Lawendowe zacisze - Świdnik - wysokich lotów

środa, 27 lipiec 2016 15:17

Lawendowe zacisze

Napisał 

Dużo zieleni, spokój, cisza przerywana jedynie brzęczeniem pszczół i trzmieli. Z daleka dobiega gdakanie kur. Jednak szybko okazuje się, że zmysły chłoną przede wszystkim widok i zapach rozkołysanych kęp lawendy. Powoli opada stres, oddalają się problemy, które jeszcze przed godziną zatruwały życie. Gdzie jest ten uroczy i sielski zakątek? By się tak poczuć, nie trzeba jechać do Prowansji. Wystarczy krótsza podróż, może rowerem lub na piechotę … do Franciszkowa, na plantację Anny Żebrowskiej.

Lawenda na stare lata

Na trop naprowadzi nas tablica z napisem „Lawendowy upominek”. Przed domem są oczywiście także kępki tego ziela. Jednak po zbiorze charakterystycznych kwiatostanów, niewprawne oko może je nie odróżnić od innych roślin. Uwielbiają wylegiwać się wśród nich dwa piękne koty – Rysio i Pucio. Subtelny zapach lawendy prowadzi nas do ogrodu, gdzie w specjalnym, przewiewnym pawilonie suszą się pęki kilku gatunków ziela, z pierwszego zbioru.

- Zaczęło się od kilku krzaczków przed domem – śmieje się pani Anna. – Tak mi się spodobały, że postanowiłam założyć nieduże, hobbystyczne poletko. Posadziłam 400 sztuk. Pomyślałam sobie, że jest to pomysł na jesień życia. Teraz spróbuję, a tak na serio zajmę się uprawą po przejściu na emeryturę. Przyszła mi jednak do głowy myśl – po co tyle czekać, skoro już teraz mogę zrealizować swoje marzenie i założyć plantację. Rodzice bardzo popierali ten pomysł, co dodało mi sił. Zawsze wspomaga mnie też mój partner Mateusz. Oczywiście, wcześniej przeczytałam wiele książek i artykułów. Właściwie cały czas się uczę, obserwując rozwój roślin, gdyż nie ma publikacji, szczególnie na temat jakie odmiany lawendy sadzić na poszczególnych typach polskich gleb. Wiedziałam, że roślina ta lubi słoneczne stanowisko, ziemię o zasadowym odczynie, przepuszczalną, dlatego posadziłam ją na nieco wyniesionych kopcach, ale i tak po roku musiałam część przenieść w inne miejsce, bo sobie nie radziła.

Pani Anna dosadziła kolejne 2000 sztuk, w kilku odmianach. Zbiegło się to z innym ważnym wydarzeniem – narodzinami syna Franka. 2,5-letni obecnie chłopczyk lubi przebywać na plantacji. Nie boi się spijających nektar owadów. Wie też, że nie można ich dotykać. Małe dziecko to duża zmiana w życiu kobiety, ale przy wsparciu rodziny i dobrej organizacji zajęć, udaje się wypełniać obowiązki, także zawodowe, bo pani Anna wróciła do pracy. Lawendą zajmuje się popołudniami i w weekendy. Jak sama mówi - uprawę roślin trzeba kochać, wtedy wszystko staje się łatwiejsze i przynosi dużo radości.

Ekologicznie, znaczy pracowicie

Plantacja jest ekologiczna, więc jej prowadzenie wymaga poświęcenia więcej czasu. Chociażby nieużywanie oprysków przeciw chwastom, oznacza konieczność plewienia 35 arów, co 2-3 tygodnie. Ręczne ścinanie sekatorem takiego areału aromatycznej krzewinki to także nie lada wysiłek. Pani Anna przyznaje, że po szczególnie pracowitym dniu, nawet po zamknięciu oczu widzi kołyszące się na wietrze krzaczki kwitnącej lawendy. Rekompensują TO łany fioletowych roślin, subtelny, niosący ukojenie zapach i wszechogarniający spokój, jaki niesie przebywanie na plantacji. Odmian i kolorów kwiatów tej byliny jest dużo, od mlecznobiałych, delikatnie różowych, po wiele rodzajów fioletu. Na różne sposoby można ją też wykorzystywać. Najpopularniejsze są zapachowe saszetki i poduszeczki, susz lawendowy, aromatyczne bukiety, coraz częściej używane do ślubnych dekoracji. W pracowni Anny Żebrowskiej powstają również wonne breloki, prześliczne wieńce, olejek lawendowy, woda zapachowa, a także projekty plastyczne świec, które wykonuje Magdalena Kruk z Turki. Obie panie są uczestniczkami projektu Na Szlaku Jana III Sobieskiego, oferującego dofinansowanie działalności z funduszy szwajcarskich.

- Znalazłam ulotkę w skrzynce pocztowej i postanowiłam zgłosić się do projektu - mówi pani Anna. - Mój pomysł „Lawendowy upominek” spodobał się Szwajcarom. Dostałam dofinansowanie, za które kupiłam sprzęt potrzebny do prac rękodzielniczych, między innymi maszynę do szycia, hafciarkę, overlock.

To jeszcze nie koniec

Plantacja lawendy i jej przetwarzanie to nie koniec pomysłów. Najprawdopodobniej w przyszłym roku teren zostanie ogrodzony. Rośnie już ligustrowy żywopłot. Staną wygodne ławeczki. Zaplanowane są nasadzenia roślin kwitnących, być może piwonii, ulubionych kwiatów pani Anny. Chętni, zmęczeni codzienną bieganiną, stresującym życiem będą mogli posiedzieć, skorzystać z leczniczych mocy fioletowych krzewinek czy zrobić zdjęcia. Inspiracji można poszukać na stronie internetowej www.lawendowyupominek.pl lub Facebooku - lawendowyupominek. Pani Anna odkryła bowiem w sobie pasję fotograficzną. Lawendowe pole stało się niekończącym się natchnieniem. Powstają urzekające zdjęcia, ukazujące plantację w różnych porach roku , dnia oraz sposoby wykorzystania tych roślin.

Kolejnym pomysłem są oryginalne kruche ciasteczka z kwiatem suszonej lawendy. W ich wypieku specjalizuje się pani Magda, siostra właścicielki uprawy. Przepis ściągnięty od Agnieszki Maciąg, znanej propagatorki zdrowego stylu życia, jest często wykorzystywany w domu, we Franciszkowie. Redakcyjni smakosze, także orzekli, że wypieki smakują wyśmienicie. Niewykluczone, że lawenda powędruje do lodziarni w Piaskach. Tamtejszy technolog pracuje nad recepturą z wykorzystaniem suszonych kwiatów. Pani Anna zastanawia się również nad produkcją mydełek. Pierwsze próby przyniosły obiecujące efekty. Nie każdy ma możliwość prowadzenia plantacji, ale kilka sztuk można posadzić nawet na balkonie. Bylina nie wymaga szczególnej pielęgnacji, długo kwitnie - od czerwca do października, odstrasza komary, sprawia, że znajdujące się wokół niej rośliny, lepiej się rozwijają. Poza tym Anglicy twierdzą, że tam, gdzie rośnie lawenda, w małżeństwie panuje zgoda. Może warto to sprawdzić…

Anna Konopka, fot. Anna Żebrowska

Czytany 244 razy