Biznes trwalszy niż papier - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 03 wrzesień 2016 09:19

Biznes trwalszy niż papier

Napisał 

Pani Izabela Chojnacka jest przedsiębiorcą już 11 lat. Nie zaczynała od podstaw, przejęła rodzinny biznes. Choć czasami nie jest łatwo, mówi, że nie zamieniałaby się na inny rodzaj pracy.

- Jest pani mamą Iwa, trzecioklasisty i Mikołaja, który idzie do zerówki szkolnej. Ile wydała pani na wyprawki dla nich?

- Mam tę dobrą sytuację, że prowadzę sklep z artykułami papierniczymi i zabawkami, stąd wiem, co jest dobre i co się dzieciom podoba. Jednak nie szaleję z zakupami. Choć ich potrzeby są różne, na każdego wydałam ok. 130 złotych. Oczywiście poza podręcznikami, bo te otrzymają w szkole.

- Czy program 500 plus wpłynął pani zdaniem na poziom zakupów w sklepie?

- Tak. I to bardzo. Od kilku lat przychodziły do mnie mamy robić zakupy przed 1 września. Wiem, że mają duże rodziny. Korzystały z opustu. W tym roku zrobiły zakupy większe niż zwykle i rzadziej pytały, jaka będzie końcowa cena. To chyba dobrze.

- Jak się prowadzi sklep z asortymentem, którego nie kupuje się codziennie?

- Trudno. Łatwiej o klientów przed pierwszym dzwonkiem. Przychodzą najczęściej ci, którzy wiedzą, że mam artykuły do szkoły w dobrej cenie. Na przykład okładki na książki, które później trafią do ich młodszych kolegów. W tym roku wyprawka dla pierwszoklasisty to koszt ok. 100 złotych. Moje ceny są porównywalne z tymi w sklepach sieciowych czy wielkopowierzchniowych. Staram się mieć artykuły dobrej jakości, głównie polskich producentów i to klienci doceniają. W czasie roku szkolnego wpadają uczniowie z pobliskiego zespołu szkół po zeszyt, pisak czy teczkę. Wiedzą, że u mnie zawsze znajdą to, co jest im potrzebne.

- Skąd pomysł na prowadzenie sklepu papierniczego?

- Skończyłam studia humanistyczne, a nie chcąc mieć szefa nad sobą, skorzystałam z propozycji taty i przejęłam po nim sklep. Zaczynał w 1995 roku, ja prowadzę działalność od 2005 roku. Można powiedzieć, że to przypadek, ale nie do końca. Skorzystałam z okazji stworzonej przez tatę i staram się nie tylko dalej prowadzić, ale rozwijać działalność. Wiem, że nie utrzymam się tylko z artykułów szkolnych, dlatego w sprzedaży są także zabawki, a sezonowo – nasiona. Staram się, by towar był atrakcyjny, dobrej jakości i niedrogi. Mam stałych klientów, którzy kupowali jeszcze u taty, a dziś przychodzą do mnie. To mnie cieszy, bo oznacza, że cenią to, co robię.

- Czy prowadzenie własnego biznesu w hali targowej pomaga?

- Bardzo. To, że działamy na uboczu, oddaleni od centrum, mogłoby spowodować, że klient do nas by nie dotarł. A tak razem, w jednym miejscu, mamy możliwość zaproponowania różnych produktów pod wspólnym dachem, dodatkowo korzystając z obecności świdniczan tradycyjnie kupujących warzywa i owoce na targu obok. Wszyscy są zadowoleni: klienci, bo mogą kupić potrzebne rzeczy w jednym miejscu i po atrakcyjnej cenie, my, kupcy – bo jest klient i interes się kręci.

- Przystąpiła pani do programu „Mieszkam w Świdniku, kupuję w Świdniku”. Dlaczego?

- Uważam to za bardzo dobry pomysł. Trzeba wspierać lokalnych przedsiębiorców. I promować inicjatywy lokalne. W handlu powinien liczyć się nie tylko zysk, ale też serce i życzliwość. Kupujący w ma łych sklepikach przychodzą nie tylko po towar. Chcą pogadać, pobyć z innymi ludźmi. Tworzą się silne więzi, które powodują, że zawieramy znajomości na lata. Przestajemy być anonimowi, tak jak ma to miejsce w hipermarketach. Pani Józef czy pani Anna kupujący zabawki dla wnuków na komunię czy pod choinkę, nie przyjdą do mnie tylko raz. Wrócą po nasiona wiosną, albo w terminach urodzin wnucząt po drobiazgi dla nich. Świdnik się starzeje, stąd wielu klientów, którzy nie muszą tu kupować, ale chcą, bo robią to od lat. Mogą pooglądać, pogadać, poprosić o radę. To miłe. Często przy chodzą także ludzie korzystający z programu Rodzina 3 Plus. Robią stale zakupy i wspólnie mamy z tego korzyści.

- Czyli hala targowa staje się polem nie tylko handlu, ale także współpracy, przyjaźni?

- Można tak powiedzieć. Przyjaźni i pomocy. Wspieramy się jako handlujący, ale także staramy się działać na rzecz innych. Jeśli tylko pojawia się potrzeba by pomóc, skrzykujemy się i oferujemy to, co kto może.

Justyna Kowalczyk

Czytany 298 razy