Liczymy na współpracę

Autor: |

Powoli opada kurz walki w ostatnich wyborach samorządowych. Kończy się konstruowanie administracji, zwłaszcza w powiecie, gdzie zmiany są ogromne w porównaniu z miastem. Tworzą się również nowe relacje między obydwoma samorządami. Jaki powinien być ich model? O tym, między innymi, rozmawialiśmy z Arturem Soboniem, sekretarzem miasta i radnym sejmiku wojewódzkiego w Lublinie.

– Po dwóch miesiącach od wyborów samorządowych wyraźnie widać, że współpracę władz gminy i powiatu trzeba zdefiniować na nowych zasadach. W kręgach decydenckich zrobiło się kolorowo, jeśli chodzi o barwy polityczne. Jak ocenia Pan poziom porozumienia na obecnym etapie?

– Pierwsze robocze spotkanie będzie miało miejsce w przyszłym tygodniu. Wtedy porozmawiamy o planach nowego zarządu powiatu. Z naszej strony jest pełna gotowość do realizacji dotychczasowych projektów i szukania nowych pól współpracy. Burmistrz Świdnika Waldemar Jakson przez lata pokazał, że potrafi doskonale współpracować z każdą opcją polityczną, w tym choćby ze starostą świdnickim Ignacym Jędryczkiem z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Taka sytuacja polityczna miała już miejsce. Liczę też, że przynajmniej część obietnic wyborczych uda się nowym władzom powiatu wprowadzić w życie. Będzie nam wtedy łatwiej wspierać, na przykład świdnicki sport, co obiecywał Waldemar Białowąs. W tej chwili miasto Świdnik przeznacza na dotacje dla klubów, stypendia i nagrody dla sportowców 1 142 500 złotych rocznie, a powiat… 71 000 złotych, czyli 16 razy mniej. Taka jest skala różnicy. Bardzo byśmy chcieli, aby była mniejsza.

– Miasto i powiat świdnicki będą miały sporo do stracenia, jeśli interesy partyjne przeważą nad dobrem wspólnym. Widzi Pan takie zagrożenie?

– W kraju rządziło AWS, SLD, PiS i PO, a my w Świdniku skutecznie unikaliśmy partyjniactwa. Teraz też mam taką nadzieję. Choć trochę się obawiam, czy nie dojdzie do ostrego skrętu ideologicznego i politycznego w starostwie powiatowym, bo po raz pierwszy we władzach powiatu znalazły się osoby o poglądach tak mocno odmiennych od ogółu społeczności miasta i powiatu. Nie wiem, jak rozumieć wypowiedź członka zarządu powiatu Jakuba Osiny, który publicznie deklaruje, że jest przeciwnikiem inicjatywy mieszkańców starających się o budowę pomnika na placu Konstytucji 3 maja. To przecież do niego, jako urzędnika powiatowego, wpłynie wniosek o pozwolenie na budowę. Czy to oznacza, że od dzisiaj pozwolenia na budowę wydawane będą na podstawie decyzji politycznych a nie formalnych? Zaniepokoiłem się tą wypowiedzią, bo dotychczas takich sytuacji nie było. W poprzedniej kadencji zgodziliśmy się wszyscy, że potrzebna jest opinia architekta miejskiego. Okazało się, że przygotowana przez urbanistę ekspertyza nie pozostawia żadnych wątpliwości co do możliwości lokalizacji pomnika w tym miejscu. Reszta to kwestie formalne, a nie polityczne. Tym bardziej, że mieszkańcy Świdnika do swojej inicjatywy włączyli przedstawicieli różnych środowisk, także prezydenta Krzysztofa Żuka, poseł Elżbietę Kruk czy arcybiskupa Stanisława Budzika. W zbiórce pieniędzy, dyskusji nad formą pomnika i wreszcie jego lokalizacją, społeczeństwo okazało wyłącznie dialog, kompromis i dobrą wolę. I to właśnie lokalna władza powinna respektować, zamiast tworzyć w społeczeństwie Świdnika fałszywe podziały, czy też – nie daj Boże – stosować polityczną presję na podległą sobie administrację.

– Do niedawna oba szczeble samorządu planowały wiele wspólnych inicjatyw, w tym inwestycje ważne dla miasta, na przykład budowa ulicy Kusocińskiego. Jaka jest obecnie szansa ich kontynuacji?

– Kusocińskiego to droga powiatowa. Niedługo zakończony zostanie, ogłoszony przez starostę, proces przygotowania dokumentacji technicznej tej inwestycji. Miasto wywiązało się ze swoich zobowiązań wobec powiatu i zapłaciło projektantowi. Teraz trzeba znaleźć źródło finansowania budowy ulicy. To nie będzie łatwe, bo środki na drogi lokalne są w nowej perspektywie finansowej UE 2014-2020 bardzo ograniczone. Być może trzeba będzie woli politycznej, aby ulica stała się drogą wojewódzką. Wtedy można byłoby ją planować do realizacji w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. Zobaczymy. Dzisiaj brakuje jeszcze rozstrzygnięć w kluczowych dla nas dokumentach. Dla miasta Świdnika to jeden z priorytetów. Mam nadzieję, że dla powiatu i gminy Mełgiew również, bo bez nich ta droga nigdy nie powstanie.

– Z racji wykonywania mandatu radnego sejmiku wojewódzkiego widzi Pan zapewne problem znalezienia politycznego kompromisu znacznie szerzej. Przed nami nowe rozdanie pieniędzy europejskich. Jaka w tym kontekście jest aktualna pozycja Świdnika?

– Świdnik to jeden z ważnych ośrodków miejskich w regionie. Dla nas najważniejszy jest proces wsparcia rozwoju przemysłu i wykorzystania gospodarczego potencjału Świdnika jako komunikacyjnego serca regionu. Z drogami, koleją i lotniskiem. To rozumieją wszyscy. Będę zabiegać u marszałka Sławomira Sosnowskiego o wdrożenie w życie ustaleń dotyczących miast powiatowych, w nowym RPO. Chodzi o to, żeby takie miasta jak Świdnik miały dodatkową pulę pieniędzy, tylko dla siebie. Myślę, że to się uda. Marszałek Sosnowski stara się być pragmatyczny i zauważać wszystkie potrzeby regionu. Póki co, środków unijnych nie ma, a my z unijnych oszczędności dostajemy 2,8 mln złotych, ponad 320 solarów w świdnickich domach i oświetlenie hybrydowe w okolicach ul. Nadleśnej. Bardzo się cieszę. To pierwszy sukces w tej kadencji.

– Kolejnym ważnym wydarzeniem są zmiany na najwyższych szczeblach kierownictwa PZL-Świdnik. Wydaje się, że ścisła symbioza zakładu z miastem odchodzi w przeszłość. Czy oznacza to Pańskim zdaniem konieczność konsolidacji naszej społeczności wokół innych ośrodków, na nowych zasadach?

– Przed spółką walka o miliardowy kontrakt. Możemy sobie rozmawiać o różnych rzeczach, ale jeśli te pieniądze dostaniemy, będziemy najbogatszym miastem w regionie. Jeżeli przegramy walkę o zamówienie, nie będziemy się zajmować nowymi inwestycjami, tylko rozwiązywaniem ogromnych problemów społecznych, nieznanych nam od początku lat 90. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, jak ważny jest to przetarg dla Świdnika. Kwota kontraktu jest porównywalna do wszystkich środków UE dla regionu. To miliony z podatków i miejsca pracy dla mieszkańców Świdnika na kolejne 20 lat. Co do o prezesa Mieczysława Majewskiego… Kończy się w zakładzie i w mieście pewna epoka. Pierwsza rzecz, którą zrobię, to naprawdę szczerze i serdecznie podziękuję mu za lata kierowania spółką, a zaraz potem zgłoszę chęć wysłuchania kilku lekcji. To kapitan, który potrafił uniknąć raf rynkowych i politycznych, a okręt, choć osłabiony, wciąż płynie i dobrze się ma. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na tak skutecznego menadżera, bo gdybyśmy popełnili błędy, tego zakładu mogłoby już nie być.

Jan Mazur

Last modified: 8 czerwca 2020