Dajemy innym radość

Autor: |

Ona – bardzo dobrze zorganizowana, uwielbiająca pracę z ludźmi i mocno stąpająca po ziemi. On – z głową pełną pomysłów, pełen optymizmu i zawsze w biegu. Karolina Kobiałka i Kuba Szczuka razem tworzą świetnie uzupełniający się duet. Wspólnie prowadzą agencję eventową Flame, która dba, by kameralna, rodzinna uroczystość była dla jej uczestników niezapomnianym przeżyciem, a podczas dużego eventu nie zabrakło dobrej rozrywki.

– Jak powstała Wasza agencja eventowa?

Karolina Kobiałka: Wcześniej mieszkałam w Warszawie, gdzie pracowałam w innej branży. Animacje dla dzieci były dla mnie tylko dorywczą pracą. W końcu jednak zdecydowałam się rzucić wszystko i wrócić do Świdnika. Przypadkiem, po latach, wpadliśmy na siebie z Kubą.Od słowa do słowa wymieniliśmy pomysły. To była spontaniczna decyzja. Nie mieliśmy żadnego planu, po prostu zaczęliśmy działać.Pozyskaliśmy dotację, za którą kupiliśmy pierwszy sprzęt, między innymi dmuchane zamki dla dzieci.

Kuba Szczuka: To był całkowity przypadek. Całe życie byłem związany z fotografią. Kiedy tylko miałem możliwość, zajmowałem się też grafiką komputerową. Mam za sobą również wiele innych zajęć, między innymi budowę, elektrykę i przedstawicielstwo handlowe.Kiedy się spotkaliśmy, zaczęliśmy rozmawiać o powrocie Karoliny do Świdnika i założeniu własnego biznesu. Powiedziałem, że gdyby potrzebowała wsparcia przy robieniu zdjęć czy plakatów, to chętnie pomogę i tak się zaczęło.

– Pamiętacie pierwszą, wspólnie zorganizowaną imprezę?

K. K.: Te pierwsze były bardzo kameralne. Wystawialiśmy dmuchane zamki dla dzieci na komuniach, weselach czy urodzinach. Pierwszą imprezą, taką naprawdę na szeroką skalę, były ubiegłoroczne Międzynarodowe Zawody Balonowe w Nałęczowie. Odpowiadaliśmy za całą strefę rozrywki dla najmłodszych i młodzieży. Przewinęło się przez nią tysiące osób. To były trzy dni ciężkiej pracy, które dały nam kopniaka do dalszych działań.

– Obsługa takiego wydarzenia musiała być stresująca.

K. K.: Dla mnie bardzo, ale muszę przyznać, że denerwuję się przed każdą imprezą. Mamy świetną ekipę, która obsługuje z nami różne wydarzenia. To naprawdę fajni ludzie, czują się odpowiedzialni za to, co wspólnie robimy. Są naszymi przyjaciółmi. Wśród nich znajdują się animatorzy, którzy zajmują się malowaniem buzi, zaplataniem warkoczy, skręcaniem balonów w różne figurki czy instruktorzy tańca, zumby. Sama też staram się przy tym pomagać, aczkolwiek podczas wydarzeń na dużą skalę mam nieco inne obowiązki. W naszej drużynie są też osoby zajmujące się obsługą techniczną dmuchanych zamków i wszystkich sprzętów. Wiemy, że możemy im zaufać.

K. Sz.: W tym samym czasie, kiedy organizowaliśmy imprezę w Nałęczowie, nasi pracownicy realizowali inne zlecenia. Nie musieliśmy się o nic martwić, bo zawsze wykonują wszystko na najwyższych obrotach, od A do Z. Prawdę mówiąc, to nie tylko nasi pracownicy, ale i przyjaciele, na których zawsze możemy liczyć.

– Wspomnieliście o atrakcjach dla dzieci. A co przygotowujecie dla dorosłych? Czy oni także znajdą coś dla siebie?

K. K.: Oczywiście, pierwszym przykładem jest Mash Machine. Właściwie jesteśmy w stanie zorganizować każdą imprezę. Możemy zapewnić pokaz barmański, fotobudkę, gry terenowe.

K. Sz.: Wszystko zależy od charakterów naszych klientów. Są osoby, które lubią podczas takich imprez po prostu posiedzieć przy stole i na przykład, obejrzeć pokaz magii. Inne z kolei wolą wybrać się w teren, by zagrać w grę, pobiegać, a następnie wrócić, by wziąć udział w imprezie w lokalu.

K. K.: Na tym tak naprawdę opierają się eventy dla dorosłych. Kiedy firmy dzwonią do nas ze zleceniem albo ogłaszają przetarg, mają już wizję, którą chcą zrealizować. W imprezach dla dzieci pracujemy twórczo. Możemy zorganizować dla nich warsztaty, zabawy, innowacyjne gry czy rozłożyć dmuchańce.

– Co jest dla Was większym wyzwaniem: wydarzenie dla dzieci czy impreza firmowa?

K. Sz.: Według mnie event dla firmy jest łatwiejszy do zorganizowania, bo znam wymagania klienta. Podchodzę do niego tak, jak chciałbym, żeby ktoś podchodził do mnie. Staram się wykonać swoje zadanie najlepiej, jak mogę.

K. K.: Imprezy dla dzieci są chyba przyjemniejsze, bo najmłodszych cieszy wszystko. Trudno jednak porównywać te dwa rodzaje wydarzeń. Lubię zorganizować wieczorny bankiet, ale też spędzić czas malując dziecięce buzie czy pouczając je, by nie skakały ze zjeżdżalni.

– Jak Waszą pracę oceniają klienci? Docierają do Was jakieś komentarze?

K. K.: Nie chciałabym słodzić… Próbuję znaleźć słowa krytyki, które usłyszeliśmy. Na pewno takie były, ale myślę, że szybko wdrożyliśmy je w życie, bo kompletnie ich nie pamiętam… Szczerze mówiąc, po każdej imprezie otrzymujemy referencje. Zdobywamy je, więc chyba nikt nie ma do nas żadnych zarzutów. Jesteśmy osobami, które nie wchodzą w konflikty. Zawsze dajemy z siebie 100 procent.

– Jesteście w branży już od jakiegoś czasu. Na pewno są rzeczy, które początkowo robiliście inaczej niż dziś.

K. K.: Wcześniej wszystko robiliśmy razem. Teraz podzieliliśmy się obowiązkami. Każde z nas lepiej odnajduje się w innej części działalności, dlatego nie chcemy się sobie wtrącać. Oczywiście zawsze służymy sobie radą i wsparciem.

K. Sz.: Ja zajmuję się stroną techniczną imprezy, a Karolina organizacyjną.

K. K.: Nie tykam się sprzętów, bo stresowałabym się, że coś źle podłączę albo przestanie działać. Wolę zostawić to Kubie, który zna się na tym o wiele lepiej.

– Każde organizowane przez Was wydarzenie wygląda inaczej. Skąd czerpiecie inspiracje?

K. K.: Jesteśmy młodzi i lubimy brać udział w różnych imprezach. Chcemy organizować eventy, na których sami dobrze byśmy się bawili. Nie lubię czegoś kopiować. Wiadomo, że są takie elementy, jak na przykład dmuchane zamki, które oferuje wiele agencji. Mają je również osoby prywatne. Zależy mi jednak na tym, żebyśmy się wyróżniali, dlatego kupiliśmy Mash Machine.

– Czym jest to urządzenie?

K. Sz.: To interaktywny stół, na którym można stworzyć własny utwór. Na Mash Maschine leżą specjalne klocki, do których przypisane są różne dźwięki. Im więcej ich na stole, tym bardziej różnorodna wychodzi piosenka. W jednym czasie może korzystać z niego kilka osób. Na pewno spodoba się dorosłym, ale też dzieciom.

– Na rynku działa wiele agencji eventowych. Co Was wśród nich wyróżnia?

K. K.: Myślę, że przede wszystkim podejście. Nie lubimy działać według schematu, a praca sprawia nam ogromną przyjemność.Często robię wszystko na odwrót, na przekór innym.

K. Sz.: Zdarza się, że organizator wydarzenia, w którym uczestniczymy, zakłada, że przyjdzie na nie kilka tysięcy osób, jednak jest ich o wiele mniej. Nie mamy do niego o to pretensji. Po prostu działamy dalej i organizujemy zabawy dla tych, którzy są obecni. Dzięki takiej postawie udało nam się nawiązać współpracę z ważnym klientem i otrzymaliśmy zlecenie w Świnoujściu.

K. Sz.: Łapiemy kontakty. Na imprezie nie potrafimy siedzieć w jednym miejscu, kiedy wokół nas rozstawione są inne stanowiska. Nawiązujemy nowe znajomości, zawsze staramy się być na luzie. Proponujemy pomoc, jeśli widzimy, że ktoś jej potrzebuje.

K. K.: Co nas jeszcze wyróżnia? Mam wrażenie, że zdarza się, że pchamy się drzwiami i oknami. Nie wiem, czy inne agencje też tak postępują, ale jeśli mi na czymś zależy, dążę do celu i nie odpuszczam. Gdyby rok temu ktoś zapytał mnie, czy zrobimy dużą, międzynarodową imprezę, powiedziałabym, że nie. Okazało się jednak, że jesteśmy w stanie ją udźwignąć i że całkiem nieźle nam to wychodzi. Nie słyszeliśmy żadnych zażaleń. Wróciliśmy z niej zadowoleni. Po kilku dniach zrobiliśmy też festiwal disco polo, jedzenia i piwa oraz zakończenia wakacji na zamku pod Krakowem. To duże imprezy, z którymi również sobie poradziliśmy.

K. Sz.: Jeśli będzie taka potrzeba, obsłużymy imprezę na kilkanaście tysięcy osób. Jednak, jeśli ktoś zechce zorganizować dla dziecka urodziny w przydomowym ogródku, to też się tego podejmiemy. Nasze animatorki wymyślą zabawy, pomalują uczestnikom buzie, zrobią figurki z balonów. Chcemy, żeby ludzie kojarzyli nas z dobrą zabawą.

– Przeglądając Wasz profil na Facebooku, dowiedziałam się, że zajmujecie się także sesjami zdjęciowymi.

K. Sz.: Pandemia zmusiła nas do szukania nowych możliwości. Imprezy na razie się nie odbywają, a że od dziecka robię zdjęcia, postanowiłem wykorzystać tę umiejętność w naszej działalności. Na pomysł wpadła Karolina. Znalazła lokal, w którym urządziliśmy studio na świąteczne sesje.

K. K.: Ten pomysł całkiem fajnie chwycił. To plan, który chcielibyśmy realizować w najbliższym czasie. Być może na stałe wejdzie do naszej oferty. Czas pokaże. Kuba jest również autorem zdjęć, które można znaleźć na naszej stronie www.flameevent.pl. Naprawdę lubi i potrafi to robić.

– Gdyby nie agencja, co byście robili?

K. K.: Na pewno nie siedziałabym za biurkiem. Chciałabym dalej pracować z najmłodszymi, bo to daje mi radość. Nawet teraz, mimo że prowadzę agencję, pracuję w przedszkolach, gdzie uczę dzieci tańczyć. Nigdy tak naprawdę nie zastanawiałam się nad tym. Kiedy postanowiłam wszystko zmienić i wrócić do Świdnika, to był mój pomysł na życie.Cały czas go realizuję. Lepiej, gorzej, ale dążę do doskonałości. To sprawia mi przyjemność. Jest czymś, w czym czuję się spełniona.

K. Sz.: Pewnie coś związanego z fotografią, ale życie lubi zaskakiwać. Nigdy nic nie wiesz.

– Jakie macie plany na przyszłość?

K. Sz.: Na razie chcemy przetrwać i jak najszybciej wrócić do normalnej pracy. Wtedy będziemy mogli zacząć planować. Zaledwie miesiąc po zakupie Mash Machine, pojawiła się pandemia. Tak naprawdę nie zdążyliśmy się nią jeszcze nacieszyć.

K. K.: Przez rok nie mieliśmy zbyt wielu możliwości rozwoju. Ten czas jest dla naszej branży, ale nie tylko,trudny. Ubiegłoroczny czerwiec, powrót do normalności i organizacja imprezy w Nałęczowie, pociągnęła za sobą kilka dużych zleceń. Dzięki temu rozwinęliśmy skrzydła. Teraz znów jesteśmy zamknięci, ale wierzę, że wrócimy do normalnego życia. Ludzie są spragnieni zabawy. Plan na ten rok? Mamy dużo zarezerwowanych terminów, zarówno na imprezy rodzinne, jak i większe, na które powoli zaczynają pojawiać się przetargi. Wszystko jednak, ze względu na pandemię, stoi pod znakiem zapytania.

– Czego Wam życzyć?

K. K.: Wielu imprez i zajętych weekendów – to tak zwyczajnie brzmi.

K. Sz.: Dokładnie, dla nas weekend zaczynał się w niedzielę wieczorem, kiedy rozpakowywaliśmy cały sprzęt po imprezie. Potem odsypialiśmy i regenerowaliśmy siły, by od czwartku znów zacząć szykować się do kolejnych wydarzeń.

Agata Flisiak

Więcej informacji o agencji eventowej Flame można znaleźć na stronie www.flameevent.pl, na fanpagu na Facebooku: www.facebook.com/flame.eventy oraz na Instagramie: www.instagram.com/flame.eventy.

Last modified: 6 kwietnia 2021