Na lodowisku jestem tylko ja i łyżwy

Autor: |

Fot nr 2. T. Pindel
Choć uczy się dopiero w drugiej klasie, w małym palcu ma już skomplikowane figury i piruety, które wykonuje na lodowisku. Zuzia Bartoszek, uczennica I Liceum Ogólnokształcącego, od trzech lat trenuje łyżwiarstwo figurowe, a w tym roku wzięła udział w swoich pierwszych zawodach. Nam opowiedziała o tym, czym zachwycił ją ten sport, jak wyglądają jej treningi, czy trudno jest się nauczyć podskoków oraz o tym, jak łączy wymagającą pasję z życiem nastolatki.

– Kiedy zaczęłaś jeździć na łyżwach?

– Od dziecka lubię sporty. Zawsze starałam się być aktywna, biegałam, jeździłam na wrotkach. Któregoś razu, gdy byłam na lodowisku, zobaczyłam osobę trenującą łyżwiarstwo. Wykonywała różne skoki, piruety, figury. Od razu wiedziałam, że to jest sport, który chcę trenować. Wystarczyło jedno spojrzenie.

– Co spodobało Ci się w łyżwiarstwie figurowym?

– Dostrzegłam w nim wrażliwość, perfekcję, grację.

– Już wtedy postanowiłaś, że dołączysz do AS ABK Akfon Lublin?

– Na początku brałam indywidualne lekcje. Po roku moja trenerka Monika Szymanek-Szawracka, pod której okiem szkolę się do dziś, zachęciła mnie, żebym zapisała się do szkółki łyżwiarskiej. To ona doprowadziła mnie do takich sukcesów. To naprawdę kochana i miła osoba. Pokazuje łyżwy nie tylko jako dyscyplinę, ale też zabawę, którą można czerpać z tego sportu. To właśnie lubię w niej najbardziej.

– Pod jakim kątem wtedy trenowałaś? Myślałaś już o udziale w zawodach?

– Początkowo chciałam po prostu zapoznać się z tym sportem. Nie sądziłam, że mogę zajść tak daleko. Traktowałam to jak zajęcie, które mi się spodobało. Dopiero potem zrozumiałam, że łyżwiarstwo to coś, co kocham.

– Gdy przeszłaś do klubu, pewnie wiele się zmieniło.

– Dosłownie wszystko. Musiałam bardziej poświęcić się dla tego sportu. Treningi nie odbywały się już kilka razy w tygodniu, a codziennie. Do tego doszły ćwiczenia z rozciągania i zajęcia na lodzie. Ponieważ trenuję w Lublinie, w sezonie moje poranki zaczynają się bardzo wcześnie. Wstaję o godzinie 5.00, żeby dojechać na czas i zdążyć na rozgrzewkę. O godz. 6.30 zwykle wchodzimy na lód. Zaraz po treningu wracam do Świdnika, do szkoły, więc jest to spore poświęcenie. Myślę, że dla sportu, którego tak bardzo się nie kocha, nie zrobiłoby się tak wiele.

– Nie zniechęcało Cię to?

– Wręcz przeciwnie. Bardzo mi się to spodobało. Wewnątrz czułam, że to jest „ten” sport i dla niego mogłabym poświęcić wszystko.

– Wspomniałaś, że wraz z dołączeniem do klubu, zaczęły się intensywne treningi. Czy ćwiczysz także poza nimi? Trzymasz specjalną dietę?

– Faktycznie, aby robić różne figury, muszę dodatkowo ćwiczyć, by być rozciągniętą. Bez tego nic by nie wyszło. To podstawa łyżew. Jeśli chodzi o dietę, raczej nie musiałam jej zmieniać.

– Jak wyglądały Twoje pierwsze treningi?

– Były ciężkie, bo nie miałam jeszcze profesjonalnych łyżew. Naukę zaczynałam od zwykłych „plastików”. Dopiero później, gdy trochę się podszkoliłam, przeszłam na łyżwy bardziej odpowiednie do tego sportu. Pierwsze miały słabą cholewkę, kolejne były już lepsze. Dzięki temu czułam się pewniej na lodzie i mogłam wykonywać różne skoki oraz piruety.

– Jak Ci szło? Nauka artystycznej jazdy na lodzie wydaje się być bardzo trudna.

– Początki zawsze są trudne, ale nie zniechęciło mnie to. Chciałam dowiadywać się coraz więcej o tym sporcie, próbować i cały czas trenować. Zdarzały mi się upadki, ale zawsze się po nich podnosiłam.

– Opowiedz o pracy nad programem występu. Jak powstaje? Od czego zaczynacie?

– Na początku trener zbiera informacje na temat tego, jakie umiemy figury, skoki, piruety. Kolejny krok należy do nas – łyżwiarzy. Wybieramy piosenkę i konsultujemy ją z naszym szkoleniowcem. To pod nią układany jest cały program. Moja trenerka ma wypracowaną taką umiejętność, że wystarczy, że wysłucha danego utworu i wszystko samo się jakoś układa. Zwykle to ona jest autorką całego programu. Wspiera ja też reszta osób z grupy.

– Jakie utwory najczęściej wybierasz?

– Gdy zaczynałam, chciałam coś szybkiego, wesołego, żeby pokazać, że dla mnie łyżwy to nie tylko sport, ale też dobra zabawa. Chciałam pokazać swoją energiczną stronę. Preferuję muzykę instrumentalną, w klasycznym klimacie. Po prostu lepiej się w niej odnajduję.

– Mówisz, że tak było na początku. Czy teraz coś się zmieniło?

– Myślę, że będę próbowała innych kategorii w muzyce. Zacznę sięgać po spokojniejsze piosenki, póki co jednak, pozostaję przy tych wesołych.

– Czy są figury, których opanowanie sprawia Ci trudność? A może takie, które bardzo szybko opanowałaś?

– Jest bardzo dużo figur, które sprawiają mi trudność, ale to jest normalne. Jedne są prostsze, bardziej przyjemne. Drugie bardziej skomplikowane, przez co wymagają większej koncentracji.

– Ile czasu zajmuje Ci opanowanie programu?

– Nauka programu, z którym występowałam na ostatnich zawodach, zajęła mi dziesięć dni. Musiałam go dopracować, zmienić niektóre elementy. Nie było proste załapanie całego programu. Z czasem jednak udało mi się.

– Pamiętasz swoje pierwsze zawody?

– Wzięłam udział w zawodach Piastowski Piruet 2021 w Cieszynie. Z jednej strony wspominam je bardzo dobrze, z drugiej niekoniecznie. Podczas wykonywania programu miałam mały wypadek – przewróciłam się. Do tej pory pamiętam jednak słowa trenerki, która powiedziała mi, „jeśli upadniesz, wstań i pokaż, że nic ci nie jest. Uśmiechnij się i jedź dalej.” Tak właśnie pomyślałam i dokończyłam występ najlepiej, jak tylko potrafiłam, starając się nie pokazywać, że coś się podczas niego wydarzyło.

– Czy masz idola albo idolkę, jeśli chodzi o łyżwiarstwo figurowe? Jest ktoś, kogo poczynania obserwujesz?

– Jest jedna łyżwiarka, która wpadła mi w oko przez swoją jazdę. To Rosjanka Aleksandra Trusowa. Uważam, że przepięknie jeździ na lodzie. To, jak wczuwa się w muzykę. Podczas wykonywania programów pokazuje, że istnieje tylko ona, łyżwy i muzyka. Jest dla mnie przykładem. Gdy wchodzę na lód, liczę się tylko ja i łyżwy. Wszystkie problemy i zmartwienia znikają.

– Jeździsz solo. Nie myślałaś o duecie?

– Na razie wolę być solistką. A co wydarzy się potem, jeszcze nie wiem.

– Jakie masz plany na przyszłość?

– Nie wiążę jej z łyżwami. One są dla mnie pasją, czymś, co kocham, ale nie chciałabym zajmować tym w przyszłości. Szczerze mówiąc, jeszcze się nie zastanawiałam, co będę robić.

– Na łyżwach jeździsz w sezonie zimowym. Co robisz, gdy przychodzi wiosna, potem lato?

– Mam możliwość przerzucenia się w tym czasie na rolki, ale jakoś mnie do siebie nie zachęcają. Jazda na nich nie daje mi takich emocji, jak łyżwy. To nie jest to samo. Wykorzystuję więc ten czas na odpoczynek.

– Znajdujesz czas na spotkania z przyjaciółmi, rozrywkę?

– W sezonie ciężko jest znaleźć wolny czas, jednak dla przyjaciół zawsze staram się wygospodarować chwilę. Teraz, w czasie pandemii, treningi zostały przeniesione na godziny popołudniowe, więc jest to trudniejsze. Staram się ich nie zaniedbywać. Nauczyłam się godzić ze sobą jazdę na łyżwach, naukę i czas wolny. Przyjaciele i rodzina bardzo mnie wspierają.

– Czego Ci życzyć?

– Wytrwałości w dążeniu do celu oraz sukcesów na lodowisku.

Agata Flisiak

Last modified: 7 maja 2021