Ludzie PZL (cz. 10)

Autor: |

Dzisiaj prezentujemy kolejną osobę, która współcześnie kształtuje oblicze największego zakładu pracy Świdnika i jednego z największych pracodawców na Lubelszczyźnie. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Pawłem Chojnackim, kierownikiem Inwestycji i Programów Europejskich.

– Pomoc finansowa Unii Europejskiej kojarzy nam się z samorządem, różnego rodzaju stowarzyszeniami, bądź organizacjami państwowymi. Tymczasem okazuje się, że z funduszy unijnych mogą korzystać również firmy prywatne. Jak się to robi?

– Pomoc unijna jest dostępna w różnych aspektach funkcjonowania firm. Na przykład badania i rozwój, inwestycje oraz szkolenia. Unia Europejska przyznaje specjalne środki dedykowane wyłącznie dla Polski Wschodniej, z których PZL-Świdnik korzystał, korzysta i, mam nadzieję, będzie korzystał.

– Co było do tej pory największym, sztandarowym programem realizowanym przy udziale środków unijnych w PZL-Świdnik?

– Był nim projekt inwestycyjny polegający na rozbudowie zaplecza badawczo-rozwojowego realizowany w latach 2010-2015, czyli de facto w momencie wejścia PZL-Świdnik w skład grupy AgustaWestland, dzisiaj Leonardo. Było to dosyć nietypowe, ponieważ inwestorzy wchodzący kapitałowo do spółek polskich najchętniej rozwijają produkcję, a tu mieliśmy do czynienia z projektem wpływającym na sferę badań i rozwoju, w który nowy właściciel zdecydował się również zaangażować. Projekt dotyczył budowy laboratoriów, pełnej modernizacji zaplecza badawczo-rozwojowego, komputeryzacji i oprogramowania.

– Ma Pan w firmie stanowisko dosyć specyficzne jak na zakład branży lotniczej. Co należy do Pańskich zadań?

– Przede wszystkim poszukiwanie możliwości zewnętrznego dofinansowania działań w tych sferach, o których wspomniałem wcześniej. Chodzi zarówno o środki unijne, jak i krajowe, dystrybuowane przez samorządy bądź ministerstwa. Następnym etapem jest przygotowanie odpowiednich aplikacji, a na koniec proces administracyjny, czyli rozliczanie projektów i raportowanie.

– Jest Pan wieloletnim pracownikiem PZL-Świdnik. Okazuje się, że nie tylko młodość i dynamika są tu doceniane, ale również doświadczenie.

– Zdecydowanie tak. Pamiętam sytuację, kiedy kilku doświadczonych kolegów planowało już przejście na emeryturę, ale zarząd firmy zaproponował im pozostanie w PZL, ponieważ ich doświadczenie było niezbędne. Ważne jest to, żeby własne doświadczenie przekazywać młodszym, żeby nie wytworzyła się luka pokoleniowa. Doświadczenia nie nabywa się na uczelniach. Zdobywa się je, podobnie jak życiowe, latami, w codziennej pracy. Doświadczenie tworzy pewien efekt synergii. Pomaga podejmować trafne decyzje, radzić sobie z sytuacjami stresowymi i zachowywać dystans do tego, co się robi.

– Czym zajmuje się Pan poza pracą?

– Do tej pory bardzo lubiłem czytać książki. Poświęcałem na to dużo czasu. Technologia przekazywania literatury poszła jednak bardzo do przodu, więc zacząłem słuchać audiobooków. Poza tym bardzo lubię podróżować i zwiedzać różnego rodzaju zabytki. Niestety pandemia ograniczyła te możliwości. W związku z tym przerzuciłem się na ogród, który stał się moją pasją, miejscem, gdzie odpoczywam, również od obowiązków służbowych i które, wbrew wcześniejszym wyobrażeniom, daje dużo satysfakcji.

Last modified: 3 grudnia 2021