I tak to się kręciło

Autor: |

Na starcie, przy świdnickiej fontannie, stawiło się 12 miłośników rowerowych wypraw.

Pomimo niepokojących sobotnich prognoz pogody, niedziela powitała nas prawie bezchmurnym niebem i temperaturą przekraczającą 30 stopni.

Tym razem ruszyliśmy do Siostrzytowa, gdzie Giełczew wpada do Wieprza. Przez Krępiec, Minkowice i Podzamcze dotarliśmy do Lasu Mełgiewskiego. Szum drzew, śpiew ptaków oraz lekki wietrzyk sprawiały, że droga była bardzo przyjemna i relaksująca. Nieco więcej wysiłku wymagał natomiast przejazd obrzeżem lasu, z Natalina do Cyganki, ale i z tym sobie poradziliśmy.

Po chwili odpoczynku ruszyliśmy dalej, mijając wspomnianą Cygankę, później zaś Łysołaje, by po kilku kilometrach dotrzeć do celu naszej podróży.

Siostrzytów to niewielka wioska, której nazwę odnotowano po raz pierwszy w 1389 r. jako Sestrzewithoua. Na przełomie XV i XVI w. stał tam dwór z jedną izbą, boczną sienią i przedsionkiem. W roku 1586 zbudowano obok niego drugi, z wielką sienią i piekarnią. Dworów i folwarku bronił ostrów lub palisada. W jego obrębie znajdował się także ogród i sad. Szkoda, że do dziś po dworze przetrwało jedynie tylko trochę kamieni. Brak ciekawych obiektów architektonicznych zrekompensowała nam jednak przyroda.

Obszar od Siostrzytowa do Biskupic jest najbardziej malowniczym odcinkiem Giełczwi, której ujście, choć niepozorne pod względem wielkości, zachwyca urokiem i bujną brzegową roślinnością, nieujarzmioną ręką człowieka. Występują tam rzadkie gatunki roślin, ptaków i zwierząt. Są to skupiska, mało spotykanej na Lubelszczyźnie, turzycy prosowej i turzycy lisiej, które rosną w okolicach Struży i Biskupic czy wełnianki wąskolistnej i rozchodnika białego. Wśród zwierząt wymienić można nornice rude, łasice, borsuki, sarny, dziki. W wodach Giełczwi żyją chronione ślizy i piskorze. Niestety, nie mogliśmy pospacerować wzdłuż rzeki. Po ostatnich opadach teren był podmokły, a przejście dodatkowo utrudniały gęste trawy i krzaki. Po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia na drewnianym moście, z którego rozlega się wspaniały widok na rozlewiska Wieprza, ruszyliśmy w drogę powrotną.

Prowadziła przez Kolonię Struża, Majdan Brzezicki, Józefów i Podzamcze. Polne, kamieniste lub piaszczyste ścieżki znów dały nam się we znaki, ale nikt nie narzekał.

– Nie żałuję, że zdecydowałem się z wami wyruszyć – mówił Paweł Kawała ze Stowarzyszenia Rowerowy Lublin. – Pierwszy raz byłem w tych okolicach. Tereny są naprawę piękne, warte zobaczenia. Poza tym miło było poznać nowych ludzi. Rowery to najbardziej towarzyska forma spędzania wolnego czasu.

– Super! Super! Super! – podsumował wycieczkę Krzysztof Pyra. – Trasa piękna, pogoda dopisała, humory również. Jednym słowem wrażenia niezapomniane. Gdy dojechaliśmy pod fontannę, licznik wskazywał 59 km.

Na kolejną wyprawę, organizowaną z klubem Alfa, zapraszamy już za dwa tygodnie. Opis trasy w następnym numerze „Głosu Świdnika”.

Głos Świdnika

Last modified: 1 lipca 2020