Zawód, który daje satysfakcję - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 18 czerwiec 2016 08:36

Zawód, który daje satysfakcję

Napisała 

Zwierzęta kocha od najmłodszych lat. Zawsze starała się im pomóc. Nieważne czy był to kot, gołąb czy też owad. Pasję przekuła w zawód i własny biznes, który z powodzeniem prowadzi od 3 lat. O pracy lekarza weterynarii opowiada Agnieszka Woś, właścicielka gabinetu weterynaryjnego „Pchełka”.

- Co zdecydowało o tym, że została Pani lekarzem weterynarii?

- Nigdy nie stroniłam od zwierząt. Jako dziecko robiłam domki dla ślimaków i dżdżownic, zbierałam żaby. Podczas świąt Bożego Narodzenia, które spędzałam u babci na wsi, największą atrakcją było dla mnie pójście do obory i bawienie się z krowami. Gdy znikałam, rodzice wiedzieli, że właśnie tam mnie znajdą. Pomagałam też bezdomnym zwierzętom. Miałam 15 lat, kiedy w domu mieszkało ze mną 11 kotów i dwa psy. Do dziś pamiętam ich imiona. Była Szosa, Szakira, Kiler, Puszek, Śnieżek… dość ciekawa gromadka. Wszystkim znalazłam kochające domy. Wiele zawdzięczam mamie, która to wszystko tolerowała. Zawsze chciałam być lekarzem weterynarii i dążyłam do tego celu. Studiowałam na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, później zdecydowałam, że zostanę w Świdniku.

- To praca, którą każdy mógłby wykonywać?

- Zawód jest na pewno trudny dla tych, którzy wybierając weterynarię, nie kierowali się miłością do zwierząt. Nie da się pracować jako lekarz, nie mając w sobie empatii i miłości do naszych małych przyjaciół. Zwierzęta działają bardzo instynktownie. Gdy się przestraszą, trudno jest odbudować ich zaufanie. Trzeba mieć do nich cierpliwość i spróbować się z nimi dogadać. Jest to naprawdę ciężka praca.

- Gabinet oraz działająca przy nim fundacja, zostały otwarte w 2013 roku. Ilu zwierzętom udało się do tej pory pomóc?

- Kartoteka liczy kilka tysięcy pacjentów, ciężko jednak mówić o konkretnej liczbie. W 2015 roku przeprowadziliśmy około 100 adopcji kotów i psów. Udało się też znaleźć bezpieczne miejsce dla kilku jeży, kanarka i dwóch gołębi. Jesteśmy w stałym kontakcie z ich nowymi właścicielami. Bardzo nam miło, gdy przysyłają zdjęcia pupili. Ostatnio do gabinetu trafiła mała kotka. Zorganizowałyśmy dla niej na Facebooku aukcję na rzecz jej imienia. Zwycięzca nazwał ją Snajperką. Za otrzymane pieniądze została odrobaczona, odpchlona i zaszczepiona przeciwko chorobom zakaźnym. Adopcje to nie jedyna rzecz, którą robimy. Zajmujemy się sterylizacją i kastracją, która w rezultacie pomaga rozwiązać problem bezdomności zwierząt, a także profilaktyką, leczeniem, zabiegami.

- Czy my także możemy pomóc?

- Można przynosić koce, ręczniki, miski, karmę. Można przychodzić pobawić się ze zwierzakami, zabierać je do domów tymczasowych, na spacery. Zawsze jest u nas jakiś lokator. W tej chwili mamy dwa koty i dwa psy. Wszystkie zwierzaki, którymi się opiekujemy, mieszkają w szpitalu przy gabinecie. Każdy z nich ma tu swoje miejsce. Dbamy, aby były zaszczepione i odrobaczone, bo nie można dopuścić do tego, by stanowiły dla siebie zagrożenie. W każdym pomieszczeniu mamy lampy bakteriobójcze. Włączamy je codziennie, aby wyjałowić powietrze i pozbyć się groźnych bakterii. Wszystko trzeba robić z głową. Te zwierzęta, które akurat u nas nie przebywają, znajdują się w domach tymczasowych. Ja sama też zabieram je do siebie, ostatnio na przykład karmiącą kotkę.

- Jak często powinniśmy przychodzić ze swoimi pupilami do gabinetu weterynaryjnego?

- Wszystko zależy od wieku i stanu zdrowia pacjenta. W przypadku bardzo młodych zwierząt na początku jest kilka wizyt co 2-3 tygodnie, później widujemy się rzadziej. U dorosłych wizyta raz w roku jest jak najbardziej wskazana, a jeśli chodzi o starsze, nawet raz na pół roku. Na pewno każdy właściciel psa powinien zabrać swojego milusińskiego do lekarza na coroczne szczepienie na wściekliznę. Przy tej okazji piesek może też zostać zbadany. Są pupile, które cierpią na schorzenia przewlekłe, na przykład problemy kardiologiczne. Te powinny pojawiać się dużo częściej, by ich stan był pod kontrolą.

- Jakie zachowania mogą wskazywać, że coś niedobrego dzieje się z psem albo kotem?

- Bardzo uważnie obserwujmy czy jedzą. Na przykład, dla szczurka doba bez jedzenia jest jak tydzień dla większego zwierzęcia. Jeśli nie je 2 albo 3 dni i my na to nie zareagujemy, może być za późno, aby udzielić mu pomocy. Właściciele zwierząt dzielą się na dwie grupy: tych, którzy przychodzą do gabinetu nawet z powodu czkawki i tych, którzy przyprowadzają pupila dopiero wtedy, gdy ten już nie wstaje, nie chodzi, nie je i nie pije. Zdecydowanie wolę tę pierwszą grupę, nawet jeśli potem okazuje się, że zwierzakowi nic nie dolega. Kiedy zaczyna się coś dziać, widoczne są delikatne objawy. Jeśli pozwolimy, by się rozwinęły, dojdzie do powikłań i trzeba będzie leczyć kilka rzeczy, zamiast jednej. Dlatego, jeśli widzimy, że coś się dzieje, sprawdźmy to. Co roku, w dzień urodzin gabinetu, czyli 13 lipca, udzielamy bezpłatnych konsultacji. Serdecznie zapraszamy też tych, którzy chcieliby wysterylizować swojego pupila, ale są w ciężkiej sytuacji finansowej. Postaramy się znaleźć rozwiązanie.

- Zbliża się lato. Jak w tym szczególnym czasie zadbać o naszych milusińskich?

- Musimy pamiętać, że zwierzęta mają dużo wyższą ciepłotę ciała niż my i szybciej reagują na wysokie temperatury. Pod żadnym pozorem nie zostawiajmy psów w zamkniętym samochodzie, który w dodatku stoi w nasłonecznionym miejscu. Wnętrze, nawet w cieniu, w ciągu kilku minut rozgrzewa się do 50°C. Bardzo szybko może dojść do udaru. Drugą, bardzo ważną rzeczą jest, by idąc na zakupy, nie zabierać ze sobą psa. Jeśli już nam się to zdarzy, zostawmy go w zacienionym miejscu. Polecam też noszenie bidonów z wodą albo małych butelek, żeby pies mógł się napić w trakcie spaceru. Można kupić też gumowe miski turystyczne, które po złożeniu mieszczą się w kieszeni. Proszę też uważać na nagrzewające się chodniki. Niech nasi pupile długo na nich nie stoją. Opuszki u psów są bardzo wrażliwe. Jeśli chodzi o kagańce, wybierajmy takie, w których zwierzak będzie mógł otworzyć pysk i ziać, bo w ten sposób się schładza. W przypadku kotów, uważajmy żeby nie przebywały w przeciągu i nie piły bardzo zimnej wody, przez którą mogą dostać anginy. Wiele z nich wyleguje się też na balkonie, przez co dochodzi do zapalenia pęcherza moczowego. Najlepiej w każdym miejscu zrobić legowisko. Uczulam też na muchy, na które koty lubią polować. Zabezpieczmy okna i balustrady balkonowe, by podczas polowań kotek nie wypadł na chodnik. Dużym problemem są też kleszcze. Są tabletki, kropelki, obroże… Stosujmy je, żeby uchronić milusińskich przed chorobami odkleszczowymi.

- Co najbardziej ceni Pani w tej pracy?

- Wszystko. To wspaniały i ciekawy zawód. Nie tylko praca fizyczna, ale też ciągłe myślenie i analizowanie. Niejednokrotnie, gdy wracam do domu, zastanawiam się, czy wszystko będzie dobrze, jak jutro będzie czuł się kot albo czy świnka morska zacznie jeść. Nie jest tak, że gdy zwierzę wychodzi z gabinetu, zapomina się o nim. Do każdego pacjenta podchodzimy indywidualnie. Cenię również możliwość rozwoju, jaką daje mi ten zawód, zarówno osobistego, jak i zawodowego. W niedługim czasie powstanie u nas drugi gabinet przyjęć z USG, rozbudujemy szpital i powiększymy poczekalnię. Wszystko po to, by pomagać jeszcze większej ilości zwierzaków.

Agata Flisiak

Czytany 203 razy