Działania przynoszą efekt

Autor: |

O pracach związanych z ograniczeniem skutków podtopień w mieście rozmawiamy z Andrzejem Radkiem, wiceburmistrzem do spraw inwestycji.

• Blisko dwa miesiące temu Świdnik nawiedziła znowu potężna ulewa, która podtopiła wiele bloków, zaś ulice zamieniła w rwące potoki. Tym samym powrócił problem, który od lat gnębi mieszkańców miasta…

– To prawda, od kilku lat próbujemy rozwiązać ten problem, ale musimy pamiętać, że ma on wiele aspektów. W Polsce coraz częściej mamy do czynienia ze zjawiskami pogodowymi, które wcześniej nie występowały lub pojawiały się sporadycznie, na przykład tornada lub trąby powietrzne. Klimat saharyjski dociera już na południe Europy i nadal przesuwa się na północ. To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z nowymi, gwałtownymi zjawiskami meteorologicznymi. Wśród nich są opady deszczu o charakterze ekstremalnym. W naszych warunkach klimatycznych jest to krótkotrwała, ale obfita ulewa. Wysokość słupa wody może sięgać od 20 do 150 mililitrów na metr kwadratowy. Podczas ostatniej majowej ulewy spadło, według danych stacji meteo w Świdniku, około 60 mililitrów na mkw. System, który odbiera wody opadowe nie może w takich warunkach skutecznie działać. Dodatkowo mamy ostatnio bardzo wysoki poziom wód gruntowych. Ziemia nie jest w stanie tej wody wchłonąć.

• Dużym utrudnieniem jest również naturalne zagłębienie, biegnące wzdłuż osi wschód – zachód….

-To prawda. Kiedyś w tym najniższym miejscu przebiegał naturalny ciek wodny. Z czasem tereny te zostały zabudowane, zaś systemy odbierające opady zaprojektowano tak, aby przyjmowały uśrednione ilości wody. W przeszłości nikt nie zwracał uwagi na to, że mogą nastąpić kolizje między miejscem budowy a zmianami klimatycznymi i rozbudową infrastruktury. Dzisiaj ponosimy tego konsekwencje. Dodam, że różnica wysokości między najwyższym punktem w mieście, a najniższym wynosi 30 metrów. Nic więc dziwnego, że woda sprawia takie problemy.

• Jakie zatem należy podjąć działania?

– Dziś naszym zadaniem jest ograniczenie skutków ulew i jak najszybsze odprowadzenie wód opadowych. Dlatego kilka lat temu powstał pomysł budowy nowej nitki kolektora deszczowego, obok starego, z zachodu w kierunku wschodnim. Ten nowy system, wraz ze starym kolektorem, odprowadza wody deszczowe dalej w kierunku wschodnim, gdzie ma być wybudowany zbiornik retencyjny z przedoczyszczalnią. Problem polega na tym, że kolektor jest przedsięwzięciem bardzo drogim. Nie stać nas na jego budowę z własnych środków budżetowych, bo spowodowałoby to zatrzymanie wszelkich prac inwestycyjno- remontowych i ograniczenie wydatków bieżących na funkcjonowanie miasta. Moglibyśmy posiłkować się jedynie kredytem komercyjnym, który w naszym przypadku nie wchodzi w grę. Jednak w tym roku prawdopodobnie pojawi się możliwość finansowego wsparcia budowy kolektora deszczowego ze środków zewnętrznych. Do niedawna było to niemożliwe, gdyż wynikało z bardzo prozaicznej przyczyny. Województwo lubelskie dysponuje słabą infrastrukturą sanitarną. To właśnie ona stoi pierwsza w kolejce do wsparcia finansowego, a nie infrastruktura wód deszczowych. Decydenci traktowali tę ostatnią jako kaprys.

• Jednak gmina, nie czekając na środki zewnętrzne, próbowała sama „zatamować” problem…

– Rzeczywiście. 5 lat temu zdecydowaliśmy się na etapową budowę kolektora deszczowego. Najpierw powstał fragment przy okazji budowy ul. Spadochroniarzy, gdyż bezsensem byłoby zbudowanie ulicy, a następnie rozebranie jej, by umieścić pod nią kolektor. Ten fragment stanowi zbiornik magazynujący wodę. Po napełnieniu odprowadza deszczówkę do starego kolektora. W związku z zagrożeniami w innych częściach miasta, głównie przy ul. Wiśniowej i Głogowej, powstał kolejny odcinek, między osiedlami Brzeziny I i Brzeziny II, który również pełni rolę zbiornika. W roku bieżącym budujemy kolejny, jeszcze większy podziemny zbiornik. W roku bieżącym burmistrz Świdnika złoży wniosek do projektu budżetu na rok 2015 o wyasygnowanie kwoty na kolejny fragment kolektora deszczowego, przebiegający pod ulicami Kusocińskiego i Krępiecką. Z uwagi na istniejące systemy pod tymi ulicami, trzeba kolektor obniżyć, wybudować przepompownię. Jest to duże przedsięwzięcie, ale zdecydowaliśmy, by z tego zbiornika jak najszybciej odprowadzać wody deszczowe do zbiornika retencyjnego, który będzie wybudowany na granicy gminy Mełgiew i Świdnik. Ze względu na specyficzne warunki geologiczne miasta, zamówiliśmy specjalistyczną koncepcję odprowadzenia wód deszczowych na terenie Świdnika, z analizą zagrożeń i zagospodarowania tych wód w taki sposób, aby nie spływały do niecki, tylko wcześniej w innych miejscach były wchłaniane bądź przetrzymywane. Taki raport otrzymaliśmy i realizujemy. Oczywiście też etapami, bo nie jesteśmy w stanie wybudować całego systemu. Niemniej powstały różne fizyczne bariery zatrzymujące wodę. Na przykład, przy ulicy Racławickiej, funkcjonują klapy zwrotne przy studniach. Uniemożliwiają wypływanie wody z kanalizacji deszczowej, znajdującej się przy ulicy Racławickiej i Kosynierów bezpośrednio do ul. Głogowej i Kalinowej, odprowadzając ją w kierunku kolektora przy ul. Krępieckiej.

• Jakie jeszcze zalecenia znalazły się w zamówionej koncepcji?

– Przy przebudowie starych ulic i budowie nowych odciążamy stary system kanalizacji deszczowej, budując studnie chłonne. Ten system wspomagający pozwala odprowadzać wody deszczowe bezpośrednio do gruntu. Rok temu zrobiliśmy to przy ul. Kruczkowskiego, Bankowej. W tym roku będziemy budować nowy system kanalizacji deszczowej przy Kopernika, Kilińskiego i Środkowej. Tam też powstaną studnie chłonne. Ponadto mamy zaprojektowane zbiorniki retencyjno-chłonne na terenie byłego Gimnazjum nr 2, które powinny odbierać część wody z północnej części miasta. Trzeba powiedzieć jasno, że wszystkie czynności związane z gospodarką wód deszczowych są bardzo kosztowne. Przypomnę, że ten projekt z kosztorysem 1mln 200tys. zł nie zyskał uznania radnych. Czeka na realizację w kolejnych etapach. Wykonujemy również inne czynności. Gdy prywatni inwestorzy chcą wznosić budynki użytkowe, zwracają się do nas z prośbą o wyrażenie zgody na podłączenie się do kanalizacji deszczowej. Stawiamy im wtedy pewne warunki do spełnienia. Przede wszystkim, żeby inwestor zagospodarował 50 proc. wody deszczowej we własnym zakresie, na przykład poprzez budowę studni chłonnej lub budował zbiorniki, które zatrzymają jak największą ilość wody. Nie może ona spływać z dachów bezpośrednio do kanalizacji deszczowej.

• Mieszkańcy muszą sobie też uświadomić, że minimalizowanie skutków podtopień w dużej mierze zależy od nich i gospodarzy budynków….

– Oczywiście. Gmina ma zawartą umowę na konserwację bieżącej kanalizacji deszczowej i jej monitoringu. Czyścimy rury, kratki, osadniki przy wejściach do kanalizacji. Brak tych prozaicznych czynności ogranicza działanie systemu. Na przykład skoszona trawa też w znacznym stopniu zapycha kratki. Zalecamy więc ją zbierać. Obowiązek zabezpieczania terenów przed napływem wód spoczywa nie tylko na gminie, ale na każdym właścicielu nieruchomości. Poza tym, jeżeli nie da się zabezpieczyć zagrożonego zalaniem parkingu, to należy poinformować użytkowników o możliwości powstania szkód. Pragnę podkreślić raz jeszcze, że obowiązki przeciwdziałania zalewaniu nieruchomości przez wody opadowe spoczywają również na właścicielach nieruchomości, w tym na Spółdzielni Mieszkaniowej. Właściciele winni ocenić, co mogą zrobić na terenie, którym dysponują, by skutki zalania ograniczyć. Można, na przykład, izolować ściany fundamentów budynków, montować klapy zwrotne, zamurowywać okienka do piwnic, zastępując je innymi systemami izolacji. Można budować studnie chłonne, zbiorniki odprowadzające i muldy podłużne. Z informacji otrzymanych ze Spółdzielni Mieszkaniowej wiemy, iż część tych prac jest wykonywana.

• Wśród wielu mieszkańców, zwłaszcza Spółdzielni Mieszkaniowej pokutuje przekonanie, że kolektor rozwiąże wszystkie problemy związane z podtopieniami.

– Sentencja na koniec koncepcji zagospodarowania wód deszczowych mówi otwarcie, że nawet gdy wykonamy wszelkie czynności, to system tylko zminimalizuje skutki lokalnych podtopień, ale ich nie zlikwiduje. Ta uwaga dotyczy również nowego kolektora, który budujemy. On tylko usprawni i przyspieszy odprowadzenie wód opadowych, ale nie zlikwiduje zagrożeń. Pamiętam ulewę sprzed kilku laty, kiedy opady sięgały w krótkim czasie poziomu 90-100 mililitrów na mkw. Nigdy nie doświadczyliśmy wysokości 150 mililitrów. A mogą dotknąć nas jeszcze bardziej ekstremalne opady. Podczas ostatniego zalania zauważyliśmy, że wszystkie nasze przedsięwzięcia, które realizujemy przynoszą pewien efekt. Wody opadły szybciej niż przed wybudowaniem tych systemów. Zakończenie inwestycji na pewno jeszcze zminimalizuje skutki podtopień. Jeżeli wybudujemy tegoroczny odcinek kolektora o długości 300 metrów i wartości ponad 1 mln zł, będziemy dysponować kilometrowym odcinkiem systemu. To jednak sporo miejsca na zatrzymanie ogromnej ilości wody. Będziemy się łączyć z istniejącym już systemem w wąwozie między osiedlem Brzeziny I a Brzeziny II, pod ul. Hryniewicza, w kierunku „okrągłego” kościoła. Myślę, że po wybudowaniu tego odcinka zostaną zmniejszone skutki lokalnych podtopień przy ul. Modrzewiowej i Kalinowej. Zrozumienie sytuacji wśród mieszkańców jest także coraz większe. Ludzie przygotowują się sami, spółdzielnia dysponuje workami z piaskiem. Przede wszystkim obowiązuje system wczesnego ostrzegania. Gmina bezpośrednio przekazuje informacje o prognozach atmosferycznych Spółdzielni Mieszkaniowej oraz przedsiębiorstwu Pegimek, które jest zarządcą wielu wspólnot mieszkaniowych. Właściciele terenów dostają informacje meteo, jest więc czas na przygotowanie się przed ulewą. Istnieje cały szereg czynności, które wspomagają nasze działania. W roku ubiegłym Zakład Hydrologii UMCS przeprowadził obserwację dynamiki spływu wody kanałem burzowym z obszaru naszego miasta. Podstawę obserwacji stanowiły dane z automatycznego deszczomierza oraz rejestratora stanu i natężenia przepływu wody umieszczonego w końcowym odcinku kanału burzowego. W okresie badań, czerwiec – lipiec, stwierdzono ciągły odpływ wody z kolektora, a jego wielkość była uzależniona od natężenia i czasu trwania opadów. Zlewnia miejska szybko reagowała na zasilanie, gdyż odpływ wezbraniowy pojawiał się po 10-30 minutach od rozpoczęcia opadów, w zależności od natężenia deszczu, a kończył się po 2-3 godz.

• Czy znane są już perspektywy otrzymania zewnętrznych środków na budowę kolektora?

– Decyzję poznamy jesienią tego roku. Jeżeli wsparcie zewnętrzne będzie możliwe, to tempo prac nabierze szybkości. Pokusilibyśmy się o realizację inwestycji w określonym czasie, a nie jak dotychczas etapowo. Jeżeli się nie uda, to i tak będziemy w przyszłym roku starali się budować kolejny element systemu. Na pewno taki wniosek burmistrz zgłosi do projektu budżetu.

• Dziękuję za rozmowę.

słs

Last modified: 29 czerwca 2020