Podążamy swoim torem - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 10 wrzesień 2016 08:59

Podążamy swoim torem

Napisał 

Przedsiębiorstwo Topsport istnieje na rynku od 1997 roku. W jego ofercie znajdują się, m.in. puchary, medale, trofea szklane, przypinki, dyplomy, ulotki. O działalności firmy, jej wyrobach i relacjach z klientami opowiada Teresa Kosińska, właścicielka.

- W przyszłym roku będziecie obchodzić dwudziestolecie działalności. Jak wyglądały Wasze początki?

- To był pomysł mojego męża. Namówił mnie, żebym pomogła mu w prowadzeniu firmy, mimo że nie było to związane z moim wyuczonym zawodem. Kiedy zaczynaliśmy, mieliśmy sporo trudności, m.in. z pozyskiwaniem kontaktów do hurtowni. Nie było tak, jak teraz, że w internecie można znaleźć wszystko. Warunki były zupełnie inne. Namiary zdobywało się.

- Pieczątki, wizytówki, statuetki, ulotki, długopisy… Czy oferta Topsport zawsze była tak rozbudowana?

- Od początku robiliśmy puchary z możliwością grawerunku. Z czasem doszły pieczątki wypalane laserem. Część tabliczek okolicznościowych albo do pucharów także robimy przy pomocy lasera, w zależności od tego, jaki chcemy osiągnąć efekt. Doszły też maszyny drukarskie, cyfrowe. Kupiliśmy urządzenie do druku wielkoformatowego, dzięki czemu możemy wydrukować plakaty, zdjęcia, kalendarze aż do formatu A0. Możemy drukować nawet pojedyncze sztuki.

- Na lokalnym rynku działa kilka firm zajmujących się reklamą i gadżetami…

- Jesteśmy jedynym przedsiębiorstwem w mieście, które robi pieczątki, więc to nas wyróżnia. Ale oczywiście, są inne artykuły reklamowe, które robimy zarówno my, jak i oni. Konkurujemy z innymi firmami przede wszystkim dbałością o klienta. Jest dla nas najważniejszy. Mamy osoby, które wracają do nas po latach. Zmieniliśmy siedzibę, więc ludzie idą w stare miejsce, szukają nas i docierają tutaj. To miłe, gdy klient przychodzi po kilku latach, bo czegoś potrzebuje, a pamięta, że kiedyś już coś u nas zamawiał. Poza tym, na przykład pieczątki… nie pośredniczymy między zamawiającym a wykonawcą, tylko przygotowujemy je sami na miejscu. Klient może więc przyjść rano, złożyć zamówienie i, w zależności od tego, czy danego dnia mamy dużo pracy, po południu odebrać gotową pieczątkę. Jeśli komuś bardzo zależy na czasie, możemy zostać po godzinach i przygotować zamówienie. Mamy klientów także spoza Świdnika i Lublina. Wielu z nich od lat korzysta z naszych usług. Bardzo się cieszymy. To miłe, że nie zapominają o nas i że wracają.

- Czy zdarzają się nietypowe zamówienia?

- Owszem, ale musimy znaleźć dla nich jakieś rozwiązanie. Na przykład, klient poprosił nas o przygotowanie podstawki pod strusie jajo. Wymyśliliśmy, że wykorzystamy do tego pokrywkę od pucharu. Do niej przymocuje się jajo, a my dorobimy tabliczkę.

- Puchary kojarzą się raczej z nagrodami za osiągnięcia w nauce albo sporcie…

- Muszę przyznać, że coraz częściej są wręczane z innych okazji, na przykład na rocznicę ślubu albo jubileusz. Państwo młodzi kupują puchary dla rodziców w podziękowaniu za wychowanie. Coraz więcej osób zamawia też pamiątkowe, grawerowane tabliczki pakowane w etui. W tej chwili grawerujemy już kolorem, co daje fajny efekt końcowy. Takie pamiątki są inne, ciekawsze niż zwykły flakon albo wazon.

- Przyjęło się, że im więcej zamawiamy, tym koszt jest niższy. A jak to wygląda w przypadku zamówień indywidualnych?

- Ceny jednostkowe nie mogą być za duże, więc kalkulujemy wszystko tak, żeby opłaciło się nam zrobić pojedynczą sztukę. Nie bierzemy udziału w przetargach, nie nastawiamy się na duże zamówienia, typu 50 tysięcy sztuk. Zajmujemy się raczej wydrukiem niskonakładowym. Ostatnio, na przykład mieliśmy klientkę, która prosiła o wydruk jednej karteczki na stół weselny, bo okazało się, że w zamówieniu, które zrobiła przez internet zdarzyła się pomyłka w nazwisku. Oczywiście pomogliśmy jej rozwiązać ten problem.

- Czy przygotowują Państwo także projekty graficzne?

- Opracowujemy grafikę zarówno do pucharów, jak i znaczków, wizytówek, ulotek, tabliczek okolicznościowych. Klienci dzielą się z nami swoimi sugestiami, a my staramy się je wpasować w całość. Realizację kończymy dopiero wtedy, kiedy zleceniodawca ją zaakceptuje. Za przygotowanie projektu nie pobieramy dodatkowych opłat.

- Jak wyobraża sobie Pani przyszłość Topsport?

- Nie chciałabym zmieniać profilu firmy, niech to wszystko idzie swoim torem. Będą pojawiać się nowe urządzenia i technologie, więc z czasem, być może, dokupimy nowe maszyny, co pozwoli nam poszerzyć usługi. Poza tym, wkrótce zatrudnimy kolejną osobę, a to też jest ważne.

Agata Flisiak

 

 

 

Czytany 265 razy