Materiał zmęczony, ale szczęśliwy

Autor: |

Jakiś czas temu pisaliśmy o „Trylogii na własne życzenie”, czyli ambitnym planie Grzegorza Doroby na napisanie trzech tomów książki poświęconej kultowemu motocyklowi WSK. Z autorem rozmawialiśmy o tym, gdy dwie książki zostały już wydane, a trzecia była dopiero w powijakach. Teraz możemy z dumą zameldować, że Grzegorz dopiął swego. Właśnie ukazała się trzecia część, poświęcona prototypom i sportowym wersjom wueski. Jak czuje się nasz bohater-pisarz?

– Materiał jest zmęczony, ale szczęśliwy – mówi Grzegorz Doroba.

– Jaka jest historia Twojej „Trylogii”?

– Pierwsza książka ukazała się w 2012 roku, po czterech latach pracy, pod tytułem „Ilustrowana historia motocykla WSK”. Materiał ułożyłem tak, żeby ukazywał dzieje produkcji motocykli według klas silnikowych: 125, 175 i 250 cm sześć. Ponieważ cała męska część mojej rodziny związana była ze sportem motocyklowym, w pierwszej książce opisałem również zawodników sekcji motocyklowej FKS Avia, którzy startowali na motocyklach WSK. Pisząc pierwszą książkę, nie przypuszczałem, że będzie jakiś ciąg dalszy. Zawarłem więc w niej krótkie opisy techniczne ponad 20 wybranych motocykli, myśląc, że na tym moje możliwości się zakończą. Jednak, z czasem, zaczęło się do mnie zgłaszać wiele osób, które przynosiły kolejne materiały związane z naszym motocyklem. Postanowiłem wydać je w formie drugiej książki, która ukazała się, już w kolorze, w 2019 roku. Nazbierałem do niej materiałów tyle, że w pewnym momencie zacząłem się obawiać, że będzie za gruba. Postanowiłem więc podzielić zasoby na dwie części. Druga książka opisuje motocykle produkowane seryjnie od 1954 do 1985 roku. Dla zwiększenia jej atrakcyjności i z chęcią pomocy pasjonatom zajmującym się renowacją wuesek, umieściłem w książce charakterystyki techniczne poszczególnych modeli, wykazy wszystkich elementów składowych i schematy instalacji elektrycznych. Drugi tom zawiera również drobiazgowe statystyki dotyczące liczb i modeli motocykli opuszczających taśmę produkcyjną każdego roku. Było ich w sumie 2 mln 8 tys. 347 sztuk.Przyznam, że nie spotkałem dotychczas pozycji książkowej, która ujmowałaby to wszystko w całość.  Dołączyłem również opisy innych wyrobów, często ciekawostek technicznych, które powstały w WSK, no i, rzecz jasna, śmigłowców. Pokazałem samochodzik inwalidzki Gacek, pojazdy gospodarczy i dostawczy, maszynę rolniczą Gryzak. Są sprzęgła, samochody chłodnie, pojazd elektryczny Elbobo, motorynka z silnikiem 50 cm sześc., wózek golfowy. Są też pozaśmigłowcowe wyroby lotnicze: szybowiec Pirat, skrzydła, stery kierunku, klapy, struktury kokpitu myśliwca Mirage…

Tom trzeci, jeszcze cieplutki, poświęcony jest motocyklom prototypowym i sportowym. Wymieniam wszystkie prototypy powstałe od 1959 do 1985 roku. Modele sportowe usystematyzowane są w tabeli. Przypominam też projekty i szkice wizjonerskich konstrukcji, które pozostały tylko na deskach kreślarskich. Ich wizualizacje wykonali Cezary Nawrot, pracownik naukowy Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i Andrzej Stachyra, inżynier konstruktor z WSK. Książka przypomina również niezwykle bogaty dorobek działu reklamy, prezentując całą masę różnego rodzaju gadżetów.

– Czy rajdowcy sekcji motorowej FKS Avia korzystali z bliskości wytwórni? Wiesz o tym najlepiej, bo byłeś jej zawodnikiem…

– W swoim czasie była ona najprężniej działającą sekcją FKS, z największym dorobkiem tytułów mistrzowskich, zarówno indywidualnych, jak i drużynowych. Teoretycznie dostawaliśmy, jak inni, przydziałowe motocykle produkowane w WSK w 30, 50-egzemplarzowych seriach. Jednak mieliśmy bezpośredni dostęp do fachowców i bazy technicznej, w której mogliśmy je udoskonalać. Wraz z ojcem i bratem uczestniczyliśmy w wielu zawodach, dzięki czemu zdobyliśmy obszerną, począwszy od 1956 roku, umieszczoną w książce dokumentację, dowodzącą ciągłego rozwoju sportowych wersji wuesek. W ostatniej części książki znajdziemy opisy wszystkich silników seryjnych i prototypowych, zarówno produkcji Zakładów Metalowych w Nowej Dębie, jak i konstrukcji inżynierów ze Świdnika.

– Trudniej zebrać materiał czy go spisać?

–  Powiedziałbym, że pół na pół. Zbieranie materiałów to chodzenie po ludziach. Jednemu pasuje dzisiaj, innemu za trzy dni, trzeci zapomniał o terminie. Trzeba było uzbroić się w cierpliwość.

– Biorąc pod uwagę zawartość Twoich książek, trudno się dziwić, że ich pisanie trwało latami, a nie miesiącami.

– Każde zdjęcie zostało przeze mnie obrobione, każdy fragment tekstu przeczytany po kilka razy. Teraz dziwię się, jak mogłem poświęcić na to tyle czasu.

– Ale satysfakcja jest…

– Jest. Nie jestem szczególnie internetowy, ale wiem, że ludzie wypisują tam różne bzdury, a z moich książek można dowiedzieć się prawdy. Materiały pochodzą bezpośrednio od pracowników zaangażowanych w produkcję motocykli. To źródła oryginalne i pewne. Oczywiście mogą pojawić się drobne różnice, ale ludzka pamięć bywa zawodna. Jednak jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju dane, mam je z pierwszej ręki.

– Gdzie to wszystko w domu mieścisz? Nie mówię o książkach, tylko materiałach.

– Oprócz domu mam dwa garaże.

– Gdybyś kupił jeszcze dwa, też pewnie byś je zapełnił. Nie ma takiej ilości garaży, której nie da się zagracić.

– Czasem próbuję robić porządki. Podwójne pamiątki sprzedaję, zamieniam się. Robię tak, bo miejsca trzeba sporo na następne.

– Planowałeś trzy tomy. Czyli na razie pisarska emerytura?

– Zadanie zaplanowane i wykonane. Materiał się zmęczył, potrzebuję odpoczynku. Pamiętam miesiące, że pracowałem nad książką codziennie od godziny 9.00 do 22.00, z przerwą na obiad. Kiedy zamykałem oczy, widziałem falowanie.

 – Ale gdybyś zmartwychwstał z siłami, to co warto by jeszcze o wueskach napisać?

– Warto by napisać o ludziach. Nie wymieniałem zbyt wielu nazwisk, wychodząc z założenia, że albo wszyscy, albo nikt. Osobny rozdział można by poświęcić zawodnikom sekcji motocyklowej. Czytelnicy podsuwali mi pomysł, żeby napisać o doskonaleniu, „rasowaniu” silników, ale na razie nie myślę o tym.

–  Jakie jest przyjęcie Twoich książek?

– Podobają się. Mam telefony z całej Polski i zagranicy. Najłatwiej przekonać się o jej wartości po wstąpieniu do księgarni w Świdniku. Można ją też kupić przez Internet.

– Pamiętam, jak biegałeś po mieście w poszukiwaniu sponsorów. Niełatwo zebrać fundusze na tak obszerną, porządnie wydaną publikację.

– O właśnie, chciałbym podziękować wszystkim, którzy nawet w najmniejszym stopniu przyczynili się do wydania tej książki.

– Książkę pisałeś we współpracy z kimś, czy raczej w samotności?

– W samotności. Dawni pracownicy zakładu, z którymi rozmawiałem, czy też inne osoby były raczej dostarczycielami informacji niż współpracownikami.

– A co Ci do głowy strzeliło, żeby napisać pierwszy tom, od którego wszystko się zaczęło?

– Udokumentowanie wielkiej historii polskiego motocykla i obrona prawdy o nim.

– To ciekawe, że kiedyś wueskę można było wyciągnąć ze stodoły gospodarza za 50 złotych, a dzisiaj egzemplarz w bardzo dobrym stanie kosztuje ponad 10 tysięcy złotych. Jeszcze paręnaście lat temu była złomem, dzisiaj jest skarbem.

– Może pisząc książkę wyrządziłem krzywdę pasjonatom motocykli WSK, bo podrożały. Przepraszam (uśmiech)…. Ale prawdą jest, że jazda wueską to obecnie czysta przyjemność. Ludzie się oglądają, uśmiechają. Współczesne ścigacze nie zwracają na siebie niczyjej uwagi.

Jan Mazur

Last modified: 23 lipca 2021