Świdnickie Portrety - Świdnik - wysokich lotów

Świdnickie Portrety

Rozpoczynamy nowy cykl, w którym prezentować będziemy mieszkańców naszego miasta. Opowiedzą o sobie, swoich zainteresowaniach, o tym za co lubią Świdnik lub jak chcieliby go zmienić. Zachęcamy do lektury, bo wśród pojawiających się na łamach portalu osób, na pewno znajdziecie Państwo swoich sąsiadów, zaprzyjaźnioną panią ze sklepu czy znajomego kierowcę autobusu.


 

Anna Waszczuk-Listowska: Urodziłam się w Lublinie. W 1980 r. ukończyłam studia na kierunku filozofia w UMCS. Jeszcze jako studentka wydałam tomik autorski „Studnia proroków”. Wcześniej publikowałam wiersze w takich czasopismach jak Poezja, Nowy Wyraz, Tygodnik Kulturalny, Kamena, w antologii poetów lubelskich „Przebudzenie”. Już jako mieszkanka Świdnika współredagowałam w latach 1979-1980 dodatek kulturalno-literacki do Głosu Świdnika pod nazwą „Ścieżki”. W 1980 roku współpracowałam też z Biuletynem „S” Regionu Środkowo-Wschodniego, a od wiosny 1990 r. ponownie z Głosem Świdnika. Od września 1990 r. podjęłam pracę w Urzędzie Miasta jako kierownik Wydziału Oświaty, Kultury i Zdrowia. Aby jak najlepiej wykonywać tę pracę ukończyłam trzy rodzaje kierunków podyplomowych. Od 1997 do połowy 2005 r. byłam redaktorem ogólnopolskiego miesięcznika dla kadry oświatowej „Dyrektor Szkoły”, gdzie – na ile mogłam - promowałam nasze miasto oraz dorobek kulturalny i oświatowy jego mieszkańców. Fascynuje mnie każdy ambitny przejaw działalności artystycznej. Lubię dobrą literaturę. Moje ostatnie lektury to „Wyznaję” Joume Cabre czy wiele z pozycji wydawniczych najzdolniejszego przedstawiciela polskiej fantastyki Jacka Dukaja takich jak: „Wroniec”, „Inne pieśni”, „Czarne oceany”, „Lód” czy „Perfekcyjna niedoskonałość”. Od ponad roku oczekuję na jego nową powieść-cegłę „Rekursja”. Muszę przyznać, że Dukaj potrafi dostarczyć pożywki intelektualnej. Lubię też dobrą muzykę każdego rodzaju, ale największą słabość mam do klasyki rocka z lat 70. i do poezji śpiewanej. Poza tym kocham zwierzęta, zwłaszcza koty i psy oraz szanuję ludzi, którzy nie są przeżarci gangreną pazerności finansowej, arogancji, podwójnej moralności i cynizmu. Po raz pierwszy przyjechałam do Świdnika jako 15. letnia dziewczyna – na basen. Wtedy bardzo mi się tutaj spodobało. Takie zielone, spokojne miasteczko. Nie sądziłam, że po latach przyjdzie mi w nim zamieszkać i pracować, ale nigdy tego nie żałowałam. Myślę, że nie rozstanę się z miastem, choć mam takie możliwości.

   

Andrzej Kuchta: Urodziłem się w Świdniku, jednak na stałe przeprowadziłem się tu w 1978 roku. Skończyłem liceum zawodowe o specjalności mechanik osprzętu lotniczego, a następnie w 1989 r. podjąłem pracę w WSK, w wydziale montażu śmigłowców. Od tamtej pory moje życie jest związane ze Świdnikiem i firmą. Jestem już trzecim pokoleniem mojej rodziny, pracującym w PZL. Ukończyłem zaoczne studia prawnicze na UMCS w Lublinie. Od 1995 r. jestem też członkiem NSZZ „Solidarność”. Decyzja o prywatyzacji zakładu, spowodowała, że moje zaangażowanie w pracę związkową znacznie wzrosło, a z czasem uświadomiłem sobie jak duże znaczenie ma to, co robię dla pracowników PZL i samej firmy. Wówczas znalazłem się w grupie przygotowującej i negocjującej pakiet socjalny dla pracowników. Obecnie moje życie, a szczególnie w ostatnim czasie, jest zdeterminowane działalnością związkową i to ona wyznacza rytm życia, również prywatnego. Od 2012 r. jestem Przewodniczącym Komisji Międzyzakładowej, a od ubiegłego roku również członkiem Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. To dla mnie, ale  również dla świdnickiej „Solidarności”, PZL i miasta ogromne wyróżnienie, ponieważ po raz pierwszy przedstawiciel Świdnika został z wyboru członkiem KK. Praca związkowa wymaga dyspozycyjności. Często pracuję również w weekendy i wyjeżdżam służbowo, więc jeśli tylko mam wolny czas, staram się poświęcić go żonie i dzieciom. Jestem też krwiodawcą i działam na rzecz honorowego krwiodawstwa w przyzakładowym klubie im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Lubię odpoczywać na działce i czytać książki historyczne. Chętnie sięgam też po literaturę faktu. Dawniej, gdy miałem więcej wolnego czasu, amatorsko grałem w siatkówkę i tenisa ziemnego, a w okresie letnim jeździłem na spływy kajakowe. Teraz, jedynie sezon zimowy jest trochę spokojniejszy. Staram się wtedy część ferii spędzać z rodziną na nartach. Aktywny wypoczynek zawsze dawał mi więcej radości niż leniuchowanie przed telewizorem. Nie marzę o wyjazdach czy dalekich podróżach. Moje życzenia są bardzo przyziemne. Chciałbym, żeby moja rodzina była zdrowa, a jej przyszłość spokojna. W kwestii zawodowej, liczę na to, że wspólnymi siłami uda nam się rozwiązać problemy, z którymi mierzy się dziś PZL-Świdnik. Mam nadzieję, że pomożemy pracownikom oraz mieszkańcom miasta, na których życie los firmy także ma ogromny wpływ. Liczę, że nasze działania przyniosą pozytywny efekt. Według mnie Świdnik jest bardzo przyjaznym miastem, w którym dobrze się żyje. Nigdy nie myślałem, żeby stąd wyjechać. Po części wiąże się to z faktem, że moja żona i ja znaleźliśmy tu pracę, ale też po prostu lubimy to miejsce. Nie jest za duże, ale nie jest też zaściankowe. Mieszkam tu od 37 lat i widzę, że Świdnik rozkwita z dekady na dekadę. Pamiętam, gdy jako dziecko chodziłem do szkoły po niedokończonych, zabłoconych uliczkach. Wszędzie trwały budowy. Jednak po latach miasto wypiękniało.

   

Marian Gołębiowski: Od 1979 roku lat mieszkam w Świdniku. Mam żonę, dwoje dzieci, czworo wnucząt. Zawodowo pomagam w pozyskiwaniu od firm ubezpieczeniowych odszkodowań komunikacyjnych, w gospodarstwie rolnym i przy pracy. Pracuję w największej firmie ubezpieczeniowej w Europie. Aktywnie działam na rzecz społeczeństwa. Walczyłem o powszechne uwłaszczenie mieszkańców Świdnika. Obecnie jestem prezesem Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Smoleńsk 2010”. Przez ostatnie dwa lata zbieraliśmy fundusze na budowę pomnika, upamiętniającego ofiary katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Pieniądze pochodzą z cegiełek, które były rozprowadzane wśród mieszkańców oraz od darczyńców. Już 11 lipca nastąpi jego oficjalne odsłonięcie. Zawód, który wykonuję oraz działanie na rzecz świdnickiej społeczności sprawiają, że mam niewiele wolnego czasu. Jestem jednak zorganizowany i pracowity, potrafię więc wygospodarować chwilę dla rodziny. Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi. Jestem zadowolony z życia i wdzięczny rodzicom, bo wychowali mnie na człowieka, który wie, że do wszystkiego dochodzi się ciężką pracą. Cieszę się, że zaradności i pracowitości nauczyłem także moje dzieci. Lubię Świdnik, bo to fajne i spokojne miasto. Wszędzie jest blisko, dlatego bardzo sprawnie można załatwić wszelkie sprawy. Jednak ze względu na to, że w Świdniku mieszkają ludzie z całej Polski, wywodzący się w różnych kultur i środowisk, nie ukształtowała się tu wspólnota. Brakuje wielopokoleniowości i poczucia jedności wśród mieszkańców.

   

Janusz Królik: Urodziłem się w Świdniku, ale pochodzę z sąsiadującego z nim Franciszkowa, gdzie przeżyłem lata dzieciństwa i młodości. W 1980 roku na stałe zamieszkałem w Świdniku. Jestem mężem, ojcem i dziadkiem. Uwielbiam moje ukochane wnuczki Rozalkę i Michasię. Od 38 lat pracuję w PKP PLK S.A., w Zakładzie lubelskim, jako inspektor diagnosta ds. obiektów inżynieryjnych. To bardzo ciekawa i odpowiedzialna praca, wymagająca częstych wyjazdów, by dokonać diagnostyki kolejowych obiektów inżynieryjnych. Wiele czasu poświęcam też działalności społecznej. Od 17 lat jestem radnym miejskim, a obecnie po raz trzeci z rzędu pełnię funkcję przewodniczącego Rady Miasta. Aktywnie udzielam się też w Stowarzyszeniu Wspólnota Świdnicka, które znane jest z organizacji wielu imprez w naszym mieście, takich jak: Orszak Trzech Króli, Bezpieczne Wakacje, Zielone Dni Świdnika, Majówka Patriotyczna czy Biegi Niepodległości. Dobre ich przygotowanie wymaga wielu spotkań organizacyjnych, nawiązania współpracy z różnymi podmiotami i wolontariuszami, a to pochłania mnóstwo prywatnego czasu. Praca radnego, to także spotkania z mieszkańcami wysłuchiwanie ich problemów i próba załatwiania spraw, które są dla mieszkańców istotne. Myślę, że wiele z nich udało mi się pozytywnie rozwiązać. Jeśli chodzi o moje pasje, to od najmłodszych lat interesowałem się sportem, chętnie uczestniczyłem w zajęciach WF-u. Był też epizod z piłką nożną, w B- klasowej drużynie. Praktycznie nie ma dyscypliny, o której bym nie miał chociaż podstawowej wiedzy. Bardzo lubiłem zawody żużlowe, kiedy Motor Lublin występował w ekstraklasie, a w jego drużynie występowali Hans Nielsen i Leigh Adams. Nie odpuściłem chyba żadnego meczu. Obecnie najchętniej oglądam siatkówkę. Bardzo lubię spędzać czas na działce, w otoczeniu zieleni. Moim marzeniem, które chciałbym spełnić w tym roku, jest obecność na zawodach IMŚ Grand Prix na żużlu. Myślę, że ze Świdnika możemy być dumni w wielu wymiarach. To młode, nowoczesne i przyjazne dla mieszkańców miasto, z dobrze rozwiniętą infrastrukturą, dobrze funkcjonującą oświatą i kulturą. Miasto z jakże bogatą historią, które w latach 80. dało impuls na cały kraj i jako pierwsze powiedziało „nie” komunistycznej władzy. Mam szacunek dla wszystkich pokoleń, które budowały to miasto i nadal je rozwijają. Patrząc w przyszłość nie zapominając o przeszłości. Kiedy wyjeżdżam służbowo czy chociażby na urlop, zawsze z przyjemnością powracam do Świdnika.

   

Kazimierz Patrzała: Od 1965 roku jestem związany ze Świdnikiem. Tutaj poznałem swoją przyszłą żonę Teodorę i ożeniłem się. Przez młode lata parałem się sportem. Początkowo amatorsko, później, przez 10 lat, w klubie Avia Świdnik w sekcji siatkówki. 8 lat grałem w I lidze. W międzyczasie urodziły mi się dwie córki: Agnieszka i Danuta. Agnieszka zdecydowanie poszła w moje ślady. Ma na swoim koncie rekord Europy w pływaniu, była także mistrzynią Polski. Natomiast druga córka próbowała sił w siatkówce, jednak wyjechała do Kanady i tam założyła rodzinę. Tuż przed zakończeniem kariery sportowej wyjechałem na dwuletni kontrakt w byłej Jugosławii, do pierwszoligowego zespołu Borec. Bardzo cenię sobie to doświadczenie, bo zagrałem tam jeden z moich najlepszych meczów. Po zakończeniu kariery podjąłem pracę w PZL –Świdnik, potem w elektrociepłowni Giga. Od 6 lat jestem na emeryturze i od tego czasu sprawuję funkcję radnego miejskiego. Przeszedłem wiele szczebli samorządowych. Byłem członkiem zarządu miasta, obecnie, trzecią kadencję, jestem wiceprzewodniczącym Rady Miasta. Lubię organizować różne wydarzenia dla młodzieży i zwiedzać odległe zakątki świata. Wcześniej podróżowaliśmy całą rodziną, teraz wyjeżdżam z żoną i osobami, które podzielają naszą pasję. Moim hobby jest też ogród, gdzie lubię wypoczywać, urządzać grilla. Wraz z żoną przygotowujemy różne smaczne potrawy. Moim marzeniem jest wyjazd do Hiszpanii. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda nam się tam pojechać. Chcielibyśmy zobaczyć coś nowego, odpocząć, przeżyć kolejne przygody. Przede wszystkim jednak życzyłbym sobie i wszystkim w moim wieku zdrowia. Dobrze przeżyta młodość i przyjazny klimat Świdnika sprzyjały temu, bym zawsze miał pozytywne nastawienie. Nie załamuję się, staram się iść do przodu.

   
Aleksander Suski: W Świdniku mieszkam od 55 lat. Mam troje dzieci, pięcioro wnuków i prawnuka. Jestem wdowcem. Cała moja rodzina mieszka w naszym mieście. W 1960 roku rozpocząłem pracę w WSK PZL-Świdnik, a po 40 latach przeszedłem na emeryturę. Często wracam myślami do tamtych lat. Rok 1980, powstanie Solidarności, stan wojenny, Świdnickie Spacery, kolejki po wszystko… W tych mrocznych czasach mieszkańcy Świdnika byli solidarni, aktywni, nieśli pomoc, mieli wiarę i nadzieję. Przykładem jest budowa kościoła na osiedlu Wschód. Ogromne zaangażowanie, ofiarność, społeczna praca wielu ludzi. Wielka w tym zasługa ks. Andrzeja Kniazia, który potrafił wyzwolić solidarność międzyludzką. Bardzo wielu z nas ma małą cegiełkę w budowie tej świątyni. Dziś Świdnik jest miastem pięknym, czystym i zadbanym. Jest to opinia nie tylko mieszkańców, ale również ludzi którzy wracają tu po latach. Mam jednak świadomość i wiedzę, jako radny miejski, jak dużo jest jeszcze do zrobienia. Miasto rozwija się. Potrzeba nowych ulic, w tym strategicznych: Kusocińskiego i Solidarności. Powstaje Strefa Aktywności Gospodarczej przy porcie lotniczym. Jednak boli to, że tak dużo młodych ludzi wyjechało do pracy za granicę. Często jest to dramat rodziców i dzieci. Duże bezrobocie, brak perspektyw, niepewność co do losów PZL Świdnik po przetargu na śmigłowce. Pomimo tego, jestem optymistą i wierzę, że te trudności uda się pokonać. Jestem dumny, że mieszkam w Świdniku i nigdy bym nie zamieszkał w innym mieście. Pracuję społecznie na rzecz emerytów i rencistów, jestem także aktywnym członkiem NSZZ Solidarność.
   
Magdalena Skibińska: Jestem pedagogiem i pracuję w Miejskim Centrum Profilaktyki. Na co dzień prowadzę zajęcia grupowe z dziećmi, młodzieżą oraz dorosłymi. Jestem osobą aktywną i lubię kontakt z ludźmi, co umożliwia mi moja praca. Bardzo ważny jest dla mnie Teatr Aplauz, który powstał w Miejskim Centrum Profilaktyki 12 lat temu i który mam przyjemność współprowadzić. Do naszej grupy może dołączyć każdy, kto chce spróbować swoich sił aktorskich, a także pragnie wzbijać się ponad szarą rzeczywistość i uciec przed rutyną i nudą. Niezwykle ciekawym przeżyciem jest praca nad spektaklem, który tak naprawdę rodzi się z maleńkiego pomysłu, a następnie dojrzewa, przybierając różne formy i kształty. Najbardziej emocjonujący jest dzień, w którym odbywa się premiera spektaklu. Wtedy obserwuję swoją grupę na scenie, w świetle reflektorów, widzę jak młodzi ludzie potrafią wydobyć z siebie to, co najlepsze. Właśnie ta chwila jest dla mnie bezcenna, a przy tym niezwykle wzruszająca. Bardzo ciekawym dla mnie doświadczeniem zawodowym jest możliwość prowadzenia warsztatów – Szkoła dla Rodziców i Wychowawców. Jest to cykl 10 spotkań dla wszystkich tych, którzy szukają sposobów na nawiązanie bliższych, cieplejszych relacji ze swoim dzieckiem. Celem programu jest wyposażenie uczestników w cały wachlarz metod i sposobów radzenia sobie w codziennych kontaktach z dzieckiem, a także nauka umiejętności lepszego porozumiewania się. Warsztaty skłaniają do refleksji nad własną postawą wychowawczą i służą kształtowaniu więzi opartych na wzajemnym szacunku. Głęboko wierzę w idee Szkoły dla Rodziców i Wychowawców. Cieszy mnie możliwość propagowania tego nurtu na terenie naszego miasta, gdyż wiele lat temu sama byłam uczestnikiem takich spotkań, które pomogły mi być bardziej świadomym i lepszym rodzicem. Prywatnie jestem mamą, żoną i córką. Mieszkam w wielopokoleniowym domu wraz z moimi rodzicami, którzy są dla mnie nieocenionym wsparciem. Lubię, w czasie wolnym, po intensywnym tygodniu, uciec na działkę za miasto. Bliski kontakt z przyrodą pomaga mi odpocząć i naładować baterię. Świdnik to moje miasto, tu się urodziłam i wychowałam. Nie wyobrażam sobie abym mogła stąd wyjechać. Świdnik daje mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Tu jest mój dom, serce i korzenie.
   
Małgorzata Ostrowska: Razem z mężem prowadzimy Pracownię Ceramiki Azahara dla dzieci i dorosłych, w Miejskim Ośrodku Kultury. Staramy się przekazać swoją pasję tworzenia przedmiotów z gliny młodszemu i starszemu pokoleniu. Zarówno nam, jak i uczestnikom warsztatów, modelowanie i zdobienie przynosi wiele radości. Zajmujemy się nie tylko prowadzeniem zajęć, ale i przygotowywaniem narzędzi, materiałów, wypalaniem prac, segregowaniem. Na zajęcia uczęszcza 80 osób, więc nigdy się nie nudzimy. Mam nadzieję, że pracownia dalej będzie się rozwijała, a nasi podopieczni wykażą się twórczymi i kreatywnymi pomysłami. Mimo że praca pochłania dużo czasu, staram się wyłuskać chwilę tylko dla siebie. Lubię aktywnie wypoczywać, chętnie chodzę na spacery i jeżdżę na wycieczki rowerowe. Świdnik jest otoczony lasami i polami, więc zawsze znajdzie się jakieś fajne miejsce, które warto odwiedzić. Wystarczy wyjść na spacer i już się jest na łonie natury. Żałuję, że nie ma w pobliżu gór, bo bardzo lubię po nich chodzić. Sporo podróżuję. Zwiedziłam wiele krajów europejskich, ale także Tajlandię i Kambodżę. Urodziłam się w Świdniku, później wyjechałam do Krakowa i Wielkiej Brytanii. Przez kilka lat mieszkałam też w Hiszpanii. Zdecydowałam się jednak wrócić do domu, bo chociaż odwiedziłam wiele pięknych miejsc, lubię tu mieszkać. Miasto jest estetyczne, spokojne i zadbane. Dzięki temu, że wyjechałam stąd na kilka lat, potrafię docenić różne detale w Świdniku. To niewielkie, bardzo spokojne miasto. Nie ma tu trudności z dojazdem, bo wszędzie jest blisko. Co prawda wszędzie jest pełno zieleni, jednak brakuje miejsca, gdzie można by rozłożyć się z kocem i po prostu odpocząć.
   
Grzegorz Doroba: Urodziłem się w Lublinie, ale od najmłodszych lat mieszkam w Świdniku. . Ukończyłem szkołę zawodową w Lublinie i studia na Politechnice Lubelskiej. W 1986 roku rozpocząłem pracę w Powiatowym Centrum Edukacji Zawodowej w Świdniku. Uczyłem wielu młodych ludzi, którzy teraz mają już rodziny, pracują. Jestem z nich dumny i cieszę się, że miałem okazję ich poznać. Od czasów szkoły podstawowej interesuję się motoryzacją, zwłaszcza motocyklami WSK. W latach 80. byłem zawodnikiem sekcji motocyklowej klubu FKS AVIA, z którym zdobywaliśmy tytuły mistrzów Polski. Przez kilka lat należałem do kadry narodowej. Kiedy w 1986 roku zakończyłem karierę zawodnika, nie miałem już czasu na motocykle. Dopiero po kilku latach miłość do nich powróciła. Mam małą kolekcję „wuesek”, które odrestaurowuję i ratuję przed zniszczeniem. Staram się dbać o lokalną tradycję. Dwa lata temu wydałem „Ilustrowaną historię motocykli WSK.” To była bardzo długa i żmudna praca, ale jestem z niej zadowolony. Wraz z Miejskim Ośrodkiem Kultury zaangażowałem się w powstanie Moto Strefy WSK, która Adam Komenda: Jestem synem Jadwigi i Krzysztofa. Od urodzenia mieszkam w Świdniku. Tutaj chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 2, ukończyłem liceum dla dorosłych z wynikiem bardzo dobrym. Na co dzień uczęszczam na zajęcia w Warsztatach Terapii Zajęciowej, ponieważ jestem osobą niepełnosprawną. Interesuję się głównie sztuką. Biorę udział w warsztatach ceramicznych, plastycznych, poetyckich, teatralnych oraz muzycznych. Chętnie tworzę własną poezję, którą prezentuję na licznych konkursach, bądź przeglądach organizowanych w Miejskim Ośrodku Kultury oraz na terenie całego województwa. Uczęszczałem także na zajęcia sportowe w klubie Avia, które pomagały mi w rehabilitacji. Bardzo je lubiłem, żałuję, że zostały zawieszone. Uważam, że władze sprzyjają osobom niepełnosprawnym. Otrzymujemy wsparcie dla Warsztatów Terapii Zajęciowej, dofinansowania na turnusy rehabilitacyjne, organizowane są imprezy dla osób niepełnosprawnych, np. festyn z okazji Dnia Godności Osoby z Niepełnosprawnoscią Intelektualną. Jestem dumny z bycia świdniczaninem. Ogromna pomoc ze strony bliskich oraz instytucji publicznych sprawia, że nigdy nie zamieniłbym tego miasta na żadne inne. później przekształciła się w Strefę Historii. Lubię swoje miasto. Mam parę pomysłów, aby coś w nim zmienić, np. stworzyć muzeum motocykla WSK z prawdziwego zdarzenia. Jest wielu ludzi, którzy pasjonują się „wueskami”. Wspólnymi siłami udałoby nam się zrobić coś fajnego. Mam kochaną żonę Kasię i synka Kacpra. Marzę, by być zdrowym, szczęśliwym, żeby świat, w którym żyjemy był uśmiechnięty, wolny od zazdrości i zawiści.
   
Adam Komenda: Jestem synem Jadwigi i Krzysztofa. Od urodzenia mieszkam w Świdniku. Tutaj chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 2, ukończyłem liceum dla dorosłych z wynikiem bardzo dobrym. Na co dzień uczęszczam na zajęcia w Warsztatach Terapii Zajęciowej, ponieważ jestem osobą niepełnosprawną. Interesuję się głównie sztuką. Biorę udział w warsztatach ceramicznych, plastycznych, poetyckich, teatralnych oraz muzycznych. Chętnie tworzę własną poezję, którą prezentuję na licznych konkursach, bądź przeglądach organizowanych w Miejskim Ośrodku Kultury oraz na terenie całego województwa. Uczęszczałem także na zajęcia sportowe w klubie Avia, które pomagały mi w rehabilitacji. Bardzo je lubiłem, żałuję, że zostały zawieszone. Uważam, że władze sprzyjają osobom niepełnosprawnym. Otrzymujemy wsparcie dla Warsztatów Terapii Zajęciowej, dofinansowania na turnusy rehabilitacyjne, organizowane są imprezy dla osób niepełnosprawnych, np. festyn z okazji Dnia Godności Osoby z Niepełnosprawnością Intelektualną. Jestem dumny z bycia świdniczaninem. Ogromna pomoc ze strony bliskich oraz instytucji publicznych sprawia, że nigdy nie zamieniłbym tego miasta na żadne inne.
   
Stanisław Stefańczyk: Jestem absolwentem matematyki UMCS. Skończyłem też studia podyplomowe z informatyki. Pracę zawodową rozpocząłem w WSK Świdnik, gdzie spędziłem rok. Później los sprawił, że trafiłem do I Liceum Ogólnokształcącego. Początkowo uczyłem matematyki, później objąłem stanowisko wicedyrektora, a w 2005 roku dydrektora szkoły. Bardzo ważne w moim życiu jest liceum, któremu poświęcam dużo uwagi. Uwielbiam uczyć, jest to moja największa pasja. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o wolny czas, mam go bardzo mało. Chcąc dobrze wykonywać obowiązki nauczyciela i dyrektora szkoły, trudno znaleźć chwilę dla siebie, ale staram się podróżować po kraju. Czasem udaje mi się wyrwać na weekend i zobaczyć piękne zakątki Polski. W lecie jeżdżę na rowerze. Kiedyś byłem pasjonatem fotografii. Miałem w domu ciemnię i sam wywoływałem zdjęcia. Niektóre przedstawiały moją rodzinę, inne miejsce, z którego pochodzę, a jeszcze inne Świdnik. Teraz żałuję, że jako młodej osobie nie udało mi się udokumentować zmian jakie przechodził Świdnik. Myślę, że warto byłoby mieć takie archiwum. Dlatego zachęcam młodzież do fotografowania swojego otoczenia, bo na pewno za kilkanaście lat będzie całkowicie inne. Moje marzenia są związane ze szkołą. Chciałbym, żeby udało nam się rozbudować infrastrukturę sportową oraz żeby liceum wciąż się rozwijało. Abyśmy dalej mogli pochwalić się wysokim poziomem nauczania, bardzo dobrymi wynikami matur i mieli coraz więcej uczniów. Pragnę też, aby w szkole zawsze panowała rodzinna atmosfera i myślę, że to nam się udaje. Mamy niesamowitą, bardzo zaangażowaną, wrażliwą i mądrą młodzież. Mam nadzieję, że w kolejnych latach będę miał okazję dalej pracować z takimi osobami. Miasto zmieniło się bardzo pozytywnie. Uległo rozbudowie, jest też bardzo bezpieczne. Wiele się dzieje także na arenie kultury. Do Świdnika sprowadzani są czołowi artyści, organizowane są różne festiwale, wydarzenia, premiery filmowe. Świdnik bardzo mi się podoba i chyba nie zamieniłbym go na żadne inne miasto.
   
Jadwiga Ciołek: Jestem na emeryturze. Przez 39 lat sprawowałam funkcję dyrektora Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej w Świdniku. Moją poprzedniczką była Józefa Krzymowska, która podzieliła się ze mną doświadczeniem. Pokazała mi, jak wygląda praca z dziećmi i młodzieżą, organizacja konkursów, prowadzenie lekcji bibliotecznych, a ponieważ z wykształcenia jestem nauczycielką języka polskiego, ten rodzaj pracy nie był mi obcy. Przez te wszystkie lata starałam się kontynuować działania pani Józefy i rozwijać bibliotekę. Dziś, przyzwyczajam się do tego, że nie wychodzę codziennie do pracy, nie myślę o tym, co należy zrobić, z kim się skontaktować, porozmawiać, jakie problemy poruszyć na spotkaniu z pracownikami. Czerpię przyjemność z bycia z rodziną, bo do tej pory konkurowała z pracą. Teraz mam więcej czasu dla siebie i wnuków. Mogę wreszcie odpocząć, pojechać na działkę. Poza tym, dużo czasu spędzam poza Świdnikiem i regeneruję siły. Niektórzy marzą o zagranicznych podróżach. Ja jednak wolę teraz zwiedzać Polskę, bo jest wiele pięknych zakątków, które warto poznać. Chciałabym pojechać tam, gdzie jeszcze nie byłam, odwiedzić miejscowości, do których mam sentyment, bo mieszkają w nich moi przyjaciele. Chciałabym się z nimi znów zobaczyć. Bardzo lubię nasze miasto. Pochodzę z Zakrzówka i jako dziecko marzyłam, by tu zamieszkać. Do mojej koleżanki przyjeżdżała kuzynka Hania, która mieszkała w Świdniku. Uczęszczała do ogniska baletowego i kiedy odwiedzała Zakrzówek, uczyła nas robić gwiazdę, kręcić piruety... Zazdrościłam jej, że mieszka w miejscu, gdzie dzieje się tyle ciekawych rzeczy, gdzie można się wiele nauczyć. Później, już jako dorosła osoba przeprowadziłam się tu z mężem. Początkowo byłam przerażona. Miasto przypominało ogromny plac budowy. Jednak po zakończeniu prac, posadzeniu drzew, poczułam się tu jak w domu.
   
Ewa Kossowska: Od zawsze jestem związana ze Świdnikiem. W 2003 roku rozpoczęłam pracę jako kierownik Miejskiego Centrum Profilaktyki. Z wykształcenia jestem psychologiem i specjalistą terapii uzależnień. Praca to moja pasja, oddaję się jej bezgranicznie. Pomagam ludziom przechodzić kryzysy, radzić sobie z trudami dnia codziennego, odkrywać swój potencjał i wierzyć we własne możliwości. Jako kierownik MCP, jestem inicjatorką i koordynatorem przeglądów spektakli profilaktycznych „Żyć pełnią”. Poszukuję innowacyjnych metod komunikowania się z młodymi ludźmi, popieram działania, które wspomagają ich rozwój emocjonalny, rozwijają kreatywność, pewność siebie, dają szansę przeżywać spełnienie i chwile sukcesu. Wspieram także działania, które wyposażają dzieci w umiejętności radzenia sobie z problemami. Organizuję kolonie profilaktyczne dla najmłodszych. Dla dobra miasta i mieszkańców, od kilkunastu lat społecznie angażuję się w działania Wspólnoty Świdnickiej, uczestnicząc w organizacji Bezpiecznych Wakacji czy Biegów Niepodległości. Jestem otwarta na sprawy społeczne, losy ludzi są dla mnie ważne i priorytetowe. Jako psycholog podejmuję działania związane z pomaganiem ludziom bezdomnym i bezrobotnym, próbującym wrócić na rynek pracy. Lubię czytać książki, nie tylko psychologiczne, od czasu kiedy wybudowałam z moją rodziną dom, pasją stało się ogrodnictwo. Lubię aktywnie spędzać czas, chętnie podróżuję, jeżdżę na nartach, chodzę po górach. Na co dzień jestem żoną i matką, spełnioną kobietą.
   
Andrzej Wiśnioch: Od urodzenia mieszkam w Świdniku. Tutaj chodziłem do szkoły podstawowej i liceum im. W. Broniewskiego. Później zacząłem edukację w Lublinie. Jestem absolwentem matematyki na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii UMCS. Ukończyłem też studia podyplomowe na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie pracuję jako informatyk w jednej z lubelskich firm. Jestem także ławnikiem Okręgowego Sądu Pracy w Lublinie, prezesem Towarzystwa Śpiewaczego Arion oraz chórzystą chórów Arion i św. Kingi. W 2014 roku zostałem uhonorowany odznaczeniem Bene Merenti Civitati Świdnik. Chętnie angażuję się w działania na rzecz miasta i akcje charytatywne. Udało mi się zorganizować cykl koncertów charytatywnych „Świdniccy muzycy dla Pawełka” oraz „Pomóżmy Pawełkowi”. Prywatnie jestem mężem Elżbiety i ojcem Małgorzaty. Interesuję się historią i poezją śpiewaną. Od lat jestem miłośnikiem Lubelskiej Federacji Bardów. Piszę też wiersze i teksty publicystyczne dla miesięcznika Nasz Świdnik i portalu Świdnik – Wysokich Lotów. Jestem również wydawcą gazety parafialnej „U św. Kingi”. Bardzo lubię zajęcia w ogrodzie i kontakt z przyrodą. Fascynuje mnie teatr, możliwość kreowania, interpretowania i odnajdywania w nim siebie. Lubię Świdnik, bo jest dobrym i przyjaznym miastem, które harmonijnie się rozwija, wykorzystując szansę, jaką dała mu współczesna historia. To miasto, które dba o własne tradycje, a jego mieszkańcy są interesującymi i miłymi ludźmi.
   
  Konrad Sawicki: Od urodzenia mieszkam w Świdniku. Tutaj chodziłem do szkoły podstawowej i gimnazjum. Później zacząłem edukację w Lublinie. Ukończyłem studia magisterskie w KUL, a teraz wielkimi krokami zbliżam się do obrony doktoratu w ramach Międzywydziałowych Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich „Odpowiedzialność społeczna w innowacyjnej gospodarce”. Pomimo nauki w Lublinie, Świdnik zawsze był moją małą ojczyzną. To nie tylko miejsce zamieszkania, ale i miejsce, w którym realizowałem i wciąż realizuję swoje pasje. W okresie szkolnym była to piłka nożna i wieloletnia przygoda z Avią Świdnik. Wiele radości sprawia mi aktywność na rzecz naszej świdnickiej społeczności. Inspiracje do tego rodzaju działalności czerpałem od moich Mistrzów: Małgorzaty Latoch- Zielińskiej, długoletniej wychowawczyni, prof. Danuty Opozdy, promotor mojej pracy magisterskiej oraz ks. prof. Mariana Nowaka, z którym obecnie współpracuję. Równie istotne dla mojego działania w Świdniku były studia na Göteborg University w Szwecji, które pozwoliły mi spojrzeć na naszą rzeczywistość z szerszej perspektywy. To doświadczenie umocniło mnie w przekonaniu o wartości naszej kultury i tradycji, o które powinniśmy dbać. Działam na rzecz doktorantów KUL jako prezes zarządu Rady Doktorantów. Od ubiegłego roku reprezentuję świdniczan w Radzie Miasta. Pracuję także jako przedstawiciel spółdzielców, w Radzie Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej. W miarę możliwości pomagam rodzicom w prowadzeniu firmy. W czasie wolnym grywam w siatkówkę i piłkę nożną, a ostatnio prowadzę także bloga na stronie www.swidnik.pl. Przygotowywanie minifelietonów to dla mnie wspaniała odskocznia od pisania tekstów naukowych. W przyszłości, już po doktoracie, chciałbym kontynuować pracę naukowo- dydaktyczną. Dobrze się w niej odnajduję, a zwłaszcza w prowadzeniu zajęć ze studentami. Ćwiczenia i wykłady na Uniwersytecie prowadzę od czterech lat. Planuję dalej podążać tą ścieżką, a zdobytą wiedzę i doświadczenie wykorzystywać również w aktywności na rzecz Świdnika.
   
  Marcin Dmowski: Ukończyłem Wydział Prawa i Administracji UMCS w Lublinie. Po studiach założyłem własną firmę Provend www. supergadzetyreklamowe.pl, która zajmuje się importem i produkcją gadżetów reklamowych. Chwile wolne od pracy najczęściej spędzam z moją rodziną, córeczką Natalką i żoną Anią. Uwielbiam też piłkę nożną, której poświęcam dużo czasu, zarówno jako kibic, jak i zawodnik. Czas spędzony „na sportowo” pozwala mi oderwać się od problemów dnia codziennego. Marzenia… nie są zbyt wygórowane. Chciałbym po prostu przeżyć życie bez większych kłopotów, ale tak, żeby coś po sobie zostawić. Społecznie udzielam się jako samorządowiec. W zeszłorocznych wyborach uzyskałem mandat radnego mojego miasta. W Radzie Miasta przewodniczę klubowi radnych Rodzina i Prawo, pracuję w Komisji Oświaty, Rodziny i Spraw Społecznych, której jestem wiceprzewodniczącym oraz w Komisji Zdrowia, Sportu i Turystyki. Pracując w samorządzie chciałbym realizować wizję Świdnika przyjaznego wszystkim mieszkańcom. Miasta, z którego nie chce się wyjeżdżać.
   
  Paweł Kasperek: Jestem szczęśliwym rodzicem, lokalnym patriotą i początkującym przedsiębiorcą. Na co dzień dzielę swój czas między dziesięciomiesięczną córkę i pracę zawodową. Moje marzenia nie są pewnie oryginalne. Chciałbym być zdrowy i szczęśliwy. Mieć dom, gdzieś na wsi, najlepiej w okolicach Świdnika. Od urodzenia mieszkam w Świdniku i czuję się mocno związany z tym miastem. Jako dziecko zastanawiało mnie, skąd wzięła się jego nazwa. Wydawała się dziwna, wymawiana jednym tchem. Był taki czas w moim życiu, kiedy czynnie uczestniczyłem w lokalnym ruchu kibicowskim. Jestem dumny z klubu FKS AVIA i postawy świdnickich kibiców, którzy nawet obraźliwy przydomek potrafią przekuć w coś fajnego. Lubię Świdnik. Znam jego ulice na pamięć. Jest tu spokojnie, cicho i bardzo zielono. W pobliżu mamy trzy lasy, z czego dwa powoli stają się parkami. Niektórzy mówią, że jesteśmy „sypialnią” Lublina, jednak myślę, że mieszkanie tutaj jest wygodniejsze i bardziej komfortowe. Uważam, że jako mieszkańcy lotniczego miasta, mamy wiele powodów do dumy. Mamy wspaniałą historię i sportowe tradycje, które należy hołubić.
   
  Mariusz Kiryła: Jestem mężem, ojcem dwójki dzieci, katolikiem i artystą- malarzem. Od dwudziestu lat mieszkam w Świdniku. Bywałem tu, a jednocześnie w Paryżu, z różną częstotliwością. Mogę śmiało powiedzieć, że wiele udało mi się osiągnąć. Od lat obserwuje Świdnik. To miasto mnie inspiruje, nie tylko w wymiarze osobistym.. Zawsze szedłem własną drogą. Czasem błądziłem, ale dzięki temu dziś mam ten komfort, że wiem, dokąd zmierzać. Doświadczenie życiowe nauczyło mnie widzenia kolorów, zdarzeń i ich przetwarzania. Teraz swoją wiedzę mogę przekazywać innym. Kilka lat temu przyszła do mnie grupka młodych świdniczan z prośbą, żebym uczył ich malować. Zajęcia odbywały się w moim prywatnym atelier, a później w pracowni przy kościele pw. NMP Matki Kościoła. Przez te kilka lat zdarzyło się wiele. Przez moją pracownię przeszło wiele niesamowitych osób, między innymi: Gruzi i Michał Mejnarowicz, absolwenci ASP we Wrocławiu, Olena Glinka, studentka ASP w Krakowie oraz młody, bardzo zdolny chłopak, obecnie uczeń liceum plastycznego. Myślę, że moja przygoda z malarstwem dopiero się zaczyna. Wydawałoby się, że jeśli ciągle powtarzamy jakieś działania, to powinny nam się znudzić. Jednak lata upływają, a ja wciąż tworzę i czuję smak malowania, który za każdym razem jest inny. Moim największym marzeniem jest, by ciągle malować i odkrywać coś nowego.
   
  Aneta Jagieła: Jestem nauczycielem języka polskiego i filozofii, a jednocześnie pełnię funkcję wicedyrektora w I LO. Początkowo nie wiązałam swoich planów z zawodem nauczyciela. Nie potrafiłam wyobrazić sobie odpowiedzialności za wykształcenie drugiego człowieka. Dopiero na studiach polonistycznych, stwierdziłam, że to jest właśnie „to”. Wtedy zakiełkowała we mnie miłość do filozofii. Na własną rękę starałam się czegoś dowiedzieć i próbować zrozumieć. Wzięłam udział w olimpiadzie filozoficznej i zaczęłam studiować filozofię. Cieszę się, że kierunki, w których się kształciłam, stały się moim zawodem i pasją. Ucząc filozofii, mam okazję rozmawiać z młodymi ludźmi, którzy równie mocno się nią pasjonują. Fajnie, że razem z ich zainteresowaniem, idzie w parze chęć udziału w olimpiadzie i nauka filozofii akademickiej. Jestem bardzo mocno związana ze szkołą i chciałabym, żeby liceum stało na jak najwyższym poziomie. Moją ogromną pasją są też góry i wspinaczka.Do tej pory przeszłam wzdłuż i wszerz wszystkie polskie góry, teraz nieśmiało wyruszam w Alpy i Dolomity. Mam nadzieję, że kiedyś dotrę do Himalajów. Moją małą ojczyzną jest Radom i osiedle Nad potokiem. Na jego obrzeżu do dziś znajdują się łąki i do takiego obszaru jestem przyzwyczajona. Lubię wyjeżdżać do dużych miast, obcować z kulturą, teatrami i muzeami, ale jeśli chodzi o mieszkanie, to takie aglomeracje są bardzo męczące. Właśnie dlatego dobrze czuję się w Świdniku.
   
  Bartłomiej Pejo: Świdnik jest moim rodzinnym miastem. Tutaj rozpoczynałem naukę, którą później kontynuowałem w Lublinie i Warszawie, gdzie studiowałem w Szkole Głównej Służby Pożarniczej oraz na Wydziale Zarządzania Politechniki Warszawskiej. W wakacje często podróżowałem, a jednocześnie spełniałem potrzeby ekonomiczne żaka, zajmując się pilotażem wycieczek zagranicznych po Europie dla grup młodzieżowych. W trakcie studiów, rozpocząłem również drugą pracę w branży automotive, w której dosyć szybko się odnalazłem i po 6 miesiącach objąłem stanowisko managera regionalnego. W Warszawie spędziłem niespełna 10 lat, mieszkając głównie na zielonym Żoliborzu, nawiązując przyjaźnie, które przetrwały do dziś. W ubiegłym roku postanowiłem wrócić do Świdnika i rozpocząć nowy etap życia zawodowego. Potrzebowałem tego czasu, aby móc powiedzieć, że Świdnik jest moim miejscem na ziemi. Obecnie zajmuję się marketingiem gospodarczym i rozwojem miasta, prowadzę Biuro Obsługi Inwestora. W listopadzie, otrzymałem od świdniczan mandat zaufania – zostałem radnym Powiatu Świdnickiego V kadencji. Jestem przekonany, że nie zawiodę moich wyborców. Aktualnie zajmuje się różnymi projektami, jednym z priorytetowych jest Strefa Aktywności Gospodarczej przy Porcie Lotniczym Lublin w Świdniku. Pracuję również nad Strategią Rozwoju Gminy na lata 2015-2025. Już wkrótce uruchomiony zostanie program lojalnościowy „Mieszkam w Świdniku - kupuję w Świdniku”, który mam nadzieję, stanie się prawdziwym „motorem sukcesu świdnickiego biznesu.” Pomysłów do realizacji jest oczywiście więcej... À propos motocykli – to właśnie im, m.in. poświęcam ostatnio swój wolny czas. Teraz, kiedy mieszkam w Świdniku, staram się odkrywać niedocenione piękno Lubelszczyzny. Do zobaczenia na trasie!
   
Maciej Lubaś: Świdnik Miasto Dla Ludzi – taka idea przyświeca mojej aktywności na rzecz miejsca, z którym jestem związany, w którym jestem od dziecka zakorzeniony. Jestem społecznikiem (taki niemodny teraz termin). Pracuję w Stowarzyszeniu „Modrzew”, gdzie się rozwijam i spełniam zawodowo jako animator społeczny i doradca organizacji pozarządowych. Poza tym jestem aktywistą rowerowym. Koleżanki oraz koledzy dali mi mandat zaufania i zostałem prezesem Stowarzyszenia Świdnik Miasto Dla Rowerów, którego celem jest animacja i rozwój ruchu, świadomości oraz infrastruktury rowerowej. Od 2013 roku jestem inicjatorem powstania budżetu obywatelskiego w Świdniku, dzięki któremu mieszkańcy zadecydują, na co mają być wydane nasze wspólne pieniądze. Niedawno moja aktywność obywatelska na rzecz Świdnika została zauważona i doceniona przez Prezydenta RP oraz Fundację im. Stefana Batorego. Moje hobby to gotowanie, jazda na rowerze oraz granie na didgeridoo, czyli rodzaju drewnianej trąby aborygeńskiej.
   
  Beata Barszczyk: Jestem nauczycielem języka polskiego i historii w Powiatowym Centrum Edukacji Zawodowej. Zawsze chciałam uczyć. Marzyłam o tym, odkąd zaczęłam mówić i być świadoma. Mam trzech braci, więc kiedy byliśmy mali, często bawiliśmy się w szkołę. Oczywiście, to ja byłam nauczycielem. Uczyliśmy się rysować szlaczki, pisać literki. Miałam nawet specjalny dziennik, w którym wszystko zapisywałam. Bardzo miło wspominam tamte czasy. Wybierając studia, od razu wiedziałam kim chcę zostać. Był taki moment, że zastanawiałam się, czy nie powinnam pracować jako wychowawca przedszkolny, jednak nauczanie w gimnazjum lub szkole ponadgimnazjalnej, wydało mi się ciekawsze. Jak każda kobieta, chciałabym spełniać się jako matka i rozwijać się zawodowo. Lubię robić zdjęcia i pisać wiersze. Być może kiedyś przestanę pisać „do szuflady” i uda mi się wydać coś swojego. Nie lubię spokoju. Muszę się przemieszczać, podróżować. Uwielbiam mieszkać w Świdniku i nie wyobrażam sobie, że mogłabym żyć gdzie indziej. Owszem, są miasta, które podobają mi się pod względem turystycznym. Jestem zakochana w Krakowie, ale nie chciałabym tam zostać na stałe. Świdnik jest spokojny i bardzo zielony. Nie czuje się w nim chaosu i ciągłej bieganiny. Jest po prostu atrakcyjny i daje wiele możliwości.
   
Maria Weronika Witkowska: W 2006 roku otrzymałam dyplom magistra sztuki. Specjalizacja, jaką sobie wybrałam podczas studiów to malarstwo, ale zdecydowanie wolę rysunek. Każdą wolną chwilę poświęcam wymyślaniu ilustracji i krótkich komiksowych opowiadań. Z podobną pasją oddaję się pracy. Jestem instruktorem terapii zajęciowej w Polskim Stowarzyszeniu na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym (Koło w Świdniku), a co za tym idzie, codziennie tworzę, dzięki czemu czuję, że się spełniam. Na pytanie, za co lubię Świdnik, natychmiast przychodzi mi do głowy odpowiedź: za bezpieczeństwo. Mogę tu bowiem o każdej porze dnia czy nocy wybrać się na spacer, wdychać świeże powietrze i poszukiwać inspiracji do kolejnych graficznych przedsięwzięć. Nierzadko towarzyszy mi przy tym muzyka, kolejne źródło mojego natchnienia, choć czasem żal zakładać słuchawki! Mamy przecież w Świdniku tyle rozśpiewanych ptaków! Nasze małe miasteczko to świetne miejsce na obcowanie z naturą! 
   
  Angelika Małyska: Moją pasją jest taniec. Od trzech lat tańczę w Lubelskim Domu Kultury, jednak swoją przyszłość wiążę z medycyną. Chciałabym zostać lekarzem, dlatego uczę się w klasie biologiczno- chemicznej. Interesuję się też polityką. Już drugą kadencję jestem przewodniczącą Młodzieżowej Rady Miasta. Swoją przygodę z polityką zaczęłam cztery lata temu w Stowarzyszeniu „Świdnik Młodych”. Początkowo pracowaliśmy nad projektem, finansowanym przez Unię Europejską. Realizowaliśmy jego założenia, braliśmy udział w różnych spotkaniach i konsultacjach. W rezultacie, udało nam się stworzyć organ umożliwiający młodzieży zabierać głos w sprawach Świdnika.
   
  Paweł Łuciuk: Inżynier architekt, student grafiki na Wydziale Artystycznym UMCS w Lublinie. Zajmuję się filmem animowanym. W kilku uwieczniłem historię naszego miasta, związanego z nim lotnictwa, strajki, Świdnickie Spacery oraz wybitnego pilota - Tadeusza Górę. Interesuję się też generatywną sztuką cyfrową - zajmuję się programowaniem wizualnym i mappingiem 3D. Szczególnie pasjonuje mnie tworzenie algorytmicznych wizualizacji do muzyki. Urodziłem się, mieszkam i pracuję w Świdniku. Tutaj skończyłem szkołę podstawową, szkołę muzyczną i gimnazjum, a teraz zakładam tu rodzinę. Doceniam ciszę i spokój tego miasta, brak korków oraz to, że wszędzie można szybko dotrzeć piechotą lub rowerem. Zaletą jest też bliskość Lublina, gdzie studiuję i uczestniczę w życiu kulturalnym.
   
 

Katarzyna Marjasiewicz: Mieszkam w Świdniku od urodzenia. Od blisko osiemnastu lat prowadzę Teatr Puk – Puk w Miejskim Ośrodku Kultury i śmiało mogę powiedzieć, że praca to moja pasja. Uwielbiam teatr przede wszystkim za jego synkretyzm, który nie pozwala mi się nim znudzić. Fascynuje mnie przede wszystkim tworzenie widowisk autorskich, bowiem mam wtedy wpływ na każdy najmniejszy element, począwszy od scenariusza, scenografii, na liczbie aktorów występujących w spektaklu skończywszy. Teatr jest dla mnie także sztuką obserwacji i umiejętnością wydobycia z aktora tego, co w nim najlepsze i wykorzystania jego naturalnych predyspozycji. Wraz z członkami zespołu dużo podróżuję, prezentując nasze widowiska w różnych miastach Polski. W naszym dorobku znajduje się wiele festiwalowych nagród, m.in. I nagroda w konkursie TVP (II Przegląd Uczniowskich Zespołów Teatralnych), organizowanym w ramach Internetowego Teatru Telewizji dla szkół (2014), II nagroda TVP 2 w konkursie stypendialnym „Dolina Kreatywna” (2008), I nagroda na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Dzieci i Młodzieży „Wigraszek” (2010, 2014), srebrny róg króla Jana podczas Biesiady Teatralnej – Konfrontacji Teatrów Małych Form w Horyńcu Zdroju (2009) i wiele innych. W 2010 roku zostałam również uhonorowana nagrodą Burmistrza Miasta Świdnik za całokształt twórczości. Jako pracownik MOK organizuję również szereg imprez kulturalnych. Jestem, m.in. głównym koordynatorem Spotkań Teatrów Ulicznych w Świdniku. Kieruję również zespołem zajmującym się działalnością Strefy Historii („małego” świdnickiego muzeum). W ostatnich latach byłam szefem sztabu WOŚP w Świdniku. Od 2014r. prowadzę również Teatr „Kto tam?” oraz Fundację „Architekci kultury”, której celem jest, m.in. animowanie i edukowanie społeczeństwa, a także aktywizacja oraz integracja środowiska lokalnego, przede wszystkim poprzez działania artystyczne. Z wykształcenia jestem także logopedą i zajmuję się terapią osób z zaburzeniami mowy o charakterze afatycznym. Prywatnie jestem szczęśliwą żoną i mamą dwóch wspaniałych synów. Choć czasem mam co do tego maleńkie wątpliwości, Świdnik jest chyba moim miejscem na ziemi. Jestem dumna z jego historii. Lubię nasze miasto ze względu na panującą w nim ciszę, spokój, kameralność. Mam tu wszystko, co jest dla mnie ważne: rodzinę, dom i pracę.

   

Maria Kujawska: Urodziłam się 16 lipca 1942 roku, w Koloni Bezek Dębiński, w powiecie chełmskim. Tam też poznałam swojego przyszłego męża, Stefana, który odwiedzał w mojej wsi kolegę. Pobraliśmy się w 1961 roku i przyjechałam do Świdnika, bo tutaj mąż pracował. Zamieszkaliśmy w osiedlu Adampol. Świdnik wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Dookoła pola, nie było tyle domów, bloków. Wiosną i jesienią ulicą Wojska Polskiego szło się po błocie, bo nie była jeszcze wyasfaltowana. Na początku zajmowałam się krawiectwem. Później, jak już dzieci trochę podrosły mamy dwie córki, zatrudniłam się w Szkole Podstawowej nr 2, jako woźna. Pracowałam tam aż do emerytury. Teraz pochłania mnie ogrodnictwo. Mamy działkę przy domu oraz w ogrodzie działkowym. Sadzę kwiaty, uprawiam warzywa. Lubię też szydełkować. Świdnik bardzo mi się podoba. Jest ładnie, zielono, spokojnie. Mamy piękny dom kultury, kino, stadion, lotnisko. Lubię to miasto i nigdy nie myślałam o tym, żeby stąd wyjechać, chociaż na początku, kiedy jeszcze żyli moi rodzice, tęskniłam za rodzinnymi stronami. Czy coś bym zmieniła w Świdniku? Chyba tylko to, żeby komunikacja miejska jeździła również w Adampolu. Dla starszych ludzi byłoby to duże ułatwienie.

   
Tomasz Deutryk: Jestem muzykiem. Mam szczęście być człowiekiem, który przekuł swoją pasję w zawód. Studiuję na wydziale jazzu i muzyki estradowej, a także pracuję w Miejskim Ośrodku Kultury jako instruktor zespołów muzycznych. Poza muzyką, interesuję się, na poziomie amatorskim, fizyką kwantową, astrofizyką, filozofią i psychologią. Mam różne marzenia. Chciałbym zdać egzamin na prawo jazdy, skończyć studia oraz dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda nasz świat, z czego jest zrobiony i kim jesteśmy. Świdnik jest miastem, które mi się podoba i niepodobna jednocześnie. Czuję się tu jak u siebie w ogródku. To małe, sympatyczne miasteczko, gdzie każdy się zna, osobiście, albo chociaż z widzenia. Jednak z drugiej strony, Świdnik to Polska „C”. Możliwości rozwoju są mocno ograniczone, ale nie równe zeru. Wszystko zależy od naszej kreatywności. Jeśli mamy ją w sobie, to miejsce, w którym przebywamy nie jest ważne.
   

Barbara Hajkowska-Pirek: Pracuję w Przedszkolu nr 4, w oddziale prowadzonym metodą Marii Montessori. Mam trzech wspaniałych synów i ukochanego męża, którzy zawsze mnie wspierają. W 2013 roku, dzięki pomocy wielu osób, udało mi się zorganizować pierwszy Orszak Trzech Króli w Świdniku. Od tej pory, co roku razem z wolontariuszami, zajmuję się przygotowaniem tego barwnego korowodu. To dla mnie ważne wydarzenie, bo wielu świdniczan wspólnie obchodzi święto Objawienia Pańskiego. Do Świdnika przeprowadziłam się w 2000 roku. Na początku trudno było mi się przyzwyczaić do nowego miejsca. Tęskniłam za spokojnymi uliczkami dzielnicy Dziesiąta w Lublinie, gdzie poprzednio mieszkałam. Jednak, kiedy urodził się mój pierwszy syn, poczułam, ze jesteśmy już w domu. Poznałam tu wielu wspaniałych ludzi, zawarłam przyjaźnie na lata. Świdnik to pewnie miasto, jakich wiele w Polsce, ale ze względu na historię i teraźniejszość, jedyne w swoim rodzaju.

   
Monika Lechnio-Lewicka: Urodziłam się w Świdniku. Tutaj uczęszczałam do szkoły podstawowej i liceum ogólnokształcącego. Jestem nauczycielką języka polskiego w Gimnazjum nr 3 oraz wielką miłośniczką kotów. Mam dwa dachowce oraz niezliczoną ilość figurek i gadżetów z kocimi motywami. Interesuje mnie również sport lokalny, szczególnie piłka nożna halowa. Współorganizuję Wojewódzki Konkurs Ortograficzny im. dr. Sławomira Myka „O Złote Pióro Burmistrza Świdnika”, którym corocznie składam hołd wspaniałemu pedagogowi i nieżyjącemu już Wychowawcy. Co najważniejsze, treści kolejnych dyktand zawsze nawiązują do jubileuszowych wydarzeń świdnickich. Kocham Świdnik. Mamy wielu twórców kultury, wspaniałych zawodników klubu Avia, zakłady i port lotniczy. Cieszę się, że nasze miasto słynie ze Świdnickich Spacerów i jestem dumna z tego, że to u nas rozpoczęły się strajki, przyczyniające się do wolności Polski. Tu życie płynie wolniej niż w wielkich miastach, ale mimo wszystko mamy możliwość rozwoju.
   
  Iwona Kozak: Jestem absolwentką Socjologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Chętnie rysuję i czytam ciekawe książki. Mam całkiem pokaźną kolekcję, bo nie lubię ich wypożyczać. Z zamiłowania jestem artystką. Maluję, piszę opowiadania, ale zdarza mi się też rzeźbić. Uwielbiam Świdnik, bo jest tu spokojnie, cicho i bardzo czysto. Poza tym, miasto nie jest duże, dzięki czemu drogę do moich przyjaciół mogę pokonać w 15 minut. Moja rodzina ma silne związki z historią Świdnika. Dziadkowie przeprowadzili się tu, gdy powstało WSK. Dziadzio, Henryk Gontarz był współtwórcą Radia „S” oraz działał w Solidarności. Zawsze wpajał nam, że ziemia, na której mieszkamy jest ważna i to my wpływamy na to, jak wygląda środowisko, w którym żyjemy. Sami wijemy sobie własne gniazdo
   
 

Wojtek Klimkiewicz: Urodziłem się w Świdniku, w 1979 roku. Tutaj chodziłem do szkoły podstawowej i technikum mechanicznego. Obecnie studiuję w Rick Young Black Belt Academy w Szkocji. Zajmuję się sportami i sztukami walki, prowadzę szkołę oraz szkolenia na terenie Polski i na świecie. Za największe sukcesy uważam zdobycie medali podczas mistrzostw Europy i świata w brazylijskim jiu jitsu. Ostatni, srebrny, przywiozłem w styczniu z Lizbony. Prowadzę zdrowy tryb życia, dużo podróżuję. Wszystko to wiąże się z tym, co robię. Świdnik uważam za miasto z dużym potencjałem. Jedyna rzecz, której mi brakuje to obiekty sportowe z odkrytym basenem. Można by tam zorganizować na przykład ciekawe wydarzenia sportowe. Jako patriota cieszę się, że to właśnie w naszym mieście ruszył pierwszy oddział obrony narodowej. Podoba mi się Świdnik, dlatego tu mieszkam.