Kal - Świdnik - wysokich lotów

niedziela, 27 maj 2018 10:50

Nie będzie pieniędzy dla powiatu

Starostwo samo będzie musiało znaleźć środki na budowę hali sportowej i remont ul. Racławickiej. Przedstawiciele ratusza odpowiedzieli odmownie na prośbę szefa powiatu o przekazanie 3 mln zł na oba przedsięwzięcia. Władze miejskie tłumaczą w przesłanym piśmie, że są w trakcie ogromnych inwestycji i tuż przed rozpoczęciem kolejnych. Dodają również, że wielokrotnie wspierali powiat finansowo, ale tym razem muszą skupić się na własnych przedsięwzięciach.

Pod koniec kwietnia, świdnicki starosta zwrócił się do władz miejskich z prośbą o dofinansowanie dwóch potężnych inwestycji powiatowych. Jedną z nich jest powstająca właśnie hala sportowa przy I Liceum Ogólnokształcącym. Inwestycja ma w sumie kosztować ponad 6 mln zł i zostać zakończona w czerwcu. Starosta wnioskował o miejskie wsparcie dla tego przedsięwzięcia w wysokości 1,5 mln zł. W tym samym piśmie zwracał się o przekazanie identycznej kwoty na rozpoczynającą się przebudowę ul. Racławickiej. Szef powiatu argumentował swoją prośbę potrzebą wykonania obu zadań i korzyściami, jakie ich powstanie przyniesie również mieszkańcom Świdnika.

Przedstawiciele ratusza nie ukrywali zdziwienia otrzymanym pismem. Tym bardziej, że wpłynęło już w trakcie roku budżetowego.

- Obie inwestycje są w trakcie realizacji i nagle okazuje się, że brakuje pieniędzy na ich wykonanie. Przypominam również, że trwa rok budżetowy, każdy samorząd ma już zaplanowane inwestycje i podzielone środki - mówiła Ewa Jankowska, sekretarz miasta.

Starosta nie ukrywał z kolei zdziwienia burzą, która rozpętała się po jego piśmie.

- Nie ma w tej sprawie drugiego dna. Wielokrotnie zwracaliśmy się do samorządów o wsparcie naszych inwestycji już po ich rozpoczęciu - zapewniał Dariusz Kołodziejczyk, starosta świdnicki.

Zaznaczał również, że nawet bez miejskiego wsparcia, pieniędzy na inwestycje nie zabraknie.

- Przedłożyliśmy władzom miasta naszą prośbę. Jeśli otrzymamy wsparcie finansowe, będziemy się cieszyli. Jeśli nie, pod znakiem zapytania mogą stanąć nasze kolejne plany na terenie Świdnika. Przypomnę tylko, że złożyliśmy również wnioski do urzędu wojewódzkiego o dofinansowanie przebudowy al. Armii Krajowej i ul. Gen. Maczka - tłumaczył D. Kołodziejczyk.

Miejskie inwestycje priorytetowe

W minionym tygodniu do starostwa została przesłana odpowiedź. Zastępca burmistrza, Michał Piotrowicz nie pozostawia władzom powiatu złudzeń co do finansowego wsparcia ich inwestycji.

„Jakkolwiek uznaję Państwa prośbę za ważną, to ze względu na przytoczone fakty, ograniczone środki finansowe oraz poszukiwanie przez Gminę Miejską Świdnik innych źródeł finansowania na realizację inwestycji niż środki własne, z ewentualnym zaciągnięciem kredytu włącznie, nie mamy możliwości udzielenia Powiatowi Świdnickiemu wnioskowanego wsparcia. Wierzę jednak, że znajdą Państwo sposób na pozyskanie potrzebnych środków” - można przeczytać w przesłanym piśmie.

Przedstawiciele miasta tłumaczą również, że w tej chwili rozpoczynają jedną z największych inwestycji w historii Świdnika, czyli budowę ul. Kusocińskiego, która jest drogą powiatową. Do środków unijnych, zdobytych na jej realizację, muszą dołożyć blisko 8 mln zł wkładu własnego. Przekażą również starostwu 2,8 mln zł na wykup potrzebnych pod jej budowę terenów. Dodatkowo przypominają, że od 2009 roku ratusz przekazał powiatowi dotacje o wartości 6,4 mln zł. Pieniądze poszły na budowę ronda łączącego al. Jana Pawła II z al. Lotników Polskich, przebudowę tej drogi i wykonanie wzdłuż niej chodników i ścieżki rowerowej.

sobota, 26 maj 2018 12:46

Najlepiej bez samochodu

W drugi weekend czerwca do naszego miasta może zjechać nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Goście pokazów lotniczych będą mogli dojechać z Lublina nie tylko komunikacją miejską, ale również pociągiem. Organizatorzy zachęcają również tych, którzy mają najbliżej do przyjścia na piechotę albo do przyjechania rowerem.

Tak dużego wydarzenia nie było w Świdniku od dawna. Organizatorzy przewidują, że podczas Świdnik Air Festival (ZOBACZ: Czas na Air Festival - program), każdego dnia może odwiedzić nasze miasto nawet 30 tys. osób. Tak wielka liczba gości na pewno spowoduje problemy z poruszaniem się, zwłaszcza ulicami dojazdowymi do lotniska trawiastego. Nie każdy musi jednak przyjechać samochodem. Tym bardziej, że organizatorzy zadbali również o możliwość dostania się do Świdnika komunikacją zbiorową.

- W związku z wydarzeniem, w dniach 9 i 10 czerwca, oprócz stałych połączeń miejskich, które kursować będą według normalnego rozkładu, zostanie uruchomiona dodatkowa linia autobusowa „Świdnik Air Festival” - mówi Adam Żurek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury.

Specjalna linia będzie wyjeżdżać z ul. Lubelskiego Lipca 80 (w rejonie basenów Aqua Lublin). Natomiast końcowy przystanek będzie miała w Świdniku przy ul. Racławickiej (sąsiedztwo Domu Rzemiosła).

Na tym jednak nie koniec. Już wiadomo, że na czas trwania festiwalu zostanie zwiększona ilość i wielkość składów pociągów Polregio. Organizatorzy zachęcają do korzystania z tego środka transportu, tym bardziej, że pasażerowie mają pewność, iż nie utkną w korku. Dodatkowo wysiądą na stacji Świdnik - Miasto, która znajduje się w odległości ok. 150 metrów od głównego wejścia na teren pokazów. Rozkłady, zarówno kolejowy, jak i festiwalowej linii miejskiej, zostaną podane 4 czerwca.

Organizatorzy proszą również osoby, które mieszkają blisko lotniska, żeby na pokazy przyszły piechotą albo przyjechały rowerami. Na miłośników jednośladów będzie czekał przed wejściem specjalny parking.

piątek, 25 maj 2018 09:40

Nowe drogi już za chwilę

Przetarg został rozstrzygnięty. Na trzy świdnickie ulice już niedługo wejdą ekipy budowlane. W ciągu pięciu miesięcy na ul. Hallera, Brzegowej i Akacjowej pojawi się nowa nawierzchnia.

W kwietniu Urząd Miasta ogłosił przetarg na remont ulic: Hallera, Akacjowej i Brzegowej. W przypadku pierwszej z nich chodzi o wymianę nawierzchni na 270-metrowym odcinku i zastąpienie obecnego, zniszczonego asfaltu, kostką brukową. Z tego samego materiału zostanie ułożony 412-metrowy fragment ul. Akacjowej. Najdłuższy odcinek przeznaczony do remontu znajduje się na ul. Brzegowej. Prace obejmą położenie asfaltu na blisko półkilometrowym fragmencie drogi, od skrzyżowania z ul. Vetterów w kierunku południowym. Na wykonanie wszystkich prac zarezerwowano w budżecie miasta prawie 1,5 mln zł.

Po otwarciu ofert okazało się, że chętni na remont ulic są, choć część wycen przewyższa zarezerwowane na inwestycje kwoty. Problemu nie było w przypadku ul. Brzegowej. Na nowy asfalt zapisano w budżecie 450 tys. zł, natomiast najkorzystniejsza oferta była wyceniona na 350 tys. zł. Sprawa nie była już tak łatwa przy wyborze wykonawców ul. Hallera i Akacjowej. W obu przypadkach złożone oferty cenowe nie mieściły się w zarezerwowanych kwotach.

- Będziemy starali się o dołożenie środków do tych inwestycji i rozstrzygnięcie przetargu - informował Karol Łukasik z Urzędu Miasta. Na majowej sesji urzędnicy zwrócili się więc do radnych o zwiększenie środków na remonty obu ulic.

Zmiany zostały zaakceptowane, dzięki czemu przetarg będzie można zakończyć i podpisać umowy z wykonawcami. Od tego czasu przedsiębiorcy będą mieć cztery miesiące na remont ul. Brzegowej i modernizację ul. Hallera. Prace budowlane na ul. Akacjowej potrwają miesiąc dłużej.

wtorek, 22 maj 2018 11:35

Będą rodzić bez bólu

Upór władz miasta się opłacił. Przedstawiciele powiatu zapewniają, że dołożą wszel­kich starań, aby wprowadzić w świdnickim szpitalu znieczulenie zewnątrzoponowe przy porodach. Z taką inicjatywą wystąpiły władze miejskie, zaproponowały również współfinansowanie tej procedury.

Znieczulenie zewnątrzoponowe stało się już standardem w wielu szpitalach. Świdnicki SP ZOZ na razie jeszcze nie proponuje przyszłym mamom takiej formy łagodzenia bólu. Kilka tygodni temu pojawiła się jednak nadzieja, ponieważ władze miejskie wystąpi­ły do szpitala z propozycją wsparcia przy wprowadzeniu takiej procedury medycznej.

- Chcemy pomóc w sfinansowa­niu wprowadzenia znieczulenia ze­wnątrzoponowego przy porodach. To już standard w wielu placówkach, np. w Lublinie - tłumaczył burmistrz Waldemar Jakson.

Początkowo propozycja ratusza zo­stała przez przedstawicieli szpitala odrzucona. Dyrektor SP ZOZ, Jacek Kamiński wskazywał na problemy przy jej wprowadzeniu i wysokie koszty. Chodziło przede wszystkim o konieczność zatrudnienia anestezjo­logów i pielęgniarek. Przedstawiciele szpitala wstępnie określili dodatkowe koszty na ok. 700 tys. zł.

Władze miasta, mimo takiej odpo­wiedzi, nie chciały rezygnować z szansy wprowadzenia znieczulenia zewnątrzoponowego. Burmistrz prze­słał pod koniec kwietnia pismo do starosty, w którym zwracał się o po­nowne przeanalizowanie sprawy.

- Biorąc jednak pod uwagę wagę problemu i dobro mieszkanek na­szego miasta, liczę na priorytetowe potraktowanie tego tematu - napisał Waldemar Jakson.

W minionym tygodniu odpowiedź dotarła do ratusza i daje nadzieję przyszłym mamom na pozytywne za­łatwienie sprawy.

„Powiat Świdnicki w Świdniku po­dziela pana stanowisko w tym za­kresie i dołoży wszelkich starań, aby wprowadzić taką usługę w szpitalu. Jednocześnie dziękuję za pana apel i chęć wsparcia w tej sprawie. Powiat Świdnicki, w celu zapoznania się ze szczegółami planowanego przedsię­wzięcia i wprowadzenia konkretnych działań, zwrócił się do dyrektora szpi­tala z prośbą o przedstawienie wstęp­nych kosztów wdrożenia standardów znieczulenia zewnątrzoponowego oraz przedstawienia niezbędnych procedur do wprowadzenia ww. znie­czulenia. Jednocześnie zapewniam, że Powiat Świdnicki na bieżąco mo­nitoruje sytuację szpitala i wspiera go dotacjami przeznaczonymi na mo­dernizację oddziałów szpitalnych, w celu poprawy jakości świadczonych usług i zadowolenia pacjentów” - można przeczytać w przesłanym do ratusza piśmie.

Władze miejskie zapewniają, że cieszy ich taka reakcja powiatu.

- To dobra wiadomość, przede wszystkim dla mieszkanek Świdnika. Bardzo ważne jest, aby szpital się zmieniał i mamy mogły korzystać z komfortowych sal i świetnego personelu. Równie waż­ne jest jednak, żeby mogły rodzić bez bólu - dodaje burmistrz Świdnika.

środa, 16 maj 2018 14:56

Akrobacyjni artyści

Dyscyplina, maksymalne skupienie i umiejętności stoją za sukcesem tego zespołu akrobacyjnego. Latają szybko, precyzyjnie i niezwykle widowiskowo. Ich pokazy zapierają dech i są ozdobą każdego wydarzenia lotniczego. Gwiazdą I Świdnik Air Festival będzie Grupa Akrobacyjna „Flying Bulls”.

Historia grupy sięga 1960 roku. Wówczas grupa przyjaciół założyła zespół akrobacyjny Box Trener. Macierzyste lotnisko grupy znajdowało się 100 km od Pragi w Chrudim. Piloci od początku pokazywali ewolucje na najwyższym poziomie i szybko stali się atrakcją wielu wydarzeń nie tylko w Czechosłowacji ale również poza jej granicami. W 1982 roku musieli jednak zawiesić swoją międzynarodową przygodę.

Mimo przerwy, w pilotach nie wygasła miłość do podniebnych ewolucji. Tuż po przemianach politycznych w 1989 roku, zespół się reaktywował, ale jod zmienioną nazwą Unimax Devils. Rok później zespół został przemianowany na Sky Box, od formacji akrobacyjnej, w której cztery samoloty ułożone są w locie w kształt rombu. Grupa szybko zdobywała uznanie już nie tylko w Czechach i w Europie. Jej sensacyjny występ podczas Światowego Grand Prix Lotnictwa w Chinach i Japonii w 1999 roku, przyniósł zespołowi ogromny rozgłos. Podczas wydarzenia „Sky Box” jako pierwszy zespół w historii lotnictwa uzyskał zgodę na przelot przez mierzącą 90 metrów wysokości i 30 metrów szerokości jaskinię w górach Tianmen.

W 2001 roku Sky Box zmienił nazwę na Flying Bulls Aerobatics Team. Tym samym czeski zespół dołączył do rodziny lotniczej Red Bulla. Grupa sięgnęła po najwyższe laury w lotniczej akrobacji. Ruszyła również „na podbój” największych wydarzeń na całym świecie. W 2004 roku grupa przeniosła się z lotnika w Chrudim do obecnej bazy FBAT Jaroměř Josevof. W 2014 roku piloci przesiedli się z samolotów akrobacyjnych Zlin 6-50LX na szaro-niebieskie Xtreme XA-42.

Skład zespołu kilkukrotnie się zmieniał. Obecnie liderem grupy jest Stanislav Čejka, lewoskrzydłowym Jan Rudzinskyj, prawoskrzydłowym Miroslav Krejčí, natomiast zamykającym Jan Tvrdík. Piloci zaprezentują się podczas obu dni Świdnik Air Festival. W ich wykonaniu będzie można zobaczyć wiązankę skomplikowanych i precyzyjnych figur akrobacyjnych.

Pokazy lotnicze odbędą się w Świdniku już 9 i 10 czerwca. Wśród gwiazd lotniczych pojawią się m.in. Artur Kielak, Łukasz Czepiela, Maria Muś, formacje 3AT 3, Cellfast Flying Team, Marek Choim, a także śmigłowce spod znaku PZL-Świdnik, samoloty cywilne i szkoleniowe. W bloku wojskowym będzie można zobaczyć pokazy w wykonaniu Zespołu Akrobacyjnego Biało – Czerwone Iskry i Zespołu Akrobacyjnego „Orlik”. Pokazom będzie towarzyszyła wystawa statyczna, a także strefa zabaw dla dzieci.

wtorek, 15 maj 2018 09:34

Siedmiu chętnych do zarządu

Rada nadzorcza świdnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej czekała do poniedziałku na zgłoszenia kandydatów na prezesa i wiceprezesa. Okazało się, że chętnych nie brakuje. Rozmowy kwalifikacyjne z zainteresowanymi mają się rozpocząć już w najbliższym tygodniu. Nazwiska nowych szefów SM powinny być znane jeszcze w maju.

Wakaty na stanowiskach prezesa i wiceprezesa Spółdzielni Mieszkaniowej pojawiły się w lutym. Wówczas ze swoich funkcji zrezygnowali Marek Słotwiński i Wiesława Wypchło. Do zmian na szczycie doszło za porozumieniem stron, choć przedstawiciele rady nadzorczej nie ukrywali, że mają one związek z kontrolą prowadzoną przez komisję rewizyjną.

- Podczas niej badane były, między innymi, decyzje zarządu pod kątem ich zgodności z dokumentami wewnętrznymi spółdzielni i aktami wyższego rzędu, a także różnego rodzaju dokumentacja techniczna nieruchomości. Komisja rewizyjna stwierdziła istotne i długotrwałe uchybienia w tych obszarach - informował Konrad Sawicki, przewodniczący Rady Nadzorczej.

Do zarządu spółdzielni zostali oddelegowani Jan Pyszniak i Marian Gołębiowski. Obaj są członkami Rady Nadzorczej. Od razu wiadomo jednak było, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Według wstępnych zapowiedzi, nowy zarząd SM miał zostać wybrany w drodze konkursu do 31 maja.

Pod koniec kwietnia rozpoczęły się poszukiwania prezesa i wiceprezesa. Chętni musieli się legitymować wyższym wykształceniem i przynajmniej pięcioletnim stażem pracy, w tym trzyletnim na stanowisku kierowniczym. Kandydaci musieli również znać się na funkcjonowaniu spółdzielni mieszkaniowych, zarządzaniu jej majątkiem i zespołem. Jednym z wymagań było także przygotowanie planu zarządzania i rozwoju Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku.

Rada Nadzorcza czekała na kandydatów do 7 maja. Okazało się, że chętnych do kierowania spółdzielnią nie brakuje.

- Mamy osiem kopert ze zgłoszeniami, po cztery na każde stanowisko - mówił K. Sawicki.

W środę, na posiedzeniu rady nadzorczej, koperty zostały otworzone.

- Po sprawdzeniu złożonych dokumentów okazało się, że jedna kandydatura nie spełnia wymagań formalnych. Do dalszych etapów konkursu zakwalifikowano zatem siedmiu kandydatów. Rozmowy kwalifikacyjne potrwają od 16 do 18 maja, a rozstrzygnięcie konkursu będzie znane najpóźniej w poniedziałek 21 maja - tłumaczy szef Rady Nadzorczej i dodaje, że na tym etapie, nie może ujawnić nazwisk kandydatów.

niedziela, 13 maj 2018 15:41

Szansa dla przyszłych mam

Miasto nie rezygnuje z propozycji współfinan­sowania znieczulenia zewnątrzoponowego przy porodach. Pismo w tej sprawie trafiło tym razem do powiatu. Starosta zapewnia, że nie pozostawił dokumentu bez ciągu dalszego i daje nadzieję przyszłym mamom.

Świdnicki szpital cieszy się ogrom­ną popularnością wśród przyszłych mam. Odbywa się w nim rocznie blisko tysiąc porodów. Władze SP ZOZ zadbały o odpowiednie wa­runki dla rodzących. Od kilku lat regularnie przeprowadzają remon­ty oddziałów i doposażają je w nowoczesny sprzęt. Kilka tygodni temu szef szpitala zwrócił się do władz miasta o wsparcie finansowe w wysokości 50 tys. zł, na remont sal i sanitariatów na oddziale no­worodkowym.

- Bardzo mi zależy, żeby coraz więcej dzieci, w jak naj­lepszych warunkach, przychodziło na świat w naszym mieście. Liczą się konkrety. Dlatego przekażemy pieniądze szpitalowi powiatowe­mu na remont pięciu sal dla mam z noworodkami - mówił burmistrz Waldemar Jakson.

Równocześnie władze miejskie wystąpiły do szpitala z dodatkową propozycją.

- Chcemy pomóc w sfinansowaniu wprowadzenia znie­czulenia zewnątrzoponowego przy porodach. To już standard w wielu placówkach, np. w Lublinie. Dzięki takiemu znieczuleniu, mamy czują się bardziej komfortowo, zmniej­sza się ilość cesarskich cięć, a dzieci rodzą się zdrowsze - tłumaczył W. Jakson.

Szef szpitala zaznaczył z kolei, że wprowadzenie takiego rozwiązania będzie bardzo trudne.

- Problemem oprócz pieniędzy, jest też brak spe­cjalistów – mówił Jacek Kamiński, dyrektor SP ZOZ.

Zgodnie z wstępnymi wyliczenia­mi wprowadzenie znieczulenia ze­wnątrzoponowego kosztowałoby rocznie około 700 tys. zł. Koszty obejmują m.in. stały dyżur lekarza anestezjologa i specjalistycznej pielęgniarki. Szef szpitala w odpo­wiedzi przesłanej do ratusza tłuma­czył również, że mamy rodzące w świdnickiej placówce mogą korzy­stać z innych form łagodzenia bólu, zarówno niefarmakologicznych, jak i farmakologicznych.

Władze miasta nie chcą jednak re­zygnować z szansy wprowadzenia znieczulenia zewnątrzoponowego. Burmistrz Świdnika przesłał pod koniec kwietnia pismo do starosty, w którym zwraca się o ponowne przeanalizowanie sprawy. „Jestem świadom, że jest to zadanie trudne i kosztowne, dlatego też jest po­trzebne wspólne i świadome dzia­łanie dwóch samorządów Gminy Miejskiej Świdnik i Powiatu Świd­nickiego. Biorąc jednak pod uwagę wagę problemu i dobro mieszka­nek naszego miasta, liczę na priory­tetowe potraktowanie tego tema­tu” - napisał Waldemar Jakson.

Starosta świdnicki zapewnia, że nie pozostawił otrzymanego pisma bez dalszego ciągu.

- Poprosiłem dyrektora szpitala o przedstawie­nie wszystkich kosztów wprowa­dzenia znieczulenia zewnątrzopo­nowego. W chwili gdy będziemy je znali, przedstawimy władzom miasta konkretną propozycję do­tyczącą ich współfinansowania. Jeśli podtrzymają swoje deklara­cje, wówczas podejmiemy decyzję o wprowadzeniu tych kosztów do budżetu – tłumaczył Dariusz Koło­dziejczyk.

poniedziałek, 14 maj 2018 08:28

Jak trwoga to do miasta

Przedstawiciele starostwa zwró­cili się do władz miejskich o wsparcie dwóch flagowych inwestycji. Proszą o… 3 mln zł. Pisma w tej sprawie wzbudziły w ratuszu wielkie zdziwienie.

- Mamy do czynienia z sytuacją kuriozalną. Obie inwestycje są już w trakcie realizacji. Dodatkowo trwa rok budżetowy i każdy samorząd już dawno zaplanował wydatki - mówi Ewa Jan­kowska, sekretarz miasta.

Budowa hali sportowej przy I LO w Świdniku ruszyła w 2016 roku. Ze wstępnych informacji wynikało, że inwestycja powinna zostać zamknię­ta pod koniec następnego roku. Już wówczas było jednak widać, że pra­ce nie zakończą się w pierwotnym terminie. We wrześniu zeszłego roku o realność daty jej wykonania pytał radny powiatowy Łukasz Reszka.

- Miałem wówczas niepotwierdzone informacje, że wykonawca zszedł z placu budowy, a w kasie powiatu zabrakło środków na dokończenie hali. Wicestarosta powiatu świdni­ckiego Waldemar Białowąs zapew­niał jednak, że moje „obawy są na wyrost” i że „nie ma żadnych proble­mów” - mówi radny.

Problemy na miliony

Szybko okazało się jednak, że prob­lemy są.

- 26 kwietnia otrzymałem kolejną informację. Tym razem do­wiedziałem się, że zarząd powiatu jednak nie dysponuje pieniędzmi niezbędnymi do zakończenia in­westycji i szuka źródeł jej sfinanso­wania. Dlaczego wtedy nie powie­dziano opinii publicznej prawdy, że nie ma wszystkich pieniędzy na ten cel? Rozpoczynając budowę hali nie zgromadzono wszystkich środków, a nieodpowiedzialna polityka finan­sowa zarządu opóźnia realizację in­westycji - mówi Ł. Reszka.

Okazuje się, że 27 kwietnia do władz miejskich wpłynęło pismo od sta­rosty świdnickiego. Zwraca się on z prośbą o wsparcie budowy hali kwotą 1,5 mln zł. Inwestycja ma w sumie kosztować ponad 6 mln zł, a termin jej zakończenia mija w tym roku. Przedstawiciele powiatu ar­gumentują swoją prośbę potrzebą budowy takiego obiektu i korzyścia­mi, jakie jego powstanie przyniesie również mieszkańcom Świdnika. Dlaczego dopiero na finiszu inwe­stycji postanowili zwrócić się o jej dofinansowanie?

- Nie jest to sytuacja wyjątkowa. Wielokrotnie prosiliśmy samorządy o wsparcie naszych inwestycji już w trakcie ich realizacji - odpowia­da Dariusz Kołodziejczyk, starosta świdnicki.

Okazuje się jednak, że budowa hali to nie jedyne przedsięwzięcie, na które brakuje pieniędzy w kasie starostwa. Kilka dni temu przed­stawiciele powiatu pochwalili się startem przebudowy ul. Racławi­ckiej. Jedna z głównych ulic miasta ma zyskać nową nawierzchnię, ale również chodniki, ścieżki rowero­we i elementy, które zwiększą bez­pieczeństwo ruchu. Powiat uzyskał dofinansowania z rządowego pro­gramu przebudowy dróg lokalnych. Wartość inwestycji opiewa na po­nad 7 mln zł.

- Również 26 kwietnia otrzymałem informację o problemach finanso­wych powiatu przy remoncie ul. Racławickiej. Dzień później do UM wpłynęło pismo ze starostwa w tej sprawie. Do tej pory słyszałem za­pewniania, że na ul. Racławicką uda­ło się pozyskać finansowanie, więc ją zrealizują. Ale widać, że zarząd nie zabezpieczył środków na wkład własny. Zatem teraz trzeba szukać innych źródeł finansowania i najle­piej wziąć pieniądze od „bogatego wujka”, czyli miasta - dodaje Łukasz Reszka.

W tym przypadku również chodzi o wsparcie finansowe w kwocie 1,5 mln zł.

W ratuszu zdumienie

- Mamy do czynienia z sytuacją ku­riozalną – mówi wprost Ewa Jan­kowska, sekretarz miasta. - Oba przedsięwzięcia są w trakcie reali­zacji i nagle okazuje się, że brakuje pieniędzy na ich wykonanie. Przy­pominam również, że trwa rok bu­dżetowy. Każdy samorząd ma już zaplanowane inwestycje i podzielo­ne środki.

Przedstawiciele ratusza zwracają też uwagę, że władze powiatu nie poin­formowały nawet, jaki jest ich wkład w realizację obu inwestycji.

- Z pis­ma dowiedzieliśmy się, że powiat zwraca się do nas o dołożenie 1,5 mln zł do dokończenia budowy hali i tyle samo do przebudowy ul. Rac­ławickiej oraz że obie inwestycje są dotowane ze środków rządowych. Nie wiemy jednak, jaka jest kwota dofinansowania i jaki jest wkład sta­rostwa - zaznacza E. Jankowska.

Przedstawiciele ratusza na razie nie odnoszą się do samej prośby.

- Prze­analizujemy otrzymane pismo, choć jesteśmy nim zdumieni - dodaje pani sekretarz.

Nie ma drugiego dna?

Od razu pojawia się jednak pytanie, czy jeśli powiat nie otrzyma pomo­cy ze strony miasta, poradzi sobie z trwającymi już inwestycjami.

- Oczywiście, natomiast będziemy musieli powiększyć deficyt - tłuma­czy Dariusz Kołodziejczyk. - Przed­łożyliśmy władzom miasta naszą prośbę. Jeśli otrzymamy wsparcie finansowe, będziemy się cieszyli. Je­śli nie, pod znakiem zapytania mogą stanąć nasze kolejne inwestycje na terenie Świdnika. Przypomnę tylko, że złożyliśmy również wnioski do urzędu wojewódzkiego o dofinan­sowanie przebudowy al. Armii Kra­jowej i ul. Gen. Maczka. Nie ma w tej sprawie drugiego dna.

Przedstawiciele opozycji w radzie powiatu, sprawę widzą inaczej, tym bardziej że już kilkukrotnie zwra­cali uwagę na potężne kredyty, które planowały władze starostwa.

- Wszystko to potwierdza, że kam­pania wyborcza zarządu powiatu się rozpoczęła. Obiecują, potem zaczy­nają budować, a na końcu szukają pieniędzy, żeby tylko do wyborów zrobić sobie zdjęcia i pokazać sku­teczność… jak widać fikcyjną - ko­mentuje Ł. Reszka.

czwartek, 10 maj 2018 13:39

„Wiedeńczyk” w Świdniku

Zaczynał jako zwyczajny samolot transportowy, ale pisana mu była historia rodem z filmów akcji. Po słynnej ucieczce polskich pilotów do Austrii właśnie na pokładzie AN-2, otrzymał przydomek „Wiedeńczyk”. Już w czerwcu niezwykły samolot zawita na Świdnik Air Festival. 

Wszystko zaczęło się w 1966 roku. Wówczas z linii produkcyjnej w WSK PZL Mielec zjechał samolot AN-2 w wersji transportowo-desantowej, o numerze bocznym 1G7447. Maszyna trafiła do służby w jednostce lotnictwa wojskowego w podkrakowskich Balicach. Początkowo nic nie zapowiadało, że jeden z wielu AN-2 stanie się egzemplarzem wyjątkowym. Aż do stanu wojennego…

Wiosną 1982 roku samolot wykonywał loty treningowo – operacyjne. Członkowie załogi podjęli wówczas dramatyczną i bardzo ryzykowną decyzję o ucieczce z kraju. Celem ich desperackiej podróży miała być Austria, środkiem transportu AN-2. Swój lot ku wolności rozpoczęli od międzylądowania na podkrakowskiej łące i zabrana rodzin pilotów. Dalsza podróż prowadziła przez górzyste tereny Czechosłowacji i Austrii. Była dodatkowo niebezpieczna, ponieważ samolot leciał na małej wysokości. Szczęśliwie, załodze udało się wylądować na lotnisku Wiedeń-Schwechat.

Piloci poprosili o azyl, ale samolot w Austrii nie pozostał. Wrócił do Polski 13 kwietnia 1982 roku. Niezwykła historia stała się źródłem początkowo nieformalnej, później już oficjalnej nazwy maszyny: „Wiedeńczyk”. Dalsze losy maszyny były już mniej burzliwe. Samolot latał pod wojskową flagą do 2012 roku. Później przeszedł na lotniczą „emeryturę” i trafił do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Nie dane mu jednak było stać się muzealnym eksponatem. Odnaleźli go dwaj entuzjaści lotnictwa: Zbigniew Chłopecki i Jerzy Antonkiewicz. Maszyna była w dobrym stanie, więc mogła nadal latać i swą niezwykłą historią promować polskie lotnictwo. W tzw. międzyczasie powstała również Fundacji AN-2 „Wiedeńczyk”. Jej celem jest utrzymanie samolotu w dobrym stanie technicznym i pokazanie go jak najszerszej publiczności.

Już w czerwcu niezwykły samolot, pilotowany przez Zbigniewa Chłopeckiego i Jerzego Antonkiewicza, przyleci do Świdnika. Maszyna otworzy I Świdnik Air Festival. Zaprezentuje się w locie i wyniesie w powietrze skoczków spadochronowych. Samolot weźmie udział również w drugim dniu pokazów. Będzie go można także zobaczyć na ziemi, a nawet wejść do środka.

niedziela, 06 maj 2018 09:53

Kto wybuduje Kusocińskiego?

Jedna z największych inwestycji ostatnich lat ruszy lada moment. Pod koniec kwietnia ratusz wybrał wykonawcę. W przyszłym tygodniu zaplanowane jest podpisanie umowy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, samochody pojadą nowym asfaltem w październiku 2020 roku.

Budowa nowej drogi łączącej Świdnik z krajową „siedemnastką” już za chwilę będzie mogła ruszyć. W miniony piątek przedstawiciele ratusza wybrali firmę, która wykona wielomilionową inwestycję. Do ogłoszonego przetargu stanęło czterech oferentów. W budżecie miasta na budowę ul. Kusocińskiego zostało zapisane nieco ponad 28,5 mln zł. Spośród wszystkich złożonych propozycji tylko jedna przekraczała tę kwotę. Ostatecznie została wybrana oferta najtańsza, opiewająca na blisko 24,5 mln zł. Złożyło ją Komunalne Przedsiębiorstwo Robót Drogowych z Lublina. Przedstawiciele ratusza planują w najbliższym tygodniu podpisanie umowy ze zwycięzcą postępowania.

- Mamy dwie bardzo dobre wiadomości. Jedną jest rozstrzygnięty przetarg, który umożliwia rozpoczęcie budowy ważnej drogi, łączącej Świdnik z węzłem na krajowej „siedemnastce”. Druga, to bardzo dobra cena, jaką udało się nam uzyskać w przetargu – mówi burmistrz Waldemar Jakson.

Wykonawca ma przed sobą potężne zadanie. Zgodnie z dokumentacją przetargową, ulica Kusocińskiego będzie miała około 2 kilometrów długości i jezdnię szeroką na 7 metrów. Na całym jej odcinku powstanie 12 skrzyżowań. U zbiegu al. NSZZ Solidarność, po stronie Świdnika i ul. Modrzewskiego na terenie gminy Mełgiew, zostało zaprojektowane rondo. W ramach inwestycji powstanie także 6 zatok autobusowych, chodnik i ścieżka rowerowa. Ulica będzie oświetlona i wyposażona w kanalizację deszczową, sanitarną oraz sieć wodociągową. Nowa droga ma być gotowa w październiku 2020 roku. Inwestycja została wyceniona na około 28 mln zł. Część z tej kwoty, bo 17 mln zł, pochodzi z funduszy unijnych, które udało się zdobyć urzędnikom ratusza. Z kasy miejskiej trzeba będzie dołożyć pozostałą sumę, czyli ok. 11 mln zł.

W tej kwocie nie zamkną się wszystkie koszty powstania nowej drogi. Równocześnie z przetargiem na jej budowę, trwają wyceny działek, przez które ul. Kusocińskiego będzie przebiegać. Za tę część inwestycji jest odpowiedzialne Starostwo Powiatowe, choć do wykupów potrzebnych terenów dołoży się również miasto. Wkład ratusza do tego etapu przedsięwzięcia został ustalony na 2,8 mln zł. Pozostała kwota ma pochodzić z budżetu powiatu. Zgodnie z informacjami ze starostwa rzeczoznawcy, zajmujący się wyceną działek mają zakończyć ten proces do połowy maja. Właściciele, po otrzymaniu wycen, mogą się na nie zgodzić, ale nie muszą. Jednak jeśli w ciągu miesiąca przekażą starostwu swoje działki, będą mogli liczyć na 5-procentową dopłatę do zaproponowanej przez rzeczoznawcę ceny.

poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8nast.
Strona 1 z 8