Na tatara do „Wueski”! - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 30 kwiecień 2016 09:04

Na tatara do „Wueski”!

Napisał 

Na gastronomicznej mapie miasta znajdują się bary, knajpy i restauracje, serwujące napoje i dania rodem z zagranicznych kuchni. Wśród nich prym wiodą popularne w ostatnich latach włoskie i tureckie smaki.

Na obiad albo przy wieczornych rozmowach, podjadamy pizzę, makarony czy kebab. Nowe nawyki żywieniowe od tego, co znajdowało się na naszych talerzach 20 czy 30 lat temu, różnią się kolosalnie. Przede wszystkim dlatego, że kiedy przy fabryce rozwijało się miasto, mieszkańcy chodzili na kawę i ciastko do kawiarni „Ja i Ty” oraz na tatara, pierogi i schabowego z kapustą do legendarnej „Świdniczanki”. Na stołach królowały dania domowe, o które trudno we współczesnych restauracjach. Wraz ze słynnymi lokalami, odeszły w niepamięć sztuczne kwiaty i boazeria, czyli nieodłączne symbole PRL-owskiego wystroju, ale przede wszystkim wspaniała atmosfera tych miejsc i uczucie, że jest się u siebie. Dziś szansę na wypełnienie luki po miejscach „z historią w tle” stara się wykorzystać restauracja „Wueska”, którą otwarto przy ulicy Kopernika 9B. Właściciel Konrad Szpura i menedżer Irek Król, opowiadają o renesansie kuchni polskiej i tradycjach Świdnika, które w lokalu widać na każdym kroku.

- Obaj pochodzicie ze Świdnika.

- Konrad Szpura: Tu się urodziliśmy i wychowaliśmy. Miasto i jego historia są dla nas bardzo ważne. Produkcja motocykli, śmigłowców… o tym zawsze się mówiło. Mój tata pracował w zakładzie. Gdy byłem dzieckiem, rodzice wspominali, jak jeździli „wueską” na pierwsze randki i spotkania z przyjaciółmi. Wtedy każdy miał swój motocykl WSK. Ja też o tym marzyłem, ale nigdy nie udało mi się go kupić. Brałem za to udział w festynach, chodziłem na pokazy lotnicze, zloty motocyklowe. Po latach powstał pomysł, by otworzyć lokal przypominający chlubną historię miasta. Chciałem zaprosić gości spoza Świdnika, przed którymi mógłbym uchylić rąbka jego tajemnic, a mieszkańcom przypomnieć o czasach jego świetności.

- Wchodząc do lokalu od razu rzuca się w oczy niezwykły wystrój.

- K. Sz.: Nad wejściem znajduje się logo restauracji, nawiązujące do dawnego emblematu WSK. Ściany na parterze zdobią fotografie motocykli, reklamowe i takie prosto „z taśmy”. Tuż przy barze znajduje się szafa z kolekcją miniaturowych aut, które pochodzą z prywatnych zbiorów. Także kącik dla dzieci zdobi podświetlana grafika w motocyklowym klimacie. Na piętrze zaś znajduje się sala poświęcona lotnictwu. Na ścianach widnieją fototapety z fotografiami starego i nowego lotniska. Zdjęcia zostały udostępnione przez Krzysztofa Wiśniewskiego oraz Strefę Historii. Klimat tego miejsca podkreśla też muzyka - polskie piosenki, które każdy pamięta. Gdy patrzę na gości widzę, jak tupią pod stołem w rytm muzyki.

- I. K.: Myślę, że nazwa i logo przyciągają wszystkich, którzy w jakiś sposób byli związani z zakładem oraz produkcją motocykli i śmigłowców. Już teraz widzimy, że ci, którzy przyszli raz, wracają.

- K. Sz.: Restaurację odwiedzają dawni pracownicy zakładu, byli zawodnicy sekcji motocyklowej oraz sportów lotniczych. Miłym zaskoczeniem była dla nas wizyta jednego z konstruktorów „wuesek” i mistrzyni Europy w zawodach spadochronowych oraz autora książki o motocyklach WSK. Kilkadziesiąt lat temu w zakładzie pracowało kilkanaście tysięcy ludzi, niemal cały Świdnik. Są oni już dziś w większości na emeryturze i właśnie dla nich to miejsce jest czymś specjalnym. Być może ktoś z nich rozpozna na zdjęciu siebie, kolegę albo sąsiada. Fajnie byłoby, gdyby ktoś przyszedł i powiedział: - Hej, to ja 30 lat temu!

- Wystrój nie jest jeszcze skończony.

- K. Sz.: Jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje i inicjatywy. Jeśli ktoś ma jakiś gadżet, zdjęcia motocykli, są jeszcze wolne miejsca na ścianie. Ludzie mogą przynosić tu pamiątki związane ze świdnicką produkcją, które wyeksponujemy. Jeśli ktoś ma fantastyczną fotografię z żoną albo chłopakiem na motocyklu WSK, jak odpoczywają nad jeziorem… z chęcią ozdobimy nią nasz lokal. Miło będzie jeśli wróci tu z przyjaciółmi i pochwali się: - Przyniosłem swoje zdjęcie i teraz można je tu zobaczyć.

- I. K.: Chcemy, żeby nasi goście czuli się jak u siebie, żeby widzieli tu kawałek własnej historii. Żeby mogli dobrze zjeść i fajnie spędzić czas.

- Jakie dania znajdziemy w karcie?

- I. K.: „Wueska” to w pewnym sensie kontynuacja legendy świdnickich restauracji, jak „Świdniczanka” czy „Lotnicza”. Właśnie ze względu na dania, które tam podawano. Na przykład galareta, tatar, kotlet schabowy, golonka. To potrawy, których dziś nie oferuje się w restauracjach, a wszyscy bardzo je lubią. Nasz szef kuchni specjalizuje się w kuchni polskiej. Serwuje genialną kaczkę pieczoną, ale także smaczne ryby oraz dania bardziej nowoczesne. Goście wychodzą zadowoleni i wracają do nas. Działamy od niedawna, ale na razie zbieramy same pozytywne oceny. Wystarczy zajrzeć na nasz fanpage na facebooku, gdzie ludzie dzielą się opiniami. Dostaliśmy wiele pochlebnych komentarzy, a ich liczba wciąż rośnie. Bardzo nas to cieszy.

- K. Sz.: Zanim otworzyliśmy restaurację, zrobiliśmy rekonesans. Pytaliśmy mieszkańców, co chcieliby zjeść w nowym lokalu. Bardzo często powtarzały się właśnie galareta i kotlet mielony. To był dla nas sygnał, że ludzie potrzebują takich dań.

- To potrawy, które można przygotować w domu.

- K. Sz.: Teoretycznie tak. Kotlet może przygotować każdy, ale mimo wszystko, miło jest czasem zjeść go w restauracji. Estetyka podawania dań jest u nas na wysokim poziomie.

- A co z dziećmi czy wegetarianami? Czy oni także znajdą coś dla siebie?

- K. Sz.: Coś na ząb znajdą nawet najbardziej wybredni smakosze. Mamy potrawy wegetariańskie i typowo wegańskie. Szczególnie polecam krem z pieczonej papryki z puree brokułowym, który nie jest gotowany na mięsie. Nasi najmłodsi goście będą równie zadowoleni. Dziecięce potrawy są podawane na kolorowej zastawie, a wśród nich znajdzie się uwielbiana przez wszystkich pomidorówka czy słodkie naleśniki.

- To miejsce dobre na niedzielny obiad z rodziną.

- I. K.: Od pierwszych dni zauważyliśmy rodziny, które do nas wracają. Dorośli mogą spokojnie zjeść, a dzieci w tym czasie bawią się w specjalnie wydzielonym dla nich miejscu, pełnym kolorowych zabawek.

- K. Sz.: Goście przychodzą i mówią: - Wow! Wreszcie ktoś pomyślał o rodzinach z dziećmi. – Bo tak naprawdę, w lokalach nie ma miejsca, w którym najmłodsi mogliby się bawić. Sam jestem tatą dwójki pociech i wiem, że wyjście z nimi do restauracji jest po prostu trudne. Nie można spokojnie zjeść, porozmawiać, bo maluchy szybko się nudzą. A u nas mogą się bawić, odpoczywać. O to właśnie chodzi, żeby odciążyć rodzica choć na 5 minut.

- Restauracja już działa. Co dalej?

- I. K.: Z czasem wprowadzimy różnego rodzaju atrakcje, jak wieczory z muzyką na żywo czy pokazy i degustacje barmańskie - o wszystkich wydarzeniach będziemy informować naszych gości na bieżąco. Otwieramy także ogródek letni, ruszamy ze stroną internetową. Organizujemy również przyjęcia okolicznościowe dla firm i osób prywatnych. „Wueska” pomieści aż 50 gości!

- K. Sz.: Wszystkich serdecznie zapraszamy na pyszne jedzenie albo po prostu dobrą kawę.

Agata Flisiak

Czytany 193 razy