Kocham zwierzęta, książki i balet

Autor: |

Fot. archiwum Oliwi

Historię psa Hachiko zna wiele osób, nie tylko miłośników czworonogów. Kilka lat temu zainspirowała również Oliwię Gumieniuk, uczennicę Szkoły Podstawowej nr 3, która była już właścicielką zwierzęcia rasy akita i postanowiła dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Dziś przybliża nam ciekawostki związane z tą japońską odmianą. Opowiada również o swoich pozostałych zainteresowaniach, a jest ich naprawdę niemało: balet, akrobatyka i szarfy, książki, wrotki.

– Hachiko przygarnął profesor z Tokio. Pies bardzo przywiązał się do swojego pana i codziennie czekał na niego na stacji, kiedy ten wracał z pracy. Niestety, rok później mężczyzna zmarł. Hachiko przez 10 lat codziennie przychodził na stację i wypatrywał profesora. Odszedł z powodu choroby nowotworowej. Jego szczątki można obejrzeć w muzeum. W Tokio postawili też jego pomnik. Wzruszyła mnie historia o niezwykłej psiej wierności, tym bardziej, że miałam już Rubiego, którego dostałam na urodziny i był najlepszym prezentem, jaki kiedykolwiek otrzymałam. Film jeszcze bardziej rozkochał mnie w tej rasie i sprawił, że zapragnęłam dowiedzieć się o niej jak najwięcej – opowiada Oliwia.

Akity wyhodowano w Japonii. Psy wykorzystywane były do walk, później do polowań na dziki, jelenie i niedźwiedzie. Służyły także jako zwierzęta pociągowe. Podobno już 5 tys. lat temu były towarzyszami samurajów i cieszyły się ogromnym szacunkiem ludzi. W 1931 roku Japońskie Ministerstwo Wychowania uznało rasę za dziedzictwo kulturowe. Obecnie akity pełnią zazwyczaj funkcje stróżująco-obronne oraz towarzyskie.

– Żyją około 10-12 lat. Rubi ma 5, więc mam nadzieję, że jeszcze sporo przed nami. Nie wyobrażam sobie, że go nie będzie – mówi siódmoklasistka i dodaje: – Według mnie największą zaletą psa tej rasy jest wierność właścicielom. Jest też odporny i wytrzymały, łatwo go pielęgnować. Raz na jakiś czas kąpiemy Rubiego specjalnym szamponem, za czym nie przepada. Trzeba go też czesać. Po zimie wypada mu sierść, tzn. wymienia mu się miękki podszerstek. Mój pies to wielki pieszczoch. Bardzo lubi głaskanie, przytulanie. Nie gryzie, nie jest agresywny. Dogaduje się z psami sąsiadów. Szczeka jedynie na obce czworonogi i osoby, które biegają. Je suchą karmę i mięso.

Wady rasy, które wymienia Oliwia, to przede wszystkim upór i niezależność. Szkolenie psa nie należy do prostych zadań, trzeba okazać mu dużo cierpliwości i wyrozumiałości. Jeśli zwierzak stwierdzi, że kolejne polecenia typu „siad” czy „zostań” to dla niego strata czasu, po prostu sobie pójdzie. Wymaga dużo ruchu, więc konieczne są spacery kilka razy dziennie.

– Na szczęście Rubi nie budzi nas o piątej rano – śmieje się jego właścicielka. –  Wyprowadzamy go na zmianę, z rodzicami. Nawet mój młodszy braciszek Julian czasami bierze go na spacer, ale na krótko, bo Rubi ma dużo siły i trudno go utrzymać na smyczy. Potrafi się nawet wyrwać. Kiedyś uciekł i wrócił dopiero po 2 dniach. Bardzo to przeżyliśmy. Myśleliśmy, że już go nie zobaczymy. Akity mają mocno rozwinięty instynkt myśliwski, więc pewnie pobiegł za jakimś ciekawym tropem.

Psiak Oliwii to akita japoński. Ma sezamowo-białe umaszczenie. Inne kolory sierści, którymi charakteryzuje się ta odmiana, to płowo – czerwone, sezamowe i pręgowane.

Odmiana amerykańska ma umaszczenie o barwach czerwonej, płowej, białej, łaciatej i pręgowanej z równomiernie rozłożonymi znaczeniami. Jej powstanie zapoczątkowali żołnierze, którzy zabrali akity do Stanów Zjednoczonych. Psy z tej hodowli są nieco większe i mają cięższą budowę niż ich japońscy pobratymcy.

Pierwsze akity, które pojawiły się w naszym kraju, reprezentowały typ amerykański. W 1990 r. do polskiej hodowli przyjechała z Norwegii suka Manatsu Rei. Pierwszego akitę w „czystym” japońskim typie, o czerwonej barwie sierści, sprowadzono w 1993 roku z Holandii.

Balet i szarfy

Miłość do zwierząt i opieka nad Rubim to tylko część życia Oliwii. Od 6 lat uczęszcza na zajęcia baletowe. Do zmierzenia się z tym rodzajem tańca zainspirowała ją bajka o Barbie. Chociaż jest niezwykle wymagający i nie sposób nauczyć się go bez ciężkiej, monotonnej pracy, 13-latka nie narzeka i bez wahania deklaruje, że chciałaby związać z nim swoją przyszłość.

– Na początku najtrudniejsze były piruety i szpagat. Teraz wykonuję je bez problemu. Do zwykłego baletu wystarczą materiałowe baletki. Są też jednak pointy, czyli specjalne baletki do tańca na palcach. Mimo że chodzę na zajęcia już 6 lat, wcale mi się nie nudzą. Uwielbiam je. Jestem im wierna niczym Hachiko swemu panu. Wiem, że jeszcze wiele nauki i ciężkiej pracy przede mną, ale ta perspektywa mnie nie przeraża. Dobrze wykonana nowa figura lub układ  motywują mnie do kolejnego wysiłku. W sierpniu zawsze mamy obozy treningowe w Białej Podlaskiej. Są to codziennie zajęcia z baletu i akrobatyki, a do tego pływanie, żeby trochę rozluźnić mięśnie i pozbyć się zakwasów. Chciałabym, aby balet był obecny w moim dorosłym życiu, chociaż nie ukrywam, że pasjonuje mnie też aktorstwo – mówi Oliwia.

Tutu to krótka, sztywno stercząca spódniczka baletowa (paczka), która narodziła się poprzez stopniowe skracanie kostiumu. Ułatwia wykonywanie piruetów, skoków i skomplikowanych ewolucji, ponieważ odsłania całą długość nóg baletnicy.

Nastolatka polubiła również zajęcia z szarfami, które pomagają nabrać ogólnej sprawności i zwinności, ćwiczą umiejętność utrzymywania równowagi oraz prawidłowej współpracy nóg i ramion, a także rozwijają koordynację ruchową.

– Jestem w grupie początkującej, więc uczymy się, jak opanować szarfę i jak wykonywać elementy akrobacyjne – wyjaśnia Oliwia. – Robimy różne figury – supły, kokony, szpagaty, spady. Najbardziej zaangażowane są mięśnie rąk, więc dużo ćwiczymy by je wzmocnić. Nie można mieć oczywiście lęku wysokości. Gimnastyka z szarfami jest naprawdę fajna. Mamy bardzo dobrą instruktorkę i wiemy, że podczas zajęć nic nam się nie stanie.

O gimnastyce z szarfami świat usłyszał w latach 80. XX wieku, dzięki francuskiemu artyście Andre Simardowi. Ich inne nazwy to: silk, tissue, taśma, wstążka, chusta powietrzna. Najczęstszy uraz przy ćwiczeniu na szarfach to oparzenie.

Książkowy maraton

Kolejną pasją Oliwi są książki, które towarzyszą jej od najmłodszych lat. Jej rekord to przeczytanie ponad 100 lektur w ciągu roku. Chodziła wtedy do 3 klasy.

– W dzieciństwie moją ulubioną książką była „Piękna i bestia”. Czytałam ją tak często, że nauczyłam się na pamięć. Chodziłam po domu i recytowałam fragmenty. Uwielbiam książki o zwierzętach, ale bardzo chętnie sięgam też po kryminały dla dzieci i młodzieży. Wyobrażam sobie bohaterów, przeżywam z nimi przygody, rozwiązuję zagadki. Niedawno urządziłam 24-godzinne maratony czytania, z przerwą na jedzenie i trochę snu. W pierwszym udało mi się przeczytać jedną książkę, która liczyła 400 stron. W drugim miałam lepszy wynik – trzy książki: „Był sobie pies”, „O psie, który wrócił do domu” W. Bruce`a Camerona  oraz „Magiczna biblioteka Bibbi Bokken” autorstwa Jostein Gaarder i  Klausa Hagerupa.

Bruce Cameron to ulubiony pisarz Oliwii, który bardzo często bohaterami swoich powieści czyni zwierzęta, głównie psy. Drugim faworytem jest Rafał Kosik, autor serii o przygodach Felixa, Neta i Niki.

Oliwia również próbowała swoich sił jako pisarka. Spod jej pióra wyszły dwa opowiadania o zwierzętach. Do konkursu literacko-plastycznego „Moja książka”, zorganizowanego przez szkolną bibliotekę, zgłosiła powieść  o Krainie Lodu.

– Może napiszę też coś do kolejnej edycji? – zastanawia się nastolatka. – Na razie biorę udział w spotkaniach online „Klubu Książki Narnia”, prowadzonego przez panią Bożenę Milanowską z biblioteki SP nr 3. To ona zachęciła mnie do tego, bo wie, że uwielbiam czytać. Podczas spotkań rozmawiamy też o filmach i swoich zainteresowaniach – opowiadałam o rasie akita, polecamy lektury, po które warto sięgnąć. Bardzo się cieszę, że taki klub powstał, bo to fajny sposób na spędzenie czasu i zdobycie ciekawych informacji.

Najmniejszą książkę dla dzieci “Stary król Cole”, mierzącą 1mmx1mm, wydało w 1985 r., w 85 egzemplarzach, wydawnictwo Gleniffer Press ze Szkocji. Kartki można przewraca tylko za pomocą igły.

Wzorowa uczennica

Trzeba jeszcze wspomnieć, że Oliwia uprawia akrobatykę, jeździ na nartach, niedawno odkryła wrotki, a w planach ma również naukę jazdy na rolkach, łyżwach i snowboardzie. Jest także wzorową uczennicą, która klasę szóstą ukończyła ze średnią 5,08 i świadectwem z czerwonym paskiem. Jej ulubione przedmioty to język angielski i polski, ale chętnie poznaje również świat geografii i biologii. Brała udział w konkursach recytatorskich i matematycznych. Jak udaje jej się pogodzić tyle różnych zajęć i obowiązków?

– Nie jestem mocno zorganizowana, ale staram się. Ułatwia mi to kalendarz, w którym mam wszystko rozpisane. Na balet jeżdżę w soboty i niedziele, książki czytam w każdej wolnej chwili, wymiennie z jazdą na wrotkach – mówi Oliwia.

– Przyznaję, że zajęć jest naprawdę dużo, szczególnie w ciągu roku szkolnego, ale jakoś udaje nam się wszystko ogarnąć – śmieje się mama nastolatki. – Cieszę się, że Oliwka ma tyle różnych zainteresowań, że nie spędza czasu przy komputerze czy telefonie. Te pasje pozwalają jej rozwijać wyobraźnię, zdobywać wiedzę, ale też dbać o ciało i kondycję. Książki zabierają ją w inne światy, odpoczywa przy nich. Muszę tu zdradzić, że w ostatni dzień szkoły przed pandemią wypożyczyła 30 książek. A jeśli chodzi o „Piękną i bestię”, rzeczywiście znała ją na pamięć i poprawiała mnie, jeżeli pomyliłam się przy czytaniu. Wspieramy ją w realizowaniu wszystkich pasji, bo wychodzę z założenia, że nawet jeśli żadnej nie będzie kontynuowała w dorosłym życiu, to i tak wiele dzięki nim zyska.

Agnieszka Wójcik-Skiba

Last modified: 7 sierpnia 2020