Ludzie z pasją

Autor: |

Budził duże zainteresowanie podczas tegorocznego zlotu motocykli. Zatrzymywali się przy nim nie tylko miłośnicy starych maszyn, ale i zwykli przechodnie.

Mowa o Junaku M10 i jego właścicielu Zbigniewie Golonie. – Pierwszy motocykl miałem jeszcze jako bardzo młody chłopak – wspomina pan Zbyszek.

– Była to świdnicka wueska. Fajnie się nią jeździło, ale dopiero gdy przesiadłem się na Junaka poznałem, co to prawdziwa jazda. Można to porównać do jazdy małym fiatem i mercedesem. Niestety, po założeniu rodziny, urodzeniu się dzieci, sprzedałem motocykl. Cały czas chodziła za mną myśl, że kiedyś muszę znów mieć Junaka. Były jednak ważniejsze wydatki, urządzanie mieszkania, zmiana telewizora, wyjazdy dzieci na kolonie, absorbująca praca zawodowa. Dwa lata temu nie wytrzymałem i zacząłem szukać ofert w Internecie. Zdecydowany byłem nawet na kupno jakiegoś zdezelowanego Junaka, byle go wreszcie mieć. Marzyłem, by wsiąść, usłyszeć szum silnika, poczuć wiatr we włosach. Poszukiwania szły opornie, bo albo ceny były zbyt wysokie, sięgały nawet wartości dobrego samochodu, albo oferowano kompletny złom. – W końcu się jednak znalazł Pan, ale 120 km od Świdnika.

– W końcu się jednak znalazł Pan, ale 120 km od Świdnika.

– Znalazłem ofertę na Allegro. Junak M10 (przejściówka) był … w Siedlcach. Od razu zadzwoniłem. Właściciel w pierwszej chwili zapewnił, że motor jeździ. Zaniepokoił się mocno, gdy powiedziałem, że mieszkam pod Lublinem i chcę Junakiem wrócić do domu. – Panie, ja nigdy tak daleko nim nie jeździłem, najwyżej 5-10 km – próbował mnie zniechęcić do trochę szalonego pomysłu. Spodziewał się, że motocykl przewiozę samochodem. Nie słuchałem żadnych argumentów. Pojazd był przecież zarejestrowany, przeszedł przegląd techniczny, miał sprawne hamulce, więc wsiadłem i w drogę.

– Udało się?

– Oczywiście. Jechałem chyba ze trzy godziny. Bałem się wykorzystać pełną szybkość, by się nie rozleciał. To była fantastyczna jazda. Kierowcy bardzo sympatycznie reagowali na mój widok. Jadący z naprzeciwka migali światłami, wyprzedzający dawali znaki kierunkowskazami. Nawet motocykliści na szybkich, nowoczesnych maszynach pozdrawiali mnie. Niezapomniane przeżycia! Przyjechałem do rodziców na podwórko, silnik zgasł … i trzy tygodnie nie mogliśmy go z bratem uruchomić. Po prostu zblokowała się skrzynia biegów. Pracowałem nad nim całą zimę. Rozebrałem na pojedyncze śrubki. Dorobiłem instalację elektryczną. Niektóre elementy oddałem do piaskowania i chromowania. Zależało mi na oryginalnych częściach, więc przeszukiwałem Internet, by je zdobyć. Na szczęście funkcjonuje specjalny sklep, mimo że w 1965 roku zaprzestano produkcji Junaków. Bardzo pomocne są też fora internetowe. Znalazłem na nich potrzebne informacje, porady. Wielu posiadaczy Junaków dzieli się tu swoimi doświadczeniami.

– Co było najtrudniejsze do wykonania?

– Na pewno naprawa silnika i skrzyni biegów. Stara konstrukcja dostała trochę luzów i części nie chciały współpracować. Długo nad tym siedziałem. Pomagał mi brat i zięć. Współpraca z fachowcami, przynajmniej w moim przypadku, nie sprawdziła się. Jednak wszystkie problemy znikają, gdy wsiadam i ruszam przed siebie. Nie wyko- rzystuję jego maksymalnej pręd- kości, czyli 120 km na godz., bo najprzyjemniejsza jazda to 80-90 km. – To muszą być rzeczywiście fantastyczne wrażenia, skoro kupił Pan drugiego Junaka. – Junaki to moja miłość. Wiem to na pewno. Jazda na nich sprawia mi tyle radości, że kupiłem drugiego. Tym razem to chopper. Wprawdzie wolę oryginał, ale po odnowieniu i ten bardzo mi się spodobał. Taka ciekawostka i zabawka. Myślę, że miłośników Junaków jest więcej. Świadczyły o tym reakcje przechodniów podczas Dni Świdnika, kiedy to odbył się zlot motocykli. Dużo ludzi zatrzymywało się właśnie przy moim Junaku, czym byłem zaskoczony, bo wokół stało wiele bardzo nowoczesnych maszyn. Słyszałem miłe komentarze na temat motoru. Doceniano wysiłek włożony w przywrócenie oryginalnego wyglądu motocykla. To było pieszczenie mojego serca.

Rozmawiała Anna Konopka.

Głos Świdnika

Last modified: 1 lipca 2020