Rocznica pamiętnych spacerów

Autor: |

5 lutego przypada trzydziesta druga rocznica świdnickich spacerów, niezwykłej formy protestu mieszkańców naszego miasta przeciw wprowadzeniu stanu wojennego i kłamstwom reżimowej propagandy. W porze nadawania Dziennika Telewizyjnego, świdniczanie spontanicznie przemierzali ówczesną ulicę Sławińskiego, dając wyraz swojego oburzenia. Przypominamy, co o spacerach mówili ich uczestnicy.

Urszula Radek: – Spacery zaczęły się 5 lutego w godzinie emisji Dziennika Telewizyjnego. Licznie przybyli mieszkańcy chodzili główną ulicą Sławińskiego, dzisiejszą Niepodległości. Paradoksalnie tuż pod okiem władz, ludzie wymieniali między sobą bieżące informacje. Już następnego wieczora również licznie przybyła Milicja Obywatelska, manifestując swoją władzę. MO i Urząd Bezpieczeństwa wyłapywały z tłumu ludzi, a następnie osadzały w aresztach 48 godzinnych. W związku z oporem stawianym w mieście, wygaszano światła, odcinano prąd czy telefony. Aby zwalczyć demonstracje spacerowe, w Świdniku wprowadzono godzinę milicyjną od 19.30 – najwcześniej w całej Polsce.

Wiesław Zakrzewski: – Bardzo dobrze pamiętam spacery. Wychodziłem sam. Żona pracowała w sklepie, więc o tej porze nie było jej jeszcze w domu. O takiej formie protestu dowiedziałem się od sąsiada Sławka Łuczaka, który działał w Solidarności. Kiedyś tak się śpieszyłem, że zostawiłem na włączonej kuchence topiącą się słoninę. Po powrocie w domu było czarno od dymu, a skwarki spaliły się na węgiel. Milicja i ZOMO bacznie obserwowali spacerujących ul. Sławińskiego. Dostałem nawet ostrzeżenie od znajomego milicjanta, który rozpoznał mnie, przeglądając filmy kręcone przez bezpiekę. Filmowali uczestników spacerów, by później ich karać. Nie przestraszyło mnie to i chodziłem do końca. Opowiadam synom o tamtych wydarzeniach i ludziach, którzy w nich brali udział. Chciałbym, aby pamięć o nich przetrwała. Rodzice powinni mówić dzieciom o patriotycznej postawie mieszkańców naszego miasta. Bardzo się cieszę z widoku młodzieży uczestniczącej w lokalnych obchodach rocznic wydarzeń lat 80.

Teresa Nowak: – Działałam w Solidarności, więc oczywiście brałam udział w spacerach. Przed wyjściem z domu, wystawialiśmy telewizory w oknach. Zwykle z grupą znajomych wychodziliśmy na ul. Sławińskiego. Nasza trasa biegła od kina do skrzyżowania z ul. Kosynierów. Czy baliśmy się? Nie, bo w grupie stanowiliśmy siłę. Mieszkałam nad siedzibą milicji, więc znałam z widzenia tajniaków i pewnie oni mnie też kojarzyli. Nie ukrywałam się, szłam dumna, że mogę razem z innymi zaprotestować przeciw działaniom władzy, treściom przekazywanym przez reżimową telewizję. Mój syn, wtedy uczeń Zespołu Szkół Technicznych, również brał udział w spacerach. Myślę, że teraz za mało się mówi o tamtych latach. Młodzi ludzie niewiele wiedzą o Solidarności, stanie wojennym czy świdnickich spacerach.

Zbigniew Biały: – Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Rzeka spokojnie spacerujących ludzi w mroku beznadziei i niepewności, którą zaserwował nam komunistyczny reżim. Odczuwałem to jako zarówno manifestację szczególnie dezaprobaty wobec ówczesnej władzy, jak i telewizji, która w sposób bardzo zafałszowany i spreparowany przekazywała obraz rzeczywistości. Stąd wzięło się wystawianie odbiorników telewizyjnych w oknach przy ulicy dawnej Sławińskiego, a dzisiejszej Niepodległości. Przodowali w tym mieszkańcy mieszkań na parterze. To było coś niezwykłego i wcześniej niespotykanego. Co mnie do dziś zdumiewa – dało się wtedy odczuć wiele wzajemnej sympatii, życzliwości i solidarności mieszkańców Świdnika, czyli to, czego dziś w kontaktach, w dużej mierze nam brakuje. Ponadto dała się zauważyć jednolitość społeczeństwa. Połączył nas wspólny wróg, przeciwko któremu występowaliśmy. Dziś go nie mamy i chyba najwyraźniej w społeczeństwie polskim łatwiej jest budować jedność na zasadzie walki z wrogiem, niż na zasadzie znalezienia pozytywnego celu, do którego konsekwentnie możemy dążyć. Wtedy walka ze złem uosabianym przez Związek Radziecki była jednoznaczna. Spacerowali wszyscy – młodzi, starzy, a nawet ci, którzy mieli problemy z poruszaniem się

Prezentujemy Państwu również słowa śp. ks. Hryniewicza który przez wiele lat prowadził kronikę parafii NMP Matki Kościoła w Świdniku:

– Lud świdnicki był jednak niespokojny, zaczęły ukazywać się biuletyny, rozlepiano i rozrzucano ulotki, robiono napisy na murach, chodnikach, jezdni – na tej ostatniej dużymi kolorowymi literami trudnymi do zmycia. Szczególną formą protestu były „wieczorne Spacery” – mianowicie gdzieś w styczniu 1982 r. jak na zamówienie o godz. 19:30 a więc w czasie nadawania dziennika telewizyjnego mieszkańcy Świdnika wychodzili na ulicę, podążali na główną arterię ul. Sławińskiego, wychodzono całymi rodzinami – mąż, żona, młodzież, dzieci małe, dzieci w wózkach. Na wyższych piętrach ustawiano włączone telewizory w oknach, by program swój nadawały w kosmos. Na spacerze zaś spotykali się znajomi, przyjaciele, zachowywali się z wyszukaną kurtuazją – nieznajomi stawali się przyjaciółmi. Spektakl kończył się równo z zakończeniem dziennika TV – czyli o godz. 20:00. Władzom to ogromnie nie podobało się, nawoływano do zaniechania w zakładach pracy, w biurach, w ogłoszeniach oraz przez megafony uliczne. Żaden z tych sposobów nie skutkował. Ktoś z władzy wpadł na pomysł i dla Świdnika przyspieszono godzinę policyjną na 19:00 – ale jak za pociągnięciem sznurka, Świdnik wyszedł na spacer o godz. 18:30 w jeszcze większej liczbie, a co gorsze „zaraza” zaczęła przenosić się na Lublin. Postanowiono z tym skończyć, choćby przy użyciu siły. Teraz wystarczyło zboczyć ze Sławińskiego obok pierwszego lepszego bloku a natychmiast wyrastały ukryte w cieniu nocy postacie Zomowców. Sprowadzono też oddziały zmechanizowane, gaz i armatki wodne stały w pogotowiu, czekano na sygnał ataku. Byłem przekonany, że atak lada chwila nastąpi, będą represje i będą znowu nowe ofiary. Wobec tego w jedną z niedziel wystosowałem gorący apel o zaprzestanie „Spacerów” – i spacery ustały. Miałem ku temu następujące powody:

1) Unikniemy represji i nowych ofiar,
2) Ludzie wyjdą z honorem, bo nie na skutek gróźb przeciwnika, lecz na interwencję Kościoła akcji zaprzestaną,
3) Po raz tysięczny pokażemy kto ma „rząd dusz”.

Do ludzi wołałem: okazaliście protest, okazaliście jakże wymownie co myślicie o naszej rzeczywistości, ale jak każda rzecz ludzka ma swój początek i koniec mieć musi.

Spacery ustały 14 lutego po apelu ks. Jana Hryniewicza.

Film o wydarzeniach sprzed 32 lat przygotował Paweł Łuciuk:

 

Więcej informacji na temat „Świdnicki Spacerów” na stronie Świdnik na kartach historii.

 

Last modified: 29 czerwca 2020

Zmień język »