• SH
  • rodzinka
  • Zdrowy Świdnik
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Idzie sobie Grześ...
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Repertuar
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Schronisko w Krzesimowie
sobota, 10 grudzień 2016 08:46

W butach urodzona

Napisał 

Trzy sklepy obuwnicze, w tym jeden w Świdniku, hurtownia torebek, a w planach sklep internetowy i kolejny, stacjonarny w innym mieście. Tak w skrócie można opisać działalność Mileny Cinner, menadżerki sklepu Mila, mieszczącego się w Galerii Venus. Skąd to zainteresowanie galanterią i obuwiem? Wszystko zaczęło się 20 lat temu…

- Wtedy mama otworzyła pierwszy sklep w Łęcznej. Początkowo mieścił się na targu, później przeniosła go do centrum handlowego. Umowę założenia działalności podpisała w dniu, w którym się urodziłam i może dlatego wszyscy żartują, że jestem w butach urodzona. Zawsze podobała mi się ta branża i praca z nią związana. W dzieciństwie jeździłam z rodzicami do hurtowni i producentów. Skończyłam studia na Uniwersytecie Warszawskim, na kierunku menadżerskim. Równolegle studiowałam innowację i przedsiębiorczość. Przyjaciele powtarzali, że na pewno zostanę w stolicy, ale wiedziałam, że tak nie będzie. Do domu przyjeżdżałam co tydzień, po to, żeby w weekend stanąć w sklepie. Chciałam wiedzieć, co się w nim dzieje. W trakcie sesji, kiedy z powodu nauki nie mogłam na dłużej pojechać do domu, odwiedzałam hurtownie i producentów. Spędzałam z nimi czas, rozluźniałam się i wracałam do siebie, by dalej się uczyć. Jestem idealistką i nie chciałabym robić czegoś, czego nie lubię. Praca menadżera sprawia mi ogromną frajdę.

- Buty mają w sobie to „coś”?

- Gdyby nie one, na pewno nie wyjechałabym do Warszawy i nie rozwinęła swoich zainteresowań. Prowadzenie własnego biznesu, to nie tylko zamawianie towaru, ale też marketing i zarządzanie ludźmi, które jest jednym z najtrudniejszych obszarów prywatnej działalności. W naszym zespole pracują same kobiety. Są świetnymi ekspedientkami i doradcami. Bardzo dobrze dogadują się ze sobą, z klientami, ze mną. Potrafią stworzyć miłą atmosferę w sklepie. Każda z nich ma własny, niepowtarzalny styl. Przede wszystkim jednak, dziewczyny starają się dopasować obuwie do gustu klienta. Kiedy ktoś wchodzi do sklepu od razu wiedzą, co mogą mu zaproponować. Własna działalność rozwija też kreatywność, bo cały czas musimy coś wymyślać, analizować, co się sprzedaje. Ważny jest merchandising, czyli przestawianie towarów. Uczy, w jaki sposób eksponować towar, na jakiej półce i wysokości, żeby przyciągnąć wzrok klienta. Dzięki tej pracy jestem niezależna.

- Czym kierujecie się, wybierając obuwie do sprzedaży?

- Stawiamy na rodzime marki. Raz na pół roku odbywają się targi obuwnicze, na które zawsze jeździmy. Można tam spotkać wszystkich polskich producentów. Na najbliższych będzie można zamawiać kolekcje letnie. Wiemy już, jakie będą trendy. Jesteśmy po pertraktacjach z kilkoma firmami. Rozmawiamy z klientami, poznajemy ich oczekiwania i potrzeby. Dzięki temu wiemy, czego wymagać od dostawców. Jeśli więc mamy jakieś sugestie odnośnie fasonu, chcemy zmienić kolor czy wysokość obcasa, możemy to modyfikować. Producenci są pod tym względem bardzo elastyczni. Sprzedajemy też buty firm niemieckich Tamaris i Riker, które jakościowo są bardzo dobre. Mają jednak inną estetykę. Krajowe są eleganckie, lakierowane. W zagranicznych kładzie się nacisk na jakość i wygodę, wygląd obuwia schodzi na dalszy plan. Mamy też buty hiszpańskie i włoskie.

- Jakie modele będziemy nosić tego lata?

- Moda niewiele zmieni się w stosunku do tego, co było w tym sezonie. Jeśli chodzi o kolory, dalej będą pojawiać się odcienie złota, srebra, pastele. Pamiętam, że gdy w tym roku na czasie stały się buty z grubymi, białymi spodami, klienci nie mogli się do nich przyzwyczaić. Pierwsze wrażenie było niekorzystne. Niektórzy określali je mianem „czołgów”, nie chcieli ich mierzyć. W końcu jednak znaleźli się amatorzy takiego obuwia. Kiedyś wszyscy chodziliśmy w tym samym. Modne były buty „w czubek”, przez co wiele osób nabawiło się schorzeń typu haluksy. Teraz możemy wybierać z wielu różnych modeli, stawiając przede wszystkim na wygodę. Nie kupujemy już butów „jednorazowych”, specjalnie na jakąś uroczystość, na przykład ślub. To się zmieniło. Panny młode nie wybierają tradycyjnych pantofli z salonów ślubnych. Przychodzą do takich sklepów jak nasze i szukają butów w pudrowym kolorze, które mogłyby wykorzystać w przyszłości.

- Jakie macie plany na dalsze lata?

- Następnym krokiem będzie otwarcie sklepu internetowego. Za jakiś czas poszukamy też nowego lokalu, w kolejnym mieście.

Agata Flisiak

Czytany 495 razy

Najczęściej czytane

  • mural-4
  • DSC_0579
  • DSC_0567
  • mural-3
  • DSC_0559
  • mural-5
  • DSC_0617
  • dsc_0043
  • DSC_0611
  • DSC_0587
  • DSC_0643