Małe, wielkie marzenia

Autor: |

Jako dzieci na pewno nieraz słyszeliście pytanie: kim zostaniesz, gdy dorośniesz? Jak można się domyślać, odpowiedzi padały różne. Jedni marzyli, by być stróżem prawa albo kosmonautą, inni nauczycielem, strażakiem czy zawodowym kierowcą.

Mój rozmówca, Karol Mazurek, ma dopiero 17 lat, a doświadczenia, które zdobył, mógłby mu pozazdrościć niejeden dorosły. Jest wolontariuszem i animatorem, aktorem lokalnych teatrów i tancerzem. Miał również epizod wokalny, a ostatnio nawiązał współpracę z lubelską Galerią Labirynt. W rozmowie opowiedział o swoich pasjach, wsparciu dla drugiego człowieka oraz o tym, co dla niego znaczy spełniać marzenia.

Karol dorastał w pobliskich Biskupicach, gdzie wychowywał się z 5 rodzeństwa. Gdy był dzieckiem, wszędzie było go pełno. Chętnie uczestniczył w jasełkach, przedstawieniach czy uroczystościach, na przykład z okazji Dnia Babci. Najpierw w przedszkolu, a potem także w szkole podstawowej. Pierwsze teatralne kroki stawiał w Gminnym Ośrodku Kultury w Trawnikach, gdzie występował pod okiem instruktorki Doroty Serej. W 5 klasie szkoły podstawowej rodzina Karola przeprowadziła się do Świdnika.

– Któregoś dnia zobaczyłem na słupie ogłoszeniowym duży, czerwony plakat z napisem „Casting do spektaklu Kroniki świdnickie” – zaczyna opowiadać Karol. – Powiedziałem mamie, że wezmę w nim udział. Udało się. Razem z mamą i dwiema siostrami wystąpiliśmy w spektaklu ulicznym. To był nasz rodzinny debiut. Na scenę udało się wyciągnąć także naszą babcię, która była wśród publiczności. To właśnie dzięki „Kronikom świdnickim” poznałem panią Katarzynę Marjasiewicz. Zobaczyłem, jak wygląda praca reżysera, jak powstaje spektakl i poczułem prawdziwą magię teatru.

Czuję, że moje miejsce jest na scenie

Pierwszy występ przed dużą publicznością sprawił, że Karol poczuł prawdziwy przypływ adrenaliny. Zrozumiał też, że teatr jest czymś, w czym chciałby się rozwijać.

– Dołączyłem do Teatru Puk-Puk, który działa w Miejskim Ośrodku Kultury. Potem także do Teatru „Aplauz” przy Miejskim Centrum Profilaktyki, prowadzonym przez panie Magdalenę Skibińską i Katarzynę Amrozy. Należałem też do Teatru Iskierki, który działał w Szkole Podstawowej nr 3. Prowadziła go pani Elżbieta Łabuda-Banaszewska – opowiada mój rozmówca.

Każda z tych grup dała Karolowi niezwykłe doświadczenie.

– W Teatrze Puk-Puk opieramy się głównie na improwizacji, dzięki czemu mogę rozwijać swoją kreatywność. „Aplauz” to z kolei grupa, którą wyróżnia wykorzystywanie na scenie cieni. Kilka lat temu powstał o nas artykuł pt. „Teatr, który wyszedł z cienia” (Magazyn Świdnik – wysokich lotów, nr 5/ maj 2016 – przyp. red.). Wtedy próbowaliśmy innych form teatralnych, ale ten cień cały czas gdzieś się czaił. Dziś do niego wracamy, bo czujemy, że to w nim drzemie ta niezwykłość. W tym teatrze skupiamy się na plastyczności, gestach i pracy ciała – wyjaśnia młody aktor.

Jak podkreśla mój rozmówca, występowanie w spektaklach dwóch tak różnych od siebie grup teatralnych pozwala mu rozwijać różne umiejętności i kroczyć różnymi ścieżkami.

– Przed występem zawsze czuję dreszczyk emocji. Zdarza się, że gdy stoję za kurtyną, z nerwów zapominam tekstu. Jestem zestresowany, ale to dobry, motywujący stres. Gdy wchodzę na scenę czuję, że to jest moje miejsce – dodaje Karol. – Jednym z moich marzeń jest, by pójść do szkoły teatralnej. Moja wada wymowy nieco jednak komplikuje sprawę i wiem, że nie będzie łatwo. Na pewno spróbuję. Nie będę miał wtedy do siebie pretensji, że o to nie zawalczyłem.

Śpiew to sprawa rodzinna

Rodzina Karola jest bardzo umuzykalniona. Brat pisze teksty i komponuje, mama gra na pianinie, siostry śpiewają. Sam Karol od kilku miesięcy uczy się też grać na ukulele.

– Gdy zamieszkaliśmy w Świdniku, mama zapisała się do Świdnik Gospel Choir. Jej marzeniem było, żebyśmy wszyscy razem śpiewali w chórze i tak się też stało. Najpierw dołączył do niej mój brat, potem ja i reszta rodzeń stwa. To jednak całkiem inne doświadczenie. Myślę, że lepiej odnajduję się w teatrze. On sprawia, że czuję większą pewność siebie – przyznaje mój rozmówca.

Choć przygoda z muzyką gospel już się dla Karola zakończyła, 17-latek docenia ten etap swojego życia. Zdobyte w chórze doświadczenie wykorzystuje w ukochanym teatrze. Chętnie uczestniczy również w rodzinnych, śpiewanych projektach.

– Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Czasami, jak to w rodzinie bywa, sprzeczamy się, bo ktoś chciałby coś zrobić po swojemu. Szybko dochodzimy jednak do porozumienia. Mój brat, Piotr, jest najbardziej uzdolniony muzycznie. Tworzy swoją muzykę, teksty. Jest też inicjatorem wielu naszych wspólnych działań – opowiada Karol.

Jedno z nich miało miejsce nie tak dawno, bo z okazji świąt Bożego Narodzenia. Rodzina Mazurków stworzyła i nagrała własną pastorałkę.

– To było bardzo spontaniczne. Moje siostry napisały jedną zwrotkę, a resztę Piotrek. Prace nad pastorałką były krótkie, ale za to bardzo intensywne. Wydaliśmy ją po świętach, ponieważ w trakcie dogrywaliśmy materiał do teledysku. Udało nam się z nią wystąpić w programie „Poranek między Bugiem a Wisłą” w TVP3, co też było fajnym przeżyciem. Dodatkowo, w teledysku wystąpili mój mały siostrzeniec i siostrzenice. Gdy za kilka lat obejrzą nagranie, będą mogli zobaczyć jak wyglądali. To super pamiątka – przyznaje bohater rozmowy.

Taniec wyzwala endorfiny

Kolejną z pasji, którym oddaje się Karol, jest taniec. Początki miały miejsce jeszcze w czasach, gdy 17-latek mieszkał w Biskupicach. Wtedy, pod okiem choreografki, która przyjeżdżała do jego szkoły, poznawał tajniki hip-hopu.

– To było coś fajnego, nowego. Tworzyliśmy razem układy choreograficzne, jeździliśmy na turnieje, więc było to dla mnie ciekawe doświadczenie. Jestem osobą, która cały czas szuka czegoś nowego i próbuje się w tym odnaleźć. Teraz zdecydowałem się nauczyć tańca towarzyskiego. Na pewno jest inny niż hip-hop. Trzeba zwracać uwagę na detale, pamiętać, gdzie stanąć na palcach, a gdzie na pięcie. Wszystko jest takie dopracowane. Mamy bardzo sympatyczną instruktor, panią Aleksandrę Szopę. Wspaniale się z nią współpracuje – opowiada Karol.

Jestem dumny z tego, że mogę pomagać

Poza występowaniem na scenie, Karol chętnie udziela się charytatywnie. Od kilku lat jest jednym z wolontariuszy pomagających przy zbiórce dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jakiś czas temu dołączył też do Stowarzyszenia mali bracia Ubogich, a będąc uczniem „Trójki” udzielał się w Szkolnym Klubie Wolontariatu, prowadzonym przez Katarzynę Radek. Dlaczego tak chętnie poświęca czas na pomoc innym?

– To wszystko, o czym rozmawiamy, brzmi kolorowo. W dzieciństwie doświadczyłem jednak różnych trudnych sytuacji. Moja rodzina nie uzyskała od nikogo pomocy. Właśnie dlatego pomyślałem, że zostanę wolontariuszem. Chciałem robić coś dobrego dla innych. Uznałem, że skoro sam nie otrzymałem pomocy, zapewnię ją kolejnym rodzinom i pokoleniom. Bardzo szybko dorosłem, podejmuję dojrzałe decyzje. Gdy patrzę na nie teraz, z perspektywy czasu, myślę, że były słuszne. Żadnej z nich nie żałuję – odpowiada mój rozmówca.

Karol uczestniczy nie tylko w akcjach charytatywnych. Jako wolontariusz chętnie angażuje się też w wydarzenia kulturalne, na przykład Dni Świdnika, Festiwal Teatrów Młodzieżowych „Kalejdoskop”, Spotkania Teatrów Ulicznych „Machina Teatralna”, Przegląd Spektakli Profilaktycznych „Żyć pełnią”.

– Dzięki temu mam okazję przekonać się, jak takie wydarzenia wyglądają i działają od zaplecza. To ciekawe i bardzo pouczające doświadczenie – przyznaje Karol.

Czas jest z gumy

Zajęcia teatralne, taneczne, wolontariat i wszystkie poboczne projekty… można by zapytać, jak Karol znajduje na to wszystko czas. A przede wszystkim, czy wystarcza mu doby, by po prostu pobyć zwykłym nastolatkiem.

– Śmieję się, że moja doba ma więcej niż 24 godziny. Jestem typem sowy, dlaczego często pracuję w nocy, wymyślam nowe rzeczy. Lubię taki tryb życia. Podoba mi się, że cały czas gdzieś pędzę. Najpierw szkoła, a potem mnóstwo dodatkowych zajęć. Czas kwarantanny był dla mnie bardzo trudny. Lubię przebywać z ludźmi i być dla nich. Kiedy więc nie mogłem tego robić, zajrzałem do Internetu. Uczestniczyłem w warsztatach online, oglądałem spektakle. Starałem się wypełnić sobie czas – dodaje nastolatek.

Jak zdradza Karol, jego supermocą jest umiejętność organizacji czasu. Zawsze znajdzie go, by spotkać się z przyjaciółmi czy zająć się kolejnym projektem.

– Nie potrafię odmawiać. Lubię podejmować nowe wyzwania, bo wiem, że wiele się z nich nauczę. Teraz zacząłem współpracę z Galerią Labirynt w Lublinie. Razem pracujemy nad bardzo ciekawym projektem. Nie mogę jeszcze zdradzić szczegółów, ale jestem z niego bardzo dumny. To fajne uczucie, tworzyć coś od podstaw. Jednocześnie to coś dla mnie totalnie nowego, ale szybko odnajduję się w takich sytuacjach – dodaje Karol.

W stronę przyszłości

Każdy z nas o czymś marzy. Chce podróżować, mieć piękny dom, rodzinę, pieniądze. Karol stawia wśród marzeń małe kroki, które prowadzą do czegoś niezwykłego.

– Mam dużo małych marzeń, które szybko się spełniają. Kiedy tylko o czymś sobie pomyślę, los układa się tak, że udaje mi się zrealizować ten pomysł. Moim największym marzeniem jest, by spełniły się te małe. Na pewno chciałbym dalej działać w teatrze, zdobywać nowe doświadczenia, pracować z dziećmi jako animator. Mam wiele planów na siebie. Jeśli więc pierwszy nie wypali, kolejny czeka już za rogiem – śmieje się Karol.

Świdniczanin działa jak dobrze naoliwiona maszyna i wszystko wskazuje na to, że nie grozi mu wypalenie.

– Czerpię energię z wielu rzeczy, dlatego myślę, że się nie wypalę. A przynajmniej mam taką nadzieję. Ja też miałem chwile załamania, w których myślałem, że wszystko rzucę. Szybko się jednak z tego podniosłem. Wiedziałem, że to, co robię, jest dla mnie dobre – kończy opowiadać Karol.

Agata Flisiak

Last modified: 26 lutego 2021