Słodycze, które dają szczęście - Świdnik - wysokich lotów

środa, 01 czerwiec 2016 09:15

Słodycze, które dają szczęście

Napisała 

Od chemika do cukiernika - tak w skrócie można opisać historię bohaterki artykułu. Chęci, upór w dążeniu do celu, wsparcie rodziny, a przede wszystkim miłość do słodkości sprawiła, że Justyna Stępniak-Urban postawiła na jedną kartę i otworzyła cukiernię „Niezłe Ciacha”.

- Naszą misją jest sprawianie ludziom radości poprzez częstowanie ich smacznymi, pięknie wyglądającymi słodyczami. Pamiętam, że gdy wychodziłam za mąż, koleżanka wręczyła nam w prezencie nieduże pudełeczko belgijskich, ręcznie robionych czekoladek. Jestem łasuchem, więc zawsze zjadam całą tabliczkę czekolady naraz. W tym przypadku jednak, jedliśmy z mężem po czekoladce na pół i delektowaliśmy się po prostu smakiem, czekając, aż się rozpuszczą. W życiu czegoś takiego nie doświadczyłam. I jeśli miałabym myśleć o strategii swojej działalności, o tym, jak powinna wyglądać nasza przyszłość, to chciałabym osiągnąć dokładnie taki poziom cukiernictwa - mówi pani Justyna.

- Czym zajmowała się Pani przed rozpoczęciem kariery cukiernika?

- Pracowałam jako przedstawiciel handlowy, jednak z wykształcenia jestem magistrem chemii. Studiując, zdobyłam umiejętności precyzyjnej pracy z małymi elementami, co dziś wykorzystuję w swoim zawodzie. Pasja do cukiernictwa i pieczenia tortów, zdobionych w stylu angielskim, pojawiła się nagle. Zbliżały się urodziny męża, upiekłam więc dla niego tort. Miałam wtedy 26 lat. Po raz pierwszy przygotowałam biszkopt, a masę zrobiłam z proszku. Byłam z siebie niesamowicie dumna, mimo że tort był nierówny i obłożony płatkami. Od tego się wszystko zaczęło. Szukałam różnych możliwości zdobienia tortów i trafiłam na styl angielski. Złapałam ogromnego bakcyla, piekłam dla rodziny i znajomych. Właściwie z każdej, nawet najmniejszej okazji, otrzymywali ode mnie tort. Mniej więcej po roku, pomyśleliśmy z mężem, żeby pasję przerodzić w biznes i udało się. Właśnie realizujemy marzenia.

- Pamięta Pani pierwszy wypiek, za który otrzymała wynagrodzenie?

- To były torty robione dla córek szwagierki. Jeden z nich był piętrowy, z motywem doliny smerfów. Drugi miał kształt liścia, z biedronkami. Zrobiłam też wtedy tort-fortepian. Stresowałam się, bo zamówienie złożyła moja rodzina, ale byłam zadowolona z efektu. Jestem laikiem i pewnych rzeczy uczyłam się sama, oglądając filmy w internecie. Pamiętam jedno z pierwszych ciast, które zrobiłam dla mamy. Było okrągłe, udekorowane wstążeczką i butem z masy cukrowej. Oczywiście, obejrzałam mnóstwo filmów, jak je wykonać. Tort wyszedł duży, a ozdobny bucik miał rozmiar 38. Dopiero po dwóch latach trafiłam na wykrawaczki, z których korzystają profesjonalni cukiernicy. Dzięki nim, takie ozdoby mają maksymalnie 10 cm długości. Mimo wszystko, to, że wtedy udało mi się upiec taki tort i zrobić buta oraz wstążkę, uważam za jeden z moich największych sukcesów.

- Przeszła Pani długą drogę, by stać się profesjonalistką w sztuce cukierniczej.

- Cały czas się uczę. To ważne, by nie poprzestać na doświadczeniu, które już zdobyliśmy i które pozwoliło na otwarcie cukierni. Zmieniają się techniki pieczenia ciast, style zdobień. Pierwsze torty, jakie robiłam, były bardzo wymyśle i z różnymi figurkami. Teraz modny jest minimalizm, elegancja, z niedużą ilością ozdób. Lepsze są też masy. Początkowo pracowałam z takimi, które miały w składzie dużą ilość cukru, co wcale nie było dobre. Dziś masy są plastyczniejsze i lepiej smakują. Uważam, że trzeba się kształcić i starać się nadążać za pewnymi trendami, bo wtedy można dać klientom to, czego oczekują.

- Co Panią inspiruje, gdy tworzy Pani nowe desery?

- Inspiruję się książkami o cukiernictwie ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch, bo są to kraje, które w tej dziedzinie mają naprawdę duże osiągnięcia. Staram się zaadaptować te smaki do polskich upodobań, ale też robić takie słodkości, które sama chętnie bym zjadła. Amerykańskie torty, na przykład, zawsze robią wrażenie, bo są wysokie. Mają bardzo dużo biszkoptu, a mało masy, co sprawia, że wyglądają ładnie i stabilnie. My, Polacy, lubimy natomiast ciasta, które mają trochę biszkoptu, a więcej masy, przez co przygotowanie ich jest trudniejsze. Do naszych wyrobów dodajemy naturalne składniki: owoce, prawdziwą czekoladę i wanilię, bo uważamy, że smaku nie da się oszukać. Jeśli chodzi o dekorowanie, też podpatruję zagranicznych cukierników. Nawet zwykła szarlotka… wystarczy dać okrągły rant pod tartę, zrobić bezę włoską, delikatnie ją podpalić i już będzie prezentować się odświętnie. Bo przecież ciasto ma nie tylko smakować, ale i wyglądać.

- Jaki jest Pani ulubiony smakołyk?

- Uwielbiam czekoladę. Najchętniej dodawałabym ją do wszystkich ciast i deserów. Czasem mój mąż i współpracownica Ania muszą mnie powstrzymywać, żeby czekolada nie znalazła się w każdym przygotowanym przez nas torcie.

- Jakie wypieki można kupić w Pani cukierni?

- Zwracamy uwagę na to, co mówią inni. Gdy przychodzą do mnie goście i piekę dla nich, zawsze pytam co im smakuje. W ten sposób wybrałam cztery albo pięć ciast, które stanęły za cukiernianą witryną. Naszym sztandarowym ciastem jest szarlotka. Podajemy ją w troszkę innej formie, żeby zaciekawić klienta i pokazać, że zwykłe domowe ciasto też może robić wrażenie. Mamy też makowce. Pojawi się jeszcze sernik, ale wciąż doskonalimy przepis, dlatego klienci będą musieli na niego jeszcze chwilę poczekać. Nasza oferta będzie się stale zmieniać.

- Wciąż można też składać zamówienia indywidualne.

- Realizujemy zamówienia na torty urodzinowe, komunijne, weselne, w zależności od potrzeb. Wprowadzamy także ofertę uzupełniającą. Będziemy przygotowywać zdobione ciasteczka i babeczki, spójne z tortem i wszystkimi elementami weselnego wystroju. Zamówienia można składać w cukierni oraz za pośrednictwem strony www.niezleciacha.pl.

- Co najbardziej podoba się Pani w zawodzie cukiernika?

- Ta praca łączy w sobie wiele elementów, które są dla mnie istotne. Bardzo ważny jest kontakt z klientem, dlatego nie zamykam się w kuchni. Staram się być trochę „za ladą”, trochę na zapleczu. Rozwijam się artystycznie, ćwicząc nowe wzory i zdobienia w stylu angielskim. A przede wszystkim, piekę.

Cukiernia „Niezłe Ciacha” znajduje się przy ul. Racławickiej 30B. Zapraszamy od wtorku do piątku w godz. 10.00-18.00 oraz w soboty od 10.00 do 15.00.

Agata Flisiak

Czytany 287 razy