką usługę w comiesięcznej opłacie, więc to nie oni podrzucają śmieci. Najpewniej jest to podrzut z okolicznych wiosek. Jednak porównując nasz las z innymi, na przykład w powiecie włodawskim czy puławskim, to Rejkowizna jest względnie czyta.

– Na pewno sen z powiek spędza spółce Remondis proceder dewastacji kontenerów na śmieci…

– To ewidentnie chuligańskie podpalenia, bo żaden pojemnik nie zapali się od niedopałka papierosa. Straty są wysokie. W tym roku było 11 pożarów pojemników na odpady zmieszane. Straciliśmy też 4 pojemniki na makulaturę. Jeden pojemnik, na papier lub szkło kosztuje około 2 tysięcy złotych netto. O ile podrzucanie śmieci do lasu to sprawka mieszkańców okolicznych gmin, to w przypadku podpaleń winowajcami są niestety nasi mieszkańcy.

– Czy według Pana Świdnik jest czystym miastem?

– Oczywiście. I to zasługa wszystkich firm odpowiedzialnych za zachowanie czystości. Dla porównania, np. Warszawa lub Bydgoszcz jest czystym miastem, ale tylko w centrum. W bocznym uliczkach i na peryferiach mamy zupełnie inny obraz. Nasze miasto jest bardzo kompaktowe, nie ma zakamarków i zaułków, i może to przesądza, że łatwiej utrzymać czystość.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Socha

Last modified: 2 czerwca 2020

Zmień język »